Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

P90asd

Użytkownik
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Tak, niby wiem, że motyle w brzuchu to tylko na początku, a i wtedy nie zawsze. Niby to wiem, a podświadomie szukam kogoś kto mi je będzie ciągle dawał. Tu ich nie miałem od początku zbytnio, przez co gdzieś podświadomie wydawało mi się, że to nie ta osoba. Co do sugestii, że nie jestem stworzony do związku. Tego nie wiem, ale wiem, że nienawidze samotności, to jedno z najgorszych uczuć jakie może mi towarzyszyć. Dziękuję za odpowiedzi. Mam pytanie - czy terapia poznawczo behawioralna będzie dla mnie odpowiednia?
  2. I jeszcze pytanie: Czy zbadanie poziomu serotoniny, dopaminy, kortyzolu, noradrenaliny w dobowej zbiórce moczu może mieć sens? Pytam pod ewentualnym doborem leków. Boje się SSRI, miałem po nich nieco obniżone libido i dłużej zdecydowanie zajmowało mi dochodzenie do orgazmu. Boje się utraty libido na stałe lub innych problemów w sferze seksualnej. Boje się w ogóle brania tych leków. Eh :(
  3. Witam, Jestem 31 letnim mężczyzną, który ma dość nieźle poukładane życie. Nie mogę narzekać na brak ciepłej rodziny, brak pieniędzy czy ogólnie brak bliskich znajomych/kolegów. Ale od zawsze odkąd pamiętam miewałem dziwne objawy. Zdarzyło mi się mieć zaburzenia lękowe mając ok 6-10 lat - związane z lękiem, że moi rodzice kiedyś umrą. Do tego pojawiły się zaburzenia natrętne tymczasowo w wieku ok. 13-16 lat związane z obrażaniem Boga w myślach (bałem się, że to się wydarzy więc to się działo). Na szczęście to minęło samo. Później miewałem różne problemy przy podjęciu ważnych decyzji - gdzie iść do szkoły, czy gdzie iść na studia (te zresztą mam do dziś, nawet kupno ciuchów sprawia mi problemy i analizuje czasem mega długo każdy zakup). Pojawiło się pierwsze niesamowite zakochanie w wieku 15 lat zakończone bardzo szybko złamanym sercem po 2 tygodniach. Nie mogłem się z tego otrząsnąć jakieś 2-3 lata. Dziś to już na szczęście za mną. Idąc dalej - na studiach czułem się wyobcowany w nowym mieście, nie znałem nikogo. Miałem tylko znajomych i ciągle czułem tęsknotę za domem i lęk ogólny. Nie czułem się bezpiecznie. Nie spałem zbytnio dobrze, wysyłałem się w weekendy w domu rodzinnym. Skończyło się po 1.5 roku mega napadem nerwicy natręctw i lęków co mnie wpędziło na 3-4 lata w SSRI - sertralina. Po tym czasie odstawiłem ją i suplementowalem dziurawiec bo mi wyraźnie pomagał, niemal tak dobrze jak sertralina. A teraz do sedna - zawsze byłem nieśmiały, zwłaszcza w stosunku do kobiet, toteż pierwszy poważny i długi związek zacząłem w wieku 27 lat. Wcześniej były różne kobiety (seks układ, romans w pracy, a także złamane serce, które mi znowu zabrało 2lata z życia), czy kolejna kobieta, z którą miałem romans i podobało mi się dopóki nie zaczęliśmy być razem. Nagle obróciło mi się o 180 stopni, zacząłem się obawiać, że to nie ta osoba, przestała mi się podobać, zaczęła irytować. Podświadomość jakby zadziałała. Albo to po prostu moje zaburzenia. Później, gdy rozstaliśmy się po miesiącu to najpierw poczułem "ulgę", natomiast później płakałem mocno przez 3 miesiące. Ale ilekroć się do niej zbliżałem i czułem, że mógłbym jeszcze do niej wrócić to wtedy pojawiał się znowu jakiś lęk. Nie wiem czy to przed tym, że to może być nie ta kobieta czy co. Kolejny związek (pierwszy długi) zaczął się bez uczucia motyli w brzuchu. Czułem też, że nie pasujemy do siebie z początku, bo ciągle przyrownywalem partnerkę do poprzednich kobiet, z jakimi się spotykałem. Myślałem tylko o sobie, byłem jak pępek świata. Po czasie "dotarliśmy się" lepiej choć nadal wybuchałem średnio raz na miesiąc krzycząc na nią często z błachych powodów (za co mi dziś niesamowicie wstyd, bo byłem jak niedojrzały dzieciak). Do tego ciągle w głowie łudziłem się, że pojawią się motyle w brzuchu. Tak jakbym uzależniał związek z kimś od tego czy one się pojawią. Niby wiem, że masa ludzi ich nie ma, albo że one przemijają szybko. A jednak nie umiałem odciąć się od myśli, że "to nie to" skoro nie było motyli. No i po roku zacząłem odczuwać jakby coraz bardziej depresję. Dziurawiec jakby utracił swoją moc całkowicie, dla mnie coraz mniej rzeczy na codzień zaczęło mi sprawiać radość. Zauważyłem, że nie umiem nawet rozmawiać ze znajomymi bo nudzę się nawet rozmową z drugą osobą. Coraz ciężej mi było znaleźć ciekawe zajęcie. Aż po 2 latach podjąłem decyzję, że chyba trzeba ten związek zakończyć i poszukać kogoś z kim będę szczęśliwy (jakbym liczył, że mi nowa partnerka da motyle w brzuchu i jednocześnie dzięki temu zniknie moja depresja, która była już wtedy wyraźna). Miałem nawet myśl, że jak nikogo nie znajdę to może wrócę do swojej byłej, bo wszak nie było mi z nią źle. W zasadzie patrząc tak z boku - była to wspaniała kobieta, a ja nie potrafiłem tego w ogóle docenić. Niestety, od rozstania mijają dwa lata, i my choć do niedawna mieliśmy fajny kontakt to ja nie potrafię się zdecydować. Nie mam zbyt wielu szans na poznawanie nowych ludzi (nieśmiałość, dość hermetyczne życie, zwykle większość aktywności poza domem z tymi samymi ludźmi), a na portalach randkowych skończyło się tym, że większość kobiet "olewałem" jakby uznając, że skoro nie wydają się dużo lepsze od mojej byłej (z którą mam kontakt dobry i czuję, że mógłbym wrócić) to nie warto zawracać sobie głowy. W zasadzie to widzę pewną analogię między pierwszy rozstaniem (po miesiącu związku z dziewczyną wcześniej), a tym rozstaniem sprzed 2 lat. W obu wypadkach poczułem ulgę najpierw, a potem tęsknotę pomieszana z lekami. Jak tak to sobie wszystko analizuje to mam wrażenie, że ja za każdym razem gdy mam podjąć jakąś decyzję to mam w głowie lęki, że to zła decyzja. A im większa waga tej decyzji tym większe i bardziej paraliżujące są te lęki. Aktualnie mam momenty, że bardzo boję się samotności lub tego, że moja ostatnia dziewczyna w końcu sobie kogoś znajdzie. Ale nie potrafię jakoś zaryzykować ponownie żeby spróbować związek z nią od nowa - tym razem już bardziej dojrzałe. Boję się, że to wynika tylko z mojego lęku przed samotnością oraz tego, że skoro nie poradziłem sobie z moimi problemami to w związku z nią znowu będę się czuł jak wtedy, niezaspokojony przez brak motyli, które gdy kiedyś odczuwałem to moja depresja chwilowo znikała. Aktualnie zacząłem terapię poznawczo behawioralną, mam nadzieję, że ona mi choć nieco pomoże w ogarnięciu swoich lęków i uczuć. Do tego rozważam powrót do SSRI żeby odciąć się od lęków. Mam nadzieję, że nauczę się jakoś radzić sobie z trudnymi decyzjami. Będę wdzięczny za wszelkie odpowiedzi, które mogą cokolwiek wnieść do moich problemów. Być może powinienem wybrać inny rodzaj terapii? Będę wdzięczny za podpowiedzi. Pozdrawiam, Marek
×