Ja cała podstawówkę mieszkałem na wsi. No i u mnie w domu ciągle było gadanie o oszczędzeniu, że w sumie po co te wszystkie rzeczy, że za,
drogie, że śmieci itp.To jest ciekawe, bo nie byliśmy biedni, moja mama jest lekarzem, ojciec też ma wyższe wykształcenie. U mnie w domu jakby nie dokonała się transformacja ustrojowa. Pamiętam, że jak poszedłem do Warszawy, do liceum, byłem w szoku. Ludzie patrzyli na ubrania, na to czy ktoś ma telefon, zaczynały się już jakieś wycieczki zagraniczne. Pod koniec niektórzy koledzy już mieli swoje samochody, ogólnie inny świat.
Szokiem było dla mnie, że te dzieciaki sobie kupowały jakieś rzeczy na przerwach, jakieś kebaby, MC Donaldy.
Jeszcze na studiach nie mieściło mi się w głowie, żeby np wydać pieniądze na kawę na mieście, na ciuch, na wizytę w droższej restauracji.
Teraz nadal jestem w szoku, że ludzie nie potrafią nic samemu naprawić, lekką ręka płacą za usługi typu przygotowanie roweru do sezonu! Jak jakiś sprzęt się popsuje, kupują nowy. I nie mam na myśli ludzi młodszych ode mnie, tylko moje pokolenie - stąd mój wiosek, że bardziej na to kim jesteś wpływa to, jak zostałeś wychowany, gdzie mieszkałeś, do jakiejś klasy społecznej należysz aniżeli rocznik urodzenia.