Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

iate

Użytkownik
  • Zawartość

    60
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Hejka, zwracam się tutaj z następującym problemem. Od 2 miesięcy chodzę na psychoanalizę. Przyznam, że to pierwszy taki typ terapii, z jaką się spotkałam. I teraz nie jestem przekonana, czy to, że w ogóle NIC nie wyciągam z tych spotkań to kwestia nurtu czy samego terapeuty? Opiszę rzeczy, jakie najbardziej mi przeszkadzają: -mój terapeuta się prawie do mnie nie odzywa. jak przychodzę na terapię, to siadam naprzeciwko niego, a on siedzi i się patrzy. i nic. zawsze wtedy czuję, że muszę wymyślić COKOLWIEK, żeby rozpocząć temat -nie potrafię się przy nim otworzyć. nie wiem czemu, chyba m. in. z tego milczenia. nie wyobrażam sobie mówić przy nim o rzeczach, które mogłyby mnie doprowadzić do stanu, w którym się popłaczę -mam wrażenie, że ta terapia prowadzona jest bez żadnego sensu, ciągle "skaczemy" po różnych tematach i tak naprawdę na żaden nie mogę się dłużej wypowiedzieć -mój terapeuta ma nadmierną skłonność do nadinterpretacji. okropnie mnie to irytuje. jeśli odwołam wizytę, bo zwyczajnie nie mogę przyjść - trzeba to omówić, bo jak nic to pokazuje mój strach przed zaangażowaniem się w terapię. jeśli użyję złych słów - zaraz to wychwyci, przypisuje temu znaczenie. jest to dość męczące, bo np. chciałabym mu powiedzieć o moim przemyśleniu na jakiś temat, dobiorę niefortunnie słowa (np. "muszę iść do pracy"), a on od razu wchodzi mi w słowo i zaczyna analizować zupełną pierdołę (czyli skupia się na słowie "muszę", bo jego zdaniem to pokazuje, że czuję, że nie mam kontroli nad życiem). przez to ostatnio bardzo ostrożnie dobieram słowa, żeby nie mógł się do niczego przyczepić. I tu dwa pytania - czy tak wygląda psychoanaliza, czy po prostu mój terapeuta to palant? I czy istnieje możliwość zmiany terapeuty, jeśli terapia jest na NFZ?
  2. Ja słyszałam o magnezie, kwasach omega 3 i melatoninie. Plus jeszcze chyba witaminki B12. No i sport. Ach, zapomniałabym, znalezione w odchłaniach Internetu:
  3. Ja miałam akurat podobnie jak dream* - poszłam ze zdiagnozowaną przez dr Gugla deprą, a wróciłam z ZO. Niemniej - tak, lekarz może się mylić. Znam przypadek, kiedy pacjent latami leczony był na coś zupełnie innego, bo jakoś lekarze nie wpadli na ZO. Dopiero pierdylionowy z kolei jakoś to zauważył. Inna sprawa - duża część lekarzy w Polszy nadal nie chce wierzyć w BPD. Brzmi głupio, ale tak jest. Ja [będąc już zdiagnozowaną przez paru innych specjalistów] słyszałam takie rzeczy jak "wie pani, ja nie wierzę w tę osobowość pograniczną", "nie będę pani diagnozować z zaburzeniami osobowości, bo ja nie uważam, że istnieje coś takiego", "pani nie ma borderline, bo [tu jakiś kompletny bullshit]". Plus moja ulubiona sugestia ze strony jednego lekarza - zaburzenia osobowości nie istnieją, w dupie się po prostu poprzewracało. Także póki co, nauczyłam się tego, że niektórzy lekarze mają po prostu swoje widzimisię i nic się na to nie poradzi. Jeśli trafiłaś na takiego/takich, co uważają, że BPD nie istnieje, albo nie jest problemem - no to cię tak nie zdiagnozują. Poza tym mam wrażenie, że u nas lekarze najbardziej lubią diagnozować schizofrenię paranoidalną i depresję. A już jakieś wariacje i mniej znane odmiany (jak choćby ChAD), to dla nich czarna magia. Ale to tylko moje spostrzeżenia.
  4. Coż, zgodnie z tym, czego nauczyłam się na j. polskim - twój wiersz symbolizuje oddanie ojczyźnie i tęskotę za utraconą wolnością. Wyraźnie widać rozsterki jednostki wynikające z pragnienia odzyskania niepodległości, a podmiot liryczny poprzez "róźne charatkety, różnych ludzi" podkreśla wielokulturowość społeczeństwa cierpiącego z powodu wypływu obcych państw na Polskę, szczególnie zaborów.
  5. Mam dokładnie tak samo (ogólnie, w tym momencie, tj. od paru miesięcy, nie, bo jestem spokojniejsza, ale nawet nie robię sobie nadziei, że to nie wróci). I rzekne tak, choć pewnie zajedzie to szarlataństwem i jednym wielkim pierdololo, niemniej: Ogólnie nie nic nie pomagało. Leki dawały prawie nic, jeśli nawet nie było po nich gorzej. Duża doza cierpliwości od bliskich mi osób - jeszcze gorzej, bo i paranoja większa się robiła. Spotkania psychoanalityczne z wszelakimi terapeutami - tak samo nic (bądź i gorzej). Sport, plotki, inne gównozajęcia - no jasne,akurat miałam na to ochotę. I właściwie to co w miarę mi jako-tako pomaga (bez cudów, ale lekka poprawa jest) to jednak samodzielna praca nad sobą. Ja wiem, brzmi banalnie, ale w moim przypadku daje lepszy efekt. Wiadomo, co człowiek to opinia, co osoba to inne poglądy. Ja akurat sobie myślę, że terapie to coś w rodzaju korepetycji - jak komuś bardzo zalezy, to da się nauczyć materiału samemu. A terapeuta to taki korepetytor, ma pomóc, ale za ciebie roboty nie odwali, choćby się ze***ł na różowo. Ja staram się, nie zawsze wychodzi, wyłapywac te momenty kiedy narastają u mnie złe emocje. Wiadomo, jak to jest nagłe pier***nięcie emocji, to mam zerową kontrolę, ale jak uda mi się wyczuć, że robię się rozdrażniona, przestraszona, zła, smutna i co tam jeszcze - próbuję powoli sama siebie uspokoić.
  6. Kalkulując na zimno - żeby znaleźć faceta, który ma się tobą opiekować, chronić cię wielbić, masować stopy i naprawiać zapchany kibel - wypadałoby żeby ciebie lubił. Ja uważam, że takie trochę sztuczne próby przypodobania się komuś, moga skutkować tym, że nie będzie lubił cię takiej jaką jesteś, co za tym idzie - w końcu wyjdzie szydło z worka, koleś się dowie kim naprawdę jesteś i że do siebie nie pasujecie, bo przecież zakochał się w kimś innym. Powinien w tobie, bo to gwarantuje większy sukces na dłuższą metę. No chyba dobrze kminię? Jakby facet przed tobą udawał kogoś innego i w końcu zobaczyłabyś, że jest inny niz ci się wydawało, to też być pomyślała "no zara, panie, nie tak się umawialiśmy" Ogólnie to powodzenia życzę, napisz jak poszła kolejna wizayta (:
  7. iate

    Problemy codzienne

    Nie znam się, ale się wypowiem - czyli iate i szybka diagnoza internetowa. Masz schizofrenie, na bank, objawy pasują do 99% społeczeństwa, do ciebie też się nadadzą. A tak serio - dziwne jest to, że masz omamy i paranoje. Zasuwaj do jakiegoś lekarza, bo co będzie jak np. zaczniesz widzieć, choćby i dojna krowę na auli w trakcie wykładu? I jeszcze nich ta krowa będzie w nazistowskim hełmie, ja to bym się poczuła co najmniej niekomfortowo. Na omamy i urojenia chyba się leki przepisuje. A co do psa - współczuję ci, ale niestety to dom rodziców i musisz uszanować ich zdanie. Może na pocieszenie jakiś gryzoń? Chomiki są głupie jak but, ale sympatyczne. Szczury są inteligentne, ale obleśne. A świnki morskie nie kontrolują defekacji. Do wyboru do koloru.
  8. Czy poza mamą nie masz innych bliskich ci dorosłych osób? Jakiś nauczyciel, miła sąsiadka, wujek, dziadkowie, przyjaciółka mamy, ktokolwiek komu da się zaufać i z nim o tym porozmawiać?
  9. U mojej koleżanki w szkole była kiedyś pogadanka z panią z centrum pomocy rodzinie czy innego wymysłu od AA i ta pani oznajmiła uczniom, że każdy, komu się choć raz "urwał film" jest alkoholikiem. Takie zboczenie zawodowe, nie ma co drążyć, najlepiej olać. Natomiast to co opisujesz jest złe. To jest ucieczka. Podam przykłady dobrego i złego picia (na mój małorolny rozum): 1. Picie samemu: -dobre - masz fajny nastrój, siedzisz sama, kupujesz sobie winko, otwierasz, oglądasz jakiś film wieczorkiem, popijasz winko dla relaksu, wszystko fajnie, spokojnie, pięknie i radośnie - po prostu chillujesz -złe - masz zły nastój, boisz się, masz pretensje do siebie i do świata, jest ci źle, chcesz przestać się martwić i myśleć - wyciągasz winko i je wypijasz 2. Picie z ludźmi -dobre - widzisz się ze znajomymi, pijecie, zależnie od atmosfery - popijacie jakieś lżejsze alkohole (piwska, wina, drinki) albo chlejecie bo impreza (wóda zryje banie), jest fajnie, jesteś wśród bliskich ci ludzi, oni są podpici/pijani, ty też, dobrze się bawicie, cieszysz się, nawet jak przesadzisz i urwie ci się film - było przyjemnie -złe - jesteś wśród ludzi, boisz się, jesteś zdenerwowana, pijesz "na odwagę", chcesz uciec, zapomnieć, stać się kimś innym, nie martwić się; wstydzisz się ludzi, z którymi pijesz, udajesz kogoś kim nie jesteś, pijesz nie po to, żeby bawić się lepiej, ale żeby bawić się w ogóle Widzisz różnicę? W piciu nie ma nic złego, wszystko jest dla ludzi, ważne żeby picie alkoholu nie miało na celu ucieczki od zmartwień i rzeczywistości (bądź żeby picie nie było regularne, bo wtedy też można się uzależnić). Nie ma nic złego w alkoholu poza kacem. Póki pijesz ty a nie twoje lęki. Póki pijesz ty, a nie osoba, która chcesz być po alkoholu. Moim zdaniem (tylko moja osobista opinia) masz widoczny potencjał na bycie osobą, która chce na siłę wszystkich zadowolić. Nie chcesz być sobą, chcesz być osobą, którą ktoś polubi. To chyba też typowe dla DDA - usilna potrzeba przypodobania się i zadowolenia innych. To jest złe, bo jak masz znaleźć osoby, które cię będą kochać/lubić, skoro nawet cię nie znają? Gdzieś na świecie żyją sobie ludzie, którzy UWIELBIALIBY cię taką, jaką jesteś. Bez zbędnego udawania i przystrajania się w sztuczne piórka. Jak to mówią - nie jesteś pomidorówką, żeby każdy miał cię lubić. Nie musisz wszystkich zadowalać. Spójrz na swoich znajomych - są grupy przyjaciół i każdy od czasu do czasu działa innym na nerwy, robi coś bezdennie głupiego, zachowuje się jak kretyn. Ale jednak przyjaciele go lubią, nawet jak nie jest idealny i nie stara się udawać takiego. Nie włazi im, za przeproszeniem, w tyłek i ni stara się na siłę być osobą, którą być powinien. Posłużę się moim przykładem - to ile razy skompromitowałam się przy znajomych, ile razy ich wkur***am, ile razy zapewne mieli ochotę mnie odstrzelić z broni palnej - tego nawet nie zliczę. Ale jednak przyjaźnią się ze mną, mimo moich wad. Co więcej - każdy z nich ma mnóstwo wad. I tak samo jak ja - zrobił z siebie kretyna i działał mi na na nerwy. Ale po prostu lubimy się nawzajem mimo wad. Chyba o to chodzi w kontaktach z ludźmi. Plus - są osoby, przy których zachowywałam się nienagannie a i tak mnie z wejścia nie lubiły. Mogłabym, w sumie, wysrać się na tęczowo, a i tak by mnie nie cierpiały. Chyba za twarz. I na odwrót - są osoby, które nic mi nie zrobiły, nie zachowały się głupio w moim towarzystwie, a ja i tak nigdy ich nie polubię. To po co na siłę się zmuszać?
  10. iate

    ot

    Umrzesz
  11. iate

    Problem w szkole..

    Przepisuj się! I już pomijam znajomych, co rysują kutasy (ja byłam w takiej klasie i bekę cisnęliśmy z tego nieziemską, może to dziecinne, ale jednak ma swój urok, za to mat-fiz śmierdzi ). No ale nie chodzi tutaj o patriotyzm profilowy, chodzi o inną kwestię - szkoła ma cię przygotować do dalszej edukacji. I niestety LO to już nie gimbazjon, tam jednak jesteś po to, żeby zdać maturę i to jak najlepiej. Moim zdaniem przepisuj się bez wahania, co najwyżej będziesz miał zagrożenie z fizyki, dobrze cie to przygotuje na studia, gdzie trzeba dwa razy w roku walczyć o być albo nie być. Poza tym nie wiesz, czy nie trafisz na fajnego nauczyciela, który cię zainteresuje i fizyka nagle stanie się prosta (wiem co mówię - u mnie zmiana nauczyciela w 2 klasie LO sprawiła, że na tyle zmieniło mi się patrzenie na jeden przedmiot, że zmieniłam o 180 stopni swoje plany na dalszą przyszłość). Nigdy nic nie wiadomo. A możesz tylko zyskać, zamiast tracić czas na uczenie się pierdół (a z tym też są problemy - jak nie masz po co chodzić do szkoły, bo nic pożytecznego cię tam nie nauczą - przestajesz chodzić; i nagle pojawia się problem wagarów i nieobecności)
  12. iate

    Problem w szkole..

    Widzisz, ja na ten przykład kiedyś uważałam, że ideał faceta to typowy wiotki bishounen, co też kiepsko współpracowało z ideą wf. Niestety później odkryłam, że w praktyce tacy faceci mają dużą wadę - w momencie ultimate rage'a zbyt łatwo można ich uszkodzić #ciężkieżycie Janusz - nie poddawaj, się jak ci jeden lekarz nie wypisze zwolnienia - zasuwaj do kolejnego. W ostateczności jak skończą ci się rodzinni - idź do psychiatry i naściemniaj, że koledzy się na tobie wyżywają, że jesteś kozłem ofiarnym i masz od tego depresję, stany lękowe i w ogóle. Ale zwolnienie od psychiatry może się źle skończyć w szkole (nauczyciele się zainteresują tematem, pójdzie plotka jakaś, wiesz co jest). Pamiętaj też, że zwolnienie może mieć swoją wadę - twoi koledzy z klasy jak się zorientują, że nie chodzisz na wf, mogą cisnąć z ciebie jeszcze większą bekę i traktować jak tchórza i cieniasa. ALBO ZŁAM SOBIE COŚ. Chociaż to dość kontrowersyjna metoda
  13. Zawsze mogłabyś ich wymyślić (instrukcja na stronie pierwszej), ale nie wiem, czy wtedy będą pomocni w ocenie realności twojego partnera. Kurczę, tak źle i tak niedobrze :/
  14. Szkoda, że nie studiuję czegoś ciekawego, super temat na pracę dyplomową
  15. Zapytaj zanjomych, czy na pewno z kimś jesteś. Tak gwoli pewności
×