-
Postów
3 434 -
Dołączył
Osiągnięcia Dryagan
-
Przemyśl jeszcze tę decyzję. Jako dawny użytkownik masz zwyczajowe 7 dni na zastanowienie
-
@Verinia Twoja definicja tolerancji jest mi bliska, ale mam wrażenie, że w praktyce często miesza się tu dwie różne rzeczy: szacunek do człowieka i popieranie każdej formy aktywizmu albo każdej zmiany językowej. Dlatego bardziej rozumiem to, co napisała Cynthia. Też jestem bliżej podejścia „po żadnej stronie” w sensie "plemiennym": osoby LGBT+ to po prostu ludzie i tyle. Szacunek, bezpieczeństwo, równe traktowanie w życiu codziennym, w pracy, w urzędach – to jest oczywiste. Ale to nie znaczy, że każdy ma obowiązek entuzjastycznie kibicować paradom, hasłom, kampaniom czy konkretnemu stylowi komunikacji. Tolerancja nie polega na klaskaniu wszystkim z automatu, tylko na tym, że nie odmawiamy komuś godności i praw tylko dlatego, że jest inny. I jeszcze wątek językowy, o który @cynthia pytała: feminatywy, zaimki, nowe formy typu „ono/jemu” – też rozumiem konsternację. Można mieć do tego dystans, można się w tym gubić, można nie chcieć tego używać na co dzień, a jednocześnie wciąż zachowywać się wobec innych normalnie i po ludzku. Dla mnie kluczowe jest, żeby nie robić z języka pałki do okładania innych: ani w jedną stronę („masz mówić tak i tak, inaczej jesteś wrogiem”), ani w drugą („jak ktoś mówi inaczej, to go wyśmiejmy”). To samo dotyczy pomysłów na neutralne płciowo nazewnictwo w ogłoszeniach czy dokumentach (ostatnio wprowadzona ustawa). Rozumiem intencję (żeby nikogo nie wykluczać), ale rozumiem też opór, gdy brzmi to sztucznie albo gdy chce się jednak zatrudnić kogoś konkretnej płci, bo tego wymaga stanowisko. Da się o tym rozmawiać spokojnie, bez szufladkowania i bez przypinania łatki „lewactwo/prawactwo” każdemu, kto ma inne odczucia. Podsumowując: szacunek dla ludzi – tak. Przymus światopoglądowy i wojna plemion – nie. I dobrze, że w tym wątku wybrzmiało, że można być osobą bi i jednocześnie nie utożsamiać się z hałaśliwą formą aktywizmu. To, moim zdaniem, jest właśnie praktyczna tolerancja.
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic W sumie gadamy o tym samym, tylko z dwóch stron. Ja bardziej o tym, co pomaga wstać rano, a Ty o tym, że czasem samemu się nie da – i wtedy potrzebna jest pomoc. Na pewno w tym masz rację: z boku często nie da się ocenić, co ktoś ma w środku. Nie ma żadnego „algorytmu”, który pokaże, czy ktoś udaje, czy naprawdę ledwo się trzyma. Czasem po zachowaniu też trudno odgadnąć czy ktoś ma na przykład depresję i tylko pozoruje, że wszystko jest w porządku, albo zachowuje się dziwnie, agresywnie, inaczej niż wcześniej. Dobrze też, że napisałeś o pomocy z zewnątrz, bo to jest normalne życie – czasem bez czyjejś ręki człowiek by wylądował w naprawdę ciemnym miejscu. Czasem ta pomoc nie przychodzi w porę, właśnie przez to, co napisałem wyżej – nikt się nie poznał, że druga osoba jest w kryzysie a ona sama nie potrafiła poprosić o pomoc. Druga sprawa, to fakt, że jedni w kryzysie uciekają w działanie, bo to ich trzyma w pionie, a inni się blokują i potrzebują wsparcia. To nie jest kwestia bycia lepszym czy gorszym – tylko tego, jak kto działa i ile ma siły w danym momencie. -
Dla mnie szczęście to nie jest stan stały, tylko momenty. W sensie, że szczęście to nie jest stan ciągłej radości, tylko poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu, że jest spokojnie tam w środku, we łbie. Buddyzm fajnie to porządkuje: cierpimy, kiedy za bardzo się przywiązujemy – do ludzi, planów, oczekiwań, dobrych chwil. Próbujemy zatrzymać coś miłego na siłę. A życie z definicji jest zmienne. Dlatego szczęście nie może być czymś, co trwa bez przerwy – bo nawet najlepsze rzeczy się zmieniają. I chyba najważniejsze: szczęście nie zawsze zależy od tego, jakie zdarzenia (dobre lub złe) nas spotykają, tylko od tego, jak to przeżywamy w głowie. Dwóch ludzi może mieć identyczne życie i jeden będzie się czuł spełniony, a drugi pusty w środku. Tak to mniej więcej działa. Dla mnie szczęście to spełnienie, ale takie codzienne: że robię coś, co ma sens, że mam wpływ na swoje życie, że nie uciekam od siebie, że radzę sobie z chorobą i wygrywam. I że nie muszę cały czas walczyć z rzeczywistością, tylko umiem czasem po prostu być. Szczęście to jest spokój. I zgoda na to, że gorsze dni też są częścią całości.
- 114 odpowiedzi
-
- filozofia
- (i 2 więcej)
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic ja absolutnie nie twierdzę, że „odpuszczenie” to fanaberia albo lenistwo. Wiem, że w kryzysie psychicznym człowiek potrafi po prostu nie mieć siły wstać – i to nie jest kwestia charakteru, tylko stanu zdrowia. I jasne: państwo powinno pomagać najsłabszym. Po to są podatki i po to istnieją świadczenia, zasiłki, leczenie, rehabilitacja. Tu się zgadzamy w 100%. Tylko że ja mówię o czymś trochę innym: o podejściu, że „rachunki i reszta to gówno, więc mam to w dupie, niech kto inny się o to martwi”. Kryzys to sytuacja, w której nie dajesz rady – a nie taka, w której przestaje Cię obchodzić, co dalej. Pomoc państwa jest potrzebna i niejednokrotnie bywa ratunkiem. Ale samodzielność – na tyle, na ile się da – też jest ratunkiem. I ja po prostu wiem z doświadczenia, że trzymanie się choćby minimum obowiązków (praca, rytm dnia, podstawowe czynności) często działa jak poręcz, której się człowiek łapie, żeby całkiem nie polecieć w dół. Mnie to kiedyś uratowało. Naprawdę wiem, jakie to ważne, żeby się nie poddawać. A politykę zostawiłbym na boku, bo to tylko niepotrzebnie podkręca emocje. Wszyscy wiemy jak jest i to niezależnie jaka opcja rządzi. Niewielki mamy na to wpływ -
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic ja Cię rozumiem i w pewnym sensie się zgadzam: to bywa porażka życia jako takiego, że człowiek musi się zmuszać do rzeczy, których nie czuje. Tylko ja bym tego nie wrzucał do jednego worka z bezsensem. Dla mnie jednak nie jest porażką, że ktoś wstaje do pracy bez radości. Dla mnie porażką jest dopiero moment, kiedy człowiek całkiem rezygnuje z odpowiedzialności za własne życie. Nawet jeśli jest sam. Ja też długo byłem sam i mimo choroby zawsze próbowałem pracować. Jak mnie zwolnili, to nie kombinowałem „jak wyciągnąć rentę”, tylko szukałem następnej roboty, żeby stanąć na nogi. A odpowiedzialność to nie musi być od razu „misja” i wielki sens. Czasem odpowiedzialność to właśnie te najprostsze rzeczy: rachunki, czynsz, jedzenie, leczenie, jakiś porządek we własnym życiu. To nie są jakieś „gówna” — to są fundamenty. Bez tego wszystko się sypie jeszcze szybciej. Serio. I teraz pytanie do Ciebie: naprawdę uważasz, że lepiej jest całkiem odpuścić i obciążać rodzinę albo państwo własnym utrzymaniem, skoro da się choć trochę walczyć o samodzielność? Bo ja wolę być zmęczony, ale jednak na swoim, niż „mieć to w dupie” i liczyć, że ktoś mnie utrzyma i wyżywi. -
Zależy co zamierzałabyś tam robić. Praca w bibliotece to nie czytanie książek No i oczywiście zależy jaka to byłaby biblioteka - może jakaś malutka, osiedlowa.
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
Praca nie musi uszczęśliwiać - dobrze, jeśli daje satysfakcję. U większości ludzi to raczej narzędzie: z jednej strony ma utrzymać życie w ryzach, z drugiej dać środki do życia. To jest taka bardzo podstawowa motywacja – powinna być wystarczająca, żeby wstać nawet wtedy, kiedy psychicznie jest ciężko. A mobilizacja w praktyce bywa brutalnie prosta: nie myśleć rano o całym dniu, tylko o pierwszych 10 minutach. Wstać, umyć się, ubrać, wyjść z domu. Dopiero potem reszta. Bo jak człowiek zaczyna analizować o 6:00 rano (albo wcześniej) sens życia i sens pracy, to nic dziwnego, że przegrywa z łóżkiem. I jeszcze jedno: to, że ktoś wstaje i idzie do pracy mimo braku radości, to nie jest porażka — to jest odpowiedzialność. I często jedyna rzecz, która trzyma człowieka w pionie. To znaczy, że ma poczucie jakiejś odpowiedzialności. A to czasem jest największa forma siły, jaką człowiek ma na dany moment. -
Dla wyjaśnienia - nie jeżdżę samochodem do pracy, co Ty. Głównie z tego powodu, że jest za mało miejsc parkingowych. Jak jest cieplej i bez tony śniegu na chodniku to chodzę pieszo albo rowerkiem (ok. 3 km), no ale właśnie przy czymś takim co się zadziało to masakra, bo się brnie w śniegu. Dziś dotarłem do pracy i z pracy trolejbusem Udało się jakoś...
-
Właśnie się zastanawiam jak się przedrzeć do pracy. To może być trudne dzisiaj. Piękna zima ze wszystkimi atrakcjami. W mieście nawet główne drogi nie są odśnieżone. Zdecydowanie brak konkretnych działań
-
@Heledore fajnie Cię widzieć tutaj
-
Może sprawdzę przy okazji skoro polecasz
-
Eternity kiedyś używałem - znudziły mi się, ale lubiłem
-
Jeśli chodzi o męskie zapachy - to używam "Sauvage" Diora, może nie najnowszy, ale mnie się podoba nadal (i nie tylko mnie - Zona lubi). Za arabami nie przepadam, dla mnie jakieś takie za bardzo duszące