-
Postów
3 451 -
Dołączył
Ostatnie wizyty
21 214 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Dryagan
-
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Dryagan odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
To już nie jest temat do przerabiania na forum, tylko do pilnej rozmowy ze specjalistą, bo wyraźnie nie radzisz sobie z sytuacją. -
Jakby co, dawajcie znać. Takich typów tu nie potrzebujemy
-
Znam ten ból, właśnie dlatego już nie nawiązuję relacji - nawet koleżeńskich - w pracy. Kiedyś lata temu tak właśnie było - koledzy się odwrócili ode mnie jak trafiłem do szpitala.
-
Dla mnie „przyjaźń” to bardzo mocne słowo. Prawie jak miłość. Nie lubię go nadużywać, bo wtedy traci znaczenie. Tak naprawdę jedyną osobą, którą w życiu nazwałem przyjaciółką, jest moja obecna Żona. I nadal nią jest. Przyjaźniliśmy się długo zanim weszliśmy w relację intymną – i chyba właśnie to było fundamentem: że ona mnie rozumie, widzi moje słabe strony i mimo to akceptuje mnie takim, jakim jestem. Jak dotąd nie zawiodłem się na niej Poza tym nie przypominam sobie relacji przyjacielskich, może jakieś koleżeńskie, a i to nie bardzo. W realu nie jestem szczególnie „towarzyski” i nie buduję łatwo bliskich więzi. A znajomości internetowe… lubię ludzi z Forum (niektórych), ale nigdy nie traktowałem tego jako przyjaźni w tym głębokim sensie. Bardziej jako ważne znajomości, czasem bardzo wspierające, ale jednak inne niż relacja, w której człowiek naprawdę zna Cię „od środka”. I odpowiadając wprost na pytanie „czy przyjaciel mnie zawiódł”: skoro nikogo nie nazywam przyjacielem i nie nakładam na ludzi takich oczekiwań, to trudno mi się „zawodzić” w tym znaczeniu. Rozczarować kimś – jasne, zdarzyło się. Ale „zawód przyjaciela” zakłada, że ta relacja ma u mnie rangę wyjątkową i że oczekuję od niej czegoś więcej. U mnie to się zdarza bardzo rzadko.
-
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Dryagan odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
Proszę Cię, spróbuj na chwilę zejść z tej myśli „już po mnie” i zrobić prosty rachunek tego, co masz, a nie tylko co Ci brakuje. Nie po to, żeby się pocieszać na siłę, tylko żeby zobaczyć, że masz na czym budować. Jak pisałem ja w wieku 33 lat byłem samotny, z diagnozą poważnej choroby psychicznej, i jeszcze po wypadku – w takim stanie, że naprawdę nie wiedziałem, czy w ogóle będę chodzić. Mimo to dało się krok po kroku odbić od dna, poukładać życie i zbudować relację. Dlatego mówię Ci wprost: jeśli masz zdrowie w miarę stabilne, jeśli masz pracę, dach nad głową, jakiekolwiek kontakty – to są ogromne plusy. To jest baza, której wielu ludzi nie ma. Zamiast „w mojej sytuacji zostaje tylko sznur”, zrób uczciwie listę: co masz ogarnięte, co działa, a co jest do poprawy. Brak partnerki to jeden obszar, bardzo ważny, ale nie jedyny. Jeśli masz pracę i mieszkanie – to już jesteś dalej niż myślisz. Jeśli nie masz – to też jest konkret do ogarnięcia, a nie dowód, że jesteś skreślony. I jeszcze jedno: skupienie na plusach nie oznacza udawania, że jest super. To oznacza, że przestajesz sobie podcinać nogi i zaczynasz szukać punktów zaczepienia. Bo relacje najłatwiej buduje się wtedy, kiedy człowiek ma choć trochę stabilności i poczucia sprawczości. -
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Dryagan odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
Ja to widzę tak: nienawiść, zawiść i nakręcanie się na „innych” są kompletnie jałowe. Dają chwilową ulgę, bo pozwalają wyrzucić napięcie, ale na dłuższą metę tylko zabierają energię i robią większy bałagan w głowie. A potem człowiek jest jeszcze bardziej zmęczony, jeszcze bardziej samotny i z jeszcze większym poczuciem, że „świat jest przeciwko mnie”. To działa podobnie w różnych tematach. Ktoś cierpi na brak miłości i zaczyna nienawidzić par. Ktoś jest chory i nienawidzi zdrowych. Ktoś ma kiepsko finansowo i zaczyna gardzić bogatymi. Tylko z tego nic nie wynika, poza tym, że człowiek oddaje ster swoim emocjom i żyje cudzym życiem zamiast swoim. A to jest najgorszy wydatek energii, jaki można zrobić. Zazdrość sama w sobie jest jednak informacją: pokazuje, czego mi brakuje i za czym tęsknię. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przerabiam ją na zawiść, czyli „chcę, żeby innym też było gorzej”. To nie przybliża do celu ani o centymetr. Jeżeli brakuje mi bliskości, to realnie pomaga uczenie się relacji, oswajanie lęku, wychodzenie do ludzi, praca nad sobą. Jeżeli brakuje mi zdrowia, to pomaga leczenie, rehabilitacja, dbanie o siebie, szukanie wsparcia. Jeżeli brakuje mi stabilności finansowej, to pomaga plan, umiejętności, praca, edukacja. To są trudne rzeczy, ale one przynajmniej prowadzą do jakiegoś konkretnego celu. Wiem, że łatwo powiedzieć „bądź pozytywny”, kiedy komuś jest źle. Dlatego nie chodzi absolutnie o udawanie, że jest super. Chodzi o decyzję: nie karmię w sobie nienawiści, bo ona nie jest moim sprzymierzeńcem. Ból można nazwać, złość można przeżyć, ale potem warto zadać sobie jedno proste pytanie: co dziś, choćby małego, mogę zrobić w stronę tego, czego pragnę? Bo nawet mały krok w dobrą stronę daje więcej niż tysiąc myśli o tym, że inni mają lepiej. -
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Dryagan odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
Ja nie czytam tego tak, że ktoś Ci mówi „masz być całe życie nieszczęśliwy”. Raczej odwrotnie: ludzie próbują Ci powiedzieć, że jeśli będziesz szedł w stronę złości i życzenia innym źle, to sam sobie zamykasz drzwi. To nie jest wyrok na całe życie, tylko ostrzeżenie, że ten kierunek Cię niszczy. I jeszcze jedno: „najlepsze lata mam za sobą” to zdanie, które brzmi jak depresyjny skrót myślowy, a nie fakt. Masz lat – 28. To jest wbrew pozorom bardzo młody wiek. Wiem, że w środku możesz mieć poczucie „już po wszystkim”, ale to jest tylko Twoje poczucie, nie wyrok. Powiem Ci coś konkretnie, z własnego życia. Jak przyszedłem na to forum w 2014 roku, miałem 33 lata, byłem bardzo samotny i miałem zdiagnozowany ChAD. Też miałem wrażenie, że najlepsze lata są za mną, a perspektywy – ze względu na chorobę - marne. A jednak życie potrafi zaskoczyć. Znalazłem swoją miłość, mimo fobii społecznej i innych ograniczeń. Ożeniłem się w wieku 36 lat, mam córkę. I nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko żeby Ci pokazać, że to nie jest tak, że „jak do 28 nic, to już nigdy”. Rozumiem też, że Cię boli patrzenie na pary, bo też byś chciał mieć parę. Tylko uważaj na jedną rzecz: jak zaczynasz myśleć „wszyscy mnie mają za przegrywa” i „nikt mi nie pomoże, tylko dokopie”, to wchodzisz w taki tryb, w którym sam siebie spychasz do roli kogoś bez szans. To jest bardzo podstępne, bo wtedy każdy gest innych ludzi będziesz odczytywać jako potwierdzenie tej tezy. Zamiast zrywać resztki kontaktów w emocjach, lepiej zrobić krok w stronę tego, co realnie możesz zmienić. Nie musisz od razu „znaleźć dziewczyny”. Na początek chodzi o to, żeby odbudować normalny kontakt z ludźmi i trochę spokoju w głowie, bo z tego dopiero rodzi się bliskość. Ja najpierw się zaprzyjaźniłem z moją obecną Żoną. Bycie miłym nie jest walutą, za którą świat ma Ci coś oddać. To nie działa jak automat. Czasem człowiek jest miły, ale nie stawia granic, nie mówi wprost czego potrzebuje, liczy że inni się domyślą, a potem zostaje żal i poczucie wykorzystania. I teraz najważniejsze: złość może dać chwilową ulgę, ale długofalowo odcina Cię od ludzi jeszcze bardziej. Lepszy kierunek to nie „będę zły”, tylko „będę mądrzejszy”: wybierać lepiej ludzi, stawiać granice, nie wkładać energii tam, gdzie jej nie doceniają. To daje szansę na zmianę. A hasło „mam ludzi dość” brzmi jak decyzja, która ma Cię chronić, ale w praktyce zostawia Cię samemu z tym, co boli najbardziej. -
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Dryagan odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
@Hurricaner27 ja rozumiem, że Cię to boli. Serio. Kiedyś też czułem się taki samotny, że chciało się wyć. Jak człowiek długo jest sam, to potrafi go to zjeść od środka i wtedy złość przychodzi pierwsza, bo ona daje chwilowe poczucie ulgi. Tylko te myśli, które opisujesz, robią Ci krzywdę. To nie jest tak, że „im gorzej innym, tym Tobie lepiej”. To działa odwrotnie: im więcej w Tobie nienawiści, tym bardziej się zamykasz i tym trudniej komukolwiek do Ciebie podejść. Nawet jak nie mówisz tego na głos, to ludzie czują napięcie, niechęć, wrogość. I robi się błędne koło: jesteś sam → wkurw rośnie → kontakt z ludźmi staje się trudniejszy → samotność rośnie jeszcze bardziej. I druga rzecz: te pary, które widzisz, nie robią Ci przecież na złość. Oni po prostu żyją. A to, co w Tobie wybucha, to tak naprawdę tęsknota i zazdrość, że Ty tego nie masz. I to jest ludzkie. Tylko lepiej nazwać to po imieniu, bo wtedy można coś z tym zrobić, zamiast nakręcać się do poziomu „chciałbym, żeby im się stało coś złego”. Bo przecież to nie będzie skutkowało tym, że Tobie stanie się lepiej. Więc co osiągniesz? Jeśli naprawdę chcesz mieć drugą połówkę, to najważniejsze jest wyjść z trybu „świat mnie wkurza” na tryb „co ja mogę zrobić, żeby było mi lepiej”. Pozytywne nastawienie nie jest magiczną różdżką, ale ono robi ogromną różnicę, bo łatwiej buduje się relacje, kiedy jest w Tobie choć trochę życzliwości, a nie wrogość. -
Dzień dobry wszystkim. Dawno się tu nie witałem, więc melduję się tutaj po dłuższej przerwie. Ja dziś nadrabiam zaległości forumowe patrząc w komputer jednym okiem, a drugim w tv - oglądam Australian Open. Iga wygrała po niełatwym meczu i idzie dalej (dopiero trzecia runda, więc emocje dopiero się rozkręcają),ale sobota – przyjemnie popatrzeć jak grają. Wiecie, że uwielbiam tenis, a ze względu na pracę rzadko mam okazję rano podejrzeć rozgrywki. Podsumowując: jeśli ktoś mnie dziś zapyta, czy mam zeza rozbieżnego, to odpowiem, że to nie zez, tylko ćwiczę wielozadaniowość. W międzyczasie wjechała druga kawa, a do tego faworki – na osłodzenie żywota – autorstwa Żonki, jeszcze ciepłe. Żyć nie umierać! A u Was co słychać? Kto dziś ma dobry dzień, a kto jedzie na trybie „byle do wieczora”?
-
STOP!!! Mój post nie był po to, że nakręcać agresję. Proszę o spokój, bo zaraz zacznę wszystkim dawać osty. Niech każdy przyjrzy się sobie i zacznie wcielać w życie... Regulamin Forum
-
@Sensys Ciebie tez wyłapałem wśród tych, co to "mówią, piszą, że chcą dobrej atmosfery i by było na poziomie, a jednocześnie sprowadzają to forum do poziomu rynsztoka", także ten...
-
Moi Drodzy, w ostatnim czasie zaglądałem na Forum mniej wnikliwie ze względu na obowiązki służbowe i domowe. Wróciłem jednak do lektury i muszę to powiedzieć wprost: w niektórych wątkach poziom agresji, wyzwisk i przepychanek jest nie do przyjęcia. Pojawia się coraz więcej wpisów, które zamiast pomagać, eskalują napięcie. Proszę potraktujcie ten wpis jako jasny sygnał: wróćmy do standardów, które miały tu obowiązywać od początku. Przypominam, po co to miejsce istnieje. To forum jest dla osób, które zmagają się z kryzysem psychicznym, lękiem, depresją, nerwicą czy innymi trudnościami. Ma być przestrzenią wsparcia i wymiany doświadczeń, a nie ringiem. Osobiste docinki, etykietowanie innych („jesteś taki/taka…”) i wchodzenie w ocenianie czyjejś inteligencji, charakteru albo intencji nie wnoszą nic poza pogorszeniem atmosfery. W sieci łatwo o nieporozumienia: ktoś niezręcznie sformułuje myśl, ktoś czegoś nie zrozumie, ktoś ma gorszy dzień. Właśnie dlatego tym bardziej obowiązuje nas ostrożność w słowach. Nie wiemy, z czym realnie zmaga się druga osoba i jak taki atak może na nią wpłynąć. Zasada jest prosta: dyskutujemy o treści, nie o człowieku. Druga sprawa: offtop i „spam” w wątkach. Wiele tematów zaczyna się sensownie, zgodnie z tytułem, a potem schodzi na prywatne przepychanki, rozliczenia i wojny podjazdowe. To psuje dyskusję i zniechęca osoby, które przyszły po pomoc lub chcą spokojnie podzielić się doświadczeniem. Trzymajmy się tematu wątku. Jeśli pojawia się spór personalny, proszę przenieść go poza forum albo zakończyć – tutaj to nie jest właściwe miejsce. Jeśli rozmowa ma iść w innym kierunku, załóżcie osobny wątek albo kontynuujcie ją w prywatnych wiadomościach. Trzecia sprawa: prowokacje i trolling. Nie będę wskazywać nikogo z nicka, ale część dyskusji wygląda tak, jakby chodziło tylko o wywołanie reakcji i nakręcenie konfliktu. Najskuteczniejsza zasada jest prosta: nie karmić trolla. Nie ma obowiązku odpowiadania na zaczepki. Czasem najlepszą reakcją jest brak reakcji i powrót do meritum. Warto też pamiętać o prostej prawdzie (biblijnej): łatwo dostrzec źdźbło w oku innych, a trudniej zobaczyć belkę we własnym – zanim odpowiemy ostro, zatrzymajmy się na chwilę i sprawdźmy, czy sami nie dolewamy oliwy do ognia. Co dalej, praktycznie: Proszę o kulturę wypowiedzi: bez wyzwisk, bez poniżania, bez personalnych wycieczek i oceniania cudzych intencji. Proszę o trzymanie się tematu: jeśli rozmowa odpływa, wróćmy do sedna albo załóżmy osobny wątek. Jeśli coś narusza zasady, zgłaszajcie post do moderacji zamiast „odpowiadać pięknym za nadobne”. Chcę, żeby to Forum odzyskało merytoryczną wartość i wróciło do podstawowego celu: wsparcia, rozmowy i wymiany doświadczeń w bezpiecznej atmosferze. Każdy z nas może do tego dołożyć swoją cegiełkę – spokojem, życzliwością i powstrzymaniem się od ataku, nawet jeśli ktoś nas zirytował. Dziękuję wszystkim, którzy mimo różnic potrafią tu rozmawiać z szacunkiem.
-
Do wszystkich: Przypominam: dyskutujemy o poglądach i argumentach, nie o inteligencji ani „jakości” rozmówców. Zaczepki, protekcjonalny ton, docinki w rodzaju „nie broń w durny sposób”, „niezbyt bystra jesteś”, „zignoruję twoje niemądre wypowiedzi”, „gorszy sort człowieka” są personalnymi wycieczkami!!!! Proszę o normalną dyskusję, bez personalnych docinków i jechania po sobie. Wątek ma dotyczyć tematu , bo w tej chwili zaczyna się z tego robić ściek.
-
Jesteśmy ofiarami naszych własnych udręk mentalnych, wrogami naszego pokoju i pogody ducha. Te dolegliwości – takie jak przywiązanie, nienawiść, duma, chciwość itd. – to stany mentalne, które powodują, że zachowujemy się w sposób, który powoduje całe nasze nieszczęście i cierpienie… ” -Dalajlama-
-
Ja miałem starszego brata, którego rodzice uważali za idealnego. Byłem inny, wszystko robiłem wolniej i inaczej niż on - no cóż, bywa - więc dla nich idealny nie byłem, taki trochę wybrakowany. Jak mój brat zginął w wypadku w którym też brałem udział, usłyszałem potem, że szkoda, że nie stało się odwrotnie. W sensie, że ja przeżyłem nie on - ten idealny syn, student medycyny. Nie wiem, ojciec teraz zaprzecza jakoby tak mówił, ale ja to tak pamiętam. W domu była tresura - chyba trochę miałem podobnie jak @Verinia, chociaż mój ojciec nie pił, ale był tyranem. W sumie bałem się go jako dorosły facet, jeszcze jak miałem 35 lat. Teraz jestem z nim pogodzony, on złagodniał, do mojej córki inaczej się zwraca niż do mnie za dzieciaka. Ma już swoje lata i potrzebuje nieraz mojej pomocy. Jest słaby. Potrafię z nim nawet rozmawiać i... teraz już wybaczyłem mu to zjebane dzieciństwo.