Dobra, może być myśleniem na temat wątku. Ciekawi mnie, że w ogóle mało kto zwrócił uwagę na to, że moje obawy co do związku dotyczą również moich własnych przyszłych emocji i myśli. Nie tylko emocji drugiej strony. Czasem nawet bardziej się boję tych moich. Czasem mam wrażenie że mój mózg działa niezależnie ode mnie, że generuje we mnie myśli, których nie mogę odepchnąć. Wyszukuje wad i niedoskonałości w świecie i w innych ludziach. I im bardziej chce tych myśli nie mieć, tym bardziej wracają. To taka jakaś mentalna forma ocd, szczególnie mi się włącza jak ktoś mi się podoba i na kimś mi zależy.
To jest na tyle ciężkie, że często boję się wchodzić w bliskie relacje. Ale to dotyczy też innych 'pozytywnych' rzeczy, zawsze mam w głowie myśli, że to wszystko jest żałosnym, obrzydliwym gównem.
Dlatego ja nie wiem czy potrafię normalnie kogoś kochać i czy będę kiedykolwiek potrafił. Może nigdy nikogo nie kochałem? Chuj jeden wie.
Łatwo krytykować i mówić, że jestem taki czy inny, ale naprawdę nie jest łatwo być mną.