Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

MrFrodo

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  1. MrFrodo

    Hipnoza

    Może wypróbuj na początek treningu autogennego Schultz'a i zobaczysz jak reagujesz zanim zdecydujesz się na hipnoterapię. Trening Autogenny Schultz'a Na YT są nagrania Przykład W książce "Zwalcz Stres" Janusza Konrada Jędrzejczyka są też opisy ćwiczeń autogennych.
  2. Choruje na GAD (zespół lęku uogólnionego) i depresję + co roku dochodzi sezonówka, biorę sertralinę 50mg/d. Wcześniej brałem escitalopram 2 podejścia i to był dla mnie nie zbyt dobry wybór. Doraźnie biorę pregabalinę 75mg niezbyt często bo buduje u mnie szybko tolerancję, nie mniej pamiętam, że wyciągneła mnie z epizodu mega depresji. Natrafiłem w internecie na baklo, zacząłem czytać ten topic i udało mi się się "załatwić" ten lek - ale o tym za chwilę. W rodzinie mam, a raczej miałem 2 alkoholików. Mój ojciec, któremu zawdzięczam rozwój GAD przez 17 lat stosował znęcanie psychiczne szczególnie nade mną, były sprawa o to w sądzie - wyrok 1 rok w zawiasach na 5 lat i kurator. Nic to nie dało jednak i ojciec robił nadal to co robił + chlanie. Zgłosiłem go na przymusowe leczenie, które zarządził sąd - ojciec był 6 tyg w ośrodku i po powrocie tydzień minął a już był nayebany. Terror psychiczny się nie skończył, kurator nie rozumiała ile to mnie kosztowało żyć tu z alkoholikiem pastwiacym się nad rodziną (oprócz mojego brata, który z nim popijał i trzymał z ojcem bo ten stawiał). Założyłem drugą sprawę o znęcanie psychiczne bo nic nie ulegało zmianie - psychicznie byłem już wycieńczony i jakby mózg mi się od lęku już gotował, szereg objawów fizycznych i mega lęk. Po pierszej rozprawie z drugiej sprawy nic nie uległo zmianie, sędzia namawiał do pogodzenia się z ojcem nie rozumiejąc, że to terror, były nagrania w sądzie jak ojciec się zachowuje. Wyznaczono kolejną rozprawę. W tym czasie ojciec ładował alko masakrycznie + awantury, buntował swoją rodzinę na mnie, szykany itd. Któregoś dnia wybierałem się do miasta po leki dla mamy ( osoba niepełnosprawna), miasto 6 km dalej, chciałem wziąć rower - ten był owinięty łańcuchem, wkurzyłem się wygarnąłem ojcu i mówie pojdę na pieszo. Przyszedł i mówi, że mogę wziąć rower, poszedłem jednak pieszo. Byłem mega w lęku, pół drogi wyłem z bezradności tej sytuacji. Przy jednej z kapliczek sobie myślałem "Boże pomóż to rozwiązać bo nie dam rady już psychicznie". Dwa dni później ojciec w nocy o 3 nad ranem dostał udaru - zaznaczam, że nie chciałem takiego czegoś. Był pijany, nie podali mu odrazu leków, stan się pogarszał, zapalenie płuc i inne. Miesiąc w śpiączce. W tym czasie nie odwiedzilem go w szpitalu - jezdził brat alkoholik z rodziną ojca. Po miesiącu ojciec się obudził, porażenie lewostronne calkowite, ustabilizowany stan i wypisali do domu. Drugą sprawę odroczono. W między czasie postarałem się o zakład opiekuńczy dla ojca bo stan był jednak nieciekawy odleżyny. Ojciec zmarł w zakładzie opiekuńczym w następstwie uszkodzeń mózgu po udarze. Zająłem się pogrzebem i wszystkimi sprawami. Pamiętam, że jeszcze jak leżał w domu to wołał o "setę". Sprawę o znęcanie umorzono. Taka pokrótce historia. Mój brat pije alkohol, zgłaszałem go do gminnej komisji ds. problemów z alkoholem, ale nie stawił się, zgłoszenie do prokuratury nic nie dało mniej więcej stwierdzili, że dopóki nie ma przestępstwa w wyniku jego picia to, to że sam sobie robi krzywdę pijąc nie jest przesłanką. Ja nie miałem nigdy problemu z alkoholem, zauważyłem że przy stanach lękowych po wypiciu kieliszka nalewki robi się miło na 10-15 minut, ale sobie pomyślałem że tak się uzależniać człowiek zaczyna, najpierw kieliszek żeby było miło, potem już nie wystarcza jeden. Ogólnie alkohol dla mnie nie jest rozwiązaniem, wiem co to robi z człowiekiem, napatrzyłem się. Niszczy to rodzinę jak taran - wpada demoluje i zostają zgliszcza. Wracając do baklo, biorę go po 12.5 mg x2 dzień. Sądzę, że u mnie niedomaga neuroprzekaźnictwo GABA. Od dzieciaka byłem, zalękniony. Kiedyś myślałem, że jedt to totalna nieśmiałość, dopóki psychiatra nie zdiagnozował depresji i GAD. Po baklo czuję się lżej, nawet jak odczuwam stres to jest to inaczej. Kontynuuję terapię poznawczo-behawioralną u psychologa. Zamierzam pójść na kurs prawa jazdy, walczę trochę z zaburzeniem funkcji kognitywnych (pamięć krótkotrwała i ciut ciężko mi się uczyć znaków, przepisów itd. - zacząłem wcześniej ogarniać to by na kursie mieć jakąś wiedzę). Mam trochę problemów zdrowotnych wieloletni "poligon" w domu aka stres i lęk - spięte mięśnie podniszczyły mi kręgosłup. Baklo pomaga mi na lęk i spięte mięśnie, pozytywnie czuję działanie antylękowe, stres jest inny całkowicie. Alkohol nigdy nie był dla mnie rozwiązaniem problemów, nigdy nie próbowałem zastosować go jako "remedium" na GAD czy deprechę. Wiem, że mam silną postać GAD - psycholog mnie uświadomiła, że to będzie wracać jak bumerang, ale pracujemy nadtym bym nauczył się "dyskutować" z myślami automatycznymi, podważać je i niedać się im.
  3. MrFrodo

    Dziwny Ja

    Wiem, że muszę coś z tym zrobić żeby nie zwariować. Miewam koszmary ostatnio. Czuję niepokój nawet jak jest cicho w domu, czasami rozdrażnienie i obojętność, pustka. Depresja działa wyniszczająco na sferę emocjonalną, to co cieszy przestaje, pojawia się niepokój. Czasami na emocje typu "radość" którą trudno nazwać radością bo sam nie wiem czy to radość czy coś innego dostaję uderzenia gorąca. Wiem, że nie chcę skończyć jako zgorzkniała osoba, a jeśli dane będzie mi w życiu to zrobić coś dobrego dla innych.
  4. MrFrodo

    Dziwny Ja

    Dziękuję za odpowiedź. Sytuacja wygląda tak, że kiedy zdawałem maturę moja matka zachorowała - tętniak mózgu, kilka operacji rehabilitacja itd. Nie poszedłem dalej do szkoły. Ta sytuacja była jakby ciosem. Leczenie matki trwało długi czas, w wyniku choroby powstała niepełnosprawność. Ojca to zdarzenie nie zmieniło w sumie uważam, że nic człowieka takiego jak on "nie ruszy". Stwierdził nawet, że on jest bardziej chory niż matka - tylko jemu nikt czaszki nie otwierał. To był ciężki czas patrzeć jak bliska osoba walczy o życie i niknie w oczach, nie poznaje nikogo itd. Dziś obudziłem się z nie uzasadnionym niepokojem, jedyny lek jaki mam od lekarza to Hydroxyzinum 25mg wziąłem 1/4 tabletki bo wiem, że zamula. Po jakimś czasie niepokój zniknął, ale przyszła straszna senność i to "zamulenie". Teraz pisząc ten post jest w miarę nie czuje lęku. Od zawsze czułem lek przed innymi osobami - a czułem się sobą w gronie 2,3 osób które dobrze znałem. Przez wiele lat uciekałem w muzykę gram trochę na instrumentach dętych jestem samoukiem. Ostatnio moja pasja muzyczna nie jest taka sama. Zauważyłem, że jest mnie jakby dwóch, gdy jestem pełny empatii i tej mojej mega głębokiej wrażliwości to odczuwam głęboką empatię, ale gdy zablokuję się jestem obojętny. Nie pracuję, pomagam mamie - ostatnio zdarzył się incydent że odkręciła gaz i nie pamiętała. Nie myślę o posiadaniu własnej rodziny - czuję się trochę jak by lata mojego dzieciństwa zostały wycięte z mojego życiorysu brak mi tych straconych lat, może inaczej jest jakby pustka. Najgorsze jest jak człowiek czuje się zrezygnowany. Nie pragnę być bogaty, czy jeździć po świecie itd jedynie spokój. Zauważyłem, że wiele razy czułem się zazdrosny o życie innych ludzi męczyło mnie to strasznie, teraz jest to epizodyczne, ale wiem że to poniekąd może być mój egoizm. Powinienem coś zrobić żeby odmienić swój los wiem, ale od zawsze jest to paraliżujące uczucie strachu. W sytuacjach gdy ktoś zwraca mi uwagę denerwuję się tak jak bym nie umiał policzyć od 1 do 10 w stresie, brak skupienia, powtarzanie tych samych czynności itd. Gdy coś zrobiłem i ktoś to docenił nigdy nie czułem satysfakcji i zadowolenia z siebie. Pod koniec roku 2014 wyszedłem trochę do ludzi, koleżanka wychodziła za mąż i poprosiła mnie bym zagrał na jej ceremonii ślubnej. Ojciec po moim wyjściu skomentował, że na flecie to grają pasterze na pastwiskach, nie przejąłem się tym byłem zły - że nawet w takim momencie musiał docinać mi. Oczywiście na wesele poszedłem sam bo nie miałem żadnej dziewczyny na oku, po prosiłem kilka kuzynek, ale żadna nie chciała pójść. Całe wesele niemal przesiedziałem no może za dużo powiedziane... filmowałem, potem zmontowałem materiał dla koleżanki. Na tą chwilę nie oczekuję od życia z byt wiele, chciałbym być zdrowy fizycznie. W wieku 14 lat złamałem nogę, jestem alergikiem (alergia dokucza mi cały rok) oczywiście biorę leki, a rok temu niespodziewanie miałem atak kolki nerkowej. Miałem taki pomysł by wyjechać za granicę do pracy i znaleźć własne miejsce tylko to zawsze jest łatwiej w głowie się rozmarzyć, a gdy by trzeba stawić czoło rzeczywistości - nagle jest tysiąc powodów, że może się nie udać. Znam dobrze język angielski. Umiem gotować itd.
  5. Witam wszystkich. Postanowiłem napisać na tym forum ponieważ nie wiem co się zemną dzieje. Mam 29 lat. Odkąd pamiętam zawsze się czegoś bałem chodzić do szkoły, być aktywnym na lekcjach tzn. wiedziałem dużo, ale nigdy się nie zgłaszałem. Nie miałem nigdy zbyt wielu znajomych (obecnie w ogóle ich nie mam, no może poza jedną przyjaciółka z którą zawsze mi się dobrze rozmawiało, ale o tym później). Mój ojciec od jakichś 14 lat dokuczał mi itd. To taki typ człowieka - sezonowy alkoholik jak pije to pije, a jak przestanie to nie jest lepiej cały czas chodzi, klnie, wyzywa - miał w 2002 roku niedotlenienie mózgu, ale to tylko wydobyło z niego jego prawdziwą osobowość. Dlaczego piszę o nim ponieważ uważam, że przez niego czuję się obecnie jak się czuję fizycznie i psychicznie tzn. źle. Od wielu lat wysłuchuję jaki to jestem najgorszy, nieudacznik, że buntuję siostrę, matkę. Chodząc do liceum nie mogłem chorować bo miałem awantury że pieniądze na bilet miesięczny są marnowane... Wiele razy "po pijaku" sypał głupie teksty, że ja molestuję swoją siostrę co mnie bardzo zabolało i to tak , że obecnie nie uważam go za ojca. Zrozumiałem jakiś czas temu, że wszelkie próby kontaktu z mojej strony były naiwne, gdyż ten człowiek mnie nienawidzi. Od dzieciaka brałem wszystko do siebie i to bardzo głęboko - nie miałem nikogo bliskiego by móc porozmawiać. Tak mijały lata, żyłem nadal w strachu, Wyjść do ludzi to ciężar... Każdy kolejny sezon jesienno zimowy był gorszy aż do jesień/zima 2014/2015 od tego czasu zaczęło się źle dziać z moim zdrowiem. Ostatnia depresja spowodowała to że nic już mnie nie cieszy może jedynie to że czuję że czas szybciej płynie - jak jest dzień to chcę by był wieczór żeby iść spać. Od lutego chodziłem do lekarza rodzinnego. Zaczęło mnie boleć ramię i okolice pod pachą lewą, 3-4 tygodnie pieczenie w pachwinie - naczytałem w internecie różnych for i oczywiście auto diagnoza, że koniec mój bliski. Poszedłem więc do lekarza nie zbadał mnie (a z racji iż rok wcześniej miałem atak kolki nerkowej i bóle pęcherza dostałem antybiotyk cipronex 500mg). Zrobiłem badanie moczu wyszły pasma śluzu więc lekarz dał jeszcze jedno opakowanie cipronexu wybrałem - poszedłem z ramieniem, ale chciałem zakończyć sprawę z pęcherzem (kolka nerkowa ból był taki że wyłem więc nie chciałem powtórki). Nadal bolało mnie pod pachą więc poszedłem do lekarza, ale tym razem do starszego, zbadał mi węzły chłonne dał skierowanie na morfologię, mocz i cholesterol i rtg płuc - wystraszyłem się myśląc, że szuka chłoniaka. Wyniki okazały się ok: morfologia ok, cholesterol ok, rtg nic nie wykazało. Ramię i obszar pod pachą nadal mnie bolały. Nie czekają na skierowanie wybrałem się prywatnie do lekarza na usg - oczywiście ludzi było bardzo dużo, a czas badania jednej osoby ok 30 minut, strasznie się zdenerwowałem i wróciłem do domu niespokojny, zaniepokojony, A w domu ojciec pijany i awanturujący się , nie wytrzymałem i wykrzyczałem do niego wiedząc że to i tak nic nie da. Zrobiło mi się gorąco, nie dość że stres o zdrowie to znowu w domu awantura... Wróciłem drugiego dnia na badanie usg po 30 minutowej wizycie pani doktor powiedziała, że węzły chłonne są odczynowe bez zmian patologicznych, odetchnąłem z ulgą, nawet się śmiałem jak głupi. Ale... nadal miałem te stany podgorączkowe do 37,5 C. Wróciłem do rodzinnego, ramię nadal bolało i ból w pachwinie pozostał. Lekarz wypisał zlecenie na zrobienie testu RZS (reumatoidalne zapalenie stawów), wynik negatywny, zapisał mi 2 opakowania Augumentinu, pytał czy nie maiłem do czynienia z kleszczem (ale nigdy nie miałem incydentu bym znalazł kleszcza na swojej skórze). Antybiotyk brałem. Nadal mam stany podgorączkowe 37.5. Czasami mi się zdaje że od emocji, ale nie wiem na pewno. Do lekarza wybieram się teraz w maju. Psychicznie jest tak: nic mnie nie cieszy, kontakt z przyjaciółką prawie już stopniał nie wiem czy to ma coś na rzeczy, ale jedyną osobą która mnie bardzo dobrze rozumiała była moja przyjaciółka z USA, amerykanka - czułem z nią mega więź, zawsze pisała "I am here for you, always". Wiem ,że ma swoją rodzinę, ale jakoś relacja... chyba się skończyła. Nie mam żalu, Moje pasje i zainteresowania zniknęły. Nigdy nie poszedłem do lekarza psychiatry czy psychologa, bałem się że ojciec powie że jestem "głupi", dokuczałby mi strasznie. Na obecną chwilę nie wiem czy jestem poważnie chory (ta temperatura podwyższona) czy to wynikło z lat stresu i emocji tak negatywnych. Nie wiem czy to zmęczenie/wypalenie nadnerczy czy tarczyca czy... jakaś inna choroba. Sam nie wiem czy jakbym był chory to walczyłbym o zdrowie z jednej strony mam dość ( o samobójstwie nie myślę) a drugiej strony szkoda mi by było zostawić siostrę i matkę z tym człowiekiem. Mam 29 lat i czuję się, że część życia przypadającą na mnie już przeżyłem. Nie wiem dziwnie jest tak jak teraz nigdy się nie czułem plus ta temperatura, ból ramienia i pod pachą czasami bolą mnie nogi łokcie... Przepraszam za chaotyczny opis, ale nie mogę zebrać myśli.
×