Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

diablicaaa-

Użytkownik
  • Zawartość

    18
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

166 wyświetleń profilu
  1. Nawet wczoraj jak rozmawiałam z mamą to mówiła że jesteśmy małżeństwem a nawet ze sobą nie mieszkamy. Żeby mąż tu normalnie przyjechal mieszkał wyszedł do ludzi. On nie potrafi normalnie z moimi rodzicami rozmawiać i na odwrót. Nie mam pojęcia czym to jest spowodowane... Maz postanowił że on w ogóle nie zamieszka u mnie w domu. Teraz mam problem. Bo wynajmować mieszkanie to ciągle wydatek. Brać kredyt? Po depresji męża nie wezmę za bardzo się boję straciłam do niego pewność. A u mnie w domu będą ograniczenia... Boju
  2. Coś w tym jest... Bardzo mocno przeżywam krytykę ze strony rodziców. Zawsze najbardziej się przejmowałam. Ale czy to źle? Wiem z jednej strony tak bo przez to nie mam swojego życia ale z drugiej strony to są moi rodzice... A naprawdę bardzo się o nich martwię.
  3. Naprawde zdaje sobie z tego sprawę. Ale powiem Wam że to też jest chyba ciężkie dla mnie. Ponieważ boję się ich odrzucenia. Ciężko też to zrozumieć z drugiej strony.
  4. Mam wrażenie że nie traktują mnie jak dorosła osobę tylko dziecko. Postaram się tak zrobić żeby było ok. Naprawdę się staram ale to nie jest łatwe.
  5. Wiem też chcę ale ciągle słyszę krytykę. Ze maz nie da rady itd. Poprosiłam męża o małe kroki. Ja też staram się to robić dla siebie. Ale czasami jak mi rodzice natluka do głowy to się zastanawiam czy aby na pewno damy Sobie radę. Przez to wszystko mam ochote wyjechać gdzieś i zostawić problemy za sobą. Po prostu masakra. Uwierz ze można zwariować. Być między mężem a rodzicami.
  6. Twierdzą że szkoda wydawać pieniadze na wynajem. Skoro mam dom gdzie też będziemy się dokładać do prądu itd. Ja się pracy nie boję. I uważam że damy radę tym bardziej że byliśmy za granicą i daliśmy radę. Ze moj tata pracuje tyle dla nas a my tego nie szanujemy. Twierdzą że mąż mnie nie utrzyma na poziomie, i to ja będę go utrzymywać, czego oni nie chcą. Tyle że ja nie jestem taka jak mama czy siostra. Nie chcę żeby tylko mąż pracował i mnie utrzymywał oni tego nie rozumieją bo u nas tylko tata pracował. Jestem jedyną kobieta z domu która pracuje i chce pracować. Niestety mama i siostra to takie domowniczki zero życia prywatnego tylko dom dom. Ogólnie oni nie lubią się z moim mężem, tym bardziej ze męża wysłałam do ośrodka ponieważ przechodzilismy przez ciężki okres (poronilam byłam w rozłamce mąż zamiast mnie wesprzeć sam się załamał i zaczął pić nie miałam siły się nim zajmować po szpitalu) i tam w ośrodku dopiero się dowiedziałam co mu jest. Ale on chce poprawy chce żyć normalnie . Wiem że jak zamieszkamy u mnie to będzie patrzenie, obserwowanie, negowanie po co, dlaczego, bo źle położone itd a najgorsze ze to ja na tym ucierpie. Tak byłam u psychologa, poradził mi żebym zamieszkała z mężem. Ze mama boi się tzw pustego gniazda. Nie ma zajęcia więc ingeruje w życie cudze. Łatwo się mówi gorzej to uczynić i z nimi rozmawiać.
  7. Witajcie, mam 29 lat. Mam problem z rodzicami. Strasznie się ich boję. Bardzo się przejmuje ich "gadaniem" i "dopowiadaniem" . Wyszłam za mąż i co z tego? Skoro oni chcą żebyśmy mieszkali z nimi bo dom jest przepisany na mnie. Mąż jest zdania abyśmy chociaż przez chwilę powiedzieli tylko we DWOJE, bo w domu będę chodziła jak "zegarek" pod mamę. Chcemy wynająć mieszkanie jednak oni wciąż to neguja. Owszem wyszła sprawa z mężem że ma problemy z depresja ale to wątek na inny temat. Ale chce mu dać szansę. Mama bardzo wszystko przeżywa emocjonalnie, nawet namawiala mnie do rozwodu. Jak coś się dzieje to jest gadanie że jesteśmy nieodpowiedziali, że mieliśmy za dobrze w życiu. Nie potrafimy sobie życia normalnie ulozyc. I ja jestem osobą która się rozczula. Strasznie to przeżywam gdy mama tak mówi. Bardzo się obawiam ich opinii. W ogóle dalej nas traktują jak małe dzieci... Kurde mamy swoje lata, bo jednak jesteśmy dorośli i chcemy żyć. A tu zawsze jest problem o wszystkim chcą wiedzieć. Ok rozumiem martwią się. Ale nadzór rodziców w wieku 29 lat to chyba nadopiekunczosc... A boję się sama też im przeciwstawić bo mi głupio. Bardzo boję się ich zranić. Najgorsze jest to ze przez to wszystko moje małżeństwo się rozpada, a kocham mojego męża.
  8. Przynajmniej tu mogę się wygadac. Mąż zaproponował mi że przyjedzie po mnie i żebyśmy jechali i pogadali. Jednak jak się zgodziłam postawił warunek że to ja muszę dojechać do wyznaczonego przez niego miejsca. Powiem Wam że aż mnie zatkało. Jeszcze dobrze nie wyleczylam grypy a ten jeszcze stawia swoje warunki. Ale się we mnie złość gotuje. Wiem że nie powinnam z nim dyskutować bo może się zalamac znowu. Ale ludzie.... Jako mąż trochę szacunku dla mnie jako kobiety?? Dobrze myślę??. On ma samochód, ja muszę pożyczać od rodziców albo dojechać autobusem. Bo on się boi?? Co to za facet.... Naprawdę wierzyłam w niego, jednak wszystko idzie w przeciwnym kierunku. Ja mam dość. Chyba sama muszę wyjechać odpocząć emocjonalnie od rodziców i męża. Obie strony siedzą mi na ramionach tyle że jak dwa diabły. Każde na swoją stronę. I co nie uczynię będzie źle.
  9. Szczerze mówiąc, nie wiem co gorsze. Wybór zawsze się ma. Chociaż tak jak mówię nie chciałabym być znowu w takiej sytuacji. U mnie rodzice są jeszcze bardziej negatywnie nastawieni niż przed ślubem. Zawsze uważali że jest nie swój. Boję się co będzie jutro za tydzień czy za rok. Czy będzie normalnie?
  10. Tak moja droga, czytałam Twój post. Tyle że Ty masz łatwiej bo masz drogę ucieczki. A ja mojemu slubowalam. Nie widziałam tego wcześniej, co się dzieje. Nikomu nie życzę takiego uczucia. Dookoła ludzie żyją, mają dzieci problemy razem. A ja się przejmuje za Wszystkich. Bo nikt inny nie martwi się o mnie. Nawet mąż kurcze rozumiem że był na terapii i w ogóle ma inne podejście. Ale mógłby przyjechać.... Dla mnie. Ale przez to jak on się zachowuje stwierdzam że jemu nie zależy aż tak na mnie. I to boli...
  11. Witajcie, szczerze mówiąc dużo opowiadania, jednak znalazłam się na rozdrożu. Czuję się bezsilna. Męczy mnie udawanie że się "trzymam ok" i sztuczne uśmiechy . Od około 7 Msc jestem mężatka. Ponad miesiąc temu poronilam, co skutkowało potok nieszczęść. Mąż zostawił mnie bez wsparcia ponieważ gdy wyszłam ze szpitala nie trzezwial, odwiozlam go na odwyk bo chciał pomocy . Okazało się że ma sporo za uszami , o czym nie wiedziałam wcześniej. Moi rodzice jak go nie lubili, tak po tym "wybryku" jest jeszcze gorzej. Czekają aż "mąż" mój przyjedzie i chociaż mnie przeprosi. Z drugiej strony mąż na terapii, zmienił się. Nie chce w ogóle przyjechać do mnie tłumaczy że nie i koniec . On oczekuje że ja pójdę za nim, że to ja przyjadę do niego. Czy powinnam tak zrobić?? Szczerze mówiąc czuje się jak byle "Coś". Coś czym można pomiatac. Przed rodzicami udaje że nie przejmuje się tym że mąż zamiast do mnie przyjechać pojechał do swojej mamy. A mąż nie rozumie mojego zachowania. Mam serdecznie dość. Jedyne co zrobiłam dla siebie to zrezygnowałam z pracy, gdzie w sumie trochę żałuję bo pieniądze z nieba same nie lecą a mąż teraz roboty nie ma. Dodam że gdy maz był na odwyku jeździłam na zajęcia jako wspoluzalezniona. Jednak strasznie mnie denerwowalo że to on jest biedny i trzeba koło niego latać i więcej nie pojechałam. A gdzie w tym wszystkim ja?? Mnie to nie dotyczy??
  12. Moja droga, szczerze mówiąc też podobnie miałam. Mogłam dla niego zrobić wszystko jednak on nawet kwiatów mi nie kupił. Wyszłam za niego bo tak bardzo kochałam. W najgorszym dla mnie czasie tak byłam zła że wysłałam go na odwyk, ponieważ zamiast mnie wesprzeć to się opil i pił. Dodam że jesteśmy małżeństwem 7 miesięcy. To co się dowiedziałam zwalilo mnie z nóg. Ale szczerze mówiąc gdybym wiedziała o tym przed ślubem albo gdybym słuchała innych że jest coś nie tak, to bym, za mąż nie wyszła dopóki bym nie zobaczyła że to on się postara. Miłość bywa ślepa a życie mamy jedno. Odpowiedz sobie czy chcesz mieć szczęśliwa przyszłość u boku mężczyzny który zrobi dla Ciebie wszystko, czy chcesz ciągle żyć w niepewności co będzie jutro, i uganiac się za "mężem". Decyzja należy do Ciebie.
  13. Myślę że dam mu szansę. Nawet zobaczyć jak to się potoczy. Mysle że każdy ma prawo na drugą szansę. Szkoda że to wszystko było ukrywane przede mną przed ślubem. Myślę że teściowa wiedziała że coś się z nim dzieje złego. Dlatego to ona teraz pokrywa koszty. Teoretycznie jak go zawiozlam prosiłam teściowa aby nie kontaktowała się z nim, jednak złapałam ich na gorącym uczynku że jak ja pytam o coś to ona przed odpowiedzią konsultuje się z nim. A on złości się na mnie że jego mama jest "cudowna" i mnie bardzo kocha, a ja jej nie szanuje.
  14. Co oznacza odwyk? Jest teraz w ośrodku. Chciał pomocy nawet nie wiem czemu wtedy tak zadziałałam i go zawiozlam . Ciężko mi samej tam jeździć i słuchać tego wszystkiego o nim . Też ciężko mam teraz w domu. Rodzice bez tego go nie lubili, a teraz zrobił jak zrobił. Jak z nim rozmawiam to myślę, że on chce, tylko pytanie czy tak jest naprawdę? Czy to tylko moje urojenia bo nie chce uwierzyć że taka prawda?... Jesteśmy świadomi długotrwałej terapii, tylko boje sie obudzić za x lat i zalowac decyzji jaka podejmę teraz co do przyszłości. Chciałam jak każda osoba mieć rodzinę, męża, dzieci. I czy z taką osobą to możliwe? Nie jest to dziedziczne?
  15. Czyli powinnam posłuchać rodziców nie dając szansy. W sumie sama nie wiem co robić. Chcę dać szansę. Nie wiem może potrzebuje się przekonać czy się uda czy nie.
×