Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

WiktoriaMaria1989

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  1. Bardzo dziękuję Pozdrawiam serdecznie.
  2. Dzień dobry, chciałabym poznać Pana opinię, co mi może być. Wiem, że przez Internet to trudne ale chciałabym wiedzieć z czym się mierzę i jaka terapie będzie dla mnie najlepsza. Jak jest: zmienność nastroju, doły, płacz bez powodu, brak sensu życia, pustka, strach przed porzuceniem przez partnera (chyba uzasadniony bo partner chce odroczyć ślub ze względu na moje nastroje), podwyższonego nastroju brak, raczej normalny na zmianę z dołami. Nadmierna senność - budzę się niewyspana, w weekend śpię przez całą sobotę, wstaję wieczorem. Problemy z pamięcią i koncentracją. Roztargnienie. Gdy mam doła a partner zrobi coś nie po mojej myśli zaczynam być pobudzona i robię mu awanturę. Gdy kilka razy krzyknął na mnie czy odpowiedział coś co mnie zabolało - chciałam go uderzyć, oplułam go i kopałam. Okiełznał mnie, płakałam w głos. Potrafię szlochać bez powodu aż do "sapania" - hiperwentylacji i mrowienia kończyn. Myśli samobójcze. Po takim ataku zasypiam. Budzę się w miarę w dobrym stanie. Pracuję na pełen etat, praca sprawia że muszę się ogarnąć i stwarzać pozory normalności. W pracy odnoszę sukcesy. Mam jednak problem z konsekwencją np. pójdę na zajęcia jogi, po czym już na kolejne nie idę. Mam zdiagnosowaną niedoczynność tarczycy. Nie mam obaw o stan zdrowia, raczej to zaniedbuję (tarczycy nie leczę). Jak było parę lat temu: w liceum i na studiach kłopoty z nauką przez obniżony nastrój, zaburzenia odżywiania od anoreksji (około 3 lat) do bulimii (trwała około 5-6 lat), wahania nastroju, płacz bez powodu, ataków gniewu i agresji nie było, raczej potrafiłam się kłócić i wyzywać. Choroba nowotworowa mamy bardzo mnie dobiła, tłumiłam emocje, starałam się wspierać mamę. Mama zmarła i od tej pory moje spadki nastroju i płacz nasiliły się, mam myśli samobójcze. Jak było w dzieciństwie: byłam wcześniakiem, pierwszy rok życia spędziłam w szpitalach, wychowywała mnie samotnie mama, czasami zaglądała do kieliszka, ale ogólnie o mnie dbała, miałam ataki płaczu i agresji np. gdy mama chciała mnie ubrać w coś co mi się nie podobało, przed szczepieniem potrafiłam stawiać taki opór że zdemolowałam gabinet lekarski, uciekałam mamie, w podstawówce uczyłam się jednak dobrze. Dziękuję za odpowiedź.
  3. Cześć Edyta, mamy podobne doświadczenia. Życzę Ci, tego co doda Ci sił i będzie dla Ciebie dobre. Żebyś lepiej się czuła. Terapię izotekiem przeszła moja znajoma z bardzo dobrym skutkiem. Cera była potem sucha jaj papier ale nawilżała cały czas i teraz ma cerę jak lalka. Izotek jednak podobno ma wpływ na nastrój, nie wiem, nie jestem specjalistą ale może warto o to zapytać przed terapią? Skonsultować to?
  4. WiktoriaMaria1989

    Hej

    Witaj. Przykro mi, że 2019 był dla Ciebie jaki ciężki. Życzę Ci aby 2020 był dla Ciebie lepszy.
  5. Cześć, mam na imię Wiktoria i mam 30 lat. Dołączyłam tutaj bo mam nadzieję znaleźć zrozumienie, akceptację i informacje na temat nerwicy z którą sama się mierzę oraz wymienić się doświadczeniami. Moje życie od zawsze miało dwie twarze. Na zewnątrz wszystko było dobrze. W środku już nie do końca. Wychowywała mnie samotnie mama, ojciec odszedł gdy mama była w ciąży. Nawet go nie pamiętam. Mama starała się jak mogła, ale była znerwicowana i w domu doświadczałam chłodu na przemian z nadopiekuńczością, odpychania, wyrzucania z domu na zmianę z "przychylaniem nieba". Mama koiła stres alkoholem. Nikt o tym nie wiedział. W czasie dorastania zaczęłam mieć zaburzenia odżywiania. Anoreksja przeszła potem w bulimię. Czułam że mój świat kręcił się wkoło jedzenia, ale o dziwo nie miałam spadków nastroju, napadów płaczu czy agresji. Przyszły dopiero potem, gdy na początku studiów zostawiła mnie moja pierwsza miłość. Równolegle epizodów bulimii było co raz mniej, ale zaczęłam mieć doły, płakałam i nie wiedziałam dlaczego. Zaczęłam mieć myśli samobójcze. Wkrótce potem u mojej mamy zdiagnozowano raka. Guz był nieoperacyjny i mama rozpoczęła chemioterapię. W tym czasie starałam się ją bardzo wspierać. Moje problemy zamknęłam w sobie. Praca na pełen etat, uśmiech za dnia, nadzieja dla mamy i ogromna rozpacz w środku. Bywały dni, kiedy czułam niemal fizyczny ból i rozpacz. Wiedziałam, że moja mama wkrótce odejdzie a byłam sama bo nie miałyśmy rodziny - wszyscy umarli gdy byłam mała a nie mieli dzieci. Ja nie miałam natomiast rodzeństwa. Mama walczyła jeszcze kilka lat. Odeszła w Wigilię. Wspierał mnie mój narzeczony ale i tak wszystko było na mojej głowie. Od tego czasu wciąż mam spadki nastroju połączone z jakąś rezygnacją i poddenerwowaniem. Podczas kłótni z partnerem potrafię rzucić się na niego z pięściami, wyrzucać z domu, wyzywać od najgorszych, przeklinać. Wiele razy związek wisiał już na włosku. Ostatnio rozpoczęłam pracę w korporacji. Zawodowo jestem bardzo zadowolona, ale w pracy mam poczucie, że czegoś nie ogarnę - mam luki w pamięci, bardzo boję się oceny innych, bardzo się stresuję. Dużo przykładam się do organizacji pracy bo bez tego zdarza mi się o czym zapomnieć lub po prostu nie pomyśleć logicznie (potem pukam się w czoło jak mogłam czegoś nie zrobić). Jakiś czas temu znalazłam psychiatrę i po kilku spotkaniach powiedział mi, że to nerwica lękowa. Przepisał lek, ale uprzedził, że mogą wystąpić skutki uboczne. Z racji dawnych zaburzeń odżywiania obawiam się przytycia, spowolniona też nie mogę być ze względu na pracę - leku nawet nie wykupiłam. Postanowiłam, że sobie poradzę, wezmę się do "pionu" i przez jakiś czas było dobrze. Problem w tym, że mam niską motywację, nie jestem konsekwentna w bieganiu, zdrowym odżywianiu czy ćwiczeniach relaksacyjnych. Czuję, że wstaję z łóżka ponieważ czekają na mnie w pracy i nie mogę tej pracy stracić (nigdy nie straciłam żadnej pracy). Czuję bezsens, pustkę, brak celu, brak radości. Święta Bożego Narodzenia były dla mnie bardzo trudne. Wspomnienia Świąt z domu rodzinnego są wspaniałe, tęsknię za tym bardzo. Byłam na Święta z partnerem u jego u rodziny. Miałam spadek nastroju, płakałam po kątach. Starałam się zachować pozory, że cieszę się tym wspólnym czasem. Mój narzeczony widział, że coś jest nie tak. Po Świętach powiedział mi, że chce odłożyć nasz ślub, że ma obawy i coś mu mówi "nie". Skończyło się ogromną awanturą, wykrzyczałam mu wszystkie żale, powiedziałam, że może spie&%$#ć choćby dzisiaj. Po awanturze zdystansowaliśmy się, on się nie wyprowadził. Codziennie budzę się ze łzami w oczach, nie mogę w nocy spać i chodzę do pracy półprzytomna. Zaczęłam poszukiwania psychiatry. Kompletnie nie wiem jak rozpoznać dobrego lekarza. Boję się, że da mi jakieś leki od których będzie gorzej, nie będę sobą. Przywitajcie mnie ciepło, potrzebuję tego. Dziękuję. Wiktoria
×