Witajcie,
czy wam też przy nerwicy na tle lękowym zaakceptować porażki? Mi okropnie ciężko się pogodzić, np. z oblanym kokosem,co doprowadza u mnie do ataków paniki i wielogodzinnego płaczu. Nie umiem sobie poradzić i nie potrafię sobie spojrzeć w oczy. Zawsze wszystko zaliczałam od razu na 4 i 5. Mój lęk tylko od razu mnie nakręca i mam wizję oblewania roku. Czuje się wtedy winna, niedowartościowana i generalnie same okropieństwa. Czy to w porządku biorąc pod uwagę schorzenie czy ja już jestem ciężkim przypadkiem? Napędza mnie spirala poczucia winy i obwinianie się że poświęciło się tylko 30 godzin zamiast 60 na naukę.