Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

talithakum

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. talithakum

    Jak radzisz sobie z agresją?

    Trening czyni mistrza. Myślę, że to jest awykonalne, chyba, że ktoś by 'pomagał' z tą poduszką. :) Ta poduszka pomaga na chwilę. Ja myślę, że ja na tej stłumionej agresji wyrosłam, w zasadzie jestem otoczona osobami, których nadal nienawidzę i chciałabym to bardzo im wykrzyczeć w twarz, ale to by nie pomogło. Mam w sobie taki niewypowiedziany bunt, niewyrażony bunt, nawet w okresie dojrzewania to nie doszło do skutku. Oprócz poduszki biegam, gotuję, stosuję trening Jacobsona. Ale w**** jest wszechobecne. Na przykład dziś się dowiedziałam, że jestem zdrowa pod względem ciśnienia, choć mi wmawiano zawsze to schorzenie. Mimo, że mam diagnozę i powinnam się cieszyć, że mi wolno uprawiać sport, w***** się nie zmniejsza, a potęguję. Staram się o przyjęcie na terapię w warunkach zamkniętych. W tym pokładam nadzieję. Codziennie cierpienie utrudnia, uniemożliwia codzienne życie. To wszystko jest w środku, we mnie. Chciałabym się tego pozbyć.
  2. talithakum

    Co Wam dziś sprawiło radość?

    to, że poradziłam sobie w zdrowy sposób z agresją, nie przywaliłam ani w siebie ani w drugiego człowieka
  3. talithakum

    Jak radzisz sobie z agresją?

    To może zabawnie zabrzmi w kontekście mojego pierwszego postu ale znalazłam sposób :) Poduszka, ale taka tłumiąca, grubsza. Wkładasz twarz i wrzeszczysz, wcześniej nabierając dużo powietrza. Ważne żeby nie zdzierać gardła: osobom, które wiedzą co to praca przeponą będzie łatwiej. Mała rzecz a cieszy, o ironio.
  4. talithakum

    Jak radzisz sobie z agresją?

    Pytanie od osoby która sobie nie radzi. Wygląda to mniej więcej tak, że jeśli ktoś umyślnie/nieumyślnie źle mnie potraktuje np. wyżyje się na mnie szefowa, i jeśli takie sytuacje się np. skumulują w krótkim przedziale czasu pojawia się u mnie taki efekt hmmm napompowanego balonu. Wzrasta moja wrażliwość, do tego stopnia, że sama świadomie potrzebuję sobie ograniczać dopływ różnych bodźców z zewnątrz zarówno pozytywnych jak i negatywnych (np. przemoc w TV, wzruszający film itp itd). Wiem, że ma to związek z dzieciństwem, na razie wiem tylko tyle. Stłumiłam reakcję na zło które mnie spotkało i to chyba tylko potęguje agresję. Staram się rozumieć drugą stronę, siłą woli, na ile mi ta wola pozwala. Ale suma sumarum udusiłabym jednego i drugiego. Nie zdarzyło mi się nikogo publicznie zwyzywać, ale 'wewnątrz' albo w odosobnieniu nie mam z tym problemu. Wyobraźnia i emocje robią swoje. Natomiast wyzywanie wszystkich od debili i idiotów nie pomaga. Zdarzało się , że miałam potrzebę walenia w coś, typu poduszka. Ale teraz tego nie ma, a wszystko siedzi we mnie, nie wyrażone. Bardzo cierpię bo to siedzi w środku, walę w siebie,a nie na zewnątrz. Zostaje płacz, ale to wymaga ode mnie takiego świadomego wysiłku- teraz sobie popłacz. A to i tak za mało. Pomaga trochę oglądanie ulubionych filmów, ale nie wiem, czy to nie odwracanie uwagi. Nie mam obok siebie przyjaciela któremu powiem, jak mi źle. Przyjaciółka jest za granicą. Napisałam jej właściwie co się dzieje, i dodałam 'niech się wszyscy p****' ale to też nie pomaga. To trochę przypomina hmmm, jak takie chodzenie z zatwardzeniem. Chcesz się czegoś pozbyć a nie możesz. Czy ktoś ma jakieś sposoby na agresję? Teraz w ogóle sobie pomyślałam, że jedno to agresja na czynniki zewnętrzne, ale też pewnie agresja na mnie samą wynikająca z nieprzebaczenia sobie, niewyrozumiałości, zarzucania sobie wiele złego. Czasem myślę, że jestem swoim największym katem.
  5. talithakum

    Co trzyma was przy życiu?

    Bóg. Miałam fałszywe przekonanie, że On sobie nie radzi z moją osobowością. Przekonanie wzięte z człowieczeństwa, a człowieczeństwo to hmmm w dużej mierze nieradzenie sobie. Bóg-Człowiek sobie radzi. Modlę się- wybacz we mnie to, czego ja nie potrafię sobie i innym wybaczyć. Poradź sobie we mnie z tym, czego ja nie ogarniam, z czym sobie nie radzę. Jest niewiele rzeczy w życiu, z którymi sobie radzę. Zaryzykowałabym stwierdzeniem, że jestem trochę jak niemowlę i to do tego upośledzone. Tak się czuję bynajmniej. A takie dziecko wymaga extra opieki i nakładu środków. Pozdrawiam
  6. talithakum

    Czy to może być jakieś zaburzenie osobowości?

    Ja jestem innego zdania :)
  7. talithakum

    Nienawidzę swojej matki.

    Bóg jest miłością i miłosierdziem. Tu i teraz. bez względu na diagnozy, teorie, doświadczenia bez względu na to jak Cię potraktowano jak nie, jak Cię wychowano, a jak nie bez względu na Twoją przeszłość i na to co myślisz i czujesz i na to co sobie wyobrażasz Ogarnia wszystko i wszystkich. Trudno to pojąć i ogarnąć, ja to cały czas rozkminiam, na swojej osobistej drodze. Życzę Ci takiego osobistego odkrycia. A religijność bez miłości i miłosierdzia przybiera dziwne kształty. ps. psychiatra, psycholog mogą wiele zdziałać dobrego, jeśli byłeś już wcześniej hospitalizowany, warto wrócić do tematu. Życzę Ci wszystkiego co Najlepsze!
  8. talithakum

    Co Wam dziś sprawiło radość?

    to, że się nie poddałam mimo trudności. i że w pracy było lajtowo
  9. talithakum

    ofiara gwaltu

    http://ed.ted.com/featured/Uex7wYqq
  10. talithakum

    Czy to może być jakieś zaburzenie osobowości?

    cześć, widzę że bardzo cierpisz, jest mi to znane,Twoje objawy są mi trochę znane, ale mi nie wolno Cię diagnozować, nikomu na forum nie wolno:) mogę Ci tylko powiedzieć co mi pomogło totalne dno totalne przyznanie się do bezsilności i że nie dasz rady bez człowieka- opieranie się specjalistom to dla mnie znany temat, mam z tym problem ogromny, bo lekarze mnie skrzywdzili szczerość przed terapeutą, chyba że jesteś bardzo zblokowana w pewnych tematach, to na siłę nie, ale każdy z nas wie, kiedy coś ukrywa, a kiedy jest szczery. szczerość przed psychiatrą i trzymanie się zaleceń, leków modlitwa i działanie Boga- jestem tak słabym i pokręconym człowiekiem, że mówienie że mam jakieś zasługi co do trafiania na dobrych specjalistow jest na wyrost. każdy może Ci zaszkodzic- jeden bo uwaza się za speca od wszystkiego, a drugi, bo się zwyczajnie pomyli. nie masz gwarancji. to jest straszne ale prawdziwe.w każdym razie w temacie terapeuty i psychiatry jest nieźle, po latach nie słuchania się i trafiania na dziwnych specjalistów., u mnie OK.ale to nie koniec, raczej początek. to wszystko jest ryzykowne, bo za ryzykiem zawsze stoi opcja, ze cos się nie uda. ale niepodejmowanie ryzyka kosztuje potem o wiele więcej niż ryzyko-to jest moje osobiste doswiadczenie i jeszcze jedno-dla mnie od głowy jest psychologia, od serca Jezus, możesz się oczywiście nie zgadzać. uważam, ze pewnych rzeczy psychologia nie załatwi. nie załatwi łatania dziur w sercu. są też dwa oddzialy leczenia zaburzeń osobowości Warszawa (specjalizuje się w zaburzeniach odzywania) i Kraków -Babińskiego ; (są tez mniejsze oddzialy dzienne psychiatryczne, w Twojej okolicy pewnie tez, może tam warto się udac). Z kilkumiesieczna terapia na oddziale zawsze wiaze się skierowanie od NFZ, o tym będzie już decydowal Twój lekarz. walcz. masz 20lat. bardzo bym chciała być w Twoim wieku znow, a już nie będę niestety. to są wspaniałe lata. nie wiem jaka jest Twoja relacja z Bogiem, czy w ogole masz jakiś koncept Boga. powtarzaj sobie w głowie albo na głos 'Jezus', nie zaszkodzi :) napisalas ze jesteś uparta- poczytaj sobie o pokorze. pozdrawiam ps. nie czytaj za dużo forum, ponieważ są tu wypowiedzi niespokojne, wprowadzające Cię w zamęt. odłożyłabym kompa na rzecz spaceru i sportu i rozmowy. a jak rozmawiasz z kims to nie na zasadzie 'ja, ja, jeszcze raz ja', tylko słuchaj tej osoby, słuchaj nazw miejsc, dat, imion. on/ona zobaczy ze słuchasz, i wkrótce się odezwie/zadzwoni talithakum
×