Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

ideaxp

Użytkownik
  • Zawartość

    13
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Jest jakiś plus, dom na nie wybuchnie, a auto nie narobi szkód
  2. No kurde, a ja właśnie marzę o byciu ojcem lub mężem. Seks to mogę sobie kupić, stać mnie, ale tego nie robię, zresztą nawet go nie szukam i ba, nawet stary nie jestem. Z pewnością wolałbym po prostu mieć kogoś i być dla kogoś, wziąć za kogoś odpowiedzialność niż napawać się zezwierzęceniem, które samo w sobie jest puste. Nie poszedłbym z nikim do łóżka bez uczuć. Nie jestem wibratorem.
  3. ideaxp

    Samotność

    Nie mogę już edytować, więc dopiszę, że nie jest to osobowość narcystyczna. Mam empatię i nie jestem o nic i nikogo zazdrosny, reszta się zgadza^^
  4. Moje natręctwa są dość małe, czasem, gdy wychodzę z domu: -10x sprawdzam gaz, wodę, wtyczki od prądu czy żelazko Gdy parkuję auto: -10x sprawdzam czy zaciągnięty ręczny -po czym sprawdzam, czy zamknięte wszystkie szyby i drzwi -wracam do domu i "czy aby z pewnością?", potrafię się wrócić 2 piętra w dół by sprawdzić ponownie
  5. ideaxp

    Samotność

    Moja samotność jest inna, przez co bardziej boli. Ludzie dążący do czegoś, poszukujący, pragnący "więcej", mają najgorzej. Samotność jest wtedy naturalną wypadkową. Ja jestem samotny od jakiś 5 lat, a lat mam 26. Zarabiam dużo, jestem samowystarczalny, co prawda mam kilka kredytów firmowych, ale zawsze sobie z tym jakoś poradzę. Jeszcze dwa lata temu byłem hazardzistą, zdusiłem to, teraz jest abstynentem jeśli chodzi o granie, zero, null. Nie piję alkoholu, nie mam żadnych nałogów. Niby normalne, dobre życie, a jednak... coś jest nie tak. Odkąd rodzice "kazali", się wyprowadzić z domu, posłuchałem i od tamtego momentu żyję sam. Wiecznie 4 puste ściany, praca przy komputerze (zdalna dla klientów z USA). Zostają mi tylko rodzinne obiadki raz na tydzień-dwa i codzienne wyjście do sklepu. Płeć przeciwna? Niestety większość nie ma nic do zaoferowania, moje zainteresowania to nowe technologie, biznes, polityka, samochody. Żadna kobieta nie interesuje się takim czymś. Od czasu do czasu piesze wędrówki po górach, samotne i to wszystko, co mam z życia. Nie mam jak się odezwać do kogokolwiek, bo o czym z kimś takim rozmawiać? O pierdołach w stylu jakiś celebrytów, głupich serialikach czy co? Nieskromnie (przecież to forum dla wariatów, no nie?), uważam się za osobę nieprzeciętnie inteligentną i poziom większości ludzi wydaje mi się dramatycznie niski. Są po prostu nieciekawi lub ja taki jestem dla nich. Od dawna siedzi mi w głowie dość głupie powiedzenie, "sam się urodziłem, sam żyję, sam umrę". Żyję w 80 tysięcznym miasteczku, sennym, sypialnia dla robotników i emerytów, które pustoszeje z dnia na dzień zresztą. Nie wychowałem się tutaj, a przenieśliśmy się z rodziną po skończonym liceum. Efekt, brak znajomych, kogokolwiek. Później studia, nie było czasu na nic, bo techniczne. Czasem tylko impreza z jakimiś przypadkowymi osobami. Następnie, trzeba się usamodzielnić i tak "usamodzielniam" się od 5 lat, siedząc przed komputerem, pracując lub czytając o świecie polityki. Dzisiaj, czytając kolejną polityczną książkę, o neoliberalizmie vs konserwatyzmie, w pewnym momencie poczułem się jak niepotrzebny nikomu odpad, odłożyłem książkę i jedyne co zobaczyłem to ściana 10 cm od twarzy. Najgorsza jest ta świadomość, że nikt o mnie nie pamięta, nikt nie myśli i nie przejmuje się moim losem (może po za rodzicami, ale oni postąpili dobrze ograniczając kontakt, więc ich nie winię). Zresztą czuję się tak zawsze i budzi się tylko nienawiść do świata, tej rzeczywistości i chęć udowodnienia wszystkim, że jeszcze będę lepszy i to ja będę górą. Tak się ta pułapka napędza, więcej pieniędzy, więcej samotności > więcej pracy nad sobą, zdobywania wiedzy, robienia "czegoś" i wracamy do punktu wyjścia. Im bardziej jestem "ponad", tym bardziej biję głową w mur. Czasem zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby być prostym człowiekiem, "Sebixem" po zawodówce i posiadać multum znajomych czy przyjaciół. Prosta praca, proste życie, proste potrzeby. Tylko pytanie, po co wtedy żyć, skoro się nic nie osiągnie? Bez wyzwań w monotonii? Tyle, że grupowej. Nie wiem jak znaleźć lekarstwo na ten problem, psychologa nie potrzebuję, tylko jakiegoś przewartościowania poglądów na rzeczywistość. Wyprowadzka do dużego miasta? -tracę kontakty z rodziną, ostatnim co mnie wiąże z jakimkolwiek społeczeństwem -możliwość nawiązania innych, LEPSZYCH kontaktów, tylko czy będę w stanie? Najważniejsze, że nie chcę być samotnym, ale mieć kogoś z kim można dzielić "niekończącą się ścieżkę", samodoskonalenia, zdobywania wiedzy, pozycji czy majątku. Bo jeśli są gdzieś ludzie lepsi od nas, to czemu ich nie ścigać, nawet do końca życia? Chcę mieć choćby jednego przyjaciela, towarzyszkę czy dzieci. Problem w tym, że większość tych ludzi nic sobą nie reprezentuje według mnie. Brak ambicji, jakiejkolwiek inicjatywy, chęci działania, rozwoju. Takie jest 90% naszego społeczeństwa. Tak bardzo, potrzebna jest osoba, która zrozumie i choćby w milczeniu, po prostu będzie obok, a tak to za przeproszeniem "dupa" Póki co zagryzam wargi ze słowami "marche ou creve" na ustach.
  6. ideaxp

    Lęk wysokości?

    To nie jest powiedziane, że nie skoczę z tego bungee. Na wyciąg wszedłem, dopiero po przekroczeniu pułapu 3-4 pięter, poczułem jaki to był zły pomysł Dzisiaj byłem się dowiadywać o skok typu Dream Jump z 225 metrów, oczywiście pełna asekuracja, zabezpieczenia linowe i bezpieczniej od bungee. Możliwe, że spróbuję, oczywiście cała zabawa jest sporo droższa od bungee. edit: ja nie mam lęku wysokości typowe, niskie pułapy na mnie nie działają, może to i dobrze, bo czytałem, że osoby mają nawet problemy ze schodami
  7. ideaxp

    Lęk wysokości?

    Nie mogę edytować, a może by tak spróbować to pokonać na siłę? Skacząc na bungee z czegoś lub jakaś wysoka karuzela typu wahadło?
  8. Nie wiem, czy mam lęk wysokości, czy nie. Mianowicie, w górach, na dużej wysokości i dużej ekspozycji na wysokość, nie czuję nic. W sumie, to nawet euforię Problem pojawia się na czymś, zbudowanym ręką człowieka: -balkony powyżej 8 piętra, ze zwykłą barierką -wyciąg w górach (otwarty), ostatnio się zmusiłem, przez całą drogę dorosłemu facetowi leciały łzy i ciągle myśl "trup na miejscu" jak się zepsuje, dobrze, że chociaż deszcz padał i ludzie nie widzieli -różnego typu wieże i ich tarasy, np. latarnia morska To, że wsiadłem na wyciąg, świadczy raczej o tym, że nie boję się samej wysokości. Nie mam natomiast problemu w zamkniętych: -wyciągach -balkonach -czy nawet samolotach Jakie objawy? -mimowolnie pojawia się myśl o śmierci -mam przed oczami ...skok z takiego czegoś, taki realny, że muszę się wycofać, trzymając się wręcz ziemi -ciągnie mnie na dół, myśl o skoku jest tak silna, że muszę pilnować by tego czasem nie zrobić, wiem, że to głupota Brak: -myśli stricte samobójczych, żadnych takich zamiarów nie mam -brak depresji -nie mam "miękkich nóg" i zawrotów głowy Dlatego od wszelkich takich miejsc, trzymam się z daleka. Zdjęcia z latarni morskiej, robiłem z wyjścia na balkon, trzymając się futryny jak małpa czy gekon. W dzieciństwie z niczego nie spadłem i nic takiego nie zobaczyłem, nawet przebywałem pół życia na parterze, po drzewach chodziłem, więc nie mam pojęcia. Leczy się to jakoś? Nie mam do dyspozycji balkonu obecnie na znacznej wysokości, ale przypinałbym się uprzężą alpinistyczną. Kurcze...
  9. ideaxp

    Konformizm

    To jest bardzo interesujące pytanie, myślę, że nie można być 100% konformistą lub nonkonformistą. Przykładowo, jeśli chodzi o poglądy polityczne i codzienne zachowanie, jestem nonkonformistą, ale już nie mogę się uwolnić od ...rodziny. Nie mieszkam z rodzicami od bardzo dawna, ale mam ogromny problem by zmienić miasto zamieszkania lub kraj, więc inne osoby mają na mnie wpływ. Gdybym był sam, zapewne siedziałbym na plaży na Filipinach lub gdzieś w Ameryce Południowej, a tak idę ścieżką wytyczoną przez tradycję, rodzinę i społeczeństwo, czyli: -ożeń się -kup mieszkanie -miej dzieci -pracuj -umrzyj
  10. Przemyślałem sprawę i nie jest to raczej dobry pomysł, bo ociera mocno o granicę autodestrukcji, więc lepiej unikać, by granicy nie przekroczyć.
  11. Uważam, że jeśli człowiek odkryje lub jego najbliżsi odkryją, że coś jest nie tak, potrafi on poradzić sobie z problemem samemu. Czy jest to niska samoocena, nałogi, nerwica natręctw, fobie. Jeśli choroba nie jest poważna, jak prawdziwa nerwica, schizofrenia lub inne schorzenia, pójście do psychologa, może być straconym czasem i często straconymi pieniędzmi. Tak czytam dziesiątki opinii o psychologach i to jest przerażające: -wygłaszanie formułek jak z podręcznika lub spotkania MLM -osobie o niskiej samoocenie, wciskanie jakiś komplementów, przy czym osoba leczona często wie, że ten psycholog zwyczajnie leje wodę -przy uzależnieniach, odosobnienia, mitingi, etc. może ktoś nie chce się z kimś spotykać i spowiadać obcym ludziom? Dlaczego ma też zrezygnować z pracy, by zamknąć się w jakimś ośrodku? oO Ja przez kilka lat byłem hazardzistą w fazie chronicznej i co? Uwolniłem się sam, powiedziałem dość i nie gram od 3 lat, a przegrywałem zawrotne sumy. Uważam, że jeśli ktoś potrafi dokonać samoanalizy. jest w miarę inteligentny, uwolni się sam z każdego nałogu, fobii lub stanu niskiej samooceny i żaden specjalista od siedmiu boleści nie jest mu do życia potrzebny. Sprawa ma się oczywiście inaczej przy psychiatrach i poważnych chorobach psychicznych, które często wymagają odosobnienia lub farmakologii.
  12. Czy ktoś słyszał o takim czymś? Przeszukuję google, również angielskie i informacje są dosłownie zerowe. Chodzi mi dokładnie o to, by negatywne zachowanie, było kojarzone z dotkliwą karą, wymierzoną sobie samemu i modyfikowanie w ten sposób swojej psychiki. Przykładowe negatywne zachowania to zakupoholizm, nikotynizm, ciągoty do hazardu, odwlekanie pracy w nieskończoność, itp. itd. chodzi raczej o impulsywne reakcje. Tak, by impuls był od razu kojarzony z czymś bardzo nieprzyjemnym. Coś jak pies Pawłowa. Kary głównie psychiczne: nie pójdziesz do kina, nie pojedziesz na urlop, nie kupisz sobie czegoś fajnego, można dodawać bardziej dotkliwe itp. itd. Jak wiadomo, w dawnych wiekach, asceci używali kar fizycznych, by powstrzymać się od pokus dnia codziennego, takich jak bicz, cilicia, pełna włosiennica, umartwianie się. Mamy raczej XXI wiek i to nie wchodzi w grę, chociaż bicza próbowałem z ciekawości. Masochistą nie jestem, zaznaczam, nie bawi mnie to No więc pytanie, czy Waszym zdaniem, wyznaczanie sobie samemu KARY PSYCHICZNEJ, za niepożądane zachowanie, może przynieść: a) pozytywne skutki b) negatywne skutki c) oba d) żadnych Czyli chodzi mi o coś, całkowicie przeciwstawnego do systemu nagród. Lubię eksperymentować z psychiką i umysłem, więc może ktoś mnie odwiedzie od tego, skuteczną argumentacją.
×