BadLady1311
Użytkownik-
Postów
39 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez BadLady1311
-
U mnie po raku lęk osiągnął taki poziom, jakiego wcześniej nie znałam. Najdziwniejsze jest to, że kiedy chorowałam, miałam operacje, chemioterapię, zakrzepicę, powikłania - wtedy lęku nie było. A byłam tylko na pregabalinie 2x75 mg. Wszystko wybuchło później. Pod koniec lipca pojechałam z mężem i synem na jezioro. Tak już wjechały lęki poranne. A jak wróciliśmy z wyjazdu tak padłam i nie wstałam. Wszystko po prostu wybuchło. Ścięło mnie z nóg. Odcięło od rzeczywistości. Sierpień wrzesień i październik na Brintellixie nie za bardzo pamiętam. Dosłownie jak przez mgłę. Dopiero po zmianie na Bioxetin odzyskałam kontakt z rzeczywistością. Ale co z tego jak non stop jest ten pieprzony lęk. Każdy dzień zaczynam ostrym atakiem paniki, potem jest lęk wolnopłynący cały dzień, czasem trafi się kolejny atak paniki... Nie ma życia. Psychiatra każe czekać, bo fluo jest podobno najwolniej wkręcającym się antydepresantem i na lęki działa dopiero po 5-6 tygodniach. Zobaczymy. U mnie jutro mija 4 nie licząc tygodnia na 10 mg.
-
Ja niestety po 6 tygodniach walki z eliceą wylądowałam na sor z totalnym odwodnieniem. U mnie wywołuje ostre biegunki i wymioty. Nie do przejścia. Kiedyś na lęki bardzo pomagała mi sertralina. W 2 tygodnie kasowała wszystko do zera. Wrócę do niej jak fluoksetyna nie wypali. Nie wróciłam od razu, bo niestety sertalina powoduje u mnie totalną bezsenność i zero chęci do jakiegokolwiek działania. Aktywizacja na minusie. Fluo pomimo, że na lęki mi jeszcze nic nie pomogła, szczególnie ten poranny, daje piękną aktywizację i dobry sen.
-
Ja teraz na nic nam 75 mg pregabaliny z zaznaczeniem, że mogę stopniowo zwiększać do 300 mg. Dziwne dość zalecenie, nie? Wcześniej brałam pregabalinę jako dodatek do różnych antydepresantów w dawkach od 2x75 mg do 3x150 mg max. Moje wrażenia są takie, że przez pierwsze tygodnie działa podobnie do benzo, a potem się wypala. Ale znam dużo osób, które ją stosują z powodzeniem latami na lęki I im dobrze służy, i z antydepresantem, i solo.
-
Powiedzcie mi też bardzo proszę, czy ktoś z Was miał takie silne ataki lęku rano. Pojawiło się to nagle i trzyma równo dzień w dzień. Nic na to nie pomaga. To mi niszczy cały dzień. Poprzedni psychiatra twierdził, że to takie masakryczne wyrzuty kortyzolu, przez to, że tyle czasu wcześniej żyłam w ogromnym stresie. Co Wy o tym myślicie?
-
Powiedzcie mi proszę, czy na fluoksetynie normalny jest totalny brak apetytu? Biorę ją w sumie ponad 4 tygodnie i mam tak praktycznie od wejścia na 10. Mogłabym cały dzień nic nie jeść, tylko pić słabą rozpuszczalną słodką kawę z mlekiem. I druga sprawa... odrealnienie... wyszłam z mężem na zwykłe zakupy ot tak do Leroya po farby i spożywka. Czuję się na zewnątrz jak kosmita. Czuję się chora psychicznie. Wyobcowana. Bardzo mi z tym źle. Najlepiej mi w łóżku w sypialni pod kocem z moimi 4 kotami. I cały czas myślę o szpitalu psychiatrycznym. Że tam jest moje miejsce, że ja się już nie odnajdę w normalnej rzeczywistości. Częściowo jest to wina Brintellixu, bo nie da się opisać, co on mi zrobił z psychiką... Nie dość, że i tak byłam w stanie głębokiego załamania psychicznego, to on zrobił ze mnie już kompletnie czubka: nasilenie lęków na maksa, bezsenność, derealizacja, depersonalizacja... odlot kompletny....
-
U mnie to jest dziwna sprawa, bo 80% mojego problemu, to jest ten wściekły, gwałtowny codzienny atak paniki rano. Wygląda to naprawdę źle: biegunka, odruch wymiotny albo wymioty, duszenie się, krztuszenie, dreszcze, zlewne poty, wrażenie "wariowania" albo "umierania", trzęsienie się, no panika do n-tej potęgi. Trwa to godzinę do dwóch. Gaszę to 1 lub 2 mg lorafenu (tak jak lekarz kazał), a potem zaczynam normalny dzień... Jak była próba leczenia Brintellixem, to pojawiła się przy 15 mg taka cudna 100% poprawa i te ataki po prostu same wygasły. Niestety, potem zwiększono mi dawkę na 20 mg I cała poprawa poszła w pizdu i już nigdy nie powróciła. Było tylko gorzej, i gorzej, i gorzej. Lęk, derealizacja, depersonalizacja, masakra... I teraz nie wiem, czy ciągnąć faktycznie grzecznie ten Bioxetin 20 mg modląc się o cud, że akurat na mnie zadziała przeciwlękowo, czy Bioxetin w kosz i iść w Paroksetynę. Mój psychiatra twierdzi, że jeszcze 2-3 tygodnie i osiągniemy ten decelowy efekt. Mnie czas nagli, bo na pobyt w szpitalu,serię badań, protezowanie jelita lub (co nie daj Boże) wycięcie całej prawej połowy jelita grubego, to raczej w miarę w formie powinnam być, a nie trząść się jak galareta.
-
Słuchajcie, to trwa już 5 miesięcy. Dzień w dzień budzi mnie jebitny atak paniki. Kasuje mi cały dzień. Może walnąć ten bioxetin do kosza i poprosić doktorka o parokserynę. Próbowałam wprowadzić raz, skończyło się bardzo źle, ale to było lata temu. Może teraz mój organizm zareaguje łaskawiej. Mam już naprawdę dość. Jestem wykończona. Półtora roku walki z rakiem, teraz pół roku walki z lękiem. Ulgi mi potrzeba... jakiejkolwiek wymiernej ulgi.
-
Ja jestem mistrzynią reakcji paradoksalnych. Wszystkie leki, które dostawałam stricte na lęk, wywoływały u mnie lęki do granic obłędu... Szło to wytrzymać max 3 tygodnie. Ale w wielu artykułach i opracowaniach piszą, że fluo jest na lęk napadowy i uogólnione zaburzenia lękowe. Tylko, że dopiero po 6 tygodniach kasuje lęki. Mój psychiatra twierdzi tak samo...
-
A i u mnie jest jeszcze dodatkowe kryterium... czas... Nie mam go za wiele, żeby choć odrobinę odbić od dna i stanąć na nogi, bo tuż po nowym roku czeka mnie pobyt szpitalny, seria badań i protezowanie lub resekcja jelita grubego. Także absolutnie mnie nie pociesza, że fluoksetyna to taki powolny środek.
-
Toć ja sama z własnej inicjatywy nie skaczę. Mój Doktor tak mi zalecał, to tak brałam. Teraz nagle zrobił zwrot, jak napisałam, że mam totalny jadłowstręt i żadnej poprawy w temacie porannego ataku paniki - a to jest u mnie 80% problemu. A jest wśród Was ktoś, kto ma podobny problem jak ja? Mój Doktor twierdzi, że po prostu z rana zalewa mnie kortyzol po same uszy i stąd te wszystkie atrakcje. Macie lęki poranne/mieliście?
-
A dzisiaj się Doktorkowi odwidziało, jak zgłosiłam utrzymujące się ataki paniki rano i kilka tygodni totalnego jadłowstrętu, kazał mi od jutra zejść na 20 mg. Zgadzam się z Wami, że dużo za szybko byłam ciągnięta na 40 mg. Mam nadzieję, że powrót teraz do 20 mg nie zrobi mi z mózgu bitej śmietany. Ja jestem z tych megalękowych. Podczas porannych ataków paniki mam biegunkę, odruch wymiotny, dreszcze, poty i wrażenie, że umieram. Lęk wolnopłynący towarzyszy mi cały dzień. Przed rakiem byłam 1,5 roku na Asentrze. Lęki kasowała do zera, a aktywność niestety też i cały czas bezsenność. Dlatego nie chciałam do niej wracać. Paroksetyna odpadła w drugim tygodniu. Nie byłam w stanie na niej wytrzymać. Citalopram i Escitalopram skończyły się odpowiednio po 6 i 4 na sor z odwodnienia (biegunka, wymioty, jadłowstręt, nasilenie lęku do obłędu). Jak myślicie jest szansa, żeby się ten lek w ogóle u mnie sprawdził? Włącznie z 10tkami jestem na nim 4 tygodnie. Ostatnie dwa tygodnie na tych nieszczęsnych 40 mg. Jestem już naprawdę bardzo zmęczona. Nieudany eksperyment z Brintellixem, gdzie też miałam dawki podnoszone w tempie światła, kosztował mnie wiele wiele siły. Tydzień na 5 mg, dwa tygodnie na 10 mg, 5 dni na 15 mg I jeb 20 mg... Nawet mi się nie chce pisać, co to ze mną zrobiło. A Pani Doktor (poprzednia, bo zmieniłam), kazała wytrzymywać, jeszcze tydzień, jeszcze tydzień... Nie dałam rady. Zmieniłam lekarza.
-
Witam wszystkich serdecznie! Mam zdiagnozowany zespół depresyjno-lękowy. Po raku złośliwym jajnika, dwóch operacjach, chemioterapii i szeregu powikłań po niej, siadła mi psycha. Każdy jeden dzień od 5 miesięcy zaczynam ostrym atakiem paniki, w dzień też lęk non stop, a na wieczór nawał depresyjnych myśli. Psychiatra 1 sierpnia przepisała mi Brintellix, jako cudowny lek, który postawi mnie na nogi. Walczyłam z nim 3 miesiące, wszystko mi pogorszył, myślałam, że zwariuję. Zmieniłam lekarza, odstawiłam Brintellix i jestem w trakcie wprowadzania fluoksetyny (Bioxetin). Najpierw 10mg przez tydzień, potem 20 mg też tydzień, 4 dni po 30 mg i od dwóch tygodni na dawce docelowej 40 mg. Niestety poprawy brak. Może nie ma takiej masakra, jak na Brintellixie, jest odrobina aktywizacji, ale... lęk poranny rozkłada mnie na łopatki dzień w dzień, jadłowstręt totalny i ból brzucha, wieczorami myśli czarne jak smoła. Psychiatra twierdzi, że jeszcze 2 do 4 tygodni, bo fluoksetyna wolno się rozkręca. Napiszcie mi proszę, jakie były Wasze doświadczenia z tą substancją? Faktycznie tak wolno wchodzi? Sprawdza się przy silnych lekach i atakach paniki? Jest szansa, że jeszcze zatrybi... Jestem naprawdę sponiewierana. Najpierw półtora roku walki z nowotworem, teraz od pół roku walką z własną psychiką... Na psychoterapię chodzę, ale nie wnosi ona nic specjalnie pozytywnego do sprawy.