Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Eks

Znaleziono 1 wynik

  1. Zacznę od początku. Mam 20 lat, byłam z moim byłym chłopakiem (Mateuszem) przez 3,5 roku. Z nim uprawiałam pierwszy seks. Bardzo oboje angażowaliśmy się w ten związek, umieliśmy być razem szczęśliwi mimo wszystkich naszych wad i niedociągnięć. Oboje jesteśmy DDA. Zerwał ze mną 2 miesiące temu po tym, jak zatańczyłam z jakimś chłopakiem, którego nawet nie znałam. Po prostu, byliśmy na imprezie, był alkohol, on mnie ignorował, nie chciał ze mną rozmawiać i się wkurzyłam i zaczęłam tańczyć z tamtym człowiekiem, on mnie podniosł i wszyscy nasi znajomi to widzieli. Zaczęli mówić Mateuszowi, że jest pizdą, że tamten typ mnie obmacywał, itd. Po tym ze mną zerwał, powiedział, że to ostatecznie koniec na zawsze i już nigdy do mnie nie wróci (3 dni przed tym mówił, że chce ze mną zostać na zawsze). Życzył mi szczęścia i mówił, że nie chce przestać mnie znać. Minęło 1,5 miesiąca. Poszłam na imprezę razem ze znajomymi z klasy (chodziliśmy razem do klasy w szkole średniej), których on bardzo lubił. Ale dowiedzieli się jaka jest sytuacja i nie zaprosili go. On się o tym dowiedział i zadzwonił na tej imprezie do mnie, zaczął mnie wyzywać od szlałfów, kurew, najgorszych. Tłumaczył to tym, że spotkał jakiegoś chłopaka na rynku, który mu powiedział, że ja rzekomo powiedziałam jakieś jego sekrety i go wyzywałam do niego. A to nie prawda, zaczęłam się tłumaczyć, a on się upierał przy swoim, mówiąc, że ma pewność, że ja tak zrobiłam. Pisał pózniej w sms-ach, że jestem moralnym zerem, że mnie nienawidzi, że go zdradziłam, robiłam wodę z mózgu, że chce, abym straciła mowę i nie miała kontaktu ze światem. Mimo swojej pewności, że nic takiego nie powiedziałam, mam jakieś dziwne wyrzuty sumienia i czuję się jak dziwka. W zeszłą sobotę wysłał moim znajomym jakieś filmiki, w których mówił, że pokazywałam nasze wiadomości wspólnej koleżance (co jest akurat prawdą, pokazałam jej urywek wiadomości, w której ze mną ostatecznie zerwał). Znów zaczął mnie wyzywać, ale już nie wprost, tylko do innych. Mój obecny chłopak wkurzył się i zadzwonił do Mateusza. Wyzywali się bardzo. Mateusz mówił mu rzeczy typu, że go zdradziłam, że będzie żałował, że ze mną jest, że jestem dziwką, a on pizdą i robię słabą gałę. Przy rozmowie byli koledzy Mateusza, słyszałam ich, też po mnie równo jechali. Mateusz przyznał się, że odnowił znajomość z taką dziewczyną, której bardzo nie lubił, obgadywał ją do mnie i innych znajomych, mówił jej sekrety, itd. Wkurzyłam się i napisałam do niego sms-a, że fajnie, że mnie obrzuca jakimś gównem, a sam odnowił kontakt z osobą, która go obgadywała i on ją też. Po tym sms-ie ta dziewczyna pisała do mnie. Z jej wypowiedzi było widać, że Mateusz jej już wszystko opowiedział o naszym rozpadzie związku. Wkurzyłam się, ale jej nie odpisywałam, zignorowałam. Przedwczoraj wysłał filmik do mojej przyjaciółki, w którym mówił, że ma już wszystko czego chciał, że został szefem w jakiejś firmie, że będzie dużo zarabiał i jest bardzo szczęśliwy, a przeze mnie był pizdą, ale przez to, że jest-jak on to powiedział- prawdziwy i nigdy nie kłamie osiągnął sukces. Dzisiaj widziałam go jak wracałam z kościoła, ale on mnie chyba nie widział. Ogólnie mój problem polega na tym, że on dalej jest w jakimś stopniu dla mnie idealny i byłabym mu w stanie wszystko wybaczyć. Zamiast skupić się na obecnym chłopaku, tamten jeszcze siedzi i miesza w mojej głowie. A ja czuję się bardzo winna, mimo, że wiem, że nic złego nie zrobiłam. Co dziwne i ciekawe, on choruje na cukrzycę i musi przyjmować insulinę, ktora specyficznie pachnie. Od zerwania w losowych momentach czuję jej zapach przez 2-3 sekundy i potem on się "ulatnia"(?). Nie wiem, czuję, że wariuję. Nie umiem się na niczym skupić, nie umiem zapomnieć i nigdy nie zapomnę. Chodzę do psychologa, ale nie widzę efektów. Ja na prawdę nie daję sobie rady z tym, a rozmowa z nim w grę nie wchodzi, bo mnie zacznie wyzywać i mi to jeszcze wszystko pogorszy. Boję się bardzo, że nigdy nie będę szczęśliwa. O co mu w ogóle chodzi, na prawdę nic z tego nie rozumiem. Chcialabym z nim porozmawiać szczerze, ale wiem, że skończy się na wyzywaniu mnie i to pogorszy sytuację. Czy taka rozmowa będzie możliwa po paru miesiącach/latach? Co ja mam tak właściwie zrobić? Bardzo się gubię i nie umiem się na niczym skupić. Na domiar złego zaczęłam uciekać w alkohol i piję praktycznie codziennie. Dziękuję z góry za każdą odpowiedz!
×