Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kleopatra28

Użytkownik
  • Zawartość

    4
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. Dla mnie autorka jest ofiara tego terapeuty. Zachował się nieetycznie i nieprofesjonalnie, w konsekwencji terapia musiała zostać przerwana. Nie podoba mi się, że niektórzy tutaj insynuują, że wina leży także po stronie autorki. Ona "podziałała", "przyciągnęła", powinna mu dziękować, hmm za co? Dla mnie sytuacja jest jasna. Młoda, pewnie atrakcyjna dziewczyna zgłasza się na terapię do faceta z problemami. Nie ma tu dla mnie znaczenia, że tematem przewodnim były związki. Jeżeli facet zaczął do niej czuć pociąg fizyczny, traktować inaczej niż tylko pacjentkę to sam powinien tą terapię zakończyć, a nie brnąć w to dalej. On miał czas aby się zastanowić nad tym co robi, w rzeczywistości chciał użyć ją do zaspokojenia własnych potrzeb. Niech sobie je zaspokaja poza gabinetem terapeutycznym. A on pacjentce opowiada, że on ma problemy z żoną. Co ją to interesuje? Jak pozostanie bezkarny po takiej sytuacji, istnieje prawdopodobieństwo, że przyjdzie kolejna młoda, która uruchomi w nim "głód". Dla mnie to zwykły dziad, który nie powinien wykonywać tego zawodu jeśli nie potrafi zapanować nad swoimi popędami. Co do autorki, to mi na pewno zapaliłaby się czerwona lampa gdy terapeuta nie chciał ode mnie pieniędzy za sesje. To jest jego praca, skoro inni płacą, dlaczego ja mam stanowić wyjątek? Coś się za tym kryć musi. Nie ma też nic w tym świecie za darmo. Jeśli ktoś nie chce pieniędzy to oczekuje innej zapłaty. Autorka na to przyzwoliła, facet więc poszedł o krok dalej i zaczął się do niej dobierać. Relacja terapeutyczna zaczęła zmieniać się w relację towarzyską.
  2. Myślę, że powinnaś zadzwonić chociażby na infolinię Rzecznika Praw Pacjenta i zapytać co masz z tym zrobić. Miałam kilka lat podobny problem, napisałam pismo, a oni mi odpisali gdzie mam to zgłosić oraz sami wystosowali pismo do osoby, której dotyczył spór. Uważam, że ten człowiek sam potrzebuje terapeuty i może skrzywdzić wiele osób.
  3. Zastanawiam się co to da. Nie mam w sobie uczucia więzi z nią. Od pierwszego spotkania z nią czułam, że to nie to, po spotkaniu poczułam rozczarowanie. Czułam, że "chleba" z tego nie będzie. Jednak rozsądek podpowiedział abym jej dała szanse, bo może taka jest tylko na początku, mało się odzywa, bo to konsultacje i chce mnie poznać. Powiedziałabym jej to jednak gdyby nie strach przed konsekwencjami, a mianowicie powiem jej o moich odczuciach do niej, a ona opisze mnie później w negatywnym świetle. W końcu terapeuta to jest lekarz tyle, że od duszy i to moje mechanizmy, reakcje obronne, projekcje wyzwoliły takie zachowanie. To ja jestem zaburzona w końcu, a zachowanie tj. przerwanie psychoterapii jest tego efektem. Mam wrażenie, że ja jako pacjent zawsze jestem "przegrana". Następny psychoterapeuta przeczyta to i już będzie do mnie uprzedzony, może dopytywać dlaczego przerwałam psychoterapię, a jeśli powiem to co myślę, może odebrać, że z nim będzie podobnie. Zastanawiałam się nad tym głębiej i doszłam do wniosku, że coś takiego nie funkcjonuje w żadnej innej gałęzi medycyny. Jeśli idę do lekarza i on mi z różnych powodów nie pasuje to nie muszę nikomu się tłumaczyć tylko zmieniam na innego. Następny nie wypytuje dlaczego przychodzę do niego, a do kolegi już nie chodzę.
  4. Mam podobny problem. Niedawno moja terapeutka odeszła i przydzielono mi nową. Z tą terapeutką nie mam porozumienia, w dniu w którym mam sesję nie chce iść, czuje ponadto, że nie chce się przed nią otwierać. Niewiele się odzywa, taki rodzaj pracy mi nie odpowiada. Nawet gdy jej opowiadam, przezywam jakieś emocje, ona patrzy, wychodzę z tym samym co przyszłam. Mam wrażenie, że nie lubię jej. W poprzedniej terapii nie towarzyszyły mi takie odczucia, wręcz przeciwnie czekałam na sesję aby opowiedzieć terapeutce o swoich przemyśleniach, podzielić się z nią tym co u mnie dzieje, prowadziłyśmy dialog, wyciągałam wnioski. Słyszałam też nieprzyjemne informacje zwrotne na swój temat, skłaniały mnie one jednak do refleksji i zmiany sposobu myślenia. Tą terapię chciałabym zakończyć, ponieważ nie czuje "chemii" między mną a nią, gdy jestem w jej obecności czuje się źle, napięta i myślę co mam powiedzieć aby nie nastąpiła niezręczna cisza, a gdy ona już następuje to w głowie mam kiedy ta sesja się zakończy. Męczę się. Nie mam już o czym z nią rozmawiać i nawet nie chce jej już nic mówić, bo ona się do tego nie odniesienie bądź w niewielkim stopniu. Zastanawiam się jak to zakończyć. Gdy powiem jej, że nie chce z nią spotykać, bo mi nie odpowiada to pewnie powie mi, że to ze mną jest problem, zacznie to odnosić się do jakiś zdarzeń z przeszłości lub mówić, że zrobiło się trudno w terapii to teraz chce uciec itp. Wątpie aby powiedziała w porządku, tylko będzie dociekać o co chodzi. Jak szukałam informacji na ten temat w internecie to terapeuci tak to argumentują, gdy pacjent chce przerwać psychoterapię. A ja chce ją przerwać i poszukać sobie terapeutę z którym będę czuła nić porozumienia, w obecności którego będę się czuła komfortowo, gdzie terapia długofalowo poprawi moje funkcjonowanie.
×