Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

withapain

Użytkownik
  • Zawartość

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Witam! Piszę na forum, ponieważ trochę brakuje mi już metod walki z problemami. Zdiagnozowano mi nerwicę w lutym, wtedy też zacząłem brać antydepresanty (zszedłem z nich w połowie wakacji i nie biorę do teraz) i uczęszczać na psychoterapię. Miesiąc później wszedłem w związek z dziewczyną. Mieliśmy na początku problemy, ona weszła w związek z cieniem byłego chłopaka, który ją zdradzał i nie chciał zaprzestać kontaktu, ja wszedłem ze swoją nerwicą. Ponieważ nie była na początku do końca fair wobec mnie i utrzymywała kontakt z byłym chłopakiem na poziomie flirtu, bardzo nadszarpnęło to moje zaufanie do niej. Od tego zaczęły się lekkie trudności, ja miałem problemy z zaufaniem, ona z otworzeniem się - jednak rozwiązywaliśmy je na bieżąco, ja w ogóle zaprzestawałem kontroli czy bycia zazdrosnym, ona się coraz bardziej otwierała. Co ciekawe, przez pierwsze 2 miesiące związku nie byłem w niej zakochany, ani nawet zauroczony. Nie była dziewczyną moich marzeń jeśli chodzi o zainteresowania, błyskotliwość czy inteligencję, ale wraz z psychoterapią uczyłem się, że nie jest to konieczne. Związek był piękny, pełen emocji i wzruszeń i przez większość czasu to ona była tą bardziej zakochaną. Problemy zaczęły się we wrześniu/październiku, gdy ze względu na stres związany ze szkołą zaczęła mieć bóle brzucha, problemy ze snem i inne nerwowe sprawy. By wykluczyć choroby fizyczne chodziłem z nią po ginekologach, byłem z nią w szpitalu i nic nie wykryli. Już wcześniej sugerowałem, że to może być kwestia depresji (co sugerowała jej psycholog szkolna zanim się jeszcze poznaliśmy). Nie wiem jednak czy to rzeczywiście był problem z tym, bo ona na początku zaczęła upatrywać problemów w naszym związku, że za mało wychodzimy, że boi się wypalenia tak samo jak z poprzednim chłopakiem itp. Później zaczęła sugerować, że nie wie co do mnie czuje, więc zdystansowałem się emocjonalnie, by dać jej przestrzeń - zadziałało to pozytywnie, bo z płaczem już po jakimś czasie mówiła, że mnie kocha, ale że jest zagubiona. Niestety, kłótnie bywały u nas coraz częściej, starałem się w żadnej rozmowie nie używać ironii, złośliwości czy wypominania, ona natomiast stosowała wszelkie taktyki, których w związku się nie stosuje, tj. sarkazm, ironię, chamstwo. Rozstała się ze mną w Boże Narodzenie przez smsa - dla mnie był to ciężki okres, bo byłem chory, ale wraz z pomocą znajomych starałem się to przetrwać. Nie minęły 2 dni i ona zaczęła sugerować, że jest jej strasznie beze mnie, że mieliśmy tyle planów i że wciąż ma do mnie uczucia, więc spotkaliśmy się 3 dni temu. W końcu pogadaliśmy trochę zdystansowani, pierwszy raz w sposób prosty, normalny i bez kłótni - oboje przytuliliśmy się wiedząc, że teraz nie da rady do siebie wrócić i płacząc, że tak musimy się rozstać. Mimo tego jako tako utrzymujemy kontakt, ona mówiła, że chce spróbować jeszcze raz, ale wiem, że natychmiastowy powrót będzie również powrotem do całego bólu, który nam się zgromadził podczas problemów przez ostatnie półtora miesiąca związku. W czym jest mój problem? Ano w tym, że chciałbym zacząć robić coś dla siebie i zacząłem ćwiczyć, szukać nowych hobby etc. Niestety moje zdrowie nie jest w najlepszej kondycji i po raz 2 w tej przerwie świątecznej dopadła mnie choroba, co trochę uniemożliwia robienie czegokolwiek. Jest mi ciężko, mam chorobę Crohna, która mimo bycia zaleczoną działa na ogólne osłabienie organizmu. Jestem teraz przed sesją i mam dużo nauki, siedzę chory i nie wiem co ze sobą zrobić. Mam chęć odezwania się do niej i "wyżalenia się", ale wiem, że teraz nie mogę tego zrobić, bo będę miał tylko wyrzuty sumienia związane z moją słabością. W tym roku piszę licencjat z ekonomii, później idę na psychologię - niezależnie od tego ile złych słów padło z jej ust w moją stronę, staram się wyjść z tego ze zdrowym przeświadczeniem, że nigdy nie jest to wina jednej ze stron. Po prostu cholernie ciężko mi mając tyle trudności, gdyż to w jej osobie mój umysł dopatruje się pomocy. Dodam, że mam 21 lat, a ona 18, nie mam do niej o nic pretensji, ale wiem, że z komunikacją w związku, gdy już przeszła jej faza zauroczenia było ciężko, gdyż ona jest bardzo impulsywna i pisze rzeczy, których nie sposób później zignorować. Wiem, że powrót do niej nie rozwiązałby problemów, bo wielu rzeczy nie widzi, albo widzi, tylko potrzebuje kilku dni wybuchów, by w końcu przyznać, że miałem rację. To więc, wraz z moją chorobą, powodują u mnie uczucie bezsilności, gdyż w moim obecnym stanie jest jedyną osobą, która mogłaby zaspokoić moją potrzebę wsparcia/zrozumienia/bycia kochanym, ale jest też osobą do której powrót byłby możliwy tylko wtedy, gdy sam nauczyłbym się zaspokajać te swoje potrzeby bez pomocy innej osoby, bo inaczej żyłbym w ciągłym stresie, że znów pod wpływem jej impulsu zostanę z uczuciem "nie pomogła mi". Mam znajomych, mam przyjaciół, którzy mogą mi pomóc, ale zawsze to ja byłem tym, który dawał ludziom rady. Wiem, że potrzeba czasu, wiem, że muszę być cierpliwy i wiem, że te rzeczy, które przeżywam są normalne. Problem w tym, że po długim okresie psychoterapii i zajmowania się psychologią/filozofią/teologią na własną rękę brakuje mi chyba tego uczucia "wow, masz rację!". Czuję, że mam odpowiedni mindset, by poradzić sobie właściwie z sytuacją, ale brakuje mi chyba cierpliwości, a przede wszystkim tej jednej osoby, która by mnie kochała nawet w sytuacjach kryzysowych.
  2. Patrząc z tej strony, przyjemność seksualna to stan psychiczny, który też można z powodzeniem osiągnąć samemu. Związek jak najbardziej tak - z mojej perspektywy jest to duży boost do samooceny, pewności siebie i bezpieczeństwa. No, ale nie każdy tego potrzebuje, więc wspólne życie w czystym podejściu ekonomicznym jest tak czy siak lepsze, podział pracy zwiększa jej efektywność. : ) Człowiek jest jednostką ultra społeczną i nie da rady przetrwać sam z takim stanem psychicznym jaki miałby z DOBRYM dla siebie partnerem/partnerką, a związek to najbardziej zaawansowany, niepatologiczny sposób koegzystowania, który istnieje w naszym społeczeństwie. Wg statystyk na przedwczesną śmierć bez żadnych chorób wewnętrznych i używek narażeni są samotni mężczyźni i taksówkarze D:
  3. Witam! Od 5 miesięcy zażywam pół tabletki (10mg) Paxtinu i uczęszczam na regularną psychoterapię. W wyniku w zasadzie całkowitej poprawy zdecydowaliśmy z Panią Doktor zejść z leku, biorąc najpierw przez tydzień 1/4 tabletki, po czym 1/4 co drugi dzień przez kolejny tydzień. Po 5 dniach brania zmniejszonej dawki zacząłem odczuwać rozdrażnienie, więcej rzeczy zaczęło mnie irytować, powrót nocą do domu przyniósł charakterystyczny dla moich dawnych objawów nerwicy strach i dyskomfort. Było to na poziomie w miarę do wytrzymania, więc myślałem, że to przetrwam. Wczoraj jednak do objawów rozdrażnienia doszedł czynnik zewnętrzny, czyli kłótnia z dziewczyną - nic wielkiego, ale wystarczające, bym miał duże problemy z zaśnięciem w nocy (musiałem łyknąć pierwszy raz od ponad miesiąca hydroxizinum na sen i w wyniku stresu, strachu i tysiąca emocji związanych z tym, że może nerwica mi powraca, łyknąłem również pół tabletki paxtinu). Dzisiaj jestem lekko zmulony przez wzięte w nocy tabletki, nastrój nie jest tragiczny, ale wyraźnie obniżony. Moje pytanie jest następujące: Czy powinienem powrócić do branej ówcześnie dawki leku czy próbować przetrwać te stany i zejść z tabletek tak jak przykazano?
  4. Nie martw się tym, że tak bardzo przeżyłaś we śnie pocałunek z byłym chłopakiem, łączyły Cię z nim w końcu jakieś uczucia i chociaż na żywo mogłabyś równie dobrze nic nie poczuć widząc swojego ex, to Twój umysł zachował w sobie jakiś jego obraz, bez otoczki zewnętrznej i bez jego wad, powodując nierealistyczną, wręcz hollywoodzką wizję wspólnej ucieczki. Możliwe, że po tych 2 latach masz na tyle dużo wspomnień i zapewnień dotyczących Waszej miłości ze swoim obecnym chłopakiem, że jedyne co Twój umysł uznaje za czynnik, który mógłby zepsuć Wam związek jest zmiana Twojego nastawienia do niego/strata uczuć/powrót starych uczuć. Podświadomie możesz bać się, że w jakiś sposób zepsujesz ten związek i wychodzi to właśnie w snach, które wizualizują Ci scenariusze tych obaw. Każdy kto przebył już ileś relacji w swoim życiu ma za sobą jakiś bagaż emocjonalny, nierozwiązane sprawy i ludzi, którzy dawali nam kiedyś jakieś sygnały, że chcą czegoś więcej, ale dopiero będąc w szczęśliwym związku nasza podświadomość je przywołuje i zaczyna analizować. Pamiętaj, że jeśli martwi Cię to co Twój umysł wytworzył, to że nawet najlepsza osoba w świecie realnym może zostać przyćmiona przez wizję nawet najgorszego byłego chłopaka wytworzoną w Twojej głowie.
  5. Witam! Od jakiś 2 miesięcy uczęszczam na psychoterapię, od niecałych 3 leczę się na nerwicę lękową. Jedną z rzeczy, którą zauważyłem na psychoterapii jest to, że strasznie szybko męczę się ludźmi. Mam 21 lat i część moich rówieśników rzeczywiście nie odbiera na tym samym poziomie co ja, nie jest w stanie przetworzyć moich procesów myślowych i porozumiewać się na ich poziomie. Ale nawet z tymi z którymi rozumiem się idealnie bardzo męczy mnie rozmowa i integracja po jakimś czasie i marzę tylko o tym, by wrócić do domu i zrobić coś samemu, w swoim pokoju, bez innych osób. To tak w ramach wstępu do tematu związku. Od miesiąca spotykam się z dziewczyną, 3 lata młodszą ode mnie. Dostrzegłem w niej mnóstwo cech, które sprawiły, że niesamowicie dobrze mi się spędza czas, wielka słodycz, empatia, niewinność i dojrzałość w oczach. Okazało się później, że sama ma depresję, ale nie widziałem w tym nic złego, jako że problemy z psychiką u jednej osoby, pozwalają zrozumieć te u drugiej. Od jakiegoś czasu jednak zaczyna mnie przerażać jedna rzecz, której punkt kulminacyjny poczułem dzisiaj. W momencie, kiedy się z nią widzę, po jakimś czasie, choć nie ukrywam że dużo dłuższym niż z innymi ludźmi, zaczynam męczyć się tym, że jest dobrze i przyjemnie, męczyć się rozmową i towarzystwem. Jest to bardzo symboliczne przy spotkaniach 6-8 godzinnych w ciągu dnia, jednak przerażająco aktywne, gdy spędzamy razem ponad 1 dzień. Niestety, mimo że wyznajemy sobie wielkie uczucia, ona zaczęła już po jakiś 2 tygodniach i wiele razy naprawdę mocno je odczuwamy, to pod koniec spotkania nie czuję już nic, moja głowa rozważa nawet skończenie tej znajomości. Wystarczy jednak 1-2 dni niewidzenia się, bym dla odmiany zaczął popadać w stany paranoidalne, zastanawiać się czemu odpisała tak, a nie inaczej, tworzyć w głowie absurdalne teorie spiskowe itp., dlatego później widząc ją następuje za każdym razem mocny pocałunek, przytulenie się i utwierdzenie własnej osoby w przekonaniu, że ona tam jest. Wczoraj spędziłem z nią cały dzień od rana, nocowała u mnie i spędziliśmy jeszcze pół dnia dzisiaj. Moje zmęczenie jest nieopisane, mimo że było świetnie, to teraz na myśl o niej naprawdę mam odruch wymiotny, co mnie przeraża. Jako że mam sporo problemów, zdrowotnych czy też innych, to mam też sporo na głowie, ona jest jednak jedyną osobą z którą byłem, której powiedziałem o wszystkim, co też mnie trochę przeraża, bo czuję się niezwykle wystawiony. Wczoraj, nie wiem czy z powodu nerwicy czy też leków, miałem problem ze swoją 'seksualnością' i załamałem się na spory moment, bo problemów w sobie mam już za dużo, na każdym właściwie kroku. Ona zaczęła mnie niezwykle wspierać, mówić, że wszystko będzie dobrze, sama też się rozpłakała, że chce mi pomóc. W ogóle na spotkaniach któryś już raz płacze, jej były chłopak bardzo negatywnie odbił się jej na psychice i staram się jej pomóc, jednak bardzo często dochodzi do wybuchu emocji z jej strony, raz dobrych raz złych, z mojej zresztą tak samo, może tylko nie pokazuję tego w taki sposób. Męczy mnie to, za dużo jest emocji i teraz nawet spokojnie siedząc z nią i rozmawiając o pierdołach jestem zmęczony. Nie wiem trochę co robić, moja psychoterapeutka wyjechała na majówkę i zobaczę ją dopiero za tydzień, a czuję że tak długo nie wytrzymam bez podzielenia się tym, a wiem, że moi znajomi tego nie zrozumieją. To tylko kropla w morzu tego co chcę przekazać, ale mam nadzieję, że esencja, bo inaczej mógłbym nigdy nie skończyć tej wiadomości.
  6. Mam dokładnie to samo, chorobliwe ambicje i walka o pozycję społeczną są właśnie jednymi z motorów zapalnych nerwicy. Sam również dostałem się na najlepsze studia ekonomiczne w Polsce, zaliczałem wszystko, udzielałem korepetycji z matematyki, dobre wyniki przychodziły same, ale tak naprawdę się nie rozwijałem. Gdy przyszła nerwica podczas sesji, nagle wszystko zaczęło się walić. Nie wyszło z dziewczyną, niektóre przedmioty w poprawce, przestałem sobie trochę ufać i już nie jestem w stanie odpływać myślami do wyimaginowanych dyskusji z ludźmi, które oczywiście w umyśle ja zawsze wygrywałem, trochę przestałem sobie ufać. Psychoterapeutka powiedziała mi, że to wielki krok, by nauczyć się, że osiągnięcia nie są tym co mnie tworzy, że nie jest tak, iż skoro czegoś nie osiągnę, to mnie nie ma. W moim wypadku pomaga robienie mi rzeczy z których czuję, że się rozwijam, bardzo utożsamiam się z bohaterem "wiecznego męża" Dostojewskiego, polecam przeczytanie wszystkim, którzy mają takie dylematy i problemy z własną psychiką. Nie da się wygrać na każdym froncie, celem jest zrozumienie, że pojedyncza porażka nie oznacza od razu spadku naszej wartości. Każdy sukces bowiem w moim umyśle był bardzo szybko szufladkowany jako coś oczywistego i szybko traciłem z niego wszelką radość. Jeśli będziemy oceniać się tylko po tym jak dużo jesteśmy bądź nie jesteśmy w stanie osiągnąć, to jedno potknięcie w dążeniach wystarczy, by zniszczyć nasz cały światopogląd. Nie jest to łatwe, ale trzeba przestawić myślenie i zamiast czerpać radość z sukcesu, z papierka, być szczęśliwym z samej drogi dążenia do tego. Hindusi bardzo nie rozumieją podejścia Europejczyków i naszego życia w pędzie. My jak idziemy gdzieś, to myślimy tylko o momencie dojścia do celu, oni czerpią radość z małych rzeczy, takich jak choćby uczucie za luźnych jeansów, które powodują dostawanie się nam wiatru pod nogawki spodni. Trzeba się tego nauczyć : )
  7. Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi. Nel, masz rację, po ochłonięciu rzeczywiście widzę, że to tak wygląda. Największym problemem jest to, że ja tak nigdy nie funkcjonowałem, przez ostatni miesiąc od stwierdzenia nerwicy czuję się jak kompletnie inny człowiek, miejscami nie kontroluję emocji . Zawsze podchodziłem bardzo racjonalnie do wszystkiego i to ja tłumaczyłem ludziom te rzeczy, które trzeba teraz mi tłumaczyć. Mam uczucie jakbym teraz na nowo uczył się żyć i funkcjonować w świecie, jakbym emocjonalnie powrócił do poziomu gimnazjum.
  8. Nie do końca, choć może trochę zagmatwałem, bo pisałem to w przypływie emocji. Rozumieliśmy się idealnie, to prawda i liczyliśmy oboje na wielki Holywoodzki początek wielkiej miłości, a w momencie spotkania po prostu nic nie poczułem i wszystkie wizje prysły. Zastanawiam się po prostu na ile nerwica może mieć wpływ na tworzenie sobie jakiegoś ideału, który tak naprawdę nie istnieje. W jej wypadku po rozmowie okazało się to samo. Zadurzyliśmy się w wymyślonych ideałach, a nie w samych sobie. Teraz oczywiście jak już zeszła ze mnie fala największych emocji, to mam wyrzuty sumienia, że tak to się na mnie odbiło.
  9. Kieruję się na forum, bo już psychicznie nie wytrzymuję. Jako że jestem na antydepresantach, nie jestem w stanie chodzić na imprezy/pić alkoholu/ prowadzić small-talku z ludźmi. Poznałem jednak w internecie dziewczynę 2 tygodnie temu. Była to pierwsza osoba, która rozumiała mnie w takim stopniu i która zareagowała bardzo pozytywnie na to, że mam nerwicę lękową. Gadaliśmy godzinami przez telefon, w zasadzie nie mogliśmy bez siebie funkcjonować. Jako że zawsze tworzyłem krótkie i nieudane związki, w tym zagnieździła się moja wielka nadzieja "na lepsze". Wczoraj pierwszy raz się spotkaliśmy. Nie jestem w stanie opisać jak złe były moje emocje, gdy NIE POCZUŁEM KOMPLETNIE NIC. Niestety nie byłem w stanie zaakceptować myśli, że moja wytworzona w umyśle ostatnia nadzieja była tylko wyidealizowanym obrazem i nieistniejącą iluzją, dlatego kolejne 3 godziny spędziłem "dość intymnie" z nią, mając nadzieję, że coś zaiskrzy. Zamykałem oczy tylko po to przy całowaniu tylko po to, by znów przywołać wytworzony w mojej głowie obraz. Co ciekawe, rozumieliśmy się tak świetnie, że okazało się, iż z jej perspektywy wyglądało to dokładnie tak samo, co mogliśmy zauważyć, bo rozumieliśmy się bez słów. Tego samego dnia dostałem ataku lękowego największego dotychczas. Skoro dziewczyna w którą włożyłem tyle emocji i która dostrzegała wszystkie moje pozytywy i vice versa nie jest znów tym, czego szukałem, to kto jest? Jestem podczas sesji poprawkowej i nie jestem w stanie się uczyć, nerwica odzywa się z siłą 2x większą, niż wcześniej. Wydaje mi się, że również zniszczyłem tę dziewczynę, widać takich jak ja powinno się zamykać w wariatkowie, a nie wypuszczać na ulicę. Brakuje mi mojego starego charakteru i podejścia do związków tylko jako do achievementu, byłem człowiekiem sukcesu, teraz poza innymi problemami zdrowotnymi mam nerwicę lękową, zawalam studia, pracę i straciłem wszelką siłę do poszukiwania swojej bratniej duszy. Tak, wiem, "wszystko się ułoży z czasem", aczkolwiek jeśli słyszy się te same słowa w kółko, zaczyna się tracić na to nadzieję. Wszystko co osiągnąłem mi się wali, mam wspierających znajomych i część rodziny, ale to nie to samo, oni mają swoje życie i swoje sprawy. Potrzebowałem kogoś kto dla mnie będzie najważniejszy i dla kogo ja będę najważniejszy. Zdobyłem się na wielki wysiłek zaangażowania i podchodziłem do tego z wizją przeidealizowaną i zderzenie z rzeczywistością było straszne. Napisałem jej, że póki nie doprowadzę się do ładu, nie będę w stanie się spotykać, bo za dużo mnie to kosztuje. Na tyle dziewczyn ile poznałem/byłem w związkach w swoim życiu od żadnej z nich nie czułem takiego połączenia jak w tym wypadku. Próbuję trzymać się studiów, pracy i tego co mi jeszcze zostało, ale nie mam na to w ogóle siły i robię sobie coraz więcej zaległości, podczas gdy nie jestem w stanie się uczyć nawet na bieżąco.
  10. withapain

    Spamowa wyspa

    http://www.glosywmojejglowie.pl/2013/10/25/ataki-paniki/ Tak w ramach pośmiania się z nas, lękowców
  11. Witam! Mam pytanie do osób, które studiują: Jak radzicie sobie z presją sesji/egzaminów wraz z naszą przypadłością? Głównie przez nerwicę przeszło mi w tym roku parę egzaminów do poprawki, ledwo zaczął się nowy semestr i już mam wizję 4 prezentacji, paru referatów i regularnych kartkówek. Jak poradzić sobie w tym okresie, gdy nasza psychika mocno utrudnia skupienie się/naukę i od razu przywołuje czarne myśli w postaci nie zaliczenia egzaminów itp. i tzw. "power-learning" (kawa + zarwana nocka) też nie bardzo wchodzi w grę z racji problemów ze snem już bez tego?
  12. withapain

    Jacy ludzie nas pociagaja?

    Zgadzam się z kolegą wyżej, papierosy u kobiet jak najbardziej tak : ) Zawsze pociągały mnie dziewczyny z problemami, nieliniowe. Myślałem, że to dlatego, iż mam bardzo analityczny umysł i szukam swojego przeciwieństwa, po diagnozie nerwicy okazuje się jednak, że cały czas szukałem bratniej duszy.
  13. withapain

    SSRI-temat ogólny

    Dzięki wielki za odpowiedzi. Jeszcze jedno pytanie - lepiej brać ten lek rano czy wieczorem?
  14. withapain

    SSRI-temat ogólny

    leczę się na nerwicę lękową, przez 5 dni brałem 10mg, teraz biorę już 20. Ogólnie jak czytam, to wydaje mi się, że dostałem za mocny lek w stosunku do problemu, który miałem.
  15. withapain

    SSRI-temat ogólny

    Pytanie: Biorę Paxtin od 6 dni, przez pierwsze 5 brałem po pół tabletki, wczoraj wziąłem całą i ścięło mnie tak, że spałem w nocy 11h, a dzisiaj też przespałem pół dnia i czuję jakbym miał nogi z waty i był po jakiejś narkozie. Czy to normalne? Może 1 tabletka (20mg) to po prostu dla mnie za dużo?
×