Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

hasselti

Użytkownik
  • Zawartość

    90
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Powiedźcie mi, jak to jest, że jeśli człowiek wpakuje się w toksyczny związek, to zaczynają go prześladować sami toksyczni już ludzie? I to się ciągnie, bez końca. Na początku zaznaczę, że nie jestem aniołkiem, bo należę do tej grupy pechowców-borderowców i co planuję być "normalna" to spotyka mnie kolejne nieszczęście w postaci toksycznych ludzi. Jak tu więc być normalnym, po co się starać? W wielkim skrócie, bo nawet nie chcę mi się i nie mam siły drążyć tematu, ale chcę to z siebie wyrzucić, bo nie mam gdzie. Jestem po ponad rocznym związku z człowiekiem, który mnie poniżał i podnosił na mnie rękę, ale cytując "jak zachowujesz się jak...to się nie dziw, ale cię kocham idiotko" i tak wierzyłam i brnęłam, a czas mijał, a ból rósł. Teraz poznałam chłopaka, chciałam się wydostać z tego bagna, a on uświadomił mi, że jestem piękną kobietą i nie mogę tak sobie pozwalać poniżać się. Uwiódł mnie, doświadczyłam czegoś innego. Przespałam się z nim i zdradziłam mojego złego mężczyznę. Byłam silna, powiedziałam mu pewna siebie, że tamten dał mi to, czego on mi nie dał i na koniec dostałam masę obelg, ale generalnie to nie przejęłam się tym, nadal pamiętałam słowa nowo poznanego pana. A ten pan przestał już słodko do mnie się uśmiechać i coraz mniej odzywać. Tak oto zostałam sama z potwierdzeniem, że jednak jestem nic nie wartym śmieciem i nie zasługuję na nic. A słowa mojego złego mężczyzny się potwierdziły, że po łóżkowych uniesieniach każdy o mnie zapomni, bo jestem NIKIM. I tak teraz się czuje. Tęsknię za nim i wolałabym już poniżanie niż nic. Nie mogę być sama. Znowu zostałam z wielką dziurą w sobie i wyje noc i dzień, a żeby było jeszcze weselej to istnieje ryzyko nieplanowanej ciąży. A ja co? od 5 miesięcy przyjmuje leki antydepresyjne i ciąża by była dla mnie wyrokiem, bo nie mogłabym ich za nic odstawić, to by oznaczało mój koniec. Nie wiem co mam zrobić. Czuję się jak zwykły dzieciak, a mam 22 lata. Co ja miałabym powiedzieć ludziom, rodzicom, lekarzowi? Pewnie usłyszałabym, że recepty nie ma, za głupotę się płaci, żegnam panią. Jestem załamana... Nie oczekuję pomocy. Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić. Może czas myśleć o zakonie, skoro spotykam samych nieudaczników, a może to ja jestem po prostu głupia i naiwna.
  2. Już go zostawiłam. On zaczął ćpać i pić, a ja mam spokój.
  3. Dziękuję Wam bardzo! Ja widzę, że on się stara. Wczoraj przywitał mnie z kwiatami, jest całkowicie inną osobą w porównaniu do tego kim byl wcześniej.. Niebo a ziemia. Niestety teraz przez moje nasilone objawy, mimo, że on sie stara to teraz on za nas dwóch walczy, bo ja co kilka h zaczynam wątpić przez mętlik i nie chodzi tu o niego, a najchetniej zamknęłabym się w czterech ścianach i mówię mu, że to koniec i nie chce już z nim być. A on mysli, ze go nie kocham. I go doprowadzilam do rozpaczy, a ja tylko chciałam spokoju.... A on mówi mi, ze skoczy z mostu i będę mieć upragniony spokoj. Uderzyl pięścią w sciane i plakal, ze stara sie jak moze, rzucil picie i że sama powinnam wiedzieć jak to jest po odstawieniu, a jeszcze go prowokuje grożeniem, że odejdę. A ja czuje, że to wszystko mnie przytłacza, kocham go naprawdę, ale wcześniej bez wzruszenia zrywałam kontakty a tu się nie da po prostu jak w grę wchodzą uczucia. Jedna strona mówi tak, zostań przy nim, bo wiem że tego pragniesz, a druga.... Zostaw go, skończ to i wizja że mogę odetchnac z ulgą i w samotności jeść i nie martwić się o nic, że będę czuć się brzydka i ciężka.... On non stop pyta o co chodzi, czemu chce odejść, a przecież mu nie powiem, że jestem głodna jak wilk a jak zaczne to nie skończę i nie może tego widzieć. a nie mogę go zostawić z tym wszystkim teraz samego, a nie mogę też zostać, bo myślę 24/7 o jedzeniu, to męczące. Ja bardzo się wstydzę i nie powiem mu tego nigdy, choćby pytał w nieskończoność. Już wolalabym żeby uznał mnie za bezdusznika, kiedy mówi, że się nim bawie i gram mu na emocjach to ja przytakuje tylko.
  4. Tak myślałam, że to on jest dla mnie toksyczny a on z kolei cały czas mówi, że to ja jestem dla niego zbyt toksyczna. Jednak się nie zmienił i znów zaczyna podnosić na mnie głos, bo nie chce na razie się z nim widzieć (a przecież nie jesteśmy razem i to tylko jego próba) bo zle się czuje przez zab. odżywiania. Bylam dzis u psychiatry i zostałam skierowana dziś do szpitala a on się wsciekl, ze czemu mu o tym nie powiedziałam, że szpital nie był mi potrzebny a nagle znienacka taka chora, że mi nic nie dolega i że mam mu zaufać, bo on mi pomoże, bo on wie czego mi trzeba i się o mnie zatroszczy. Nie wiem co robić. Iść czy nie iść. Leczyć siebie czy nas, czy może nikogo. Ta klinika to dla mnie światełko w tunelu by wyjść z choroby i przestać całe życie się kontrolować, ale może on ma rację, że muszę sama to ogarnąć a nie żaden szpital. Znów mam mętlik. Może jak skupiłabym się na jego problemach to o sobie bym zapomniała? Tzn kontrolowała się nadal zapominając o tym, że się kontroluje i żyła jak dawniej. Teraz znów mam kryzys, go nie ma, nie dostarcza mi emocji to znów coraz częściej mam bulimiczne napady... Co radzicie?
  5. Witam, muszę się kogoś poradzić odnośnie swojego związku, co dalej z nim zrobić, bo już sama nie wiem. W skrócie. Ja - 21 lat, chlopak 25. Ja mam za sobą długą historie medyczną (zab. osobowości borderline, naduzywanie w przeszlosci alko, zab. odżywiania) on ma problemy z alkoholem i agresja. Na początku było miedzy nami dobrze, bardzo szybko sie wszystko potoczylo. I było dobrze do czasu az w impulsie zaczal podnosić na mnie rękę. Tak bylo przez dłuższy czas, on dawal mi emocje, ktorych potrzebowalam i czułam się spełniona, bo po tym bardzo szybko sie godziliśmy a ja o wszystkim zapominalam, a on byl dla mnie znow najlepszym chlopakiem na świecie. W końcu zaczelo mnie to już męczyć i czulam, ze trace siły. Odeszłam od niego, choć nie mogłam przestać o nim myśleć. Po 3 tygodniach do mnie zadzwonił, powiedział, ze chce się spotkać i porozmawiać. Od tygodnia znów mamy ze sobą kontakt, zachowujemy się jak para, ale nie jesteśmy razem. Podczas szczerej rozmowy z nim dowiedzialam sie, ze ja NIESWIADOMIE dawalam mu znaki, że lubię agresję fizyczną i przemoc (po zastanowieniu dochodzę do wniosku, ze faktycznie nie protestowalam...) on mi powiedział, ze nie mogl po nocach spać, ze bardzo tęsknił i chce ten związek ratować, bo jeszcze po żadnej tak nie cierpial. Nie pije póki co, jest bardzo... miły, co wydaje mi się być podejrzane. Jak nie ten człowiek, z ktorym bylam. I teraz pytanie... Czy to on jest normalny a ja nienormalna, czy mogłam go zarazić swoją toksycznością? Jeśli tak właśnie było, to czy on powinien robić mi krzywde nawet jeśli dawałam mu te znaki, że to lubię? Czy to świadczy o tym, że on też jest dla mnie toksyczny? Jestem w kompletnej rozsypce i nie wiem co dalej z nami zrobić. Kocham go, kochamy się a tak bardzo się skrzywdziliśmy. Razem. Już nie wiem czy to ja jestem zła czy on.
  6. Ponoć terapeuta mnie chwalił, że grzecznie chodzę i ogólnie nie sprawiam problemów. tak mi powiedział, ale czy był szczery a może chciał mnie tylko zmotywować, tego nie wiem. Zastanawia mnie jakby zareagowali jakbym rzuciła całkiem, w sumie to ostatnia grupa mi została i może lepiej pochodzić do końca niż bajczyć i wymyślać. Już sama nie wiem, bo uzależniona nie jestem (powiedziałabym, że piłam "szkodliwie" na swoje zdrowie, ale przez krótki okres czasu i szybko się ogarnęłam, teraz się brzydzę alkoholem, a jak czasem sobie walnę jedno piwko to nic mi to nie robi. ) w każdym razie tak mnie urządzili przez ataki agresji (bo jak wypije se trochę więcej to bywam agresywna, ale chociaż już wiem czego mi nie wolno). No i ogólnie jakby sprawa została skierowana do sądu to bym była udupiona. Popatrzeli by na karty ze szpitala(a tam mi wpisali ZZA!!! ), jeszcze wzięli by pod uwagę tamten okres co przerwałam terapie 2 lata temu to uznaliby mnie za uzależnioną, a do tego zdemoralizowaną i zamknęli gdzieś w ośrodku. Dlatego tyle wątpliwości, czy nie poniosę konsekwencji...
  7. Znaczy chodzi o to, że nałożyli mi terapię (co prawda, jakiś tam przymus można uznać, no bo jakby nie patrzeć powiedzieli, że jeśli nie zgłoszę się "dobrowolnie" to sprawa zostaje kierowana do sądu. , a mi nie bardzo odpowiada bieganie po sądach, więc uległam.) I właśnie chciałabym się dowiedzieć ile to coś "obowiązkowego"(aby się uchronić przed sądem ) trwa. O ile pamiętam coś tam pisało, że 3 miesiące. Tylko teraz pytanie, 3 miesiące to muszę ukończyć 3 grupy, czy mogę nawet jedną tak długo przeciągać, a po upływie trzech miesięcy to już mogą się odwalić? czy może całą muszę ukończyć? a wtedy dopiero się ode mnie odwalą? Nie jestem uzależniona, tylko trochę przeholowałam. Na terapię chodzę od lipca, czyli już pół roku... A jestem w 3 grupie i mam trochę problemów, nie byłam już 3 razy, ale jestem umówiona z terapeutą na jutro (indywidualne). Także tego... Jak myślicie, nie poniosę żadnych konsekwencji już? swoje odrobiłam?
  8. Witam Was mili i pozwolę sobie o coś zapytać. Czy nie orientujecie się może, ile trwa obowiązkowa terapia, którą nałoży GKRPA? Nie mogę sobie przypomnieć, a nie chcę o to pytać w poradni, jeszcze pomyślą, że już chce od nich uciec.
  9. O najświętsza Maryjo. jak mnie ten człowiek wyprowadził z równowagi, to Wy dziewczynki nie macie pojęcia. Role się się odwróciły i tak został zasypany moimi sms'ami, aż się wystraszył i nie odpisuje mi już. Grrr. a dopiero zaczęłam zabawę. No skoro jestem taka psychiczna to napisałam, by uważał co robi i do kogo pisze, bo go potnę. Jak samopoczucia dziś Wasze? U mnie superancko.
  10. Naemo dziękuję Ci kochana, ale ja po prostu nie wytrzymam.... Ktoś mi pisze przez smsy, że mam się zabić, ze jestem patologiczna, że rodzice powinni mnie oddać do czubków... jestem tak wściekła, że nie mogę rozpoznać głosu nawet, pisałam do swoich byłych, że to oni a każdy z nich, że mam tabletki wziac, czy dobrze się czuje i mnie poblokowali. to mógłby być któryś z nich, ale który a jak nie oni to już nie wiem, ktoś chce mnie zniszczyć
  11. Zrobiłam to. Nie wytrzymałam. Byłam sama w domu i czułam, że muszę to zrobić i muszę się pośpieszyć. Tylko dwie krechy i w miejscu niewidocznym, ale no musiałam, bo mnie tak od środka rozszarpywało. komuś bardzo podpadłam i mi ktoś anonimowo ubliża przez sms'y, a nie chce napisać kim jest, w dodatku zawiodłam się na kimś, komu bardzo zaufałam a ten ktoś zadrwił ze mnie. Po prostu ze mnie zakpił! wszędzie mnie poblokował. Ja dla nich się głodzę, tyle przechodzę i cierpię, żeby mnie ktoś pokochał a oni tak ze mnie kpią. Nienawidzę tych ludzi i już chyba nikomu w życiu nie zaufam i żadna terapia nic nie pomoże. Dlaczego nie mogę pozbawić się wszystkich uczuć i też być taką podłą szują? coś czuję, że terapeuta też będzie miał dość moich kolejnych dramatów, nie chcę nikogo obarczać swoimi problemami, a jednocześnie czuję, że muszę to gdzieś z siebie wylać...
  12. Witam wszystkich. Czy ktoś z obecnych tutaj cierpi na zaburzenia odżywiania? Po raz kolejny nie poszłam na terapie, mam ochotę się pochlastać taka ciężka się czuje i tak bardzo nienawidzę na siebie patrzeć. Umówiłam się z terapeutą w poniedziałek, do tego czasu schudne jeszcze. Wierzę. A już miałam buty i kurtkę ubrana a tu jeden impuls - lustro... Już do końca dnia zostanę w łóżku zawinięta w kokon. Cała drżę, ale na szczęście mam jeszcze benzo i mam nadzieję, że zasnę i obudzę się w lepszej formie, bez tego okropnego ciężaru. Życzę wszystkim miłego dnia...
  13. Na pewno nie mam dwubiegunówki. Oni źle mnie diagnozowali. Nie wiem nawet na jakiej podstawie taką diagnozę wystawili. W ostatnim wypisie mam napisane, że podczas pobytu obserwowano : "zmienność nastrój, labilność emocjonalną i zachowania manipulacyjne". To chyba nie odpowiada dwubiegunówce. Poza tym lekarz coś tam mówił, kiedy wypisywałam się na własne żądanie, coś o osobowości z pogranicza i że muszę zostać, ale uparłam się na swoim no i... wyszłam. Ja chciałabym podjąć się terapii, ale nienawidzę tego pytania "z czym Pani do mnie przychodzi? słucham", a ja wtedy eee.. yyy.. i już odechciewa mi się rozmawiać.. bo czeka aż zacznę mówić. Mogłabym iść do starych psychologów, do któregoś, ale wstyd mi za swoje zachowania i nie odważę się... muszę szukać nowego. Poczytam tamten dział, dziękuję. Jakoś mnie przeraża ten border, bo to oznaczałoby, że muszę zacząć nad sobą pracować... czuje się jak niemowle, które ktoś by uczył mówić, chodzić i tak dalej.
  14. Dziękuję. jeśli borderline jest zlepkiem wszystkich chorób psychicznych świata no to będzie właśnie to. No chyba, że mam wszystkie choroby psychiczne świata, które sama sobie urajam i tak bardzo w nie wierzę, że aż każdej przypisują swoją jednostkę chorobową. Nie wiem czy rozumiesz co mam na myśli. Po prostu mi ciągle dochodzi coś innego. Tak cały czas. I ja nie wiem o czym ja mam zaczynać rozmawiać z psychologiem, lekarzem czy kimś tam jeszcze. To co ja mam powiedzieć lekarzowi, " chodzę na terapie uzależnień, bo mnie do tego zmusili, ale ja nie mam problemu z alkoholem i nie jestem uzależniona, chodzę tam, bo mam zaburzenia odżywiania i piłam, by o tym zapomnieć? a na diagnozy przy wypisach proszę nie patrzeć i nie zwracać uwagi, bo chad to błędna diagnoza i tego nie mam" no sama widzisz, że tak pokręcone to wszystko, że sama już nie wiem co jest co a co dopiero ktoś inny. Nawet w szpitalu przewracają oczami jak mnie widzą. Ordynator to chyba już mnie dość ma, bo ciągle z czymś innym mnie przywożą. Mam pytanie... czy przy borderline towarzyszy takie dziwne często uczucie, jakiegoś głodu dziwnego i nie da się tego określić, że coś trzeba z sobą zrobić, że czegoś brakuje? W chwilach np podniecenia, radości, itd. I niby to moze wydawać się normalne, bo ludzie palą, piją i inne rzeczy robią by uczcić jakieś święto czegoś. Tylko mi chodzi o takie sytuacje, jak np podniecenie się czymś w filmie, muzyce, albo chociażby jakąś wiadomością, no właściwie to wszystkim i wtedy następuje właśnie ten IMPULS w środku, że aż roznosi, wstaje, ide zapalić, bo podnieciłam się.. byle czym. Może to brzmi zbyt chaotycznie i nie każdy może rozumieć o co mi chodzi... Po prostu za szybkie podniecanie się czymkolwiek... i nie kontroluje co robie. To samo działa w drugą stronę. Bardzo łatwo mnie skrzywdzić choć tego nie okazuje i to takimi głupotami. Np na terapii jak ja zaczynam mówić, a terapeuta spojrzy na zegar to już mam myśli w głowie, że nie chce mnie słuchać, że przy mnie tylko na zegar patrzy bo myśli, że sie rozgadam, a czasu nie starczy itd.. i wtedy czuje się jakby mi ktoś za przeproszeniem w mordę darł, już krzywo na wszystkich patrzę, już czuję jak mnie jakiś ciężar przygniata. I dostaje kamienny wyraz twarzy, a wtedy pytają czy coś się stało. A ja nic nic. A w środku cała płaczę, tak mnie to boli. Dlaczego ja tak reaguje na wszystko? nie mogę tego zmienić. Próbowałam nie raz, niestety to działa mimowolnie i z automatu. Albo często słysze, że jestem prowokacyjna i kłótliwa.. mówię, że jestem nerwowa i przepraszam za to, jak czasem ktoś coś powie i się śmieje, a mnie to podirytuje to już zaczynam wydzierać się, ubliżać, itd, wychodzić z tego miejsca, potem wracać, przepraszać, udawać, że nic się nie stało, ale siedze taka niezadowolona, a jak ktoś coś powie, to z rykiem wylatuje razem z krzesłem, a potem znów wracam i przepraszam. Ja nie ogarniam co ja robię.
  15. Dziekuje bardzo za odpowiedz i za motywujace slowa, ale Bog mi nie pomoze. Ja nawet nie wiem w co wierze. Raz w jedno raz w drugie, niczym jestem niestala, caly czas szukam swojego miejsca a w tym wieku juz wypadaloby nawet chociaz swoja orientacje znac... A ja sie czyms nakrece i juz nie wiem kim jestem.
×