Dokładnie. I wróćmy do 12 godzinnego dnia pracy. Albo jeszcze dłuższego, tak jak było w 19 wieku, zanim ci znienawidzeni socjaliści wywalczyli jakiekolwiek prawa dla klasy pracującej.
Jak coś się stanie pracownikowi po zaś pracy przy maszynie, to po prostu trzeba się go pozbyć i zastąpić nowym. Żadnych ubezpieczeń, emerytury, chorobowego. Po co? Wróćmy do szalonych lat początków rewolucji przemysłowej, kiedy ci znienawidzeni marksiści nie podburzyli jeszcze społeczeństwa.
Kiedyś to dopiero było, raj dla klasy posiadającej, można było wykorzystywać robotników, w tym dzieci do granic, tłumić protesty siłą i w spokoju budować swój majątek. Teraz same utrudnienia, ciężko dorobić się basenu, a co dopiero jakiegoś mini dworku (w tragicznym stylu) na obrzeżach miasta, żeby wreszcie czuć się kimś. Żeby choć trochę upodobnić się do tej elity operującej miliardami, która swoich rodzinnych majątków dorobiła się bardzo często na krzywdzie i cierpieniu najsłabszych.