Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

słodko-słona mieszanka

Użytkownik
  • Zawartość

    15
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Leki bardzo mi pomagają. Lekarz ustawiał mi je kilka lat. W moim przypadku farmakoterapię należy modyfikować, zależnie od epizodu chorobowego. Chyba dużo pacjentów nie bierze pod uwagę tego, że psychiatra może zmienić lek, jeśli objawy niepożądane utrudniają funkcjonowanie. To, że jakaś grupa leków nie pomogła, to nie powód by się poddawać.
  2. Ze mną jest znacznie lepiej niż było w dzieciństwie i w gimnazjum. Ale nie wiem, czy wyzdrowienie jest możliwe. Na pewno należy się cieszyć z remisji, zwłaszcza, że kiedyś prawie się nie zdażały. Moją siłą jest Pan Jezus i trochę przepisanych psychotropków.
  3. -Zdana matura -Msza św. - Mruczący kotek
  4. Moje sposoby: - Przyjmowanie przepisanych przez lekarza leków codziennie o tych samych porach. To znaczy w tych porach zaleconych przez lekarza (wtedy jest łatwiej osiągnąć stabilność). -Rozmowy z ludźmi, dzięki temu mniej zwracam uwagę na destrukcyjne myśli - Czasem czytanie o chorobie, jest się bardziej świadomym, to uspokaja - Modlitwa - Sakramenty (spowiedź i Eucharystia) - obraz Jezusa Miłosiernego. -Kupowanie książek, które nie budzą niepokoju. W złym stanie psychicznym trudno mi czytać... ale lubię być w księgarni i wybierać, samo to pomaga. - Nie ukrywanie problemu, mówienie bliskim i lekarzowi o objawach chorobowych -
  5. Być może jesteś po prostu źle prowadzona przez lekarza. To nie oznacza, że leki Ci szkodzą. Leki często bardzo pomagają, tylko trzeba je dobrze dobrać. Na razie stosuj się do zaleceń lekarza, ale pójdź też na konsultację do innego i w razie potrzeby, zmień psychiatrę.
  6. Prawdę o Bogu świat zaczął poznawać, tak w pełni, dopiero pod koniec XX wieku poprzez szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego. Może się to wydawać dziwne: przecież Kościół istnieje od tak dawna. Dlaczego Bóg nie objawił tej prawdy jakiemuś mądremu zakonnikowi, który przepisywał Biblię po łacinie? Dlatego, że dla Boga piękne jest to co pokorne. I na sekretarkę Swojego miłosierdzia wybrał młodą, prostą, słabo wykształconą zakonnicę. Tak powstał “Dzienniczek” w którym swe objawienia spisywała polska dziewczyna: siostra Maria Faustyna Kowalska. Faustyna była osobą niezwykle radosną. W swym życiu bardzo cierpiała i ta radość nie zawsze była emocjonalna, ale miała w sobie pewność mimo wszystko, pewność, że Bóg wciąż z nią jest. Na swej drodze pełnienia woli Bożej spotykała mnóstwo przeciwności. W Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia nie było jej łatwo, choć kochała tam być. Inne siostry śmiały się z niej, zazwyczaj dlatego, że zazdrościły jej opanowania, pokoju serca, ufności i dziecięctwa duchowego. Wyśmiewano też jej objawienia, mówiono, że "z takimi nędznymi duszami jak ona Pan Jezus nie obcuje". A On właśnie przez nią dał nam poznać Swoje bezgraniczne miłosierdzie. Największą prawdę o sobie poprzez to, co przez ludzi uważane za najmniejsze, a więc św. Faustynę. Jednak tak naprawdę św. Faustyna była doskonale prowadzona w życiu duchowym przez kapłanów: ks. Michała Sopoćkę i ojca Andrasza SJ. Dla niej najważniejszą rzeczą było posłuszeństwo i to właśnie na polecenie swojego spowiednika spisywała objawienia w "Dzienniczku". To jej powierzono powstanie obrazu Jezusa Miłosiernego, więc właśnie tego, który dwa lata temu ocalił moje życie. Oczywiście św. Faustyna nie umiała malować, więc powierzono to innej, wykwalifikowanej osobie. Gdy Faustyna zobaczyła pierwszą wersję, popłakała się mówiąc, że Pan Jezus jest dużo piękniejszy niż na tym obrazie. Pan Jezus odpowiedział jej, że nie w pięknie pędzla, czy farby jest istota obrazu, ale w Jego łasce. Ufność św. Faustyny to nie było wzniosłe, czy mistyczne uczucie, ale pełnienie woli Bożej pomimo trudności, to odwaga i radość z życia, mimo upokorzeń. Kolejnym elementem kultu miłosierdzia jest koronka do Miłosierdzia Bożego. Tę koronkę, która później uratowała tysiące dusz, Pan Jezus podyktował św. Faustynie w... piątek trzynastego. Pan Jezus nie lubi przesądów i naprawdę ma poczucie humoru. Jest też godzina miłosierdzia, czyli po prostu każda 15:00, codziennie. Jest to pamiątka momentu, w którym Pan Jezus umiera na krzyżu i daje nam nowe życie. To godzina łaski. Pan Jezus chciał, żebyśmy w tej godzinie prosili go, o co chcemy, a On wypełni to, co zgodne z Jego świętą wolą. Faustyna zmarła w wieku 33 lat, po wielu cierpieniach, ale z ufnością, radością i pewnością, że Pan Jezus na nią czeka. W 2000 roku papież Jan Paweł II ogłosił ją świętą. Bóg, objawiając prawdę o Swoim miłosierdziu, zawsze mówił o tym, że Jego przebaczenie w sakramencie spowiedzi nie ma granic." Niech nie lęka się zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jak szkarłat". Miłosierny Jezus potrafi rozweselić nasze serca wbrew naszej przeszłości, wbrew cierpieniu, niedowierzaniu i wbrew logice, bo z Nim tak już jest, że przychodzi "mimo drzwi zamkniętych".
  7. To dobrze, że stara się Ciebie zdiagnozować. Gdy wie co Ci dokładnie jest, wtedy może odpowiednio dobrać leki. Diagnoza to może być początek poprawy, bo łatwiej leczyć, gdy się wie co dolega pacjentowi. Może to dziwne, co napiszę, ale podejrzenie CHADu to dobra wiadomość, bo lepiej tak niż mieć CHAD niezdiagnozowany. Gdy wiesz, co Ci jest to też sama lepiej rozumiesz swoje zachowanie, rozpoznajesz objawy, a lekarzowi łatwiej ustawić farmakoterapię. Ale bądź cierpliwa, bo to czasem długo trwa, poza tym leki czasem trzeba zmieniać, zależnie od epizodów chorobowych. Bądź też szczera z psychiatrą.
  8. Co do Twojego pytania to nie umiem powiedzieć, czy to CHAD. To musi stwierdzić psychiatra, ale może lepiej spróbować u innego, zwłaszcza, jeśli sama tak czujesz. Nie zniechęcaj się tym, że próbowałaś już wielu leków. Ja też brałam ich wiele, potrzeba czasu, żeby je odpowiednio dobrać. Mów lekarzowi o swoich objawach, czasem może się zdarzyć że na coś ważnego nie zwróci uwagi, wtedy trzeba mu powiedzieć jeszcze raz. To ważne, bo czasem lekarze po prostu coś przeoczą, zapomną.
  9. To coś nie tak z podejściem psychiatry. Lekarz nie może oceniać tylko na podstawie "wyglądu", czy nawet samego sposobu zachowania pacjenta. To, co osoba chora opisuje jest bardzo ważne, nie zawsze objawy są widoczne dla otoczenia.. Radzę Ci, żebyś poszła na konsultację do innego psychiatry. '
  10. Chorowałam na anoreksję bulimiczną. Jest już dobrze, ale oczywiście czasem wraca i nie wiem, czy minie tak całkowicie. Problem jest w tym, że nie umiem się z tym rozstać.Półtora roku temu przyszłam do kościoła po 9 latach nie chodzenia tam, niewiary i nieufności. Po dwóch miesiącach odbyłam spowiedź generalną, bardzo trudną dla mnie, ale to był najpiękniejszy dzień mojego życia. Zaprowadziło mnie tam wyraźne wstawiennictwo św. Faustyny i przede wszystkim koronka do Miłosierdzia Bożego. Każdemu polecam tę piękną i napełniającą ufnością modlitwę.I spojrzenie na Obraz Jezusa Miłosiernego jest dla mnie czymś cudownym. Czuję wtedy, że ta chwila jest wieczna, daje mi pragnienie Boga w sercu. Nie twierdzę, że to na pewno Was uzdrowi, nie z tą intencją założyłam temat, żeby Wam to wmawiać, bo sama wciąż mam pełno problemów ze sobą. Ale jestem też na swój sposób wolna, nigdy wcześniej, przed przyjściem do kościoła tego nie czułam, więc przychodzę codziennie, aby Pan Jezus napełnił mnie miłością. On jest ze mną i mimo wszystko jestem szczęśliwa.I dlatego wybrałam ten dział, że jest mi bliski. Polecam też modlitwę do św. Rity ( w sprawach trudnych i beznadziejnych, tak się nazywa.) Ta modlitwa pomogła mojemu dziadkowi w chorobie nowotworowej. Może trochę odbiegłam od tematu, ale proszę, jeśli to możliwe, o pozostawienie mojego wątku w tym dziale, nie przenoszenie go do innego. Myślę, że tu pasuje. Życzę wszystkim zdrowia, pomocy od dobrych specjalistów i psychologów i żeby Was Miłosierny Jezus błogosławił.
  11. To, co dzieje się podczas Wielkanocy jest czymś niesamowitym. Wydaje się, że Wielki Piątek jest wspomnieniem śmierci Chrystusa, ale... tak naprawdę jest także już uczestnictwem w Jego zmartwychwstaniu. Możemy zacząć żyć na nowo. Dlatego Święta Wielkanocne są najważniejsze ze wszystkich w roku. Doświadczamy tajemnicy Bożego Miłosierdzia, które jest tak niezgłębione, że tajemnicą pozostanie. Dla Boga nie ma nic niemożliwego, On może zgładzić każdy grzech, a codzienność zamienić w rzeczywistość pełną cudów. Doświadczam tego zwłaszcza w sakramencie spowiedzi.Mimo tego, że czasem aż boli, świadomość, że Pan Jezus jest przy Tobie... to fragment tej radości, jakiej pełni doświadczymy tylko w niebie. Chrystus oddał za nas Swoje życie, aby Ci dać szczęście mimo trudności. Jeśli ofiarujemy Mu swoją ufność, On zdziała wiele w naszych sercach, zwłaszcza w tym pięknym czasie. "Jezu, ufam Tobie"- taka krótka modlitwa, a czasem lepsza niż wszelkie hymny, czy litanie.Życzę Ci właśnie ufności w Miłosierdzie Boże, które może dać Ci pełnię życia i wszystko przebaczyć.
  12. Myślę, że to Pan Jezus odmienił moje życie. Wciąż choruję na CHAD, ale z Nim tak nie boli. Moje życie było koszmarem, jeszcze większe zło od tego, które mnie spotkało, ja sama zadawałam innym. Półtora roku temu, zaczęłam żałować wyrządzonego zła, którego nie dało się już naprawić, a którego świadomość, do tamtej pory, zagłuszałam. Przebywałam u kogoś z mojej rodziny i tam nagle zwróciłam uwagę na obraz Jezusa Miłosiernego. Poczułam coś jak...ufność. Przypadek sprawił, że przyszłam do kościoła. Poczucie winy zmniejszyło się. Przychodziłam codziennie. Później natrafiłam na modlitewnik i medalik św. Faustyny, patronki Bożego Miłosierdzia, nawet nie wiedziałam, kto to jest. Ktoś zabrał mnie na spotkanie wspólnoty katolickiej Mamre. Tam znów przez "przypadek" dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego, z cytatami z "Dzienniczka" św. Faustyny. To był ten sam Obraz, w który wpatrywałam się przed przyjściem do kościoła. Z tyłu obrazka były słowa koronki do Miłosierdzia Bożego, które Pan Jezus podyktował św. Faustynie. Koronkę odmawiałam na zwykłym różańcu, to był dla mnie prawdziwy ratunek. Pewnego dnia pomyślałam: "muszę pojechać jutro do księdza, którego wybrałam, jako spowiednika. Nie muszę się spowiadać. Muszę tam być" Spowiadałam się i zdanie, które usłyszałam zostanie w moim sercu: "Nie ma takiego grzechu którego Pan Jezus by nie odpuścił". Na miejscu dowiedziałam się, że ten dzień mojej spowiedzi to 5 października, wspomnienie św. Faustyny... Od roku prawie codziennie przychodzę do kościoła i mam siłę by żyć, ufać. Wcześniej nie było we mnie miłości, tylko zło. I pustka.
  13. Przepraszam, wysłałam niecelowo dwa razy, próbowałam jeden temat usunąć, ale mi się nie udało.
  14. Myślę, że to Pan Jezus odmienił moje życie. Wciąż choruję na CHAD, ale z Nim tak nie boli. Moje życie było koszmarem, jeszcze większe zło od tego, które mnie spotkało, ja sama zadawałam innym. Półtora roku temu, zaczęłam żałować wyrządzonego zła, którego nie dało się już naprawić, a którego świadomość, do tamtej pory, zagłuszałam. Przebywałam u kogoś z mojej rodziny i tam nagle zwróciłam uwagę na obraz Jezusa Miłosiernego. Poczułam coś jak...ufność. Przypadek sprawił, że przyszłam do kościoła. Poczucie winy zmniejszyło się. Przychodziłam codziennie. Później natrafiłam na modlitewnik i medalik św. Faustyny, patronki Bożego Miłosierdzia, nawet nie wiedziałam, kto to jest. Ktoś zabrał mnie na spotkanie wspólnoty katolickiej Mamre. Tam znów przez "przypadek" dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego, z cytatami z "Dzienniczka" św. Faustyny. To był ten sam Obraz, w który wpatrywałam się przed przyjściem do kościoła. Z tyłu obrazka były słowa koronki do Miłosierdzia Bożego, które Pan Jezus podyktował św. Faustynie. Koronkę odmawiałam na zwykłym różańcu, to był dla mnie prawdziwy ratunek. Pewnego dnia pomyślałam: "muszę pojechać jutro do księdza, którego wybrałam, jako spowiednika. Nie muszę się spowiadać. Muszę tam być" Spowiadałam się i zdanie, które usłyszałam zostanie w moim sercu: "Nie ma takiego grzechu którego Pan Jezus by nie odpuścił". Na miejscu dowiedziałam się, że ten dzień mojej spowiedzi to 5 października, wspomnienie św. Faustyny... Od roku prawie codziennie przychodzę do kościoła i mam siłę by żyć, ufać. Wcześniej nie było we mnie miłości, tylko zło. I pustka.
  15. Myślę, że to Pan Jezus odmienił moje życie. Wciąż choruję na CHAD, ale z Nim tak nie boli. Moje życie było koszmarem, jeszcze większe zło od tego, które mnie spotkało, ja sama zadawałam innym. Półtora roku temu, zaczęłam żałować wyrządzonego zła, którego nie dało się już naprawić, a którego świadomość, do tamtej pory, zagłuszałam. Przebywałam u kogoś z mojej rodziny i tam nagle zwróciłam uwagę na obraz Jezusa Miłosiernego. Poczułam coś jak...ufność. Przypadek sprawił, że przyszłam do kościoła. Poczucie winy zmniejszyło się. Przychodziłam codziennie. Później natrafiłam na modlitewnik i medalik św. Faustyny, patronki Bożego Miłosierdzia, nawet nie wiedziałam, kto to jest. Ktoś zabrał mnie na spotkanie wspólnoty katolickiej Mamre. Tam znów przez "przypadek" dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego, z cytatami z "Dzienniczka" św. Faustyny. To był ten sam Obraz, w który wpatrywałam się przed przyjściem do kościoła. Z tyłu obrazka były słowa koronki do Miłosierdzia Bożego, które Pan Jezus podyktował św. Faustynie. Koronkę odmawiałam na zwykłym różańcu, to był dla mnie prawdziwy ratunek. Pewnego dnia pomyślałam: "muszę pojechać jutro do księdza, którego wybrałam, jako spowiednika. Nie muszę się spowiadać. Muszę tam być" Spowiadałam się i zdanie, które usłyszałam zostanie w moim sercu: "Nie ma takiego grzechu którego Pan Jezus by nie odpuścił". Na miejscu dowiedziałam się, że ten dzień mojej spowiedzi to 5 października, wspomnienie św. Faustyny... Od roku prawie codziennie przychodzę do kościoła i mam siłę by żyć, ufać. Wcześniej nie było we mnie miłości, tylko zło. I pustka.
×