Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

wtk

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Mam takie problemy już od 2 lat , a konkretniej od pół roku. Też się budzę w nocy, też "nie chcę" zasnąć mimo że chcę. Brałem zarówno jakieś psychotropy jak i jakieś leki ziołowe. Dalej się z tym męczę, ale mam dla Ciebie rady: 1) musisz mieć to gdzieś - naprawdę, olej problemy z zasypianiem i sobie żyj, nie ma możliwości żebyś nie zasnął gdy będziesz bardzo zmęczony. Ja miałem kiedyś 2 noce kompletnie nie przespane (łącznie na nogach 60 godzin bez sekundy snu). Akurat to jest stosunkowo proste, ja sam zauważyłem,że te problemy to kwestia psychiki i im więcej myślę o spaniu tym większe są z tym problemy. 2) żyj maksymalnie intensywnie - masz rodzinę więc będzie Ci pewnie ciężko. Niemniej zajmując się wieloma sprawami w życiu, do tego uprawiając sport, podróżując ... zaczynasz zapominać o tym. I mówię to z doświadczenia. Obecnie np. spałem w nocy 3h, ale cały poprzedni tydzień się wysypiałem w miarę normalnie. Pamiętaj,że nieistotne jest dla Ciebie czy obudzisz się 0 czy 3 razy w nocy. Najistotniejsze jest przejście całego cyklu snu czyli ok. 1,5h. Jeżeli będziesz wybudzał się 4 razy - 1,5h po zaśnięciu, 3h, 4,5h i 6h a następnie końcowo obudzisz się po 7,5h snu - będziesz praktycznie tak samo wyspany jak po całonocnym śnie 7-8h. Też mówię to z doświadczenia, ale możesz o tym poczytać w internecie. Różnica jest w momencie gdy np. budzisz się co 30 minut - wtedy organizm nie wchodzi w tej najgłębszy sen i się nie regeneruje.
  2. Jak regularnie poczytasz forum to zobaczysz,że bardzo dużo jest takich przypadków - chociażby ostatnio (na przełomie lipca i sierpnia chyba) pisała w tym wątku (kilkadziesiąt stron wcześniej) dziewczyna koło 20 lat,że po kilkunastu miesiącach zmagania się z różnymi nerwicowymi objawami i brakiem diagnozy konkretnej choroby na którymś z kolei rezonansów okazało się,że ma raka mózgu. Potem jeszcze trochę opisywała na forum jak się czuje, że zostało jej już mało czasu a od miesiąca się nie logowała na forum. W innym wątku też ktoś młody umarł co sobie wymyślał różne choroby, tylko jego konto z postami już usunęli. Oczywiście to nie powód do strachu , choć trzeba niestety pamiętać, że często nerwica jest błędną diagnozą - bo diagnozuje się ją na zasadzie "jeśli nie można zdiagnozować nic innego to jest to pewnie nerwica". A brak możliwości zdiagnozowania często wynika np. z obecnej wiedzy lekarzy, z tym że czasem niemożliwe jest zdiagnozowanie nowotworów we wczesnych stadiach rozwoju itd.
  3. Twoja historia jest podobna jak historia wielu wielu osób - w tym moja. Ja miałem robione gastroskopie, które nic nie wykazywały. Uważano,że mam Helicobacter i trzeba go zwalczyć, bo powoduje zapalenie żołądka (jest bakteria i jest widoczne zapalenie), próbowano antybiotykami i się nie udało, potem na gastroskopii wyszło, że Helicobacter nadal jest, ale zapalenia żołądka już nie ma I uznano,że to nie była jednak wina tej bakterii, bo pamiętaj że ona występuje u ogromnej liczby ludzi - 30-40% ? I normalnie jej się nie zwalcza. Więc pozytywny test w praktyce nic nie oznacza, bo co druga osoba to ma. Mi wszystkie objawy i walka (pisze o tym teraz tak lekko, ale to było załamanie życia) zajęły grubo ponad rok. Obecnie wszystkie objawy się znacznie zmniejszyły, powiedzmy,że bóle żołądkowe są jakieś 5 razy mniejsze niż były. Co się do tego przyczyniło? Ciężko powiedzieć. Dużo mi dała świadomość - że nie jestem sam i że faktycznie coś takiego jak "nerwica" istnieje. Trochę mi dały leki przeciwlękowe - pokazały że przy uspokojeniu organizmu lekami nagle wszystkie bóle znikają (bóle lękowe, nie mam na myśli leków przeciwbólowych oczywiście). Ale największa praca odbyła się chyba we mnie, nad zrozumieniem i akceptacją,że mój organizm tak działa ... i próbą zmiany podejścia do życia na mniej stresowe, i podejścia do wszystkich objawów. Teraz jest ZNACZNIE lepiej, tak że ze stanu "nie chce mi się już żyć" jeszcze pół roku temu udało mi się przejść do stanu "niemal wszystko gra, ale muszę uważać na swoją psychikę". Jeżeli jesteś choć trochę "kumaty" poradzisz sobie Zrób sobie na pewno wszystkie badania czy przypadkiem problemy nie leżą gdzieś indziej (podstawa to rezonans głowy, resztę Ci lekarz zaproponuje). Jak masz jakieś pytania to pisz śmiało
  4. wtk

    Problemy z zasypianiem

    Powiem Ci tak, u mnie wyglądało to mniej więcej w ten sposób: Pierwsze objawy (strach przed zaśnięciem), który pokonywałem...po prostu zasypiając, nie myśląc o tym -> po paru miesiącach spokoju nagle strach się mocno nasilił i uniemożliwiał mi sen -> Gdy sytuacja była dla mnie tak ciężka że miałem dość wszystkiego zdecydowałem się na leki przeciwlękowe -> Fakt, pomogły, raz było lepiej, raz gorzej ale dało się żyć -> Od tego momentu zacząłem myśleć "dlaczego tak jest" i wprowadzać wiele zmian w swoim życiu -> Minęło parę miesięcy i odstawiłem leki i sobie żyje :) Kilka informacji: 1) Gdy byłem w tym najgorszym stanie, przed braniem leków - czułem się fatalnie, nie chciało mi się żyć i miałem wszystkiego dość. Ale z obecnej perspektywy wiem,że to była przejściowa sytuacja. 2) WSZYSTKO zależy od Ciebie. Nie, nie wierz że Ci jakieś leki pomogą na zawsze, z lekami i tak jest taka zabawa że przestają działać i trzeba brać coś nowego...aż zamiast mózgu masz gąbkę. Traktuj leki jako opcja pozwalająca Ci odpocząć od lęków i zacząć pracę nad sobą a nie rozwiązanie. 3) W moim przypadku psycholog to była tylko strata pieniędzy i czasu, na słowa "boję się zasnąć" dowiadywałem się że to niemożliwe i w ogóle to czego ja się w tym boję..szkoda gadać. Ale może komuś to pomoże 4) Moim zdaniem jak będziesz biernie patrzeć na to co się dzieje to nic się nie poprawi. Nie chodzi o to,że masz się "przeciwstawić" temu, bo to nic nie da (tak, próbowałem i wiem), ani racjonalizować ("to głupi strach" - też to niewiele daje). Ja zacząłem żyć dużo spokojniej (myśleć spokojniej - nic nie wyeliminowałem w życiu), nauczyłem się relaksować w każdym wolnym momencie, znalazłem to co mnie cieszy, dużo podróżuję... i te lęki przestały naprawdę mieć znaczenie Powodzenia
  5. wtk

    Problemy z zasypianiem

    Mam dokładnie ten sam problem co Ty, też boję się spać (lęki, choć ja wymyślam coś innego niż jakieś postacie w pokoju). To absurdalne, ale tak jest. Miewałem sytuacje,że kilka nocy z rzędu zarywałem (albo nie spałem albo tylko chwilę). Zwyczajnie panicznie się bałem gdy czułem,że zaraz zasnę. To było najstraszniejsze w całej chorobie, bo byłem nie do życia. Co Ci mogę powiedzieć - nie walcz z samym uczuciem strachu, ale z całą nerwicą lękową. To nie jest jakieś nietypowe zaburzenie tylko strach wynikający z nerwicy. Ja próbowałem to brać "logicznie" i zrozumieć że to nic strasznego. Nic to nie dało. Potem zacząłem brać leki przeciwlękowe - podczas zasypiania czułem,że nie mogę pomyśleć o strachu (takie uczucie ściany). To pozwalało mi psychicznie odpocząć, ale i tak często pojawiały się te problemy. Do tego warto zaznaczyć,że potrafiłem rozmyślać o śnie cały dzień (oh, nie chcę dzisiaj iść spać). Ostatecznie odstawiłem leki, bo one tylko maskują problem (zresztą, po krótkim czasie przestały na mnie i tak działać, bardziej było to placebo). Jakie jest moje podejście obecnie? Podchodzę zupełnie inaczej do stresu, zmieniłem wiele w swoim sposobie myślenia dzięki czemu jestem dużo spokojniejszy psychicznie a co za tym idzie problemy ze snem stały się znacznie mniejsze. Często nie pamiętam w ogóle żeby się bać, a jak się boję to po prostu myślę o czymś istotnym, analitycznym, wymagającym myslenia i po kilku minutach zasypiam. Nie mogę powiedzieć,że problemy ustąpiły, ale stały się na tyle mało uciążliwe,że można prowadzić bardzo aktywne życie i nie zwracać na nie uwagi.
  6. Biorę opipramol od ok. 3 miesięcy, generalnie małą dawkę (2 tabletki dziennie, od 3 tygodni 1 tabletkę), więc ciężko mi będzie stwierdzić jakieś "rzucające na kolana" działanie. Faktycznie czuć takie uczucie "ściany" w momencie gdy chcesz pomyśleć np. o lęku. Ciekawe uczucie Mi utrzymało się takie zamulenie w dzień (nieduże, ale męczące bo np. o 15 najchętniej to bym się połozył), ale ustąpiło od razu gdy zmniejszyłem dawkę do 1 tabletki. Generalnie z tych skutków ubocznych "Często" i "Niezbyt często" pewnie będziesz miała połowę, mi np. po 2 miesiącach pojawiły się zawroty głowy (jak biorę tabletkę na noc to rano budzę się z zawrotami głowy) ale wystąpiły łącznie może max 3 dni. Tak samo jak wszystkie inne dziwactwa. Ale szczerze to nie ma się czym przejmować, ja przed 3 miesiącami miałem napady paniki, podwyższone ciśnienie, bóle żołądka, różne lęki... teraz można powiedzieć,że 80% tego zniknęło. Nie jestem zwolennikiem leków, szczególnie wpływających na psychikę i zacząłem je brać tylko dlatego,że nie miałem już siły... Ale z perspektywy czasu wiem,że opłaciło się. No i mam pewną "ulgę" bo wiem,że w przyszłości gdy powrócą mi takie stany lękowe to wiem co mam brać aby sobie poradzić. Choć docelowo za miesiąc kompletnie je odstawiam.
  7. Daj namiary na swój komis, taki sprzedawca, który boi się oszukać to skarb. Serio.
  8. Ja też nie miałem i nie mam nasileń w momencie wyraźnych nerwów, mam za to niewielkie nasilenia gdy jestem wykończony - np. śpię po 4h dziennie i jestem zawalony robotą w dzień (nie żaden stres - po prostu zmęczenie , niewyspanie, konieczność ciągłego myślenia). Po kilku takich dniach widzę,że się czuję gorzej. Do bólów też się po jakimś czasie przyzwyczaiłem, ale nie zwalczanie tych problemów będzie tylko powodować ciągłe pogorszanie się stanu. Mi po roku zaczęły się nowe rewolucje poza żołądkiem. Problemy ze wzrokiem też miałem i nadal mam, szumy uszne i piszczenie również choć okresowo (parę minut kilka razy w tygodniu - kiedyś codziennie, teraz rzadziej). Polecam też wyluzować z nauką, świat się nie zawali :-)
  9. Jestem w podobnym wieku i miałem podobne problemy. U mnie problemy ze snem się zaczęły po długim czasie (ok. rok) od pierwszych objawów (które były identyczne z Twoimi). 80% objawów też mam, i też nie powiedziałbym nigdy o sobie "człowiek znerwicowany". W pewnym momencie popadłem w paranoję i szukałem wszelkich chorób które mogę mieć. Wiedziałem,że to absurdalne ale mierzyłem ciśnienie 20 razy dziennie (miałem podwyższone), nonstop sprawdzałem puls , bałem się xx chorób na które chorują raczej ludzie 2-3 razy starsi... Po ponad roku zmagań trafiłem na lekarza, który powiedział wprost,że to jakieś zaburzenia nerwicowe i trzeba je leczyć (dodam,że wcześniej żaden prywatny lekarz mnie nie nakierował...). Dla mnie to było absurdalne, ja znerwicowany? Nie miałem raczej problemów, byłem mocno bezkonfliktowy itd. No normalnie szczęśliwy człowiek. No ale trudno, trzeba zaufać lekarzowi i tyle. Zacząłem brać lekkie leki mające uspokoić te wszystkie objawy w ciele. Do tego zacząłem sam na ten temat myśleć - i to mi bardzo dużo pomogło. Zrozumiałem, że warstwa "zewnętrzna" człowieka wygląda trochę inaczej niż ta wewnętrzna. Nauczyłem się inaczej podchodzić do stresu i przeżywać z pozoru "banalne" sprawy. I dodam,że nigdy nie byłem osobą "słabą" - wręcz przeciwnie. Jestem obecnie pod koniec kuracji lekkimi lekami i powiem Ci,że to co dla mnie było katastrofą i podstawowym życiowym problemem (no bo jak żyć jak ciągle coś boli?) stało się dużo,dużo mniejszym problemem, o nasileniu może 5 razy mniejszym. Uświadomienie sobie,że to jest wynik nerwów a nie choroby XYZ też mi dużo pomogło. Obecnie potrafię mieć i gorsze dni i lepsze w których przez cały dzień niemal nie pamiętam o tym,że mnie coś bolało. I mimo zaprzestania badań nadal żyję, żadne objawy się nie nasiliły, ciśnienie w normie... a samopoczucie i podejście do życia 10 razy lepsze. Znam też kilka osób które w okresie studiów przeżywały identyczne historie. Moja rada - możesz się z nią nie zgadzać. Jeśli jesteś studentem (wkraczasz w dorosłe życie i siłą rzeczy możesz być przeciążony), który genetycznie nie jest obciążony setką różnych chorób, poza tym nie chorujesz na nic konkretnego a badania podstawowe wyszły ok - daj sobie spokój i znajdź dobrego psychiatrę (wiem, brzmi groźnie). Poproś go o coś lekkiego na objawy somantyczne i zobaczysz,że po miesiącu będziesz nie do poznania Wszystkie inne badania możesz robić (borelioza i 100 innych chorób przypominających nerwicę) ale poczytaj sobie na forum co ludzie piszą - wkręcają sobie tak absurdalne choroby i robią na to badania ... nie ma sensu. Ja gdybym dalej tak robił to bym wracał od 64 lekarza z wynikami na 543 bakterię. P.S. Zaznaczam,że nerwica charakteryzuje się właśnie tym,że chcesz robić te dziesiątki badań i nie wierzysz w rezultaty (bo rezultaty są pozytywne, a czujesz się źle). Sam tak miałem więc wiem co mówię
  10. Nie mówię,że jesteś na wszystko zdrowy i jest rewelacja. Ogarniaj sobie powoli badania i szukaj co jest nie tak. Mówię tylko,że widzę w Twoim zachowaniu pełno cech wspólnych, które są tożsame z moim - a ja święcie wierzyłem,że coś mi jest przez rok. Wiem,że Ciebie nie przekonam w 100%, bo sam bym się nie dał przekonać jeszcze miesiąc temu, ale uwierz mi,że nerwy w jedynym w czym Ci mogą pomóc to w pogarszaniu się stanu zdrowia. Spróbuj nad nimi zapanować POZA całą diagnostyką bo każdy normalny człowiek czytając Twój opis stwierdzi, że coś jest nie tak. Psychoterapię sobie odpuść bo większości osób to nie pomaga - mi też nic nie pomogło. Bierz leki, które zapisze Ci ogarnięty psychiatra ale coś LEKKIEGO. Powiedz,że chcesz się lekko wyciszyć, uspokoić a nie chodzić jak zombie przez cały dzień. Leków obecnie jest w tym temacie tak dużo,że dobry psychiatra dobierze Ci coś odpowiedniego. Nawet jeśli jesteś na coś chory to takie wyluzowanie pozwoli Ci przestać siebie niszczyć 24h na dobę. Przechodziłem przez to samo więc wiem co mówię. GDYBYŚ jednak po jakimś czasie stwierdził że to nic nie daje i chcesz odstawić to przy lekkich lekach nie ma z tym problemu. Ja bylem ciągle "na nie" do leków, dopóki nie byłem w stanie w którym nie chciało mi się już żyć. Wtedy zacząłem brać bo już byłem tak zdesperowany. Nie ma sensu się do tego doprowadzać.
  11. Siema, jestem w Twoim wieku i mam podobne przeżycia, pewnie Ci nie pomogę, ale coś tam napiszę. Co do dzieciństwa nic nie powiem, bo u mnie nie było jakiś ogromnych problemów. Wszystko zaczęło mi się od bólów brzucha i standardowa procedura - leki, nie pomagają więc gastroskopia, wykryty helicobakter i brak wrzodów etc (ale jest zapalenie żołądka), więc antybiotyki na hb (po których się dużo gorzej czułem). I tak mijały miesiące, po skończeniu antybiotyków kolejna gastroskopia, nie sprawdzano hb ale ustalono,że zapalenia już nie ma więc jest ok. Tylko dalej mnie coś bolało w tym żołądku tak jak na samym początku. Zero poprawy mimo,że byłem wyleczony. Wtedy lekarz pierwszy raz zasugerował że to może być na tle nerwowym, ale ja w to nie wierzyłem Tak sobie żyłem z bólami kolejne miesiące i gdy starałem się nie przejmować to było mi lepiej ale i tak mnie przejmowało nonstop bo bóle były naprawdę straszne - praktycznie nigdy nie odpuszczały, zjedzenie jakiegoś jajka to od razu nudności itd. Po ok. roku od pierwszej wizyty zacząłem mieć nagle czerwone oczy - lekarz powiedział, że mam podwyższone ciśnienie 140/80 i trzeba to kontrolować bo być może to jest tego wina. Ja stwierdziłem,że to samo przejdzie, ale po miesiącu nic nie przeszło. Zacząłem panikować,że to wszystko przez nadciśnienie i jakieś problemy z krążeniem. Tak więc kolejny raz lekarz i okazało się,że mam ciśnienie nawet 170. Dostałem leki i ciśnienie na tych lekach spadło. Chwilę później dostałem pierwszego ataku lękowego - pogotowie przyjechało i ciśnienie 180/100. Dali coś na obniżenie ciśnienia i kazali się wyspać bo poprzednią noc nic nie spałem. Wtedy ciągle nie wiedziałem co mi jest. Zdecydowałem się na diagnostykę w związku z tym,że dzieje się coś niedobrego - miałem robione masę testów : rezonans głowy, rezonans odcinka szyjnego, usg jamy brzusznej, usg tarczcy, przepływy szyjne, echo serca, holter ekg, holter ciśnieniowy, badania krwi włącznie z tymi drogimi, markerami nowotworowymi i wszystkim innym. Poza jakąś tam drobną cechą serca, którą ma wiele osób, ciśnieniem kontrolowanym lekami (wyszło dobre, ale byłem na lekach) to wszystko wyszło ok. Zauważyłem zresztą jak wielki niepokój/ulgę odczuwałem przed/po badaniach i wynikach. Wizyta u lekarza, który informował że wyniki wyszły poprawnie to 2 dni "luzu" i braku objawów. Potem doszły mi nowe objawy tj. paniczny lęk przed spaniem. Panicznie zacząłem się bać zasypiania. Wtedy powoli zaczęło do mnie docierać analizując wszystko logicznie, że to faktycznie ma podłoże nerwowe a nie żadne inne. Zacząłem brać leki i po kilku tygodniach faktycznie "odżyłem". Dalej się trochę boję zasypiać, ale jest to dużo mniejszy strach; Dalej mam objawy somantyczne ale to już nie to co kiedyś gdy 80% dnia myślałem co mi się dzieje. Zmniejszyłem dawkę leków na nadciśnienie i po miesiącu dalej jest ono w normie tj. między 120-140. W międzyczasie wmawiałem sobie już naprawdę WSZYSTKO: bałem się zawałów, wylewów, ataków serca, (...), miliona innych spraw..... Najgorsze w tym wszystkim było dla mnie, że sam je urzeczywistniałem - np. boję się zawału więc mam wszystkie objawy jakie znam. Ostatnio coś mnie bolało w okolicach serca. Od razu jakaś myśl, że coś się dzieje. Zapomniałem o tym i kolejny tydzień nawet nic nie czułem Z twoich objawów: -bladość, sucha skóra - MAM ale odwrotnie, nadmierne zaczerwienienia na twarzy. -wypryski na plecach, barkach, twarzy i klatce piersiowej - ee to chyba każdy coś tam drobnego ma -zaburzenia psychiczne (lęki, fobie) - j/w pisałem w poście. Ale nie są to fobie w stylu wyjścia z domu ale uniemożliwiają normalne życie. -zaburzenia poznawcze - nie wiem co to i boję się czytać, bo pewnie też dostanę -zaburzenia rytmu serca (dziwne trzepotanie serca, dodatkowe skurcze, tachykardie i bradykardie, kołatania serca) - na holterze ekg mi nic nie wykryli poważnego , poza tym że serce zwalnia w nocy do 40-50 uderzeń, ale nie jest to nic groźnego. Często mi się wydaje, że coś się dzieje ale np. to "pulsują" mięśnie a nie samo serce. -białawy nalot na języku z rana - w sumie nonstop oglądam język i zdaje mi się że coś się dzieje ale kiedyś lekarza pytałem to powiedział,że taki nalot co ja mam to każdy ma -pojawiające się dziwne plamy na języku, coś a'la język geograficzny - a, tego to nie mam. -okropne bóle głowy - miewałem jak sobie wmawiałem że mam raka, odkąd zrobiłem rezonans głowy przeszły. -zaburzenia koncentracji, obniżenie sprawności umysłowej, niemożliwość uczenia się nowych rzeczy - przychodzi mi to znacznie ciężej, wiele rzeczy się pozmieniało np. tyję, nie mogę uprawiać sportu tak wydajnie jak normalnie - ale większość to pochodna leków które biorę. -ataki całkowitego zaburzenia świadomości - miewałem przed lekami takie schizy, że np. kręciło mi się w głowie i dostawałem światłowstrętu - nawet żarówka mnie raziła. Kładłem się na godzinę i przechodziło -zmęczenie, wyczerpanie, senność - baaardzo różnie,ostatnio staram się pilnować snu bo wiem jak istotny jest dla UN i śpię 6-9h bez wyjątków zawsze. A wcześniej zdarzały się nawet 2 noce kompletnie nieprzespane. -niedobór masy ciała - u mnie odwrotnie - podczas całej choroby przytyłem z 15-20kg -skoki ciśnienia ze współistniejącym niedociśnieniem - ja nie wiem czy mam skoki jakieś straszne biorę leki co temu zapobiegają wiec może dzięki temu -ataki wilczego apetyty, szczególnie na słodycze - oo tak! to bardzo charakterystyczna cecha. Zawsze czekolada mi poprawiała samopoczucie. zawsze. Miałem bóle żołądka - pyk, tabliczka czekolady i po bólach :) Zresztą to mnie trochę przekonało,że to nie są zadne bóle nowotworowe etc bo ich to chyba czekoladą bym nie pokonał. Od miesiąca 0 słodyczy, dużo mniej węglowodanów i powiem Ci,że warto było skończyć z tym ćpaniem czekolady, bo po ok. tygodniu zacząłem się czuć lepiej. -zatkany nos - nie mam. -dziwny śluz na tylnej stronie gardła, ciężko go przełknąć czy odkrztusić - ja mam czasami zapalenie gardła i różne przygody, ale zawsze samo przechozd -refluks, odbijanie się jajami, gazy, bóle wrzodowe, burczenie, przelewanie, niestrawność, wzdęciami - też coś w tym w stylu, rok temu dużo bardziej, teraz mniej. -poty nocne - jak już to niewielkie -ciągłe zakażenie wału paznokciowego (ustępujące i pojawiające się samoistnie) - nie mam chyba -nieprzyjemny zapach stóp - nie wąchaj i będzie ok -psujące się zęby, próchnica mimo bardzo wysokiej higieny jamy ustnej - też miałem problemy, leczenie kanałowe bo "z niczego" zrobił się ogromny problem. -stałe piski, szumy uszne (niekiedy nagły, silny szum, po którym przez kilka minut nie słyszę kompletnie nic) - też tak miałem , na lekach rzadziej się to zdarza. Choć aż tak żeby nic nie słyszeć to nie. -jakiś guz na głowie (chyba kaszak) i pod pachą (może zatkany gruczoł potowy) - jak dotykam głowy to ciągle wyczuwam guzy ale rezonans potwierdził,że jest ok więc już ich nie wyczuwam. -nawracające bóle stawowe - ja mam ciągle bóle mięśni. -cykliczność objawów (kilka dni jest dobrze i objawy w/w słabną lub ustępują całkowicie, a kilka kolejnych jest okropnych i wszystko się nasila) - u mnie cieżko powiedzieć, ale objawy są bardzo uzależnione od mojej zajętości - jak nie mam czasu o tym myśleć to mnie nic nie boli, jak tylko za dużo wolnego to się cuda dzieją. Co Ci chcę przekazać: -wyluzuj, serio. Do mnie dotarło to po ponad 12 miesiącach. Nie masz co spinać i ciągle myśleć o tych problemach bo się nakręcasz. Tak, wiem, jestem mądry bo mi pomogły z tym dopiero leki Ale weź sobie jakieś od psychiatry tylko nic mocnego... i zobaczysz,że będzie spoko :-) -95% czasu masz mieć zajęte. Ciągle coś rób, pracuj, rozwijaj się itd. Leżenie w domu i nudzenie się sprawia,że faktycznie powoli umierasz. -wiem,że Ci jest teraz ciężko bo mi też było i dalej trochę jest. Ale miałem takie same podejście jak Ty - kompletna bezradność - która jeszcze bardziej mnie denerwowała. I nagle okazało się,że nie jest tak źle i w ogóle to jest spoko NIGDY bym nie pomyślał, że teraz tak będę pisał. I zaznaczam, nie jestem jeszcze w pełni zdrowy. Ale samo światełko w tunelu, bo wiem jak zwalczać ten syf dało mi bardzo dużo. -helicobakter to nieskończona przygoda, jak go wyrzucisz to on i tak za jakiś czas wróci. Ma go większość ludzi. Nie ma co się przejmować. Fakt,że ma on wpływ na powstawanie wrzodów, ale jestem niemal pewien,że u Ciebie spowodowane to wszystko jest nerwami. -nie mam na myśli żebyś się nie leczył. Maksymalnie się wyluzuj, weź sobie jakieś leki od psychiatry. I po miesiącu podsumuj jak się czujesz. Jeśli faktycznie coś się dzieje to nic Ci nie pomogą. Jak zaczniesz się czuć lepiej to masz niezbity dowód,że to psychika. Wtedy albo dalej łykasz albo bierzesz jakieś nowe fajne specyfiki :-) No i pamiętaj, że na nerwicę chorują znacznie rzadziej mężczyźni , bo z tego co zrozumiałem to choroba potrafi dotknąć każdego, ale tylko "słabi", "delikatni psychicznie" nie dają sobie z nią radę. Jak jesteś facetem to zapewne jesteś konkretny a nie jakieś rozlazłe coś. Więc weź się za siebie, ogarnij co trzeba w życiu zmienić i daję Ci 95%, że za to kwestia miesięcy gdy będzie po wszystkim. Potem za parę lat to pewnie wróci, no ale wtedy będzie już dużo łatwiej. Ah i dodam jeszcze jedno - mi dużo pomogło ... znudzenie. Tak, znudzenie. Po prostu zaczęło mnie nudzić ciągłe zamartwianie się o stan zdrowia, o ten guz po prawej na głowie, o mierzenie ciśnienia 20 razy dziennie itd. Po prostu stwierdziłem,że jeśli mam ciśnienie między 120-140 to wszystko gra i nie ma co panikować, że częściej mam 130 niż 120; że mam już na te wszystkie objawy wy********, bo ciągle się powtarzają mimo, że przyczyn w ciele nie ma żadnych. I, że wszystkie moje wcześniejsze lęki były nieuzasadnione więc ten 1532 lęk też pewnie jest. Z oczami które niby miały być od problemów z krążeniem okazało się,że to po prostu zapalenie spojówek, które nabyłem w czasie choroby gdy organizm był osłabiony. Miewałem bóle głowy rano i takie fatalne uczucie - zapomniałem o tym i już nie mam
×