Coś może w tym być. Ja przeżyłem katastrofe kolejową gdzie były ofiary śmiertelne i mnóstwo rannych. A wtedy byłem i na lekach i po %%% więc jak jeszcze doszła adrenalina to latałem po wagonach i pomagałem rannym. A później jak o tym myślałem, to też zastanawiałem się czy tak "fabrycznie" bez substancji w organizmie bym to samo zrobił.
Ale dochodze do wniosku, że jednak tutaj kluczowa jest adrenalina. Pare razy się przekonałem, że na adrenalinie nerwica i własne ograniczenia schodzą na dalszy plan.
A co do tematu to jeżdżę dużo i do tej pory żadnych poważniejszych stłuczek/kolizji. Raz jedynie jadąc w nocy rozwaliłem opone i nadkole o słupek drogowy, który na remontowanej autostradzie został uderzony przez samochód z naprzeciwka i wskoczyl na mój pas. Jechałem za szybko i nie było już szans na ominięcie. Huk był taki, że myślałem, że mam dziurę w misce olejowej bo momentalnie też odcieło paliwo i się wszystko pozapalało na desce rozdzielczej.
No ta prędkość u mnie za duża jest zwykle. Powinienem się trochę z tym ogarnąć w sumie