Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

yaakov89

Użytkownik
  • Zawartość

    19
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Jest mi smutno i chce mi się cały czas płakać, bo naprawdę mam zjebane życie :(. Kończę za dwa miesiące trzydzieści lat. Nie mam żadnych przyjaciół, rodziny ani drugiej połówki. Ze sferą materialną też dobrze nie wygląda, a zawsze za pieniądze można np. pojechać na fajne wakacje za granicę, odpocząć i chociaż przez chwilę nie myśleć o tym gównie. Mam prawdopodobnie Aspergera, chociaż w wieku dziecięcym i nastoletnim często byłem u różnych psychologów i nic mi takiego nie zdiagnozowali. W tym roku stuknie mi już trzeci krzyżyk, a w tamtych czasach w Polsce raczej nie mieliśmy dobrych psychologów, np. w podstawówce z powodu dysgrafii chcieli mnie wysłać do szkoły specjalnej razem z dziećmi z rodzin romskich i z zespołem Downa :(. Maturę pisałem na komputerze i zaliczyłem wszystkie przedmioty (rozszerzenie) na 88-96% bez specjalnego uczenia się. Tak więc sieroty po komunie uczące mnie w podstawówce zwyczajnie nadawały się najwyżej do pracy gospodarczego w szkole, a nie do uczenia dzieci. W mojej rodzinie jedyną w miarę pozytywną rzeczą była niezgoda mojej matki na "eksperymenty" moich nauczycieli. Poza tym fajnego dzieciństwa i młodości nie miałem. Nie jeździłem nigdzie na wakacje, nie miałem przyjaciół. A zamiast własnego pokoju mieszkałem z matką kątem u jej rodziców :/. Moi rodzice są po rozwodzie i pobrali się, jak moja matka była w ciąży zaledwie po kilku miesiącach znajomości (żeby ludzie nie gadali). Mieli w sumie też potencjał, żeby żyć na dobrym poziomie, a zdecydowali się na wegetację w zabitej dziurze, która jest drugim co do wielkości miastem na Dolnym Śląsku. Mój ojciec skończył studia i znał biegle dwa języki obce (jeden zachodni), co dawało szanse na dużą karierę w latach 90-tych. Jednak zdecydował się na "karierę" w policji, gdzie głównie chlało się szklanami wódę. Moja matka pracowała w służbie zdrowia i tam do głównych atrakcji należało picie rozpuszczonego z wodą spirtu z lekarskim konsylium oraz pielęgniarkami. Przez to rozpadło się małżeństwo moich rodziców i znaleźli się w takim miejscu w życiu. Ze względu na sytuację materialną i długi mojej matki, co wiązało się z utratą mieszkania po zmarłej ciotce przez nią (w tym czasie w mieszkaniu mieszkał mąż ciotki, którego potem wzięli do siebie jego synowie; z tego względu nigdy w tym mieszkaniu nie mieszkaliśmy i musieliśmy siedzieć u dziadków kątem), nie skończyłem studiów. Lata młodości, które większość moich rówieśników spędziła na studiowaniu, poznawianiu świata, szukaniu własnej drogi życiowej, zawieraniu związków i przyjaźni, upłynęły mi na "zapierdolu" na "złotym" Zachodzie i przysłowiowej wali o "lepsze życie". Przez to wszystko zaniedbałem inne sfery życia. Po latach, kiedy naprawdę żyło mi się materialnie lepiej, jestem w totalnej dupie. Też mam problem z nadwagą. Poza tym z nerwów zaczęły mi wypadać włosy. Ktoś może powiedzieć: Wyjdź do ludzi, zapisz się na siłownię, zmienisz swoje życie i poznasz kogoś. Z takimi radami człowiek nie wie co ma robić. Nie pracuję fizycznie, ale po pracy jestem tak padnięty, że mam tylko ochotę na drzemkę, a potem siedzę w necie. Marzę o powrocie do Polski na własne mieszkanie. Tam mógłbym dostać z językiem dobrą pracę i zamiast płacić lichwiarski czynsz w jednym z najdroższych miast Europy, mógłbym te pieniądze zainwestować w siebie. Zrobiłbym sobie włosy, zaczął chodzić na siłownię, starczyłoby też na operację plastyczną (mam jeden ogromny kompleks związany z moim ciałem). Wtedy przez te lata mógłbym się jakoś wyrobić i w wieku 35 lat jeszcze użyłbym sobie trochę życia. Poza tym jestem gejem i miałem w życiu tylko jeden związek. Poznanie kogoś graniczy z cudem. W moim miejscu zamieszkania jest "scena" i pełno klubów, przez co "rynek" naprawdę jest bardzo ciężki. Każdy raczej wolałby mieć przerobionego plastika z bujnymi włosami i naszprycowanymi kwasem ustami, albo kogoś wyglądającego bardzo młodo i atrakcyjnie. W sumie to się nie dziwię. U hetero też jest podobnie, że kobieta wolałaby mieć wysportowanego, wysokiego faceta, z dobrą pracą, kasą itd., a nie łysawego, niskiego, z nadwagą i dużym nochalem, szparkowatymi oczyma, który nie dość, że wygląda jak kupa gówna to jeszcze nie ma żadnych perspektyw. U gejów jest trochę inaczej. Na te aspekty materialne raczej się nie patrzy, ale trzeba wyglądać jak z żurnala. U hetero natomiast można nadrabiać u kobiet pewnymi cechami, jak pewność siebie, poczucie humoru, inteligencja. Mieszkając jeszcze w kraju nie spotykałem się z nikim, a co za tym idzie nie miałem żadnego związku. Moje miasto rodzinne mimo tych stu tysięcy paru mieszkańców nie jest anonimowe i często można spotkać kogoś znajomego. Poza tym w tym wieku nie byłem oczywiście finansowo niezależny i musiałem odpowiadać na głupie pytania w stylu: Gdzie wychodzisz? Co będziesz robić? Przyjaciół i kolegów niestety nie miałem, więc ciężko byłoby mi coś wymyślić. Z punktu widzenia mojej matki oczywiście to nie było problemem, że życie mi uciekało i zamiast spotykać się z ludźmi siedziałem w domu. Tutaj spotykałem się też parę razy i wychodziłem do klubów. Jednak ze względu na moją nieatrakcyjność takie wyjścia były niewypałem i potem miałem jeszcze większego doła :/. Po spotkaniach zwykle te osoby nie chciały się dalej spotykać i zwykle kończyło się to nieodpisywaniem na moje wiadomości lub też blokadą numeru na komunikatorach. W takim razie dlaczego była wcześniej zgoda na wymianę numerów i też umawialiśmy się na następny raz? Gdybym z góry otrzymał komunikat, że ten ktoś nie jest zainteresowany, wtedy nie robiłbym sobie nadzieji i nie myślał o tym. Wcześniej w miarę radziłem sobie z tymi problemami, bo myślałem, że jestem jeszcze młody i mam czas. Teraz z roku na rok jest gorzej. Często dostaję napadów paniki i płaczu, nawet w miejscach publicznych; robię zakupy w sklepie i zaraz chce mi się ryczeć :/. Rozkminiam też nieprzyjemne sytuacje w swoim życiu. Np. kiedyś będąc w Polsce chciałem sobie kupić w ZARA jedne spodnie skinny fit (pasowały na mnie mimo mojej nadwagi i dobrze w nich wyglądałem). Nie znalazłem niestety tych spodni na sklepie więc byłem zmuszony zapytać o ten rozmiar sprzedawcę (młodego geja). Oczywiście on od razu "dyskretnie" i "kulturalnie" mi pojechał, że nie będą mi pasować, dając mi do zrozumienia, że bardziej nadają się dla mnie "dziadkowe" rzeczy :(. Mam po prostu zjebane życie i dalej nie chce mi się żyć. Nie widzę nadzieji na poprawę. Często płaczę i wyobrażam się sobie za 10 lat; będę w tym samym albo gorszym położeniu. Wiem, że raczej nie będę George'm Michaelem tylko łysawym "Januszem" z brzuchem :(. Nie mam kont na portalach społecznościowych. Raz założyłem sobie fejowe konto na jednym z popularnych portali. Podglądałem osoby z mojej szkoły. Ci z dobrym startem, od których byłem bardziej inteligentny, mają dziś super życie: przyjaciół, związki, swoje mieszkania i zagraniczne podróże. Przeglądając te profile chciało mi się płakać, że raczej nigdy nie będę miał takiego życia :(. Natomiast ci, którzy pochodzili z rodzin podobnych do mojej (rozwód, alkohol, bieda, długi), kont na tym portalu nie posiadają, bo prawdopodobnie mają tak samo zjebane życie jak ja. Moje życie to tylko jedzenie, praca, dom, zakupy :(. Nawet zwierzęta potrzebują socjalizacji, a co dopiero ludzie. Na poznanie przyjaciół i partnera szans nie mam żadnych, więc w sumie po co mi żyć. Rodziny też nie mam :(. Sorry za taką długą litanię, ale musiałem się komuś wyżalić. Nawet nie mam do kogo otworzyć gęby :(.
  2. Witam. Skończyłem niedawno 29 lat i mam praktycznie zruinowane życie. Niedawno skończył się mój związek. Jestem na świecie całkowicie sam, nie mam nikogo. Mam co prawda rodzinę, ale to są osoby, z którymi łączy mnie pokrewieństwo i nic więcej. Rodzice są po rozwodzie. Z ojcem nie mam kontaktu od trzynastu lat. Moja rodzina nie dawała mi poczucia bezpieczeństwa. Mieszkałem w Polsce z matką kątem u dziadków. Jak miałem 19 lat praktycznie zostałem wyrzucony z domu, tzn. musiałem gdzieś jechać, bo mieszkanie dziadków zostało przepisane kuzynce, której ojciec (brat mojej matki) całe życie mnie nienawidził. Nie chciałem żyć w takich warunkach, a poza tym wiedziałem, że po śmierci dziadków trafiłbym po prostu na bruk i "wujek" pokazałby mi też pięściami, że moje miejsce jest na ulicy. Moja matka jak i ojciec mieli problem alkoholowy, dlatego zostawili mi same długi i żadnych perspektyw. W młodości nie miałem też żadnego życia towarzyskiego ze względu na moją sytuację domową. Wtedy zaczęły się u mnie objawy nerwicy i depresji. Sąsiedzi słyszeli też awantury w domu. Potrafiłem krzyczeć na całe gardło, jak moja matka wracała do domu pijana i traciła kolejną pracę. Z wiadmoych przyczyn w nastoletnim wieku nie byłem w żadnym związku i nie prowadziłem życia towarzyskiego. W szkole od podstawówki po ogólniak też mi dokuczano, dlatego nie miałem żadnych znajomych ani przyjaciół. W podstawówce i gimnazjum wyzwiska na p, ci czy cw były na porządku dziennym :(. Uciekałem w świat fantazji, że jak będę dorosły będę miał ładne mieszkanie, dobry samochód, życie towarzyskie, związek, fajną pracę i dużo pieniędzy. Niestety nic się z tego nie spełniło. W wieku 19 lat wyjechałem na Zachód. Udało mi się w miarę coś rozkręcić. Do niedawna było w miarę dobrze, co nie co zarobiłem. Myślałem, że będzie coraz lepiej. Niestety myliłem się. Od ponad dwóch lat jest coraz gorzej. Nie ma nikogo, niczego się nie dorobiłem. Zarobiło na mnie tylko państwo niemieckie, aby dać te pieniądze darmozjadom i terrorystom. Z działalnością mi sie nie układa. Nie mam pomysłu na nic nowego. Moja dawna wola walki gdzieś zniknęła. Nie mam nawet dokąd wrócić ani szans na dobrą pracę w Niemczech lu Polsce, bo nie mam żadnych studiów ani umiejętności. Kończy mi się kasa i nie wiem, co mam robić. Chciałem coś w Polsce rokzręcić, ale nie mam dokąd wrócić. Nie mam też się komu wyżalić ani wypłakać. Coraz częściej myślę o odebraniu sobie życia, bo i tak już dobrego mnie nic nie czeka. Nie chcę być samotny i żyć tylko coraz droższym czynszem za mieszkanie, zakupami z dyskontów i laptopem. Mam tez poważne problemy finansowe i przez nie myślę nad odebraniem sobie życia :(. Nie ma szans, żebym kiedykolwiek spłacił te długi :(. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś z Was postarał mi sie jakoś pomóc. Na świecie mam tylko pieska i poza tym nikogo... Przepraszam za chaotyczny styl, ale teraz nie potrafię inaczej. Kiedyś pisałem sprawnie, teraz to się niestety pogorszyło.
  3. yaakov89

    Alternatywny swiat....

    No i mam przeciwieństwo zaradnego ojczyma... Konkubent mojej matki, z którym wynajmuje kawalerkę w stolicy Polski, to totalny nieudacznik uważający siebie za najlepszego polskiego perkusistę, Oczywiście nigdzie nie pracuje, bo "ma większe ambicje". Aby dokładać się do mieszkania i życia, bierze chwilówki :/. Byłem moją matkę odwiedzić na święta. Przy okazji pożarłem się z tym ch**em i pojechałem z nim, jakim jest nieudacznikiem i ciotą (w wieku 54 lat brak własnego mieszkania i pracy). Moja matka była cały czas pijana i pije do dzisiaj. Całkiem mnie to już zdołowało. Po przyjeździe z Polski siedzę tylko w domu i płacżę . Nie mogę sie na niczym skupić i mam żal, że nie mam rodziny i nie mogę na nikogo liczyć.
  4. yaakov89

    Alternatywny swiat....

    Ja też mam ten sam problem, i to niestety od wielu lat. Jak byłem w wieku nastoletnim, miałem swój alternatywny świat dotyczący przyszłości, że skończę studia za granicą, dostanę tam dobrą pracę; będę miał dużo pieniędzy i dobry samochód, i oczywiście własny dom. Nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego akurat to były takie fantazje. Moi rodzice się rozwiedli, jak miałem 6 lat. Z matką zamieszkałem kątem u dziadków (z ojcem z przerwami nie mam do dziś kontaktu). Mieszkaliśmy w cztery osoby na 28 metrach kwadratowych w wielkiej płycie. Brakowało mi stabilizacji i normalnego życia, jakie mieli moi rówieśnicy (dom, pieniądze, wyjazdy na wakacje, własny pokój, znajomi). Tak było do 19ego roku życia. Za granicę wyjechałem, ale nie skończyłem tam studiów. Mimo nienajlepszych warunków życia tam, byłem w miarę zadowolony. Potem jakoś się ułożyło, ale teraz znowu jest o wiele gorzej. Popełniłem kilka błedów i cały czas je rozpamiętuję, a wiem, że lepsze czasy już nie wrócą. Chciałbym wrócić do PL i jakoś tam ułożyć sobie życie, ale nie mam niestety za co i do kogo. Nie mam żadnej rodziny, przyjaciół i znajomych. Teraz znowu uciekam w świat fantazji. Mam swój świat, w którym moja matka znalazła sobie innego męża i nie wyszła za mąż za mojego ojca (nieudacznika i pijaka), tylko za kogoś zaradnego. W tym świecie, mam normalne dzieciństwo i młodość; zagranicznej wyjazdy na wakacje, dobrą szkołę, fajne ubrania, pierwszą dziewczynę w wieku 16 lat. Ogólnie jestem szczęśliwy. Jeśli chodzi o otoczenie, nie mam fantazji na ten temat. Natomiast jeśli chodzi o alternatywne życie w moim wieku (29 lat), to wyobrażam sobie, że mieszkam w Izraelu (to jedyny kraj, gdzie moja matka mogłaby wyjechać na początku lat 90tych, jak już byłem na świecie). Mam ładny duży dom, dobre auto i posadę, mam wysportowany wygląd, dziewczynę i przyjaciół. Tak naprawdę wynajmuję tylko małe m2 w milionowym mieście na zachodzie, auta nie mam i przyjaciół też nie. Mam stresującą gównianą pracę, w której jestem nieszczęsliwy. Rodziny też nie mam.
  5. Dzięki za odpowiedź. Chociaż dla mnie brzmi ona jak zakwalifikowanie się na żółte papiery albo do domku bez klamek. Mam świadomość czasu i nie mam omamów. Zaburzenia depresyjne oraz fantazje miałem już dziesięć lat temu. Jednak wtedy te fantazje wydawały mi się pozytywne, ponieważ były dla mnie motywacją, bo dotyczyły przyszłości. Teraz już niestety ja przyszłości nie widzię i żyję z dnia na dzień Już nie ma tak jak dawniej, że "kiedyś będzie lepiej". Przydałaby mi się rozmowa z psychologiem, ale mam złe doświadzenia z dzieciństwa. Często bywałem wtedy u psychologa dziecięcego w związku z dysgrafią, ADHD i Aspergerem. Mam też inne problemy i boję się, że jakaś obca babka czy facet będą sobie gawędzili o tym przy kolacji z rodziną, jaki jest ze mnie czubek. Jestem też niestety dziedzicznie obciążony: moja babcia miała nerwicę (nie była zdolna do pracy i przebywała też w zakładzie), a druga depresję; brat mojego dziadka popełnił samobójstwo jak był niewiele ode mnie młodszy; moja mama też ma zaburzenia. Czuję cały czas, że życie przepływa gdzieś obok, a ja nie płynę jego głównym nurtem, podobnie jak bohater filmów Koterskiego. Stąd bierze się u mnie potrzeba fantazjowania. Też miewam takie fazy jak bohater filmu ŻYCIE WEWNĘTRZNE. Tylko, że za czasów Michała Miauczyńskiego nie było gg i czatów. Może własnie przez ten cholerny internet rzadko miałem potrzebe uczestniczenia w normalnym życiu, np. nigdy nie udało mi się poderwać dziewczyny. Wtedy oczywiście wracałem do kompa. Wiem, jakie to żałosne
  6. Miałem nadzieję, że w Polsce nawet z biegłą znajomością jednego obcego języka można znaleźć dobra pracę. Myliłem się niestety . Przez to wszystko fantazjuję. Poza tym jestem całymi dniami zmęczony i chce mi się spać. Nie potrafię już normalnie myśleć i nic mnie nie interesuje, Pamiętam, że zawsze miałem ten sam problem z fantazjowaniem. Jak byłem młodszy fantazjowałem, że w przyszłości będę miał o wiele lepsze życie od innych. A teraz nawet na to nie mam nadzieji , że kiedyś tam będzie lepiej. Kiedyś, tzn. kiedy? Jak już będe miał 50tkę?! Ale czy wtedy przypadkiem nie kończy się życie?
  7. Ja też mam podobny problem, tzn. często fantazjuję i wyobrażam sobie swoje alternatywne życie i przeszłość, np. że mam innych rodziców i w młodości miałem fajne życie (tak naprawdę moi rodzice byli patologiczni, po rozwodzie i mieszkałem z matką kątem u dziadków nie mając swojego pokoju, moja babcia czasem za to wyżywała się na mnie, że siedzimy im na głowie). Osoby z mojej klasy z liceum mają zupełnie inne życie, tzn. nie mają trosk materialnych tylko dylematy, gdzie iść na shopping albo jechać na wakacje. Oczywiście mieli też przez rodziców zapewnione mieszkanie na start i studia. Często wyobrażam sobie, że jestem na ich miejscu i też mam takie życie, przez co odpycham problemy od siebie, co działa destrukcyjnie na moje życie. Mam już prawie 30stkę, a jestem na etapie 20latka. Przyjaciół i rodziny też żadnej nie mam poza matką, która też ma problemy. Nie mam się komu wygadać i nie ma kto mi pomóc. Jestem za granicą i chciałbym wrócić do Polski, ale nie mam dokąd i z pracą też by raczej nie wypaliło poza McDonald's.
  8. carlosbueno..., akurat naszych rodaków w Niemczech to niedotyczy. Mam na myśli tych sezonowych na dorobku. Oni i tak mają w buzi hiroshimę. Co drugi ząb do kanałowego albo do ekstrakcji . Mam tutaj głównie na myśli branże budowlaną. Ci panowie po prostu będąc cały czas na rauszu, zapominają o myciu ząbków. Spotkałem już nawet takich panów, dla których zjedzenie jabłka jest nie lada wyzwaniem :) . W Polsce chałupka stoi, a w jamie ustnej gruz :) . Miałem z takimi ludźmi do czynienia to wiem jak to wygląda.
  9. Aranjani., po prostu używam fachowego słownictwa. A gdybym nawet szydził to co??!! Znam tych ludzi i oni by cię nawet zabili za parę euro. W większości to nie są fajni i sympatyczni ludzie. Gdybyś dla nich pracowała i byłabyś mniej sprytniejsza od nich, puścili by Cię tylko w samych majtkach i skarpetkach. Nasi "fachowcy" nie tylko jeżdzą do Polski na zakupy (mówię tu o Berlinie), ale też kupują często towary po best before, co czasami niezbyt dobrze się kończy (tzn. w szpitalu).
  10. carlosbueno....... W Niemczech to teraz nawet Lidl stał się droższy. Choć zakupy w takich sklepach jak Kaisers czy Edeka wychodzą drożej. To już są prawdziwe delikatesy :) . Beneficiarze (Hartz-IV-Empfaenger) chodzą zazwyczaj do Aldi. Tam są podstawowe rzeczy i naprawdę tanio. Nawet Lidl stał się już lepszym sklepem. Natomiast polscy budowlańcy zwykle jeżdzą na weekend do biedronki w Słubicach bądź Kostrzyniu :) . A w kraju udają wielkich bogaczy, a w Niemczech wyrywają sobie sami zęby jak Potejto we filmie SZCZĘSLIWEGO NOWEGO JORKU , bo za darmo! Nie mówiąc już o tym, ile materiałów budowlanych jest nielegalnie wywożonych. Tak na polskich wiochach powstały całe wille .
  11. carlosbueno..... Tak samo jest u mnie. Można się w de dorobić jak mieszkasz gdzieś na prowincji w starych landach (np. NRW lub Bayern). I do tego musisz miec fach w reku, samochod i prawko. Ja niestety tych rzeczy nie posiadam. W Berlinie za to kiepska kasa i drogie czynsze, ktore stale rosną. Albo mieszkasz w tureckim Neukoelln w 10tke w kawalerce. To wtedy stawiasz chate. A tak tylko zycie z miesiaca na miesiac. Jest mi zle, kiedy patrze na meza mojej kuzynki, ktory jest tylko dwa lata starszy, a ma nowa beemke i dom w polsce . Jak kuzynka chciala, zebym mu pomogl znalezc prace w Berlinie (mieszkaja na zachodzie niemiec), bo glupia myslala, ze tu sa zajebiste zarobki, bo stolica, nadmienila, ze moge do nich przyjechac, bo na pewno sa jakies polaczenia. Nie musze chyba mowic ja poczulem sie wtedy . Poza tym on w niemczech jest tylko 3 lata.
  12. Argish.... znam takie polskie realia, że dużo rodziców odkładało dzieciom kasę na książeczkę. Po 18stce było za to mieszkanie i jeszcze parę innych fantów. Przynajmniej tak było w moim LO. Jakoś tamte towarzystwo bardziej przypominało M JAK MIŁOŚĆ albo BARWY SZCZĘSCIA a nie CHLOPAKOW DO WZIECIA :) . U mnie było życie z dnia na dzień, marazm, i niedostatek. Moja matka oczekiwała, że bez żadnego wsparcia i jeszcze z jej dlugami pojde na medycyne i potem będę w polsce kroił kase i jej pomagał, hehe. Było to na zasadzie: Wyp***** i radz sobie sam! A jak se poradzisz to mi pomoz. Mój ojciec jak uchylał się od płacenia alimentów (miałem wtedy 16 lat) bezczelnie stwierdził, że wszyscy w moim wieku i studenci na zachodzie pracują i utrzymują się sami i ja też powinienem. Co potwierdził jego szwagier (mąż jego siostry), który sam zapieprzał za granicą a jego córeczka do momentu zajścia w ciążę i wyjazdu na zachód siedziała tylko w domu i oglądała seriale wenezuelskie.
  13. carlosbueno,...... ja w Niemczech nauczyłem się tylko pić i palić. W Polsce byłem "grzecznym chłopcem". Zauwazyłem pewną relację, że jak ktoś miał normalnych rodziców, dobre warunki mieszkaniowe, znajomych, dziewczyny, chodził na imprezy etc. , ma potem fajne i normalne życie. A jak ktoś jest z takiej patologii jak ja, to od początku ma problemy. W dodatku jestem wcześniakiem. W DER SPIEGEL ostatnio wyczytałem, że jak wcześniak wychowuje się w takiej rodzinie, na 90% będzie później zarabiał o wiele mniej niż "normalni" i ogólnie raczej nie będzie biznesmenem albo prawnikiem, tylko raczej beneficjentem opieki społecznej albo pracownikiem niewykwalifikowanym. Budujące, co nie??!! W Niemczech dostajesz 390 EUR zasiłku i do tego płacą ci mieszkanie. Ale to jest nic, biorąc pod uwagę te ceny. Parę lat temu 50 euro było jeszcze coś warte. Dzisiaj zrobisz za to tylko najpotrzebniejsze zakupy na tydzień i to w tanim Lidlu . W dodatku nie mówimy tutaj o markowych produktach, tylko tzw. podróbkach. W moim wieku dużo osób w Polsce ma już jakiś majątek (swój dom albo mieszkanie, samochód). Ja nie mam nic. I jak ja mam mieć normalny związek albo "normalnie" obcować z ludźmi? Jak jestem na poziomie 18latka w wieku kiedy dużo osób zakłada już rodziny. Mam też ten problem, że nie zauważam upływu czasu i cały czas wmawiam sobie, że jestem dopiero po 20stce :/. A życie ucieka!!!
  14. Argish,... może rzeczywiście się dorobili, ale parę lat temu w UK było o wiele lepiej. Większe pensje etc. Poza tym jak ściągnęły ich tam rodziny, to nie płacąc za czynsz i rachunki, mogli się dorobić i poszpanować w Polsce fajną bryczką i postawić domek na wsi na działce odziedziczonej po dziadkach. Nie wypowiadaj się jak nie znasz realiów. Znam też jednego co na początku dorobił się dobrego samochodu i mieszkania, ale mieszkał kątem u ojca, nie musiał za nic płacić. Jedzenie było przywożone z Polski. Napojów sie nie piło, tylko wodę z kranu. Ci którzy zyją normalnie w Niemczech i wykonują proste prace, często muszą pobierać zasiłek z Jobcenter. Nawet nie stać ich na normalne zakupy i muszą stać w kolejkach po żywność krótko przed best before, wydawaną przez organizacje charytatywne. Jak znasz niemiecki, zobacz sobie kilka fimów dokumentalnych, jaki to raj. Tutaj nie każdy jeździ mercedesem, jak myślicie. I sprzątaczka nie mieszka w nowym własnościowym mieszkanku.
  15. zima, całkiem Polakiem nie jestem i Niemcem nie chcę być. Jeśli mówisz o chojności, to zażądaj od swojego faceta, żeby kupił fajną beemkę, żeby mógł Cię wozić, no i żeby Ci fundnął 2 tygodnie na kanarach, bo o takich wydatkach tu mówimy. Nie jestem skąpy, ale wszystko ma swoje granicę i nie chcę żyć ponad stan. Rozwijam się, na pewno lepiej niż ci, co rozwijają się na szparagach u bauera. Jestem kreatywny. Jednak jeśli cotygodniowe wyprawy do biedronki w polsce albo picie kranówy nazywasz kreatywnością to gratuluję. Zapomniałbym, że kreatywna też jest kradzież materiałów z budowy, czym trudnią się nasi "fachowcy" za granicą, bo w końcu Niemcy, Szwajcarzy i Norwegowie to lemmingi i się nie skapną. Nie myl kreatywności z polskim cwaniactwem i złodziejstwem. A co powiesz o kreatywności polskich elyt po okrągłym stole?
×