Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

invisiblex

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. invisiblex

    Moje lęki

    ja z kolei mam tak że rano się budzę, mam mdłości i tak zaczyna się stresowanie i to się ciągnie przez dzień, zwłaszcza kiedy jestem w domu, bo trudno mi się skupić na czymś co zajęłoby całkowicie moje myśli, nie mam apetytu i jestem ospała, a wieczorem dochodzę do równowagi i idę spać spokojna. A następnego dnia od początku...
  2. invisiblex

    Moje lęki

    herba -choć nikomu nie życzę takich uczuć to trochę budujące, że są osoby podobne do mnie. A masz też może tak, że rano się przejmujesz, w dzień też, na wieczór się uspokajasz i myślisz że już jest ok, a rano wstajesz i znów czujesz się źle?
  3. Rozjaśnienie umysłu i uspokojenie się lęków, modlitwa, książka Demi Lovato, rozmowa z siostrą, rozmowa z Piotrkiem, mecz bvb, którego jednak nie mogę obejrzeć do końca, gdyż jestem zbyt zmęczona już :)
  4. możliwe. ale wierzymy w to że to Bóg pomaga. Choć 100% prawdy nie znamy, nic się raczej nie straci mając kogoś do kogo można się odwołać, mieć nadzieję.
  5. ogólnie nie wiem czy użyję akurat tej modlitwy, po prostu postaram się zrobić to z serca :) wspomnę na pewno też o Was.
  6. To bardzo ciekawy sposób. Ogólnie jestem osobą wierzącą, choć nie do końca idealną i modlę się co wieczór, choć to nie przynosi zbyt spektakularnych efektów. Ale postaram się robić to dokładniej i może przyniesie to spokój. Ogólnie słyszałam już że ogólnie posiadanie siły wyższej ( w naszym przypadku to Bóg, dla muzułmanów Allah itp) przynosi ukojenie, taka jakby nadzieja, ktoś kto pomaga i się opiekuje. A samo 'klepanie' czegoś też może zająć mózg podczas ataku :)
  7. invisiblex

    Cześć :)

    masz po części rację, ale zdarza się tak że potem to wraca, bo wyparcie i 'schowanie' tego też wymaga wysiłku psychiki i gdy znów natkniemy się na problem to może wrócić. A w moim przypadku zmagam się akurat z czymś czego nie potrafię tak po prostu wywalić z umysłu i nie przejmować się.
  8. Jestem tu nowa i ogólnie średnio orientuję się w forach, ale chciałbym się gdzieś wygadać. Od dziecka jestem osobą nieśmiałą, zamkniętą w sobie, strachliwą. W szkole nie byłam i nie jestem może jakąś dziwaczką czy odludkiem, miałam znajomych, ale poza nią rzadko wychodzę, spotykam się z kimś, jestem raczej typem samotniczki. Mam młodszą siostrę i to z nią głównie spędzam czas, choć nie mówię jej o moich głębszych uczuciach, ani nic. Z rodzicami też za bardzo nie potrafię o tym rozmawiać, zwłaszcza z mamą, boję się reakcji. Od małego chodzę tak jakby na paluszkach wokół ludzi, nie mówiąc o swoich myślach, lękach, marzeniach, poglądach. Jestem w pewnym sensie zamknięta w swoim świecie. Czasem mam wrażenie depersonalizacji lub derealizacji chyba, jeśli dobrze te pojęcia rozumiem. Chodzi o to że świat, życie jest odległe, że to sen, film, coś dziwnego, nierealnego, nie wiem jak to do końca wytłumaczyć. Czasem żeby nie myśleć o realnym życiu uciekam się w marzenia, wyobrażenia, siebie jako osoby innej, w innych realiach, czasem są one wymyślone, czasem zaczerpnięte z książek, filmów itp. Co do realnego życia, pierwszy tak jakby epizod miałam w wieku 14 lat. Jestem wrażliwa na tematy o chorobach, funkcjonowaniu ludzkiego organizmu, boję się wizyt u lekarzy, w szpitalu itp. Raz na lekcji biologi na takim temacie zemdlałam i zadzwoniono po pogotowie. W szpitalu spędziłam trzy dni i zaraziłam się am czymś od dziewczynki obok w sali. Wróciłam do domu na święta i zachorowałam. Gdy czułam się lepiej i miałam wrócić do szkoły nagle rano brały mnie mdłości, miałam podwyższoną temperaturę. Zdawałam sobie sprawę że to jakiś irracjonalny lęk przed pójściem do szkoły, wykorzystywałam te objawy żeby twierdzić że wciąż jestem chora i nie mogę wrócić do szkoły i spędziłam w domu kilka tygodni. To mineło, choć wciąż mam lęki dotyczące organizmu ludzkiego, lekarzy itp. W klasie trzeciej bodajże gimnazjum miałam też okres czasu kiedy idąc ulicą miałam wrażenie że ktoś mnie zaatakuje nożem lub pistoletem i chodząc sama ulicą czułam się nieswojo. Również z grubsza minęło, ale gdzieś w moim umyśle jest i czasem miewam takie wrażenie choć lżejsze. Potem poszłam do liceum. W tym czasie zostałam też fanką jednego zespołu i trafiłam na twittera. Tam zaczełam pisać czasem o tym co myślę, czuję, jest tam sporo osób mający różne problemy i zdarzało się że nawzajem się wspieraliśmy. Ale jest też gorsza strona tego, bo gdy zaczełam pisać o moich uczuciach one do mnie dotarły i to wszystko co dotąd trzymałam przytłoczyło mnie. Zaczęłam mieć kompleksy co do mojego wyglądu, uświadomiłam sobie moją emocjonalną słabość, miałam stany depresyjne, czułam pustkę, a czasem płakałam przed snem, nienawidziłam siebie, miałam nawet myśli samobójcze. Zaczęłam się również okaleczać. Próbowałam w tym czasie kilka razy schudnąć, ale te próby jeszcze bardziej nadwyrężały moją psychikę. Na początku drugiej klasy miałam 'konflikt' z pewną dziewczyną co było dla mnie katastrofą. Pierwsze dni czułam jakbym miała zwariować ze strachu co może z tego wyniknąć, by wyładować emocje okaleczałam się, bałam się chodzić do szkoły, rano czułam okropne mdłości i stres. Nawet gdy sprawa ucichła i się pogodziłyśmy czułam się nieswojo, bojąc się że znów się coś wydarzy. Następną sprawą była wmawiana choroba. Miałam zapalenie gardła. Pomijając już strach przed wizyta u lekarza, gdzie w poczekalni cała się trzęsłam. Mimo diagnozy lekarki, strasznie zaniepokoiły mnie powiększone węzły chłonne. Czytałam o nich wszystko w internecie, raz uspokajając się a raz wkręcając sobie raka. Np gdy dowiedziałam się że jednym z objawów chłoniaka jest swędzenie skóry bach! natychmiast swędziało jak cholera, co potęgowało stres, stres potęgował swędzenie i błędne koło. Oczywiście udawałam przed rodziną że jest ok i jakoś się dźwignęłam, choć pozostał mi dotąd nawyk macania szyi i węzłów które pozostały wyczuwalne, zapewne przez ciągłe macanie. Teraz mój lęk i wahania wiążą się z religią i wiarą. To taki jakby konflikt wewnętrzny. Zawsze wierzyłam w Boga, tak normalnie, podstawowo, nie poświęcając temu zbyt dużo uwagi. Ale teraz przerażają mnie te wszystkie paranormalne sprawy, śmierć i to co po niej jest, mam wrażenie że wszystko robię źle i spotka mnie kara. Że ta ścieżka jest bardzo wąska. I to nie tylko strach o mnie, ale i innych zwłaszcza moją rodzinę czy znajomych. Że jestem odpowiedzialna za siebie i cały świat. I tu lęk miesza się z poczuciem nierealności. Czasem nie rozumiem nic, mam mętlik w głowie. Myślę że problemem w tych sytuacjach jest to że kiedy je przeżywam czuję że to największa tragedia, ale boję się komukolwiek o tym powiedzieć. Czuję że muszę się przejmować, a kiedy pomyślę że to irracjonalne, powinnam wyluzować, to w mojej psychice pojawia się głosik 'a co jeśli?'. Myślę że muszę się zamartwiać bo jak będę nieprzygotowana to stanie się coś złego, niespodziewanie. Sama już nie wiem co mam myśleć, robić, nie chcę się tak czuć, ale kiedy myślę że mogłabym się czuć dobrze to to będzie niewłaściwe, że nie będę przejmowała chorobą, która może mnie dopaść, że zapomną o Bogu i będę robiła coś złego, że wydarzy się coś innego złego... Myślałam ostatnio nad wizytą u psychologa, czy gdzieś ale nie mogę powiedzieć o tym mamie, bo się boję, a do tego nie chcę dokładać jej zmartwień i tak ma sporo w związku z tatą który pije, rehabilitacją siostry ze skrzywieniem kręgosłupa oraz swoje własne zapewne. A skoro nie jestem pełnoletnia, nie mogę iść raczej sama, na nfz, a prywatnie nie mam nawet pieniędzy...
  9. invisiblex

    Witam wszystkich.

    Witaj :) Nie znam się za bardzo na psychologii więc nie traktuj mojej wypowiedzi jako szczególnie mądrej, ale to co opisujesz kojarzy mi się z nerwicą (lęk, ataki paniki) i depresją (oziębłość, obojętność, brak uczuć). Próbowałaś może kiedyś np relaksacji? Żeby pozbyć się napięcia, odetchnąć.
  10. invisiblex

    Cześć :)

    nawet bardzo wrażliwą osobą.
  11. invisiblex

    Cześć :)

    Być może przyczyną Twoich problemów jest niska i niestabilna samoocena, stąd problemy z samoakceptacją, autocenzura, brak pewności siebie, lęk przed wypowiedzeniem własnego zdania czy wyrażeniem własnych uczuć. Hamujesz sama siebie, bo być może myślisz, że Twoje zdanie jest nic nie znaczące albo że nie warto Cię słuchać, bo nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Przez niską samoocenę możesz sama sobie podcinać skrzydła. Jak układają się Twoje relacje z rodzicami, z rówieśnikami? Tak to pewnie mniej więcej na tym polega. W sumie z tego co pamiętam byłam taka od dziecka. Z rówieśnikami relacje mam raczej dobra, aczkolwiek niespecjalnie bliskie. Teraz w liceum poznałam już ludzi z którymi jestem bliżej niż w poprzednich latach, ale wciąż nie do końca czuję tą przynależność. A z rodzicami jest średnio. Głównie polega to na tym że nie rozmawiam z nimi zbyt wiele, zwłaszcza na poważne tematy, tak jakby unikam ich towarzystwa. Głównie przeważnie spędzam czas sama w pokoju, ewantualnie z siostrą i trzymam to co myślę i czuję w sobie, nie rozmawiam o tym z ludźmi z mojego otoczenia bo boję się ich reakcji, tego co pomyślą itp. -- 16 maja 2014, 15:29 -- O, to piątka. Choć to nie jedyne z moich 'problemów' i mam nadzieję że Ty tych pozostałych nie masz. Szczerze dziś nie czuję się najlepiej. W ostatnich dniach miałam pewien problem, z którym powoli sobie radziłam, ale dziś znów to mnie dotknęło i ciągle rozmyślam, zamartwiam się i gnębię...
  12. invisiblex

    Cześć :)

    Dokładnie to bardzo silny stres, może nie przewlekły i ciągły, ale w ciągu ostatnich lat zdarzały się sytuacje, które dręczyły mnie kilka dni, a nawet tygodni, strach przed wyrażaniem swojego zdania, uczuć, próśb, trudności w relacjach, nieśmiałość i zamknięcie w sobie, problemy z samoakceptacją. Cieszę się że odpowiedziałaś :) A jak u Ciebie?
  13. invisiblex

    Cześć :)

    Nie mam stwierdzonej żadnej nerwicy, depresji ani żadnych innych zaburzeń, ale zauważam różne nieprawidłowości w mojej sferze psychicznej, emocjonalnej, więc postanowiłam założyć tu konto i trochę się rozejrzeć a może uda mi się z tym poradzić. Może się przedstawię - jestem Aneta i mam 17 lat. To chyba tyle... przejrzę inne wątki i może postaram się napisać tam coś o tym co mnie dręczy.
×