Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

i am the walrus

Użytkownik
  • Zawartość

    61
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. No tak. Jakoś nie wydaje mi się, by mogło być to czymś schizofrenicznym. Skoro mówisz, że lubisz po prostu ssanie w żołądku i tę lekkość z tego wynikającą, to masz podstawy twierdzić, że jest to raczej coś bardziej anorektycznego niż schizofrenicznego właśnie. Sama mówisz, że nie masz żadnych jedzeniowych wizji ni urojeń. Ukrócasz sobie, bo nie chcesz być pełna. Może to być w jakiś sposób utajone zaburzenie odżywiania. Utajone dlatego, że sama nie masz ochoty przyznać się przed sobą "do czegoś typu anoreksja". Tu w zasadzie może być bardzo wiele utajonych, ukrytych pragnień/rzeczy wywołujących Twoje antykonspumcyjne reakcje, do których nie docierasz albo z jakiegoś powodu dotrzeć nie chcesz. Takie zupełnie przykładowe, pierwsze z brzegu: chęć zaimponowania komuś, chęć bycia oryginalną, wzbudzenie zainteresowania u członków rodziny/przyjaciół/innych, schudnięcie, chęć poczucia się lekko, zbyt wiele obejrzanych zdjęć anorektyczek/filmów o anorektyczkach/książek o anorektyczkach bądź osobiste poznanie jakiejś dziewczyny z tym zaburzeniem ewentualnie takiej, która opowiada Ci namiętnie o swoich "zaburzonkach". Nie próbuję Cię oceniać. Daję Ci do zrozumienia, że to Ty powinnaś wiedzieć najlepiej co skłania Cię do ukrócania sobie posiłków. Traktujesz jedzenie dość obojętnie, nie pieścisz się z nim, a taka obojętność nieczęsto występuję w typowej anoreksji, chyba, że w jej początkowych stadiach. Zastanów się głęboko, co chcesz osiągnąć niejedzeniem. Bądź odważna sama przed sobą. Jeśli nie zdołasz, spróbuj udać się do jakiegoś psychologa u boku którego będziesz miała możliwość przejechania się po własnych uczuciach i reakcjach. Zastanawia mnie powód dla którego umieściłaś swój wątek w Schizofrenii. Przecież doskonale znasz pojęcia takie jak "zaburzenia odżywiania" i skoro zauważyłaś ten dział, to i ten o zaburzeniach odżywiania pewnie również. Uważasz, że coś wskazującego na schizofrenię jest w Twoim "wstręcie"? Jeśli tak, to co dokładnie? Sama destrukcyjność jeszcze o niczym nie świadczy, więc może niepokoi Cię jeszcze jakiś aspekt Twojego problemu? Bo nie chce mi się wierzyć, że umieściłaś temat właśnie tu, ot tak, bez wyraźnego powodu, choć sama parokrotnie użyłaś słów takich jak "zaburzenia odżywiania", "anoreksja", do których pewnie Ci nieco bliżej
  2. Czemu umieszczasz takie pytania w Schizofrenii?
  3. i am the walrus

    X czy Y?

    Ta gra przy więcej niż dwóch uczestniczących osobach robi się nieznośnie zabawna Opuszczam kolejkę.
  4. i am the walrus

    X czy Y?

    Ból gardła. Znowu ponawiam: Ponawiam niezauważone pytanie: Kupowanie albumów muzycznych/Ściąganie muzyki z sieci New_Tenuis,
  5. i am the walrus

    X czy Y?

    O fuj, dwa najokropniejsze miesiące. Luty. Ponawiam niezauważone pytanie: Kupowanie albumów muzycznych/Ściąganie muzyki z siec
  6. i am the walrus

    zadajesz pytanie

    Do ukraińskiej Odessy, choć obecnie nigdzie mnie nie ciągnie. Jaką herbatę zwykle pijesz?
  7. i am the walrus

    X czy Y?

    Kiedyś zima, teraz nic. Kupowanie albumów muzycznych/Ściąganie muzyki z sieci
  8. i am the walrus

    X czy Y?

    Bardzo dużo zależy od rzeczy w danym kolorze. Ale ja wybiorę uniwersalną czerń. Uśmieszki forumowe z zestawu szarawo-niebieskich (przedstawiciel: ) czy żółtych (przedstawiciel: ) ?
  9. Uważasz, że jedzenie, które spożywasz, może być zatrute, toksyczne, może Ci w jakiś sposób zaszkodzić? Coś podsuwa Ci myśli (kosmita), że jedzenie jest nieczyste, nieodpowiednie dla Ciebie? Patrzysz na nie podejrzliwie, analizując jego skład? Czy nie wiesz, na jakiej zasadzie działa Twoje opieranie się spożywaniu pokarmów? Postaraj się opisać jak najdokładniej mechanizm, który zaczyna działać, gdy przychodzi do zjedzenia czegoś. Jakie pojawiają się wówczas myśli, jak odbierasz wszystko wokół, czujesz wtenczas obniżający się nastrój, smutek, jakichkolwiek innych odczuć doświadczasz w takich momentach? A, no i podstawowe pytanie: Od jak dawna nie jesz? Nie jesz w ogóle? Żadnych owoców, lekkich posiłków? A jak ma się sprawa z nawadnianiem organizmu? Pijesz wodę, herbatę, soki? -- 20 wrz 2012, 21:38 -- Piszesz, że jesz niewiele od dłuższego czasu. Sprecyzuj. Jakie dokładnie posiłki spożywasz? Jaki jest ich skład? Są to śladowe ilości, załóżmy, chleba czy może wygląda to w ten sposób, że jeśli już uda zmusić Ci się do jedzenia, to jesz normalny posiłek nie zastanawiając się na nim? Najgorsze jest po prostu rozpoczęcie spożywania posiłku czy może w trakcie jedzenia również pojawiają się jakieś lęki, niechęć, "wewnętrzny opór" przed dalszym jedzeniem, wstręt do siebie samej? Lubisz jakieś potrawy? Smakuje Ci cokolwiek? Przepraszam za taki zestaw pytań - dość szczegółowych i monotonnych, - ale mam w tym jakiś interes. Zainteresowała mnie mianowicie Twoja sytuacja. Chciałabym wiedzieć więcej. Dodam, że miałam podobne doświadczenia.
  10. i am the walrus

    X czy Y?

    Ból brzucha Beatlesi/Stonesi?
  11. i am the walrus

    Skojarzenia

    mdłości - odruch wymiotny
  12. i am the walrus

    Filmy!

    Postaram się podać takie typowo ładne filmy, które sobie cenię mniej lub bardziej (ale zawsze cenię): * "Ksiądz" - film kontrowersyjny, to na pewno. Zakończenie może powodować wzruszenie/wzruszenie/ewentualnie wzruszenie. Myślę, że niektórych może w jakiś sposób "podnieść". * "Bambi" - mój typowy rozklejacz. * "Była sobie dziewczyna" - jest tu wiele: zmarnowane szanse, podróże, nietypowe sytuacje, ładne zdjęcia (klimat dla mnie jak najbardziej odpowiedni) i odpowiednio nastrajające zakończenie. * "Forrest Gump" - przypuszczam, że nieznanie tego graniczy z niemożliwością. Do owieczek, które nie znają/nie widziały/nie miały okazji zerknąć nigdy: ko-nie-cznie! * "Pianista" - Roman Polański, choć jak dla mnie słabszy niż zwykle, to i tak porusza odpowiednie neurony. * "Dobre serce" - jest szansa, że spodoba się. * "Przerwana lekcja muzyki" - dla mnie tylko "niezły", ale o czymś, bądź co bądź, opowiada. I zakończenie ma się całkiem nieźle, jeśli chodzi o w miarę pozytywne nastrajanie. W sensie, że nie do końca jest pięknie, ale coś zostaje rozwiązane, coś się "rusza". A już najukochańszy to jest ten brytyjski akcent w filmidłach.
  13. Hahahahahah. Ja dostałam ponaglenie listownie nawet. Rodzice oczywiście zaczęli posądzać mnie o nie wiadomo co, a ja wiedziałam swoje, więc wpadłam na pomysł, by tam zadzwonić. Mój tata nawrzeszczał na nich troszkę i ukorzyli się, dranie U mnie to już chodziło o niebagatelną sumkę trzystu złotych
  14. Muszę jednak nadmienić, że wcale nie rozchodzi się tutaj o tryskanie przeze mnie radością, o czucie się skorą do śmiechu, rozbawioną. Jest to bardziej na tej zasadzie, że nie czując za wiele, automatycznie "bronię" się śmiechem. Choć nie wiem, czy faktycznie jest to jakiegoś rodzaju wybranianie się. Może chcę dokuczyć osobie ze mną przebywającej, może sama chcę sobie dokuczyć wyszydzając własną świadomość o marnym moim przyszłym losie? Nie umiem siebie ocenić żadnymi sposobami, a już w szczególności tego rodzaju dedukcja wydaje mi się przekłamaną sprawą. Prawdę mówiąc, skupiam się/skupiałam się na rzeczach bardziej "suchych" i oczywistych niż moje uczucia. Interesowałam się swoim wnętrzem, owszem, ale nie uczuciami. Skupiałam się bardziej na swoich wewnętrznych przemyśleniach, nie na tym, co w związku z nimi czułam. Odszukiwałam w sobie różne oblicza, różne cechy, ale nigdy tym obliczom nie przypisywałam niczego do "czucia". Zajmowało mnie moje postrzeganie zachowań innych, zapachów, smaków, twórczości i świata w ogóle, ale nie spodziewałam się, by miało to we mnie coś wzbudzać. Przynajmniej od pewnego czasu. Zaś wcześniej, kiedy byłam bardziej dziecinna i wszystko dopiero miało mieć swój początek, dostawałam rumieńców w każdej sytuacji, z przejęcia i nadmiaru przeżywania wszystkiego naraz. Reżyserowałam sobie relację z nim, a kiedy coś w tym scenariuszu zgrzytnęło, postanowiłam nie otwierać drzwi. Ma to związek, rzecz jasna, z moimi problemami wcześniej Wam przedstawionymi(?). Brałam pod uwagę tylko to, jak nasza dwójka wygląda z boku, jak ja się na jej tle prezentuję. Doszukiwałam się w sobie czegoś wyższego, ale na próżno. Wszystkie moje doszukiwania okazały się bezcelowe, ponieważ ja starałam się relacją nadmuchać swoje wyobrażenia, swoje upodobania i rzeczy, które zaznaczyłam sobie jako te "do przeżycia". A że miałam już wtedy swoje rytuały przygotowawcze do każdej niemal czynności oraz poczucie braku przynależności do ciała, którego nie umiałam kontrolować, w większości chwil spędzanych z nim czułam się napiętnowana i zupełnie nieswobodna. Myśli skupiałam tylko i wyłącznie na swoim własnym odbiorze wszystkich gestów, wszystkich wypowiedzianych słów, każdego szeptu, każdego trzymania za rękę. Walczyłam o jakieś resztki naturalności we mnie tkwiące, ale zniechęciłam się w końcu i zatrzasnęłam drzwi. O uczuciach więc nie było mowy. -- 20 wrz 2012, 02:49 -- Nie no, nie mogę już. Wszystkie moje działania plasują się w martwym, gnijącym punkcie. Niczego w życiu nie podjęłam się, powinnam była powtarzać pierwszy rok ogólniaka, a nawet o indywidualne nauczanie nie potrafię się ubiec, bo dzisiejszej (no, wczorajszej) mojej wizyty u lekarza odmówiłam, przykrywając się kocem, choć calutką poprzednią noc siedziałam nad jakimś kajetem i wypisywałam wszystko to, co chciałabym lekarzowi powiedzieć. Przy okazji tego mozolnego wypisywania odkryłam dodatkowo, że mam w szufladzie kilkanaście do połowy zapełnionych gryzmołami zeszytów. Wyglądają niechlujnie, co kilka stron inne pismo. Przeczytawszy kilka fragmentów, uznałam, że tak naprawdę nie mam pojęcia o co rozchodziło mi się przy pisaniu tamtych rzeczy. Jakieś bzdurne plany dnia, plany lekcji, opis czynności (?). Nie potrafię nigdzie ze sobą się wybrać. Nie potrafię wcale. Kiedyś tam, może przy początku wakacji, dzieliłam się z mamą moim zdaniem odnośnie zakonów kobiecych w Polsce. Jakoś tak na dniach przylazła do mojego pokoju i całkowicie poważnie spytała, czy mam zamiar realizować plan zamknięcia się w klasztorze? Tak po prawdzie to wcale nie dziwię jej się. Obserwuje wszak mnie i moje zerowe szanse. Powiedziała mi również, że mam rozumowanie głupsze od mojego czteroletniego brata. Myślałam żeby napisać książkę, co by ruszyć się w sposób jakikolwiek, ale stwierdziłam słusznie, że pisemnie potrafię prawdopodobnie roztrząsać jedynie wszystko to, co związane ze mną samą. Chciałabym uniknąć napisania czegokolwiek, co ludzie mogliby ze mną utożsamiać.
  15. i am the walrus

    Witam

    Witaj, witaj i wytrwaj na forum jak najdłużej będziesz mógł. Zauroczyła mnie ta "Uć" Nie obraź się za podkradanie motywu, ale chyba zacznę używać go zamiast wyświechtanego już przeze mnie Boat City
×