BadLady1311
Użytkownik-
Postów
39 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez BadLady1311
-
Doktor całe szczęście nie wyjechał. Nakazał wrócić na 20 mg bioxetinu I czekamy miesiąc na wkręcenie spamilanu. Jeśli nie zaskoczy i nic nie drgnie, przechodzimy na starą sprawdzoną asentrę i modlimy się, aby i tym razem wykasowała lęki do zera. Póki co jest marnie. Kolejny dzień zaczęłam wściekłym atakiem porannej paniki. Dziwnie te ataki są. Budzę się we w miarę normalnym nastroju i kiedy tylko dociera do mnie świadomość zaczyna się jazda: odruch wymiotny, biegunka, dreszcze, spięcie wszystkich mięśni, wrażenie, że tracę rozum, że szaleję... To wygląda trochę jak atak padaczki. Jakby mi ktoś wstrzyknął w żyły potężną dawkę kortyzolu. A potem jak już się nałykam leków, które mam przepisane na te ataki, zaczyna się normalny dzień. Jakby nigdy nic. Powrót do normalności. I tak od lipca dzień w dzień. Nigdy wcześniej tak to nie wyglądało. Miał ktoś z Was coś podobnego?
-
No to zaczęła się ostra jazda bez trzymanki. 3 doby na 40 mg i jest... poranny atak paniki zwalający z nóg, biegunka, odrealnienie. Nic nie pomaga. Ani lorafen, ani pregabalina, ani modlitwa. Mam tylko nadzieję, że mój Doktor nie wyjechał jeszcze na święta, bo chcę z nim skontaktować, czy ciśniemy 40 mg, co by się nie działo, czy zmniejszamy dawkę, czy po prostu zmieniamy lek. Z fluoksetyną walczę od 4 listopada, więc chyba czas na jakieś ostateczne rozstrzygnięcia. Podpowiedzcie mi z doświadczenia: jak długo może trwać pogorszenie samopoczucia i nasilenie lęku po zmianie dawki z 20 na 40 mg fluoksetyny (stopniowo 3 dni na 30 mg pomiędzy)? Jak wygląda proces zmiany fluoksetyny na jakiś inny lek, bo wiem, że ona wyjątkowo długo "zalega" w organizmie, więc pewnie jakaś przerwa na wypłukania jest? Napiszcie jakie dobre słowo otuchy, bo uwierzcie mi, marnie ze mną jest..
-
Miałam 3 podejścia do paroksetyny. Niestety. Mój uszkodzony układ pokarmowy odmawia współpracy z tym lekiem. Do tego u mnie wybór jest znacznie ograniczony opioidami, które biorę na ból po nowotworze. Rozstanę się z nimi dopiero po kolejnej operacji (resekcja prawej połowy jelita grubego, lub, o ile Pan Bóg pozwoli tylko protezowanie kiszki). Naprawdę już nie mam siły, a tu jest dla kogo żyć. Mam wspaniałego wspierającego męża i cudownego 13letniego Syna. Tylko dzięki nim jeszcze jestem na tym świecie.
-
Masz 100% racji, tylko ja jestem już okropnie umordowana... Od sierpnia 2024 do maja 2025 walka z rakiem złośliwym. Dwie operacje, z czego druga 9h. Potem pół roku chemii. Na deser zakrzepica żył głębokich w lewej łydce. To wszystko przeszłam jakimś cudem w całkiem dobrej formie psychicznej. Psycha klękła z opóźnieniem gdzieś w lipcu sierpniu. Sierpień - październik katowałam Brintellix który pogorszył wszystko, co się dało pogorszyć. Potem zmiana lekarza i leku na bioxetin. Wyprowadził mnie z dramatycznego stanu po Brintellixie, ale dał poprawę taką na 3-. Aktywizacja owszem tak, ale lęków nie ruszył, szczególnie porannego ataku paniki, który towarzyszy mi Od pół roku dzień w dzień i rujnuje mi życie. Co bardzo dziwne na Brintellixie były takie 2 tygodnie totalnej absolutnej poprawy. Nawet lęk poranny zanikł, ale wtedy Doktorka podciągnęła mi dawkę z 15 mg na 20 i czar prysł. Zaczął się horror. Powrót na 15 mg nic nie dał.
-
No to klops. Jestem drugi dzień na 40 mg fluoksetyny (wcześniej 4 dni po 30 mg) i jest lipa. Nasilenie lęku. Mdłości. Totalny jadłowstręt. O ile fizyczne objawy mogę znieść, to najgorsze jest nasilenie lęku. Dzwoniłam do lekarza dyżurnego ze szpitala psychiatrycznego najbliżej mnie. Babka kazała nie czekać do poniedziałku, tylko od razu dzisiaj od południa zwiększyć Spamilan do 3x10 mg. Poradźcie mi moi mili, jak przetrwać to szarpnięcie spowodowane zwiększeniem dawki. Jak wiecznie się będę trzymać bezpiecznych dawek, które nie dają ani skutków ubocznych, ani poprawy, to nigdy się nie wyleczę. Co mam robić? Ratować się lorafenem? modlitwą? kontaktować się w poniedziałek z lekarzem prowadzącym? Ciężko mi jest bardzo.
-
To podobnie jak ja. Fluoksetyna była ostatnim lekiem dopuszczonym w Polsce, którego nie brałam. Poza miernymi efektami sertraliny, o których pisałam, nigdy nie udało mi się uzyskać mitycznej "pełnej poprawy". Jednak zdecydowałam się na zmianę lekarza. W sobotę idę do nowej Pani Doktor. Dlaczego? Dlatego, że mój aktualny lekarz nie podjął absolutnie żadnej decyzji dotyczącej mojego leczenia z własnej inicjatywy. Brintellix zrobił ze mnie zombie, zasugerowałam fluoksetynę - przepisał. Utrzymywał mi się jadłowstręt I mdłości na 40 mg - zmniejszył dawkę do 20 mg. Zaczęło wszystko wracać, minimalna poprawa jaką uzyskałam zaczęła się cofać, wyżebrałam podniesienie dawki - podniósł o 10 mg I kazał brać w środku dnia (20 mg rano i 10 mg w południe). Generalnie nie przepisał mi żadnego leku z własnej inicjatywy. Wszystko wynukałam. A dlaczego? A dlatego, że jestem po raku i biorę leki, które wchodzą w interakcje z wieloma lekami psychiatrycznymi i nie jestem prostym jednoznacznym przypadkiem. Mam nadzieję, że nowa Pani Doktor będzie miała większe jaja...
-
Czy jest tu choć jedna osoba, której fluoksetyna pomogła na zaburzenia lękowe (lęk paniczny, lęk uogólniony). Bo ja już tracę nadzieję. Już chyba ze 6 tygodni i dalej lipa. Dziś Doktor zwiększył mi dawkę z 20 na 30 mg. 20 mg Mam brać rano, 10 w środku dnia. Co Wy na to? Są jakieś szanse powodzenia, czy raczej zmienić lekarza...
-
Mnie się super udało z NFZ, bo Brintellix w 2 tygodnie na dawce 10 mg doprowadził mnie do takiego stanu, że sama poprosiłam Męża, żeby u znajomej Pani Profesor wyżebrał dla mnie miejsce w Klinice. Spędziłam tam, co prawda, tylko tydzień, ale złapałam kontakt z tamtejszą Panią Psycholog i okazało się, że ona przyjmuje w moim mieście, a dosłownie obok mojego bloku. Wzięła sobie namiary na mnie i zadzwoniła z terminem. Czyli fuks plus "znajomości" i miałam na fundusz bez czekania.
-
Nie jestem też przypadkiem odosobnionym, gdzie fluo zadziałała na lęki. Mam koleżankę ze Śląska. Po śmierci młodszego brata lęk odciął ją na 4 mce od rzeczywistości. Była masakra. Escitalopram 4 tygodnie - jeszcze gorzej. Wenlafaksyna - to samo. Paroksetyna - skutki uboczne nie dały wprowadzić. Na koniec dostała fluoksetynę. W 3 tygodnie stanęła na nogi ze stanu tragicznego. Także teoria, teorią... a z lekami psychiatrycznymi jest tak, że ilu ludzi, tyle reakcji.
-
Dostałam doraźnie lorafen. Do tej pory czasem z niego korzystamy, jak mnie przyciśnie. Doktor przepisał fluoksetynę, bo... wszystko inne już było. Poważnie. Przez ostatnie 8 lat próbowałam już wszystkich leków z tej półki. 90% nie dało się w ogóle wprowadzić ze względu na ostre skutki uboczne z układu pokarmowego (biegunki, wymioty, itd.), kolejne 5% dało się wprowadzić, ale nie dawało kompletnie żadnego efektu, no i zostało te 5%, które dawały jakąkolwiek poprawę... Na tą chwilę bioxetin naprawdę super mnie zaktywizował i poprawił nastrój, lęki trochę nasilił na początku, ale potem zmniejszył. W porównaniu z wieloma innymi antydepresantami zrobił więcej dobrego niż złego. Wiem, że stosowanie fluoksetyny przy lekach jest bardzo kontrowersyjne, ale czytałam też sporo artykułów stricte medycznych, gdzie jednak się ją zaleca przy lęku panicznym i uogólnionym z zaznaczeniem, że znosi lęk dopiero po 6 tygodniach. Ja nie bardzo mam wybór. Paroksetyny nie dam rady wprowadzić ze względu na biegunki i wymioty, escitalopram i citalopram to samo, wenlafaksyna nasilenie lęku nie do zniesienia... Pozostaje jeszcze sertralina, która kasuje mi lęki do zera w 2 tygodnie, ale też robi ze mnie zombie przed tv i wywołuje totalną bezsenność.
-
Biorę Bioxetin już jakiś czas. W dawce 20 mg I powyżej prawie 5 tygodni. Ładnie mnie zaktywizował, poprawił nastrój, stopniowo wygasza lęki, ale... od jakichś 2 tygodni, dzień w dzień o tej samej porze (17-18) dostaję napadu totalnie czarnych depresyjnych myśli, jakich nie miałam nigdy w życiu. Trwa to aż do zaśnięcia i strasznie mnie męczy. To są takie kompletnie "nie moje" myśli. Macie jakiś pomysł, co to jest i skąd się to wzięło? Moim głównym problemem zawsze był lęk I ataki paniki, ale raczej nie depresja. Np. dziś, od rana mam świetny dzień, bardzo dobry humor... przychodzi ta 17:15 i dół jak Rów Mariański... WTF???
-
A jednak nie risperidon. Dostałam Mili Moi perazin 25. Mam wprowadzać bardzo stopniowo i ostrożnie do dawki docelowej 25 mg rano i 50 mg wieczorem. Ma ktoś z Was jakieś osobiste doświadczenia z tym lekiem, jako dodatkiem przeciwlękowym do SSRI. Bo ja szczerze mówiąc pierwsze słyszę. Nawet nie wiem, co o tym myśleć i na co się nastawiać. Kto coś?
-
Rozmawiałam wczoraj z Doktorkiem. Wg niego ja zareagowałam na fluoksetynę zupełnie odwrotnie niż statystyczny Kowalski. Najpierw powinien zejść lęk, a potem wejść aktywizacja i działanie antydepresyjne. U mnie aktywizacja weszła praktycznie po tygodniu, a lęk jak był, tak jest. Doktorek obiecał dorzucić jakiegoś neuroleptyka przeciwlękowego w maleńkiej dawce. Obstawiam, że będzie to risperidon.
-
Oczytałam się różnych opracowań na ten temat i naukowych, i nienaukowych, i informacje są sprzeczne. Jedni piszą, że i na lęk napadowy, i na lęk uogólniony. Tu wyczytałam, że po 4 tygodniach, gdzie indziej, że po 6-8. Mój psychiatra twierdzi, że na lęk napadowy jak najbardziej, ale dopiero po 6-8 tygodniach właśnie. Nie wiem komu wierzyć. Wiem, że aktywizuje pięknie. Podniosła mnie z wyra, chce się żyć, działać, dbać o siebie, dziecko, męża, dom, sierściuchy... Ale co z tego, jak każdy jeden dzień zaczynam spektakularnym atakiem paniki, zajmuje mi 2h się ogarnąć i cały dzień też gdzieś z tyłu głowy mam lęk non stop. Jestem już naprawdę zmęczona. Mógłby się doktor określić albo w te albo we wte. Ja nie mam czasu czekać na poprawę w nieskończoność. Mnie czeka kolejny pobyt w szpitalu, seria meganiefajnych badań i być może kolejna poważna operacja. A do tego trzeba mieć choć trochę sił psychicznych.