Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

prozac_nation

Użytkownik
  • Zawartość

    86
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. nefretis u nas badających się to taki sam racjonalizm jak u Ciebie chociaż schemat się powtarza to i tak za każdym razem aż do wykluczenia choroby somatycznej badaniami człowiek jest pewny że tym razem to już na 1000% to najgorsze To tak samo jak Ty powinnaś racjonalnie sobie wyjaśnić że chorując na ciężką chorobę od czasu kiedy masz objawy to w dniu dzisiejszym bez leczenia pewnie już byś nie funkcjonowała normalnie i twoim największym zmartwieniem nie byłyby suche śluzówki ale właśnie racjonalne argumenty jednym a zrypana psychika drugim...trzeba uwierzyć chociaż w to, że farmakologia da radę z nami
  2. mmmmz no fakt, chyba nie ma co porównywać z okresem chorobowym u mnie nerwica lękowa to wiadomo, że w czasie dni z atakami lękowymi to w ogóle już libido kompletnie leży i kwiczy (bo kto by tam myślał o seksie jak właśnie jest śmiertelnie chory ) ale jednak w porównując okres zdrowia bez leków i na leku to widzę sporą różnicę niestety :/
  3. Grabarz666 psychiatra nie chce mi nic dokładać, mianserynę niegdyś brałam (samą wtedy) i w sumie nie pamiętam czy i jak na mnie działała ale skoro mi zmienili lek to pewnie nie bardzo zobaczę jak będzie po tych kolejnych 3 miesiącach (do kolejnej wizyty), większość skutków ubocznych i tak już mi minęła więc może i reszta się unormuje
  4. a co do programów/ artykułów nt. danej choroby to właśnie w tle mam DDTVN i mówią o czerniaku....taaa też tak mam zawsze, że jak pojawi się faza na coś to nagle wszędzie trąbią o raku etc...nawet jak czasem piszę coś na telefonie to np. zamiast "tak" piszę "rak" i zaraz wkrętka, że to jakiś "znak"...przypadłość nerwicowca jak nic bo tylko w okresach nerwicy zwracam na to uwagę
  5. xxgwxx u mnie też zaczęło się wszystko od "czerniakia", który to dodatkowo co jakiś czas się przewija, bo znamion mam pod dostatkiem niestety :/ myślę, że ciepła szyja z temperaturą niewiele ma wspólnego, najlepiej stary termometr pod pachę i zmierzyć w chwilach wątpliwości warto dodać tylko, że w drugiej fazie cyklu u kobiet temperatura często jest wyższa niż w pierwszej, ja przed okresem mam ok 37 a normalnie z 36,5...już nie wspomnę o tym, że stan lękowy też może podnosić temperaturę (baaa mi jakiś czas temu nawet leukocyty w morfologii podniósł, więc chyba nie ma rzeczy niemożliwych przy nerwicy) Z porad: przestań szukać w necie chorób, znajdź psychiatrę/ psychologa...im szybciej tym lepiej
  6. U mnie już ok 6 tygodni na docelowej dawce Seronilu (20mg rano) i jest super, lęków nie ma już wcale, samopoczucie rzekłabym wręcz lekko euforyczne, generalnie nerwica poszła sobie precz Skutki uboczne niestety też są, głównie: problem ze snem (częste wybudzanie się w nocy, poczucie wyspania po 5h snu etc. - czasem jak już chcę się wyspać to wspomagam się hydroksyzyną, ale generalnie staram się coraz rzadziej bo nie chcę pakować w siebie multum prochów), spadek libido (coś tam jeszcze zostało ale ogólnie nędza z bryndzą ), ziewanie Oczywiście plusy przeważają nad minusami w ogromnym stopniu, mam tylko nadzieję, że sen się jeszcze wyreguluje (jakoś nie pamiętam aby poprzednim razem- a brałam Seronil 4 lata, miała takie jazdy ze snem, chociaż cały początek przeleciałam na benzo, więc może dlatego problemów nie było)
  7. nefertis no właśnie SSRI rozkręcają się dość długo czyzli te 5-6 tygodni na pełnej dawce to takie minimum ponoć...ale każda grupa leków ma inne działanie, kiedy masz następną wizytę u psychiatry? Myślę, że do tego czasu powinnaś już widzieć czy poprawa występuje i czy jest dla Ciebie zadowalająca...ja akurat wcześniej zmieniałam leki dość szybko bo po 2-3 tygodniach jeśli nie było efektów (i to w szpitalu, czyli lekarze mi tak zmieniali sami), dopiero ósmy z kolei Seronil zaskoczył...także jak do następnej wizyty nie będziesz odczuwać znaczącej zmiany w samopoczuciu to ja osobiście jednak próbowałabym zmienić lek bo bez sensu się męczyć niepotrzebnie Jeśli chodzi o badania i kolejne choroby/ objawy to doskonale rozumiem, ja przez okres sierpień/ wrzesień/ październik przeszłam płynnie od raka skóry do raka odbytu było też podejrzenie raka/ przerzutu do płuc, spesy przez pryszcza w okolicy ust i białaczki...czyli nerwica i tak powodowała lęki jak nie o jedno to o drugie, a że robiłam badania to szybko zmieniałam "samodiagnozy" Teraz np. jest o tyle inaczej, że pobolewa mnie lewy jajnik od czasu do czasu ale totalnie bez paniki to ogarniam, tzn jeśli w następnym cyklu bóle się będą powtarzać to pewnie przejdę się do gina ale póki co czekam na rozwój wydarzeń i kompletnie nie rozwala mi to samopoczucia ani nie dominuje moich myśli...jak dla mnie zmiana podejścia to w tym przypadku na 200% zasługa leków bo pamiętam siebie sprzed kilku miesięcy i wiem, że sama bym siebie w życiu nie przekonała do zmiany nastawienia, nie ma szans aby pstryknąć palcami i zmienić spojrzenie na swoje choroby...musi zadziałać coś z zewnątrz - leki lub dobra psychoterapia... No i generalnie odkąd Seronil zaczął u mnie działać to codziennie rano (pomimo problemów ze snem, co trochę upierdliwe bywa) wstaję wypoczęta, radosna i gotowa do działania, czuję się po prostu szczęśliwa i mam wręcz przyklejony uśmiech do twarzy (lekka euforia non stop, ale nie stan psychozy, żeby nie było ), nie obchodzi mnie pogoda za oknem, przestało denerwować stanie w korkach, jestem bardziej wydajna w pracy, stałam się też lepszą mamą dla moich dzieci bo mam w sobie do nich więcej cierpliwości i więcej ochoty na spędzanie z nimi fajnie czasu...jak patrzę na nich to cieszę się z tego jak rosną i nie myślę, że zaraz się przekręcę i nie doczekam ich kolejnych urodzin/ sukcesów/ etapów w rozwoju). Siadło co prawda libido ale tragedii też nie ma...no generalnie czuję takiego kopa do działania i dobrze mi z tym (tak mi się wydaje, że na trafionym leku właśnie tak człowiek powinien się czuć, ale niestety nie na każdego będzie działać to samo więc niestety to szukanie metodą prób i błędów)
  8. No niestety chyba tak to działa...tzn. ja widzę teraz po sobie, że generalnie nie skupiam się na żadnych objawach i nawet jak mnie coś zaboli, zakuje etc to po prostu olewam jak przeciętny człowiek i nie myślę, że przyczyną tego może być jakaś śmiertelna podstępna choroba... W każdym bądź razie dopóki sama nie doprowadzisz się do takiego stanu (najprawdopodobniej za sprawą leków właśnie) to i tak zapewnienia z żadnej strony ani kolejne badania nic nie dadzą...chociaż ja oczywiście na Twoim miejscu już dawno miałabym za sobą multum lekarzy i badań na tocznia, no ale ja z typów co muszą wykluczyć badaniami aby uwierzyć... Co do tocznia akurat to kuzynka mojego męża ma i jak dostała pierwszego ataku to wylądowała w szpitalu gdzie podejrzewali wszystko (z nowotworami włącznie) bo jej coś tam popuchło właśnie itp. no stan miała nieciekawy a i wyniki badań kiepskie...także wątpię aby u Ciebie tyle lat rozwijała się taka utajona forma ze znikomą ilością ewentualnych objawów Co do pozostawienia Cię na tym leku to jego decyzja i ciężko oceniać czy słuszna...ja widzę swój stan po tych 5-6 tygodniach na pełnej dawce leków i różnica jest jak pomiędzy niebem a ziemią...widocznie mi coś konkretnie w tym mózgu się nie produkuje a Seronil działa cuda (dlatego moja psychiatra stwierdziła, że nie ma do mnie siły bo kilka tygodni leków i cudowne ozdrowienie no ale co ja na to poradzę, że tak faktycznie jest)
  9. Ja wczoraj byłam na kontroli u psychiatry. Stwierdziła że nie ma już do mnie siły i przepisała opakowanie 100 "tabletek szczęścia" U mnie od czasu ostatniej morfologii jest ok. Seronil też działa już jak należy chyba i codziennie rano wstaję radosna jak skowronek (jedyny minus za te pobudki w nocy) Kawa na mnie działa dość mocno pobudzająco...na Seronilu zwłaszcza, tzn teraz przed ssri mogłam spokojnie wypić 2-3 słabe z ekspresu i było ok, za to teraz już po 1 mam ogromny stan pobudzenia...no ale ja raczej zawsze byłam wrażliwa na kofeinę, nawet cola mnie pobudza, energetykow za to pić kompletnie nie mogę bo mnie telepie :/
  10. minou to ja mam dokładnie jak Ty, generalnie umysł ścisły, z bardzo dużą tendencją do racjonalizowania wszystkiego (co mi zresztą nawet wpisano na karcie wypisowej ze szpitala), nerwicę dodatkowo postrzegam jako swoją słabość a że jestem generalnie dość hmmm twardą emocjonalnie osobą to pogodzenie się z tą słabością chyba jest dla mnie niemożliwe... Z tego co wiem (z terapii) jest tak jak napisał wieloraki, że ten analityczny umysł potrafi doprowadzić do nerwicy bo ciężko pogodzić go z działaniem emocjonalnym (to powoduje chaos -> nerwicę) Czy wszyscy nerwicowcy tak mają? Wydaje mi się że nie, a oddziale leczenia nerwic byłam raczej jedną z niewielu osób z takimi cechami, większość była bardzo emocjonalna...ale jak to w statystykach całego zaburzenia wygląda to ciężko stwierdzić
  11. nefretis czytałam gdzieś właśnie o tym, że silny atak lękowy może zwiększyćililość leukocytów i neutrofilii we krwi bo zaczyna je produkować śledziona na wypadek gdyby miało dojść do jakiegoś ataku bakterii czy jakoś tak Ja wtedy jak wstałam miałam potworny stan lękowy bo obudziłam się z takim bólem, že oddychać nie mogłam, zrobiło mi się słabo, zaczęłam się trząść, skoczył mi puls i ciśnienie (zdecydowanie odczułam ten atak mocno somatycznie), no i jak byłam u lekarza to potwierdził, że może to być skutkiem silnego stresu i że zapewne za tydzień moje wyniki będą zgoła inne Co do badań to właśnie ja mam tak, że niespecjalnie się badałam, tzn. Tylko w fazie nasilonej hipochondrii robiłam jakieś badania bez wyraźnej potrzeby (wcześniej ograniczało się to jedynie do wycinania znamion), tak to chodziłam tylko na zlecone badania i generalnie bez stresu...od tego sierpnia dopiero mi się tak całkowicie posypało i chociaż kolejne wyniki odbieram dobre to cały czas chodzi za mną myśl, że coś na mnie czycha (na szczęście ostatnio jakoś mniej, chyba seronil zaczął wreszcie działać)
  12. już są, wyniki praktycznie idealne, wbc 6,1 (w poprzednim było 12,5), neutrofile 4 (poprzednio było 10,5)...czyli wszystko wskazuje na to, że mogło być to wynikiem mojego ataku lękowego RafalXX jakie ciekawe badania sobie zrobiłeś? :)
  13. ja czekam właśnie na wyniki morfo online...stressss :/
  14. Bubu77 ja też okropnie pochłaniam słodycze i generalnie mogłabym cały dzień jechać na kanapkach z nutellą/ czekoladzie itp U mnie glukoza w normie (ostatni wynik sprzed 2 tyg 96, też jestem szczupła więc się tym strasznie nie stresuję, chociaż wiem, że dla mojego organizmu zdrowiej byłoby to zmienić ) Jeśli podejrzewacie cukrzycę to najlepiej zrobić sobie krzywą cukrową (tak jak w ciąży), czyli badanie na czczo, glukoza do wypicia (fuuuj), badanie krwi po 1 i 2h, można od razu za jednym zamachem chyba poziom insuliny zbadać i sprawdzić czy to nie insulinooporność Mój mąż ma początki cukrzycy typu 2 ale niewiele sobie z tego robi , jedyne co to proszki łyka ale dietę ma jeszcze gorszą niż ja
  15. No ja też nie narzekam specjalnie na pl służbę zdrowia bo w sumie korzystam z prywatnej (od męża z pracy), mam dostęp do swoich wszystkich wyników w formie elektronicznej, mają do nich dostęp interniści i specjaliści z sieci przychodni, do większości specjalistów nie muszę mieć skierowań, więc nie muszę biegać od internisty do specjalisty tylko od razu udeżam do konkretnego lekarza.... czasem jak nie chce mi się jeździć to chodzę do lokalnej przychodni w mojej miejscowości, tutaj bywa różnie z terminami ale też bez tragedii, na większość wizyt mogę zapisać się online Generalnie w pl jest tak jak pisze RafalXX, jak masz kasę to możesz zrobić wszystko co chcesz i ma to oczywiście dobre jak i złe strony (chociażby nadużycia od strony prywatnych lekarzy) no ale zawsze jest wybór, mi osobiście pasuje nie chciałabymnp. Aby ktoś przykleił mi łatkę osoby z nerwicą i olewał moje objawy, bo i hipohipochondryk przecież może poważnie zachorować... Akurat nie wiem jak w Danii ale mam rodzinę w Norwegii (jeździłam tam zresztą w czasach studenckich na wakacje do pracy) i z tego co się orientuję to opieka zdrowotna tam nie powala, moja ciocia np. Lata do Pl specjalnie tylko na wizyty do dentysty bo bardziej jej się opłaca niż stomatolog u nich. Jednego roku jak u niej byłam to akurat miała w pracy taki przypadek, że zmarła jedna babka na zapalenie płuc (w domu), bo lekarze ją dość mocno zbywali i wysyłali do pracy normalnie...także mnie to jakoś wszystko nie do końca przekonuje pomimo że warunki szpitalne itp zapewne są o niebo lepsze niż u nas
×