No to chyba przyszla kolej na moja historie...ostrzegam ze duzo moze tego byc...u mnie nerwica trwa juz ponad 1,5 roku. Zaczelo sie niewinnie od uczucia ucisku w glowie, bolow w kregoslupie i lekkich atakow paniki. Poszlam do lekarza zrobilam badanie krwi i zdjecia kregoslupa i oczywiscie wszystko wyszlo dobrze, ale dokuczac nie przestalo...zaczely mi dretwiec rozne czesci ciala tak dziwnie, do tego ten ucisk, takze od razu wpisalam sobie moje objawy w google i wyszlo mi ze mam SM, a ja w to uwierzylam i od tego zaczal sie moj koszmar. Chwile sie oczywiscie meczylam zanim poszlam na jakies specjalistyczne badania bo liczylam ze samo mi w koncu jakos przejdzie ale nie przeszlo. Poszlam do neurologa, lekarz mnie zbadal-odruchy itd i dal skierowanie na rezonans dla swietego spokoju , to badanie mialam w sumie na wlasne zyczenie i nigdy juz nie pojde sie polozyc do takiej zamknietej tuby to bylo okropne doswiadczenie...w kazdym badz razie nic nie wyszlo w tym rezonansie:) Ale ja juz mialam w glowie dalsze badania zeby sie przekonac czy na pewno na cos nie choruje...tylko ze okazalo sie ze jestem w ciazy i to troche jakby moja nerwice uspokoilo, chociaz nie powiem zeby bylo idealnie bo swoje leki mialam ale mimo wszystko jakos dawalam rade bez jakichkolwiek lekow bo myslalam o dziecku choc nie raz sie niezle meczylam ale wmawialam sobie tez ze to takie uroki ciazy i jakos zylam,w czasie ciazy tez duzo badan mialam robionych jak to ciaza wiadomo glownie krew i takie tam ale zawsze wszystko wychodzilo dobrze. Przez cala ciaze myslalam sobie tak urodze dziecko i totalnie zapomne o nerwicy bo bede miec malenstwo przy sobie ale tak sie jednak nie stalo... Porodu tez sie strasznie balam mialam takie mysli ze cos sie stanie dziecku albo mnie i ze jedno z nas tego porodu nie przezyje ale o dziwo bez problemu dalam rade i teraz jak na to patrze to wolalabym jeszcze raz urodzic niz sie meczyc z ta cholerna nerwica dzien za dniem bo juz mam dosyc.
A jeszcze dodatkowo maly sie urodzil zdrowy niby ale zaraz po 1 dobie sie okazalo ze w szpitalu czyms sie zarazil i musial zostac w szpitalu az na 2 tygodnie takze stresa mialam dobrego caly czas sie martwilam itd co to bedzie. W koncu wszystko sie dobrze skonczylo i wrocilismy do domu. Po jakis miesiacu czasu od porodu obudzilam sie ze strasznymi bolami po lewej stronie ciala- to bylo straszne...te bole jakos przychodzily a potem puszczaly i od nowa...i totalne oslabienie lewej strony jakies takie dziwne...nie mowiac o tym ze w nocy w ogole nie moglam spac na sama mysl o nocy mam stracha do tej pory i zazwyczaj nie spie duzo :/ Tak wiec trafilam do szpitala na neurologie bo wtedy to juz totalnie bylam przekonana ze mam SM, a tam mnie wzieli na pare dni i porobili wszelkie mozliwe badania:
-krew
-borelioza
-rtg pluc
-rtg kregoslupa szyjnego
-EEG
-EKG
-ECHO
-Punkcja kregoslupa
-Tomografia zatok
-Tomografia głowy
-Angio-tomografia mozgowia
i nic a nic nie wyszlo, mialam miec znow kolejny raz rezonans ale lekarze powiedzili ze skoro rok temu byl a w tomografi nic nie wyszlo to nie ma sensu nic robic. W ciagu tych 1, 5 roku mialam wiele badan i zawsze kazde wychodzily dobre. W zatokach szczekowych tylko mi wyszlo ze mam torbiel do usuniecia i potem jeszcze zrobilam zdjecia kregoslupa piersiowego i ledzwiowego i wyszlo ze po ciazy niezle sobie kregoslup skrzywilam wiec bole i oslabienia po lewej stronie moga byc od tego. Plus to ze sie nakrecam sama niewiadomo kiedy . Bylam 2 razy jak na razie u lekarza i dostlalam leki bralam czulam sie lepiej nie mialam atakow ,a potem przestalam i sie zaczelo znow jeszcze gorzej niz bylo, teraz p raktycznie nie ma dnia zeby cos mi sie tam nie dzialo. Mam straszne kolatania serca takie napadowe...kiedy zbliza sie noc to w ogole nie mam ochoty spac, nie potrafie sie totalnie wyluzowac, czuje sie w ogole taka nieobecna, mam male dziecko kocham je bardzo ale jakos nie potrafie ostatnio zajac sie nim tak jak powinnam, nic mnie nie cieszy, nie tak jak kiedys, nie wiem czy jeszcze to kiedys wroci boje sie czasem sobie mysle ze juz zawsze taka bede i to mnie przeraza...oczywiscie czesto bardzo czesto mysle ze to jednak nie jest nerwica i poszlabym dalej do lekarzy robic badania ale wiem ze kazde bedzie zawsze dobre, wiec jak mam ataki to chociaz mysle wtedy ze dostane zawalu jak mam puls 130 albo i wiecej, ale patrze na wyniki badan zeby sama przekonac o tym ze nic mi nie jest. Choc bywa to trudne. Z innych takich objawow to mam cos takiego ze ogolnie nie czuje prawie glodu jem jak robot cokolwiek bo musze i dzieki temu plus jest taki ze schudlam szybko po ciazy...nie potrafie sie tez czesto skupic na tym co ogladam w tv lub co czytam. Czesto towarzy mi taki niepokoj niewiadomo skad,no i zycie przestalo mnie cieszyc tak jak kiedys i to mnie martwi:(czesto mi zimno to zaraz znow goraco, bole i klucia w lopatce i w ogole szkoda gadac sami wiecie jak to jest. A najgorszy objaw ktory sie u mnie ostatnio pojawia podczas atakow to totalne oslabienie miesni jakbym miala je z waty ...i jak tu wtedy wierzyc ze to nerwica a nie SM. Moze ktos ma podobne objawy i z tego wyszedl . Powiedzcie ze bedzie lepiej jest jakas szansa? A i jeszcze jedno pytanie jak sie czujecie po alkoholu? :) Najgorsze jest to ze przy tych atakach czlowiek traci sile i w ogole mysli ze juz po nim ze to juz nie przejdzie...