Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

herba

Użytkownik
  • Zawartość

    4
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. herba

    Moje lęki

    Czasami tak, ale najczęściej mam odwrotnie - rano jestem zbyt zmęczona, żeby się stresować, w ciągu dnia jest w miarę w porządku, bo coś się dzieje i to przykuwa moją uwagę, a nie moje problemy, więc zazwyczaj późnym wieczorem jest najgorzej.
  2. herba

    Moje lęki

    Witaj! :) Podobnie jak Ty, uprzedzam, że nic mądrego nie napiszę, ale napomknę coś o swoich doświadczeniach. Ja do tego jeszcze wykazuję wobec "reszty świata" wielką obojętność. Kiedyś lubiłam uciekać do swojej "kuli", a teraz po prostu cały czas w niej siedzę i niechętnie z niej wychodzę. Codziennie macam swoją szyję w poszukiwaniu niepokojących guzów. Kiedyś poszłam do lekarki, bo wydawało mi się, że mam powiększony język. Patrzyła na mnie jak na wariatkę i chyba miała rację. Był czas, kiedy tak bardzo bałam się opętania, że spałam przy zapalonej lampce. Też jestem wierząca, choć czasem targają mną w tej kwestii wątpliwości. To jest również mi bardzo bliskie. Martwię się na zapas, bo przecież jak się nie będę martwić, to czegoś mogę nie przewidzieć. Jak to, to życie może się tak toczyć bez większych problemów? W sumie to nic do tego wątku nie wnoszę, jednak wydaje mi się, że jesteś mądrą dziewczyną jak na swój wiek. Trzymaj się!
  3. herba

    Witam wszystkich.

    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Próbuję trochę się ruszać, żeby obniżyć napięcie, ale wtedy mam wyrzuty sumienia, że zaniedbuję swoje obowiązki. Szczerze mówiąc nie miałam zamiaru dowiadywać się z forum, co mi konkretnie dolega, czy ma to charakter kliniczny czy niekliniczny. Jest prostszy powód - chciałam wyrzucić z siebie choć trochę napięcia poprzez swoje anonimowe "wynurzenie" i ewentualnie dowiedzieć się, co na ten temat sądzą osoby, które nic ponad to, co napisałam, o mnie nie wiedzą, unikając przy tym kontaktu bezpośredniego. Nie wiem, czy na coś choruję i szczerze mówiąc nie to dla mnie jest najważniejsze. Niezależnie od tego, czy moje dolegliwości mają jakąś nazwę czy nie, faktem jest, że coś złego się ze mną dzieje. I chciałam opowiedzieć to komuś, kto prawdopodobnie mnie zrozumie, może coś doradzi. Specjalistów nie deprecjonuję, ale dla mnie opisanie tego w tym miejscu było już wielkim wyzwaniem - dlatego też na tę chwilę nie wyobrażam sobie takiej wizyty. Być może moje cele nie współgrają z misją tego forum, w każdym razie dziękuję za zainteresowanie.
  4. Witam wszystkich. Mam 24 lata. Wydaje mi się, że moje życie może być dla osób postronnych całkiem poukładane. Studiuję, z niezłymi zresztą wynikami, mam chłopaka o dobrym sercu, kochającą rodzinę. Po skończeniu jednych studiów, co nastąpi niebawem, będę szukać pracy - na razie z przerwami bawię się w różne praktyki/projekty pro publico bono, w które w sumie (przyznając się bez bicia) specjalnie się nie angażuję. Problemy poniżej dla wielu z Was pewnie okażą się błahe i nieistotne - ot, proza życia. Jednak to, co ostatnio się ze mną dzieje, zupełnie mnie przerasta. Mam wrażenie, że niepokój o wszystko wzrasta z każdym dniem. Dni te są często wegetacją, czego efektem jest zaniedbywanie ważnych dla mnie obowiązków i to jeszcze bardziej przygnębia. Wieczorami towarzyszy mi często tak silny ból psychiczny, że nie mogę spać, więc zasypiam na skraju wyczerpania. Niezależnie od tego, czy budzę się wcześnie rano czy w południe, jestem przemęczona, a każda czynność jest dla mnie wielkim wysiłkiem. Coraz mniej rzeczy sprawia mi przyjemność (czasem mam wrażenie, że nie ma nic, co dałoby mi realne poczucie zadowolenia). Trzy lub cztery razy przeżyłam coś, co nazwałabym atakiem paniki (nagły, głośny, zawodzący wręcz płacz połączony z autentycznym przerażeniem, którego nie mogłam opanować - co zresztą jeszcze bardziej mnie przerażało - i którego nie był w stanie opanować mój luby). Czasem wieczorami towarzyszą mi duszności. Do tego dochodzą problemy takie jak: zupełne niezainteresowanie seksem (tu zmiana o 180 stopni), unikanie kontaktów z innymi ludźmi (łącznie z długoletnimi przyjaciółmi), podejrzliwość wobec innych. Mój chłopak zarzuca mi "wyzbycie się uczuć", stanie się "zimną" i "obojętną". To, co ostatnio wydarzyło się w moim życiu: wyprowadzka z domu rodzinnego, do którego jednak regularnie wracam na weekendy (nie każde oczywiście). Jednak problemy pojawiły się kilka lat wcześniej, a teraz mam do czynienia z ich jakąś uciążliwą kumulacją. Ludzie raczej za mną nie przepadają, dla wielu wydaję się zarozumiała lub po prostu "dziwna" (tak wynika z relacji ludzi, którzy poznali mnie lepiej i opisywali mi swoje pierwsze wrażenie na mój temat). Nawet bym nie pomyślała, żeby takie pierdoły opisywać na jakimkolwiek forum, ale to jest wręcz absurdalne, żeby osoba bez jakichś konkretnych problemów (może dochodzi do tego niepewność finansowa, ale mam nadzieję, że ze znalezieniem pracy minie) tak cierpiała, bo to cierpienie nie jest wyssane z palca. Nie działają na mnie "pozytywne" hasła. Nie wiem, czy coś jeszcze na mnie działa Trudno mi sobie wyobrazić wizytę u jakiegokolwiek specjalisty i - co gorsza - branie jakichś leków. Pozdrawiam wszystkich, którym chciało się to czytać.
×