-
Postów
3 548 -
Dołączył
Ostatnie wizyty
23 291 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Dryagan
-
Jeśli mogę doradzić to mnie też się wydaje - tak jak wyżej napisał @shadow_no, że najlepiej pisać w wątku Dalila_ Jeśli będziesz tam zadawać pytania i pisać swoje rozkminy - to przecież dobrze to pokaże Twoją osobowość. A użytkownicy nie tylko będą mieli okazję Ciebie poznać lepiej (a taka była idea), ale także wypowiedzieć się, no i również zadać jakieś pytania Tobie. Co nie znaczy, że nie powinnaś się też tutaj wypowiadać, albo w innych wątkach
-
No cóż, w wypadku zgłoszenia się do wojska należy najpierw sprawdzić jak to wygląda na stronie Ministerstwa Obrony Narodowej - jest tam wprost napisane w wymogach podstawowych, że trzeba mieć "zdolność fizyczną i psychiczną" Ktoś kto jest niestabilny psychicznie nie ma szans. Wojsko to nie jest samo „potrzebują ludzi”, tylko stres, presja, rozkazy, dyscyplina i dostęp do broni. Tu stabilność psychiczna naprawdę ma znaczenie, bo od opanowania i przewidywalności jednej osoby może zależeć bezpieczeństwo innych. To nie jest ocenianie człowieka, tylko elementarna ostrożność.
-
Nigdy bym nie śmiał twierdzić, że wszystkie piękne i seksowne babki są głupie, ani tym bardziej, że trzeba wybierać paszczura, żeby nie być posądzonym o bycie „pustym januszem”. Chodzi mi raczej o ustawianie sobie priorytetów. Atrakcyjność jest ważna, wiadomo, ale jeśli kobieta buduje swoją wartość niemal wyłącznie na wyglądzie, seksowności, byciu pożądaną i przyciąganiu uwagi, to trudno potem udawać, że ten przekaz nie ma znaczenia. Bo przecież często na pierwszy rzut oka widać, która dziewczyna ma coś więcej do zaoferowania, a która gra głównie rolą „pustej julki”. I nie chodzi o to, że uroda wyklucza charakter czy inteligencję — tylko o to, że sam wygląd nie wystarczy do zbudowania sensownej relacji.
-
Ja głównie tenis oglądam, bo akurat lubię. Oglądam nie tylko naszych zawodników czy zawodniczki, także innych - oczywiście w ważniejszych zawodach np. w szlemach. Teraz np. patrzę jak Rybakina gra ze Switoliną. Ale cieszy, że Iga gra lepiej
-
No bo na pierwszy rzut oka jędrne ciałko to podstawa na krótką metę każdy facet poleci, każdy się obejrzy jak ładna laska. No ja też. Nie jeste tu wyjątkiem. Ale na dłuższą metę człowiek się zakochuje jednak w umyśle. W całokształcie. Ja kiedyś miałem ładną seksbombę - do seksu była super, ale do niczego więcej.
-
Dokładnie tak było a jak definiujesz "pustego Janusza"?
-
Witam i pozdrawiam wszystkich serdecznie - już po południu więc bez kawki.
-
Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa, wiadomości i życzliwość. To naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy. Chcę jednak bardzo wyraźnie podkreślić jedno: nie odszedłem z Forum. To nie jest pożegnanie z tym miejscem ani zamknięcie jakiegoś etapu na zawsze. Nadal tu jestem, nie znikam i nie żegnam się z Wami definitywnie. Po prostu na jakiś czas musiałem wycofać się z funkcji administratora i trochę ograniczyć swoją obecność. Nie ma to nic wspólnego z Forum ani z Wami. Powód jest wyłącznie po mojej stronie — mam teraz w życiu różne sprawy, które muszę uporządkować i którym muszę poświęcić całą moja uwagę. Będę tu nadal zaglądać, choć zapewne rzadziej niż wcześniej. To więc nie jest odejście z Forum, tylko chwilowy krok w tył. Nie wykluczam też, że kiedyś wrócę do większej aktywności, a może nawet do samej funkcji administratora — oczywiście jeśli reszta ekipy wyrazi na to zgodę. Jeszcze raz dziękuję Wam za dobre słowa i za to, że jesteście
-
Kochani, chciałbym Wam powiedzieć, że odchodzę z funkcji administratora Forum i na jakiś czas wyłączam się z obecności tutaj. Nie jest to definitywne pożegnanie — nie kasuję konta, nie zamykam za sobą drzwi i nie mówię „żegnajcie” na zawsze. Po prostu przyszedł moment, w którym muszę się zatrzymać, odsunąć i pobyć poza tym wszystkim. Bardzo dziękuję Wam za wspólny czas — za rozmowy, obecność, wsparcie, humor, emocje i za wszystko, co składało się na codzienność tego miejsca. Możliwość bycia tutaj i współtworzenia Forum, także jako administrator, była dla mnie czymś ważnym. Cieszę się, że mogłem być częścią tej społeczności. Odchodzę z wdzięcznością i z przekonaniem, że Forum wiele dla mnie znaczyło i nadal będzie znaczyć. Na ten moment muszę jednak wyłączyć się z obecności tutaj, odsunąć od obowiązków i skupić się na sobie oraz na sprawach poza Forum. To nie jest pożegnanie na zawsze. Może jeszcze się odezwę, może jeszcze kiedyś wrócę — dziś po prostu potrzebuję ciszy i dystansu. Dziękuję Wam za to, że jesteście Trzymajcie się dobrze - Mikołaj
-
jesteś pewny tej decyzji? Proszę o potwierdzenie i kasuję
-
Ja bym jednak radził nie czerpać wiedzy o życiu w Turcji z romantycznych tureckich seriali. Ten plan ma kilka luk. Po pierwsze z rentą socjalną sprawa jest prosta: warunkiem jej przyznania i wypłaty jest zamieszkiwanie na terytorium Polski, więc pomysł typu „wyprowadzam się do Turcji i żyję z renty socjalnej z ZUS” średnio się klei. Co innego wypracowane świadczenia, bo te mogą być transferowane za granicę. Po drugie sama Turcja… Owszem, ładne widoki i słoneczko – super kraj na wakacyjny, turystyczny wyjazd, ale mieszkanie na stałe? Sytuacja kobiet tam to nie jest żaden lukrowany kadr z filmu. Chociaż jest lepiej niż w innych krajach muzułmańskich, to jednak przemoc wobec kobiet i dziewcząt jest tam powszechna. Więc fajnie pooglądać w serialu, gorzej trochę z codziennością. No i jeszcze to „życie jak król”. Średnio samotna osoba potrzebuje w Turcji minimum 645 dolarów miesięcznie, czyli ok. 2378 zł, i to bez czynszu. Jak doliczyć przeciętne mieszkanie 1-pokojowe, to robi się około 1067–1223 dolarów miesięcznie, czyli mniej więcej 3928–4504 zł. to jest takie minimum. Czyli tak: bywa taniej niż w Polsce, ale to nie jest żadna bajka z serii „pakuję walizkę i od jutra jestem księżniczką Stambułu”.
-
Brzmi jak klasyczna samospełniająca się przepowiednia – albo przynajmniej jak ustawienie sobie głowy w tryb „i tak nie wyjdzie”, który podcina skrzydła zanim człowiek w ogóle zacznie. Tylko warto to doprecyzować: czasem to nie jest myślenie magiczne, tylko prosta konsekwencja. Jak z góry zakładasz porażkę, to zwykle mniej się angażujesz, odkładasz naukę, odpuszczasz, nie prosisz o pomoc, a każdą trudność traktujesz jako „dowód, że miałem rację”. I potem wynik jest oczywiście… zgodny z przewidywaniem. Po co zatem chodzić na kurs, kiedy wchodzisz tam z nastawieniem na przegraną? Może po to, żeby potwierdzić sobie stary schemat: „ja zawsze tak mam”. Tyle że to jest strasznie kosztowne! Trochę mamy za mało danych, żeby się odnieść do Twojego posta. Co dokładnie sprawiło, że „wiedziałeś” wcześniej? Braki, lęk, brak czasu, prokrastynacja, zbyt wysoki poziom? Bo od tego zależy, czy problemem jest nastawienie, czy warunki i realny plan.
-
Też jestem z Ciebie dumny jak to lustro