Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
A śmiej się, miałem w nogach łóżka monitor kineskopowy, a na kołdrze klawiaturę (myszy wtedy i tak nie używałem, ale nie musiałem, bo wszystko, łącznie z przeglądaniem internetu, robiłem z konsoli). Technika sama w sobie nie jest ani dobra ani zła. Ona po prostu jest. Daje zagrożenia i daje możliwości. Byle tylko używać jej mądrze. A z telefonu na forum nie wchodzę Ja w ogóle smartfona prawie nie używam do komunikacji tekstowej. Wolę zadzwonić albo wysłać głosówkę, a jak mam coś pisać to z kompa, a nie dziubać na tej ekranowej klawiaturce.
-
-
Ja raczej wolę dokumenty, „Złego” czytam bo to klasyk
-
Moja przyjaciółka z lat gdy miałam ich 17/20 nie zaprosiła mnie naa swój ślub. A po czasei spotkałyśmy we trójkę z taką jedną jeszcze. Tamte jak gdyby nic rozmwiały o weselu. Czułam się pominięta, więc dię urwałąm szybciej. Mimo, że ona się przeprowadziła do Anglii, to myslalam, ze bylam dla niej ważna. NO ale cóż. Tak to się pozmieniało. Każdy ma swoje życie. Nie mam jej tego za złe w ogóle, ale niesmak pozostał. No i oczywiście historia z podstawówki o której już pisalam. Bylysmy bajlepszymi przyjaciółkami. Takie gwiazdy w szkole, ona byla liderką. Pewnego dnia dostalam szlaban na wyjście. Kolejny dzień w szkole mnie zszokował. CALA klasa sie do mnie nie odzywala. Seidzialam sama. Nie wiedzialam co się dzieje. Wyzywali mnie, wyśmiewali. Stalam się kimś innym. {Przestalam mowic w szkole i w domu. Ojciec dogryzal, ze nie mam kolezanek i nie wychodzę z domu. Darł się, że jestem niemową. Przestalam chodzić do szkoly, jak to bylo tyljo możliwe. Udawałam chorobę, albo nie szlam i klamalam, ze bylam. W gimnazjum podobnie, choć tam zaprzyjaźniłam się z zaburzoną (prawdpodbnie bulimiczką i borderka) dziewczyną. Trudny byl to kontakt. Jenego dnia mnie kochala, na drugi nienawidzila i obgadywala. no ale nie chcialam zostać sama. Dopiero gdy zaczęłam się przyjaźnić z A., tą ktora mnie na slub nie zaprosilam, to poczulam się w koncu pewniej. Bylysmy naprawdę w dobrej relacjik. Tylko raz lekko się poklocilysmy o jakąś bzdurę, ale przeszło nam do pół godziny. Lubiła mnie, wiedzialam o tym. Na mieście robilysmy szalone rzeczy i chodzilysmy ciągle na odkryty basen. Mialysmy grupkę kolegów z którymi spędzalysmy czas i jeszcze taką jedną koleżankę. Co do tej pierwszej - nie mam żalu. Za to do tej z ;podstawówki.... tego nie wybaczę, bo okazała się potworem. Nadal nim jest z tego co slyszalam. Mieszka na mojej ulicy xD ale cześć tam jej czasem powiem. Takie historie kształtują człowieka. Cieszę się, że pod koniec gimnzjum poznalam A. Dzięki niej czułam, że żyję i stalam się pewniejsza swojej osoby. Niestety liceum bylo osobne. Ona ekonomik, ja ogólniak. W liceum nie bylo za dobrze. Tam mialam kilkoro ziomków, ale nie do konca im ufałam. Byalm na ;profilu dziennikarskim, czyli takim do ktorego chodzilty same "gwiazdy". Nawet nam przydzielonno psychologa do rozmów z nami, bo byly klotnie. Dpiero gdy jeżdzilismy na wasztaty do krk, wawy, bieszczad - byly imprezy, alkohol nas nieco polczył. Ja mając fobię szkolną i lęk przed ludźmi ze szkoly, trzymalam się mocno z boku ciągle slysząc w glowie cichy glosik - oni cię nie lubią, nie jesteś jedną z nich, No i dalej wagarowałam. Zaczęłam brać natydepresanty które w niczym mi nie pomogły. Ale zdałąm maturę, więc moje slabe w dzienniku zachowanie mnie nie obchodzilo. Cieszę się, że mam to za sobą. Szkoła to byl ogromny stres, po traumie ze szkoly podstawowej i cudownej liderki, której kazdy się sluchał. Ale karma sama do niej wróciła i to podwóóóójna. Na pewno byly osobym ktore mnie zawiodly inne, ale to nie byli moi przyjaciele. Co najwyżej znajomi, bądź faceci, ale nie chcę już się na ten temat produkować.
-
3 zwierzeta z ostatnich postow z 3 najwyższych tematów off topu do spania Zepsulam bo zniknął indor jak sie wpisałam
-
Masz rację. To są statystyki. I to prawda że wielu mężczyzn ma jednak duszę romantyka czy artysty. W sumie było mnóstwo pisarzy przecież poetów.... Ale w tych naukowych rzeczach jednak faceci dominują mimo że oczywiście kobiety są. No ciekawe jaki proc jest biologia A jaki nie. Ale już nie offtopuje
-
Przeczytaj "zły czlowiek" dobre z fabułą. Polecam wszystkim którzy czytaja też takie rzeczy
-
ja gdy się męczę czytając, to odkładam na półkę i nie kończę
-
Ale na forum można z telefonu wejść i to spoko zmiana względem tego co dawniej. Wtedy w łóżku musiał być monitor kineskopowy haaaahaa
-
nie do końca tak jest... Ja sama nie cierpię romansideł. Czy to w ksiązce czy w filmie. statetystycznie jest tak, ze kobiety częściej wybierają romansidła, obyczjówki, książki o relacjach i emocjach. Faceci zaś częściej wybierają fantastykę, sci-fi, sensacje, historię, non - fiction itp. Kobiety są częściej zachęcane do przeżywania emocji. Romanse skupiają dię na relacjach, bliskości, psychologii postaci. Marketing książek też to wzmacnia ("książka dla kobiet", okładki itp.) No ale... tak jak i ja, mnóstwo dziewczyn nie znosi romansów. I tak samo - mnóstwo facetów czyta romanse i się do tego nie przyznaje xD) Gust czytelniczny zależy bardziej d osobowości, oświadczeń i nastroju, niż od płci. No ale stataystycznie to tak, kobiety częściej czytają typowe romansidła. Kobiety stereotypowo są wkładane do worka pt. humanizm. Dlaczego? Bo kobiety częściej radzą sobie w komunikacji i empatii, a mężczyźni częściej wybierają systemy, schematym przestrzeń. Ale są to tendencje statystyczne. W szkołach i kulturze faceci zwykle pokazywani są jako ścisłowcy, a kobiety jako te o umysłach humana. Dziewczyny są częściej zachęcane do języków, relacji, emocji itd. Chłopców pcha się w matmę, technikę, logikę. Ale... różnice między jednostkami są duże większe niż między płciami! Są kobiety geniuszki matemwatyczne i mężczyźni poeci (znam takich) z duszą romantyka, Mózg nie ma płci humanistycznej ani ścisłej. Sa zainteresowania, trening i predyspozcyje.
-
Tak, zdecydowanie. Tak jest najzdrowiej. A to w takich sytuacjach ja też nie. Różnie się życie układa.
-
Współczuję. Świat akurat pod tym kątem nie idzie w dobrą stronę
- Dzisiaj
-
I ja się na to życie załapałam socjale pojawiły się jak byłam w starszych klasach podstawówki, jak w gimnazjum już były na dobre, pokazywanie się w socjalach @Doktor Indor
-
No i widzisz, i nie bolało. To chyba nie jest jeszcze aż tak źle. Chociaż ja nie wiem co mi było z tym kręgosłupem, że tak napi…dalało a potem przeszło w zasadzie zupełnie. Jakiś wirus czy inna zaraza… No ba, shad codziennie mi wysyła. Tylko się nie przyzna.
-
Mniej niż na sobie samym. Chyba taka odpowiedź jest najbardziej trafna. I jednocześnie daje wskazówkę co robić dalej jeśli kiedyś się odezwie. Dzięki Ja nie jestem mściwy jeśli ktoś mi świadomie i celowo nie chciał zaszkodzić. A ona nie chciała na pewno. Wiec tu żadnej złości nie ma. Tylko co najwyżej jakiś żal czy niezrozumienie
-
Ps zapomniales zamazać nazwiska na jednym z ekranów
-
Niezdrowy Aż tak? Ja mam wrażenie że covid zrył tym dzieciakom mózgi. Ja już dawno byłem wtedy dorosły, ty dopiero wchodziłaś w dorosłość, ale patrząc na tych, którzy byli wtedy nastolatkami, mieli lekcje zdalne… No coś jest chyba na rzeczy. A jak byłem dzieckiem to smartfonów nie było, internetu też nie, dopiero się pojawił jak byłem nastolatkiem. I wtedy wsiąknąłem na amen. Moim zdaniem czasowo świetnie się w to wpasowałem – na tyle młody, żeby odnaleźć się w tym nowym, cyfrowym świecie, ale na tyle stary, żeby jak już na dobre weszły socjale (w zasadzie z Facebookiem, bo wcześniejsze nie miały algorytmów służących do uzależnienia cię) być już w miarę ukształtowanym. Może… Nie znam dużo osób z tego pokolenia. Ale myślę, że smartfony, socjale, instagramy, to wszystko musiało zryć ten masywny beret całego pokolenia.
-
Tak, zgłosiłam na policje
-
Pytanie na ile ci na niej zależy… Ja zawsze (mówię o indyku v3, czy po dwóch bolesnych rozstaniach, które go całkowicie zmieniły) po takim odrzuceniu zamykałem już drzwi. Ale ja jestem generalnie wrażliwy na odrzucenie. Daję komuś kredyt zaufania, ale jeśli mnie zrani (a jednak porzucenie zawsze bardziej lub mniej boli), to drugi raz już na to nie pozwolę. Bywały sytuacje, że ktoś, kto mnie olał w chamski sposób (bo zakończyć znajomość można też normalnie, uczciwie, i wtedy jest jasna sprawa, albo np. może wygasnąć sama, bez niczyjej winy, i wtedy też jest OK), odzywał się po latach. Nie doczekiwał się odpowiedzi. Nie zawsze tak było. Ale zawsze, gdy się uginałem i wpuszczałem kogoś takiego do swojego życia, później tego żałowałem. No prawie zawsze, raz nie, ale wtedy to akurat była taka urocza gierka – „ona mnie zrobiła w jajo te 7 lat temu, no to się teraz pobawimy”… Ale oprócz tego to indyki nie są mściwe Inna sprawa że zwykle to ja jestem tym, który znika. Staram się nie ghostować, a już bardzo (od jakiegoś czasu) staram się być fair do końca, ale nie oszukujmy się, nie zawsze tak było i były sytuacje, gdy odbiło mi się to czkawką, bo nagle się okazywało, że świat jest mniejszy, niż się wydawało, i lepiej byłoby nie mieć w tej osobie wroga.
-
A męskie tez Cie interesują?
-
A jaki Cię interesuje? Nie było aż tak elektroniki neta ale w porównaniu do siostry to już jednak dzieciaki mniej się znały, bawiły, była większa bariera Taki styl przywiązania jest normą właśnie chyba u nas. Gen z to śmieją są tzw. situationshipy, czyli właśnie unikanie wchodzenia w związek i to jest memiczne już j właśnie moje pokolenie zaczęło takie być na potęgę. Może niektórzy starsi też tak mają ale to prędzej wyjątki niż reguła
-
Nawet dopiero ja później pomyślałem o tym, że siedzieliśmy na krzesłach bez oparcia. A oboje kręgosłupy rozjebawszy xd
-
pisałąm o Tobie, nie sluchaj go. To byla kontynuacja
-
Mam nowego laptopa i ma wygodną klawiaturę Nie zawsze, ale często tak. Wtedy są w tym razem. Jeden pije, drugi obsesyjnie stara się to picie kontrolować. Oboje są niewolnikami alkoholu, tylko każde na swój sposób. Nie wiem czy zdarzają się bez traumy. Moim zdaniem zawsze musi się coś zadziać, coś pójść nie tak, żeby pojawiły się objawy. Z pokoleniem to swoją drogą, Ty może jeszcze się na to nie załapałaś (choć może już?), ale żyjemy w czasach, w jakich jeszcze nie żyliśmy. Dzieci od kołyski są uzależniane od mediów ekranowych. Tak jeszcze nie było. Skutki dopiero poznamy. Ale patrz, jednak w twoim pokoleniu taki styl przywiązania chyba nie jest normą. Więc może to jednak nie pokolenie? Jeśli chodzi o związki, to moim zdaniem też przyczyna leży wcześniej. Zdrowa emocjonalnie osoba, ze zdrowym poczuciem własnej wartości i zdrowymi granicami, nie wejdzie w niezdrowy związek, a jeśli już ktoś ją tak zmanipuluje i oszuka, to odejdzie, gdy zobaczy, z kim ma do czynienia. Gdybym ja był zdrowy i normalny to nie interesowałby mnie ten typ kobiet, który mnie interesuje. Interesowałby mnie zupełnie inny, ten który jest teraz dla mnie zupełnie nieatrakcyjny i nieinteresujący.
-
To że oni się rozstaną to ja wiem, bo ten gość toxic mocno. Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam. Dla mnie to już zamknięty rozdział mimo że zazwyczaj w przyjacielskich stosunkach żyje z większością ludzi. Konsekwencje swoich czynów się ponosi. Wiec do czego miałaby wracać. Z resztą znając ją, to jej duma by nie pozwoliła się do mnie odezwać. Bo tu też byliśmy podobni niestety
-
Najpopularniejsze