Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

olaplu

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. olaplu

    Uczucie do terapeuty

    Zrobiłam coś takiego głupiego, że szkoda że nie ma tu wątku typu'' wpadki na terapii''. Od ponad pół roku traktuję swoją terapeutkę jak matkę tzn. kocham ją jak mamę, której nie miałam gdy jej potrzebowałam. Teraz pojawiła się kobieta w wieku mojej mamy, do tego tak przemiła, pomocna, serdeczna i nie wiem jeszcze jaka, że jestem tak do niej przywiązana, że nie potrafię jej opuścić. Każdy czwartek to płacz po terapii kiedy znowu ją zobaczę, żyję od czwartku do czwartku. Gdy przychodzę dupa nie umiem jej tego powiedzieć, nie umiem jej powiedzieć że jest dla mnie bardzo ważna, że przykro mi ją opuszczać co tydzień. I tak męczę się już chyba z pół roku. Na ostatniej sesji w czwartek tak mnie przemaglowała na temat rodziców, że chciałam jej poweidzieć moja matka się kiedyś wykończy, ale mam Panią, nie przeszło mi to jednak przez usta. Po sesji powiedziałam jej że już nie przyjdę, potem jeszcze zadzwoniłam żeby się upewnić. To co przeżyłam w ten czwartek to była jakiś dramat. Ryczałam cały dzień, że już jej nigdy nie zobaczę, jak ja będę żyć, nagle wszytsko straciło sens. Na drugi dzień zadzwoniłam czy mogę wrócić, na szczęście nie było nikogo na moje miejsce. Czuję się z tym tak głupio, że jestem taka niezdecydowana, ale ja zawsze coś palnę, najlepiej jak się coś robi w takich emocjach. Teraz jest mi głupio tam wrócić i spojrzeć jej w oczy, ale chyba wypada jej to wszytsko wreszcie wyznać. Co o tym myślicie?
  2. Nie chciałam zakładać nowego wątku, a mam ten sam problem. Od prawie roku chodzę na terapię, jakiś czas temu po prostu zaczęłam płakać po terapii, że znowu muszę czekać do czwartku, czemu ona nie ma dla mnie więcej czasu, czemu tylko 50 min a nie tyle ile ja chcę. Nie sądziłam że można się tak do kogoś przywiązać. Pomogła mi przejść przez całą diagnostykę mojej choroby i jestem jej za to wdzięczna. Cały czas mam wrażenie, że ona mnie zostawi, że się mną znudzi, więc ja ją w czwartek zosatwiłam. Stwierdziłam, że nie dam rady jej już dalej oglądać, nie dam rady się nią z kimś dzielić. Zadzwoniłam i powiedziłam że chcę skończyć terapię, po czym wpadłam w taką rozpacz, że już jej nie zobaczę, że na drugi dzień zadzwoniłam czy mogę wrócić. Na szczęście nie było jeszcze nikogo na moje miejsce. Nie wiem co mam robić, jak mam jej powiedzieć że kocham ją jak matkę, której nigdy nie miałam. Chciałabym się tak do niej przytulić, chwycić za rękę, ale nie mogę, bo to terapia w nurcie psychodynamicznym. W czwartek muszę jej to wszytsko powiedzieć, ale tak mi wstyd. Czytałam że przeżywalyście to podobnie. Ale dla mnie to jakieś nienormalne żyć od terapii do terapii. Próbowałam ją znienawidzić, wytykać błędy, łapać za słowa, ale na niej to nie robi wrażenia ona dalej chce mi pomagać. Przeraża mnie to, że terapia się kiedyś skończy:(
  3. Witam Mam 19 lat od ok.3 lat boję się chyba wszystkiego. Np. chciałam się iść zarejestrować do UP, dzień przed było ok, ale już się denerwowałam, że mam tam iść, bałam się wyśmiania, że coś źle powiem, nie będę czegoś umieć wypisać na tej karcie o rejestracji no i nie poszłam. Kolejnym przykładem jest np. szukanie pracy, chciałam poszukać pracy, bo mój tata ciągle, że nie ma pieniędzy itp. Poszłam więc także w nerwach, przeszłam kilka sklepów i chyba w przed ostatnim sklepie pani się mnie pyta " Ile masz lat?" myślałam, że szlak mnie trafi, co ją to obchodzi. Co ja mam na to poradzić, że mam 19 lat a wyglądam na 13. Najbezpieczniej czuję się w domu, umiem iść np. do sklepu, ale boję się, że coś głupiego powiem przy kasie, coś zrobię. Wiem te moje objawy się wydają głupie jak to czytam, ale tak mam. Staram się wszystko kontrolować, ale wiem, że tak nie da rady, tylko nie umiem sobie tego wbić do głowy. Czuję, że już nie daję rady, mam maturę w maju i boje się, że jej nie napiszę, bo nie daję rady się uczyć, ciągle myślę o porażce. Boję się, że będę musiała się wyprowadzić z domu, jak nie zdam matury. Nie wiem już co robić, nie mam na kogo liczyć. Boję się, że nigdy nie znajdę pracy.Umówiłam się na terapię ale termin dopiero za 2 miesiące. Pomóżcie jak sobie radzić?
  4. olaplu

    [Cieszyn] i okolice

    Ja też jestem z Cieszyna chętnie z kimś pogadam.
  5. olaplu

    Cieszyn

    Szukam kogoś z Cieszyna żeby pogadać.Nerwica,brak wiary w siebie we własne możliwości:(
  6. Witam Od jakiegoś czasu tzn.jak skończyłam gimnazjum,mam chyba ambicje ,ale to jest chora ambicja.Kiedyś wystarczało mi dwa,byle by zdać i z głowy.A teraz albo jestem najlepsza albo jestem nic.Chcę mieć z wszystkiego piątki,najlepiej się uczyć,nie mam jednak do tego zdolności.Zawsze miałam 2,3 czasem 4.Problem w tym,że nie żebym nie chciała się uczyć.Ostatnio na spr z ostrosłupów uczyłam sie tydzień,wszystkie zadania przeliczyłam i co na spr.2 wszystko pomieszane.Najgorsze jest to,że wszystko chcę zrobić dla kogoś.Chcę skończyć szkołę dla rodziców,chcę zdać maturę dla rodzićów,chcę iść na studia dla rodziców:(,chcę napisać spr na 5 dla nauczyciela żeby mnie pochwalił,ale nie dla siebie ja nawet bym nie musiała zdawać matury czy iść na studia,bo nie robię tego dla siebie.
  7. Nie mam już jak jechać bo skierowanie przepadło to było na sierpień tamtego roku
  8. olaplu

    Witam wszystkich!

    Myślałam, ale nie mam odwagi opowiadac o tym wszystkim przeczytaj post w zaburzeniach Opowiem wam moją historię...
  9. Jestem Ola mam 19 lat moje problemy zaczęły się nie wiem od kiedy,nie wiem co było zapalnikiem moich teraźniejszych problemów.Jestem nieśmiałą osobą,nie spotykam się ze znajomymi,bo po prostu ich nie mam,nie wiem chyba odstraszam ludzi swoją postawą.Jakoś w gimnazjum było jeszcze ok,nie przejmowałam się ocenami tzn.byle by mieć dwa,chłopaki nigdy raczej ze mną nie rozmawiali i wyśmiewali się ze mnie nazywając mnie pokemonem.Nigdy nikomu o tym nie mówiłam.Większe problemy zaczęły się w technikum,wiecie jak to jest każda dziewczyna chce się podobać chłopakom,a ja niestety już od wieku dojrzewania tzn.tak gdzieś od 13 lat nie dojrzewałam płciowo.Chłopaki się ze mnie naśmiewali,czy nie pomyliłam szkoły,raz na lekcji jeden z nich spytał mnie czy zrobie im toples,a potem odpowiedział lepiej nie.Pytanie nie było aż takie krępujące najgorsza dla mnie była ta jego odpowiedz.Nikt mi nie pomógł tylko wszyscy się śmiali.Było jeszcze wiele takich sytuacji , w których czułam się niekomfortowo.Dziś już nie chodzę tam do szkoły ,zmieniłam ją na zaoczną"wiem uciekłam od problemu",ale po prostu nie czułam się tam dobrze.Wracając do mojego dojrzewania,mam teraz 19 lat i dalej nie mam okresu ani nie wyglądam jak kobieta tzn.nie mam kształtów kobiecych,czuję się z tym strasznie,byłam u lekarza który stwierdził pierwotny brak miesiączki i skierował na do kliniki w Katowicach ja jednak tam się nie udałam nie miałam już siły na to wszystko.Aha stwierdził jeszcze że nie mam rozwiniętych jajników,a macicy praktycznie nie widać czyli tak na prawde nie wiadomo czy jest.Jakoś sobie z tym radzę,najgorsze że boję się wychodzić gdziekolwiek,bo nie lubię jak ludzie na mnie patrzą,gdy ide do szkoły zawieszam na siebie szal tak żeby zakrył mój brak biustu,ale też marzy mi się pójście w normalnej bluzce,jednak nie umiem nie mogę.Moi rodzice za bardzo się tym nie interesują,w domu są często awantury,a mama jest alkoholiczką i mówi to już ostatni raz a za chwilę jest kolejny więc nie mam jej co ufać.Często wpadam w złość,płacze gdy już nie wiem co mam robić to moja jedyna ulga. A i kolejny problem niewiara we własne możliwości,boję się cokolwiek robić bo z góry wszystko skazzuję na porażkę,porównywanie się do innych.Po liceum chciałabym iść na studia na zootechnikę nie wiem jednak czy dam radę,lub chciałabym otworzyc własny sklep z rękodziełem ale na to nie mam kasy nie wiem już co mam robić.
  10. Mam na imię Ola i mam 19 lat czuje się koszmarnie,nie umiem radzić sobie z problemami,ciągle się czegoś boję. Zmieniłam szkołe na zaoczną ale tam też mam problemy ,z którymi sobie nie radzę.Nie wiem co mam robić w życiu ,nic mnie nie cieszy wszędzie widzę podstęp.Nie umiem nikomu zaufać.Czasem już żyć mi się nie chce:(
×