Ja dziś zostałam wyrwana w nocy atakiem nerwicy. Często zdarzało mi się, że budziłam się z powodu braku tchu, ale dzisiejszy atak to najgorsza noc w moim życiu. Nie wiedziałam co zrobić, nie mogłam ustać, nie miałam sił podejść do okna żeby je otworzyć. Nie wiedziałam nawet czy aby nieudolnie nie popełniam samobójstwa, szukałam sznura na mojej szyi. Prosiłam Boga, żeby przeniósł mnie do mojej matki, bo nie chciałam umierać sama. Całe moje marne życie stanęło mi przed oczami. Do teraz siedzę i się trzęsę. Matka na mój telefon, że przesadzam. Na rodzinę nie mam co liczyć, choć pierwsze co podczas ataku, to pomyślałam właśnie o nich. Smutne to. Wiem jedno, tak jak mi się wcześniej wydawało, że wolałabym odejść z tego świata, tak teraz wiem, że wolę żyć, choć nie wiem JAK.
PS. George, jak tam po wygranych wyborach?