-
Postów
3 683 -
Dołączył
Ostatnie wizyty
26 987 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Dryagan
-
Bardzo Ci dziękuję za wsparcie. Pozdrawiam serdecznie
-
Podobn Podobno jakieś lajtowe ćwiczenia, ale - uwaga: przewidziany jest też psycholog
-
Dzisiaj czuję się... trochę bardziej świadomy własnych ograniczeń, niż bym chciał. Kontrola organizmu zaliczona. Wynik z kategorii: jest lepiej, ale proszę sobie za dużo nie wyobrażać. Serce nadal pracuje słabiej, niż powinno, ciśnienie niskie, tętno też, a lekarz bardzo wyraźnie uprzedził mnie, żebym nie pomylił lepszego samopoczucia z wyzdrowieniem. Najgorsze jest właśnie to, że człowiek zaczyna mieć więcej siły i odruchowo chce wrócić do dawnego tempa. Tylko że organizm nadal wystawia za to rachunek. Od przyszłego tygodnia rehabilitacja. Czyli będę się uczył na nowo funkcjonować.
-
Nie zgodzę się z tym, że faceci są z natury prości jak budowa cepa i patrzą tylko na ładną buzię, duże cycki i to, czy kobieta dobrze wygląda u ich boku, czy jest dobra w łóżku. Tak samo nie kupuję wersji, że kobiety są z definicji głębokie jak studnia - chyba że mówimy o zupełnie innym rodzaju głębi niż zalety umysłu Jedni faceci są powierzchowni, inni nie. Jedne kobiety patrzą na człowieka jako całość, inne głównie na wygląd, status albo portfel. Płeć naprawdę nie daje tu immunitetu ani gwarancji jakości. Ludzie po prostu bywają różni. Nie pakowałbym połowy ludzkości do jednej szuflady tylko dlatego, że akurat łatwo ją podpisać. O, to mnie akurat cieszy Mnie po prostu nie leży ten bardzo delikatny, trochę zniewieściały typ - malowane paznokcie, mocno wystylizowany look, cała ta estetyka „picuś-glancuś”. Ale żeby nie było: męskość nie oznacza dla mnie chodzenia jak człowiek, który ostatni raz widział mydło w poprzednim sezonie. Facet ma być czysty, zadbany, dobrze ubrany, pachnieć normalnie, dbać o higienę i o siebie. Może używać kosmetyków i nadal wyglądać męsko - naprawdę jedno drugiego nie wyklucza. Tak samo z charakterem. Może być wrażliwy, czuły, opiekuńczy, mówić o emocjach. Dla mnie męskość nie polega na tym, żeby wyglądać jak drwal i komunikować uczucia wyłącznie chrząknięciem.
-
@Niewkopomonowana @lily was here Facet oczywiście potrafi się zachwycić samym wyglądem. Jak byłem młodszy, to nawet przez jakiś czas wydawało mi się, że uroda i seks właściwie wystarczy, żeby zbudować związek. Miałem taką bardzo ładną, bardzo efektowną i, delikatnie mówiąc, dość pustą lalkę. Człowiek wtedy bardziej zakochuje się chyba we własnym wyobrażeniu niż w realnej osobie. Zresztą Prus już to dawno opisał. Wokulski też nie bardzo kochał Izabelę, tylko raczej to, co sobie na jej temat zbudował w głowie. Z wiekiem chyba coraz lepiej się rozumie, że sam wygląd wystarcza najwyżej do tego, żeby na kogoś popatrzeć. Żeby z kimś żyć, trzeba jednak czegoś więcej. Ale to już nam się zrobiły bardzo poważne rozważania jak na wątek, który - jeśli dobrze rozumiem - miał być głównie o tym, kto jest ładny Więc może zalety ducha zostawmy na osobny ranking, a tutaj jednak oceniajmy opakowanie.
-
No właśnie. Na szczęście ja już nie muszę się podobać młodym dziewczynom, więc mogę sobie spokojnie zostać przy swoim pokoleniowym wyobrażeniu, jak powinien wyglądać facet Żona jest zresztą starsza ode mnie, więc mój model zdążył przejść kontrolę jakości jeszcze według standardów pokolenia X. Tak że zetki mogą sobie malować paznokcie, nosić szerokie spodnie i robić, co chcą. Ja już nie startuję w tym konkursie.
-
Ej, ale ja naprawdę żartuję Nie traktuj tego poważnie co piszę Nie mam problemu z tym, że Ci się podoba. Bardziej mnie rozbawiło, że chyba właśnie zobaczyłem na własne oczy kolejną odsłonę wojny zetek z milenialsami. Dla mnie to po prostu bardzo delikatny typ urody i sam za nic nie chciałbym tak wyglądać. Widocznie każde pokolenie ma trochę inne wyobrażenie tego, co jest atrakcyjne. Więc bez obrazy i bez wina na pocieszenie Ja tylko z bezpiecznej odległości bronię honoru bardziej oldschoolowego modelu faceta. Bohun znowu awansował w rankingu, chociaż aktora nie cierpię.
-
O nie. Jeśli to jest obecnie ideał męskiej urody, to jako przedstawiciel starszego pokolenia składam oficjalny protest i proszę o przywrócenie Bohuna. Z nim przynajmniej przegrywam na zasadach, które rozumiem.
-
No pewnie nie jest, ale ja jestem młodszy jednak od niego. I to pewnie ze 20 lat!!!
-
Ależ ja nie Tobie zarzucam zazdrość. To ja jestem zazdrosny Ledwo człowiek przeżył zawał, a już musi konkurować z Bohunem sprzed trzydziestu lat. Naprawdę żadnej taryfy ulgowej!
-
Od dwóch tygodni to raczej życie odpoczywa ode mnie Ja na razie funkcjonuję w trybie oszczędzania energii: trochę chodzę, trochę czytam, trochę marudzę, że nie mogę robić wszystkiego jak dawniej. Jak widać, odpocząć od własnego życia jednak się da - tylko sposób realizacji zamówienia pozostawia sporo do życzenia.
-
@Lucy32 a bo co to za zachwyty. Z zazdrości tak...
-
Ja akurat jestem zdecydowanym przeciwnikiem cenzury i wszelkiego zamordyzmu, bo to bardzo łatwo zamienia się w lekarstwo gorsze od choroby. I chyba właśnie nie w tym rzecz, żeby po każdym takim zdarzeniu szukać kolejnego narzędzia do zakazania. Problem jest w tym, jak ludzie z tych rzeczy korzystają i co się dzieje wcześniej, zanim ktoś przekroczy granicę. Czy były sygnały, czy ktoś je zauważył, czy dziecko miało wsparcie, jakie miało środowisko, jak radziło sobie z emocjami i konsekwencjami własnych działań. Można oczywiście po każdym tragicznym wydarzeniu dokładać kolejne zakazy, filtry i zabezpieczenia. Tylko że zakazane bardzo często zaczyna kusić jeszcze bardziej, szczególnie młodych ludzi, więc sam zakaz potrafi dać efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. W pewnym momencie zamiast wychowywać ludzi zdolnych rozsądnie korzystać z wolności, zaczynamy budować im coraz ciaśniejszą klatkę. A to nie rozwiązuje źródła problemu.
-
Weźcie się przestańcie zachwycać tym rosyjskim zwolennikiem Putina i wojny. Żadne tam z niego bożyszcze teraz. Popatrzcie sobie:
-
Dokładnie. I dodałbym tylko, że nie chodzi wyłącznie o social media. Dzieci od małego mają kontakt z ogromną ilością treści, które potrafią mocno odrealnić przemoc: gry, filmy, krótkie filmiki, nagrania krążące po sieci. W grze ktoś dostaje nożem, upada i za chwilę jest kolejna runda. W filmie śmierć trwa kilkanaście sekund i fabuła jedzie dalej. Dziecko widzi mnóstwo przemocy, ale niekoniecznie rozumie, czym naprawdę jest ból, ciężkie zranienie czy śmierć. I nie chodzi mi o prostą tezę „gry robią z dzieci przestępców”, bo to byłoby absurdalne. Bardziej o to, że u dziecka dopiero kształtuje się granica między fikcją a realnymi konsekwencjami. Jeśli do tego dołożą się problemy emocjonalne, złość, odrzucenie, złe środowisko, brak kontroli impulsów czy zwyczajnie brak dorosłego, który coś zauważy i zareaguje, to ryzyko rośnie. Rodzice są ważni, internet jest ważny, szkoła jest ważna, rówieśnicy są ważni. To zwykle nie jest jedna przyczyna, tylko cały zestaw rzeczy, które nakładają się na siebie.