-
Postów
3 527 -
Dołączył
Ostatnie wizyty
21 891 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Dryagan
-
Dziś już lepiej Ostatnio było tak sobie – domowa dyplomacja weszła na wyższy level i przez chwilę miałem klimat „strefy zdemilitaryzowanej”. Trochę się trzeba było pogimnastykować, ale wygląda na to, że jest rozejm i jakiś sensowny konsensus.
-
@alone05 już któryś raz widzę, że masz jakieś dziwne podejście do rodziny. Ja rozumiem zmęczenie życiem i to, że człowiek marzy o świętym spokoju, ale teksty w stylu „żona = służąca” i „matka = służąca” to jest po prostu bzdura. To nie jest opis małżeństwa ani macierzyństwa, tylko kiepskiego układu, gdzie ktoś sobie urządził w domu darmową obsługę. Normalny związek to partnerstwo: dzielimy obowiązki, wspieramy się, czasem jedno robi więcej, czasem drugie, ale nikt nikomu nie „usługuje”! A dziecko? To jest odpowiedzialność i opieka, jasne, ale rodzic nigdy nie powinien być służącym dziecka. Jak jest małe, to wiadomo – wymaga dużo uwagi. Potem trzeba je uczyć samodzielności, odpowiedzialności i obowiązków, a nie wyręczać we wszystkim i robić z domu hotel z obsługą. W zdrowej rodzinie to się rozkłada sensownie: rodzice współpracują ze sobą, a dziecko też ma swój udział, adekwatny do wieku. Serio zapytam, bez złośliwości: Ty to wyniosłaś z domu? Bo jeśli tak, to co to znaczy w praktyce – że Twoja mama była służącą dla ojca i Ciebie? Przecież to brzmi jak przepis na wieczną frustrację. Jeśli chcesz być singielką – jasne, masz do tego pełne prawo. Wolność, niezależność, odpoczynek – brzmi dobrze, zwłaszcza jak ktoś ma już swoje doświadczenia. Tylko nie wrzucajmy wszystkich związków i wszystkich rodzin do jednego worka, bo to nie „małżeństwo/ dziecko” robi z człowieka niewolnika, tylko brak granic i wejście w układ z kimś, kto nie umie być partnerem. A w odpowiedzi na temat wątku – ja bym chciał być w podobnym miejscu jak teraz, żeby nie było konfliktów w rodzinie i żeby wszystko grało, żeby nie było wojny, żeby była praca i w ogóle spokojnie.
-
Kompletny brak asertywności
Dryagan odpowiedział(a) na sailorka temat w Problemy w związkach i w rodzinie
@You know nothing, Jon Snow owszem są sytuacje, gdzie trafiasz na totalnych natrętów do których nic nie dociera. I że czasem człowiek ma poczucie, że jest bezradny. Tylko właśnie wtedy krzyk też zwykle nic nie zmienia — poza tym, że zostajesz z jeszcze większym napięciem. Najskuteczniejsze w takim wypadku bywa nie mocniejsze słowo, tylko odcięcie się i żelazna konsekwencja: zero tłumaczenia, zero wchodzenia w dyskusje, zero reakcji emocjonalnej (bo to jest ich paliwo). I jeszcze jedno: czasem najmocniejsze rzeczy wypowiada się szeptem. Spokojnie, krótko, stanowczo — i potem robisz swoje. To potrafi działać mocniej niż jakakolwiek awantura. I właśnie się o tym po raz kolejny przekonałem (żeby dodać trochę prywaty) -
Kompletny brak asertywności
Dryagan odpowiedział(a) na sailorka temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Krzyk i wyzwiska zwykle nie „dają” więcej niż chwilową ulgę dla Ciebie (bardzo chwilową). Drugą stronę najczęściej ustawiają w tryb obrony albo kontrataku zamiast przekonać do czegokolwiek. I masz gotową awanturę, a natręt dostaje jeszcze dodatkowe paliwo, bo widzi, że trafił. Jak spokojne „nie” nie działa, to rozwiązaniem nie jest głośniejsze „nie”, tylko konsekwencja. Jedno zdanie i koniec dyskusji: „Nie. Nie życzę sobie. Kończę rozmowę”. I potem realne działanie: rozłączasz się, odchodzisz, blokujesz, nie odpisujesz, zgłaszasz. To jest asertywność w praktyce — nie ton głosu, tylko to, że naprawdę przestajesz w tym uczestniczyć. A co do „mam mowę wulgarną, nic nie poradzę” — poradzisz. To jest nawyk, nie wyrok. Możesz przekląć sobie pod nosem, możesz się wyładować w notatniku, na spacerze, na siłowni — byle nie przerabiać rozmowy z człowiekiem na obelgi, bo wtedy tracisz kontrolę nad przekazem i sama sobie robisz pod górkę. -
Kompletny brak asertywności
Dryagan odpowiedział(a) na sailorka temat w Problemy w związkach i w rodzinie
@You know nothing, Jon Snow ja się z Tobą nie zgodzę w tym, że "czasem trzeba coś niemiłego wykrzyczeć" (bo widzę co robisz w swoim wątku). W temacie asertywności warto to mocno rozróżnić: asertywność nie polega na krzyku ani na „dociskaniu” kogoś wulgaryzmami. Asertywność to jasne, spokojne postawienie granicy – takie „nie”, które jest stanowcze, ale bez awantury. Bo odmowę czy przeciwne zdanie da się przekazać bez podnoszenia głosu: krótko, konkretnie, bez tłumaczenia się i bez wchodzenia w przepychankę. Krzyk zazwyczaj nie przekonuje nikogo do niczego – częściej odpala u drugiej osoby obronę albo agresję i robi się zwykła pyskówka, a nie asertywna postawa. -
"Sto lat samotności" - jedna z lepszych książek jakie czytałem. Z pewnością nie nuda. No, ale zgadzam się, że wymagająca lektura. W tamtym roku wyszedł świetny serial na jej podstawie - polecam. Nie sądziłem, że taką fabułę da się przenieść na ekran, ale się udało.
-
@incel362 Stop. To jest Twoje „przywitanie” na forum i od razu lecisz pogardą, etykietkami i prowokacją? Takich tekstów tutaj nie tolerujemy. To forum nie jest od wyżywania się na kobietach ani od obrażania kogokolwiek „dla zasady”. Masz prawo pisać o swoich doświadczeniach, złości, rozczarowaniu – ale bez wyzwisk, bez uogólnień i bez robienia z ludzi worka na frustrację. Jeśli chcesz zostać i rozmawiać normalnie, zmień ton i trzymaj się zasad. Jeśli jeszcze raz polecisz takimi wrzutkami, poleci moderacja.
-
Ja bym zrobił tak: już przed lotem ogarnij warunki pod siebie. W tym przypadku lepsze jest miejsce przy przejściu a nie przy oknie - łatwiej wstać, rozprostować nogi, nie czujesz się uwięziona. Lepiej zająć miejsce w okolicy skrzydeł, bo mniej czuć bujanie. Nie pij kawy ani alkoholu przed lotem, bierz wodę i coś do żucia czy ssania (landryny, guma do żucia). Zajmij się czymś – przygotuj sobie jakąś książkę, film czy serial, muzykę, coś wciągającego – tak, żeby mózg miał czym się zająć przez 3 godziny. Najważniejsze jest przerwanie tego „sprawdzania” i walki z objawem. Jak czujesz, że serce przyspiesza, to zamiast kontrolować je co 30 sekund, spróbuj pooddychać spokojnie, mocno oprzyj stopy o podłogę, dociśnij uda do fotela, wymień w myśli 5 rzeczy które widzisz, 4 które słyszysz, 3 które czujesz dotykiem. Pamiętaj, że lęk nie trwa wiecznie i to w końcu minie. Skonsultuj się z lekarzem przed lotem - jak radzą wyżej - w razie czego miej jakieś benzo na uspokojenie. Też nie jestem zwolennikiem, ale w sytuacjach kryzysowych pomaga doraźnie. Pamiętaj też, że trzy godziny nie jest trzy razy gorsze niż półtora godziny. Najgorszy zwykle bywa start i pierwsze 20–30 minut, potem organizm zwyczajnie zaczyna się męczyć samym lękiem i – nawet jeśli nie od razu – napięcie stopniowo puszcza. Spróbuj też (choćby na moment) dopuścić inną wersję tej historii: że możesz się tym lotem trochę cieszyć. Serio. Widok z góry, chmury – to bywa naprawdę fajne, kiedy mózg przestaje traktować to jak zagrożenie. Nie musisz od razu być zachwycona, ale warto mieć w głowie alternatywę: „może będzie ok, a może nawet mi się spodoba”. Ja na przykład lubię latać – bardziej nawet niż jeździć samochodem. Taką myśl kiedyś podsunąłem córce i ona od początku podchodziła do latania z ciekawością, a nie ze strachem. Czasem taki mały „przełącznik” w głowie robi dużą różnicę. Nie nakręcać się negatywnie na długo przed lotem, tylko podejść do tego jako do przygody
-
@cynthia dziękuję Ci za ten głos. Jest spokojny, ludzki i bardzo potrzebny – zwłaszcza w sytuacji, w której emocje łatwo się nakręcają, a człowiek znika pod etykietą „awantura”. Przekaż proszę Verinii pozdrowienia i dobre słowo. Niech się przede wszystkim wyleczy i wróci do równowagi. Ja akurat dobrze rozumiem, co mania potrafi zrobić z człowiekiem i jak bardzo potrafi przejąć stery – dlatego absolutnie nie czuję się urażony jej postami. W takich momentach ważniejsze od rozliczania jest to, żeby osoba dostała pomoc i miała szansę wrócić do siebie. I jeszcze raz: dzięki, że to napisałaś. To jest ten rodzaj komunikatu, który naprawdę buduje.
-
Proszę Wszystkich o minimum szacunku do siebie nawzajem. Można się nie zgadzać, można się spierać, ale bez obelg, bez przytyków i bez jechania po sobie. Trzymajmy poziom, bo inaczej z forum robi się ring bokserski, a nie miejsce do rozmowy.
-
@Lusesita Dolores już dostał - miałem dać jak ukrywałem ten tekst i zapomniałem. Mea culpa
-
@Verinia spokojnie. Widzę, że Cię to mocno odpaliło, ale twoja reakcja jest kompletnie nieadekwatna do sytuacji. Ja Cię nie atakowałem – zwróciłem jedynie uwagę tylko na jedną rzecz: żeby nie było osobistych przytyków i wyzwisk. Zresztą sama się z tym wcześniej zgodziłaś w innym poście, że nie będziesz tak robić, więc nie rozumiem, czemu nagle idzie to w stronę „forum to dno”, „admini sztuczni” i oskarżeń z sufitu. Jeśli naprawdę chcesz odejść, to oczywiście masz do tego prawo. Tylko zróbmy to normalnie: napisz prośbę na priv do administratora albo w odpowiednim wątku od tego, bez robienia hałasu w tematach. Tak będzie po prostu lepiej i dla Ciebie, i dla wszystkich. Ale proszę: przemyśl to na spokojnie. Decyzje podejmowane w emocjach prawie zawsze kończą się żalem albo kolejną rundą nerwów. Daj sobie chwilę, ochłoń, wróć do tego jutro – i dopiero wtedy zdecyduj, co chcesz zrobić.
-
Znowu się zagalopowałaś. Co to za personalne wycieczki i obrażanie? Rozumiem, że mogłaś się zagotować, ale takie wyzwiska niczego nie załatwiają, tylko robią burdę w wątku. Tym bardziej, że post do którego się odnosisz, został usunięty. I ważne: nawet jeśli ktoś wcześniej zachował się nie fair albo Cię sprowokował, to nie usprawiedliwia odpowiadania tym samym. To, że druga strona zrobiła coś nie tak, nie daje zielonego światła na wyzwiska i dolewanie oliwy do ognia. Jeśli chcesz, żeby było tu spokojniej i żeby inni chętniej pisali, to najlepsze, co możemy zrobić, to po prostu odpuścić przepychanki i wrócić do normalnej rozmowy bez tych wszystkich dramatów i konfliktów, bo to naprawdę zniechęca
-
Moi Drodzy, proszę o wyhamowanie, bo ostatnio w kilku wątkach robi się łańcuszek osobistych przepychanek. Zamiast rozmowy o temacie mamy dogryzanie sobie nawzajem, wyciąganie starych rzeczy i przenoszenie spięć z jednego miejsca w drugie. Jeśli ktoś Was drażni albo macie z kimś na pieńku – po prostu przestańcie wchodzić w jego tematy, odpowiadać na jego posty, dajcie ignora. Nie cytujcie, nie odpowiadajcie „bo muszę sprostować”, nie łaźcie za sobą po kolejnych tematach. To tylko napędza konflikt i wszystkim odbiera chęć do pisania. Sprawy osobiste załatwiajcie poza wątkami, najlepiej prywatnie. A jeśli nie da się dogadać – to tym bardziej lepiej odpuścić i dać sobie wzajemnie przestrzeń. Forum ma służyć wsparciu i spokojnej rozmowie, a nie regularnym starciom. Bardzo proszę nie ignorować mojej prośby – bo na razie jestem spokojny, ale coraz bardziej mnie to zaczyna wyprowadzać z równowagi. Dzięki.
-
@Doktor Indor @Verinia - to co napiszę dotyczy głównie Was, ale też trochę i inne osoby angażujące się w ten lub inny konflikt. Od dłuższego czasu wygląda to tak, że chodzicie za sobą po wątkach i każda kolejna wymiana to już nie rozmowa, tylko przerzucanie się uszczypliwościami. I niezależnie od tego, kto „zaczął” i kto ma rację – to w tej formie nie służy absolutnie nikomu, a już na pewno nie temu forum. Macie dwie opcje: albo odpuszczacie temat i ignorujecie się nawzajem (serio: nie odpisuję, nie komentuję, nie wchodzę w dyskusję), albo to się skończy moderacją, bo zaczyna regularnie psuć tutaj atmosferę. Proponuję pierwszą opcję, bo jest najprostsza i najzdrowsza: mijacie się, nie prowokujecie, nie nakręcacie. Jeśli chcecie coś wyjaśnić – róbcie to prywatnie a najlepiej wcale, bo nic nie wyjaśnicie, tylko dalej będziecie się kłócić. A każdy z Was będzie uważać, że jego racja jest ważniejsza od tej drugiej racji. Lubić się już nie będziecie, w żadnej relacji też nie będziecie, więc nie ma sensu wchodzić w żadne interakcje. Dajcie sobie i innym żyć. To moja prośba, ale taka z gatunku tych kategorycznych