Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

xzjemciex

Użytkownik
  • Zawartość

    52
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Dokładnie To nie jest tak, że nie rozumiem, bo rozumiem aż zbyt dobrze po tym, co przeszłam. Jednak myślę, że jeśli sami czegoś nie zmienimy, to nikt tego za nas nie zrobi i nadal będziemy żyli w stresie i ciągłych obawach przed chorobami. Pozdrawiam i również zdrówka życzę
  2. Leków żadnych nie brałam. Chodziłam jedynie do psychologa, ale to bardziej mnie denerwowało, niż pomagało. Wiem jednak, że dużo osobom pomaga. Ja uważam, że psycholog/psychiatra może jedynie troszkę nam pomóc, ale to my sami musimy coś w sobie zmienić.
  3. Miałam tak kiedyś, więc chyba tak.
  4. Witajcie Nie wiem co podkusiło mnie do napisania tego posta. Dawno nie wchodziłam na to forum - zmienił się nawet wygląd xp Tytuł wątku może lekko przesadzony, bo wydaję mi się, że nikt z nas do końca nie wyszedł z nerwicy i nie wyjdzie, bo nie ukrywając jest to niestety część nas. Udało mi się jednak z nią żyć, pogodzić się z faktem, że jest i nie czuć się z tego powodu gorszym. Przez ostatni rok nie wyobrażałam sobie już normalnego życia, nie mówiąc już nawet o spotkaniach z przyjaciółmi. Samo wyjście do miasta przyprawiało mnie do dreszcze. Byłam wrakiem człowieka. Przez miesiąc leżałam nieruchomo w łóżku. Jak roślina. Drżałam. Myślałam, że umieram. Dopiero teraz widzę, jaka byłam głupia. Od zawsze moje życie to pasmo zmartwień i stresu. Nagromadziło się, nie wytrzymałam i niestety tak powstała nerwica. Musiał minąć prawie rok, żebym zdała sobie sprawę, że nie jestem śmiertelnie chora i, że nie umieram. Uff,to tylko nerwica. Tylko i aż. To paskudztwo ograniczało mnie okropnie. Kocham moje życie i nie chciałam go stracić. Kiedy zdałam sobie sprawę, że moje życie nie jest już wartościowe, zaczęłam martwić się o moich bliskich. W końcu życie bez zmartwień sensu nie miało. Rodzina ze mną nie wytrzymywała. Wszyscy w domu byli zdrowi, a ja wciąż nasłuchiwałam czy ktoś przypadkiem nie dostał zawału, po każdym ich wyjściu z domu rozmyślałam, czy przypadkiem nie potrącił ich samochód. Mieli mnie dość, mówili, że mam się zamknąć, bo nie da się ze mną ujechać. Ja oczywiście denerwowałam się jak mała dziewczynka i płakałam w kącie, że nikt mnie nie rozumie. Jakież to smutne. Teraz jestem im straaasznie wdzięczna, że nie rozczulali się nade mną, nie klepali po dupce. Wtedy pomyślałabym, że naprawdę potrzebuję troski, że inni się o mnie martwią i ja powinnam jeszcze bardziej. Oczywiście wtedy tego nie rozumiałam. Myślałam, że zostałam pozostawiona sama sobie i nie mam w nikim oparcia. Pewnie tak było, ale wcale, a to wcale się im nie dziwię. Bo kto wytrzymałby z nienormalną histeryczką?. Mówili, że są zdrowi, a przeze mnie czują się tak, jakby mieli zaraz umierać. Mentalnie byłam już w grobie. Wciąż myślałam o śmierci, chorobach, wypadkach. Koszmar! Tak wyglądało moje życie rok temu. Oczywiście wszystko w wieeelkim skrócie. Minęło, oczywiście nie wszystko, ale już się tak nie zachowuję. Stwierdziłam, że życie jest zbyt krótkie, żeby tracić je na głupie, bezpodstawne zmartwienia. Założę się, że nie jedna osoba z zaawansowanym rakiem miała więcej energii do życia. Przez ciągły stres i nerwy nabawiłam się zespołu jelita drażliwego. Okropna przypadłość. Niestety już nic na nią nie poradzę. Nawarzyłam piwa, to teraz muszę je wypić. Ciągłe bóle brzucha, biegunki, zaparcia przypominają mi dawne czasy. Ostatnio nawet kupiłam sobie test wykrywający raka jelita grubego. Oczywiście nic nie wyszło. Czuję się z tym głupio, ponieważ przypomniało mi to o dawnej mnie, którą już nie jestem. Nigdy więcej nie zrobię takiej głupoty. Żyję normalnie. Jak każdy. Chcę być tak normalnie szczęśliwa. Po co wam to piszę? Może po to, żeby mi ulżyło, a może po to, żeby uświadomić wam, że jesteście zdrowi, powinniście cieszyć się życiem, bo jest zbyt krótkie na takie głupoty. Wiem, wiem, łatwo mówić, ale sama przez to przeszłam i wiem na własnym przykładzie, że użalanie się nad sobą i to, że inni się nad wami litują w niczym nie pomoże. Wręcz pogorszy. Po co snuć smutne wyobrażenia? Bóg nie daje pewniaków :) Nie zatruwajcie życia sobie i waszym bliskim. Pomyślcie, że ludzie są naprawdę chorzy, a tak nie marudzą Wrzućcie na luz, zanim naprawdę nabawicie się jakiejś uciążliwej przypadłości przez ten okropny stres. Nie mogę patrzyć jak marnujecie sobie życie. Nie mamy ograniczeń, sami je tworzymy. Problemem nie jest sam problem lecz Twoje do niego podejście. "Bo są dwa rodzaje bólu. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera."
  5. Dzięki za rady Muszę spróbować.
  6. Mój problem polega na tym,że wiecznie jestem przeziębiona. Co miesiąc muszę brać antybiotyki,bo angina mnie bierze, albo jakieś inne cholerstwo. Od zawsze miałam zaniżoną odporność, ale od czasu,kiedy złapała mnie nerwica, to już kompletnie. Myślicie,że to może mieć związek z nerwicą? Teraz jestem strasznie zmartwiona, okropnie się boję,że złapię jakiegoś raka. Czytałam,że zaniżona odporność zwiększa ryzyko białaczki,chłodniaka itd. Uspokójcie mnie jakoś,bo zaraz zwariuję!b
  7. Też mnie dzisiaj cały dzień stawy bolą i mi w kościach strzela ;/
  8. Męczę się z nerwicą już dość długo, ale ostatnio zauważyłam dość nietypowy objaw. Mianowicie od jakiegoś miesiące ciągle mam rumieńce na twarzy, jestem wręcz czerwona jak burak. Do tego dochodzą, małe, czerwone krostki na twarzy, które na jeden dzień znikają i znów się pojawiają. Na dodatek swędzi mnie cała skóra ( nie jest czerwona). Może być wszystko w porządku, a nagle zaczyna mnie wszystko swędzieć i zaczynam się drapać Myślicie, że to może być spowodowane nerwicą?
  9. Wmawianie sobie chorób i obawa przed rakiem to typowe u nerwicowców Skoro lekarz mówi, że to tylko nerwica, to mu zaufaj. Nie szukaj niczego na własną rękę, bo skończy się tysiącami chorób, które "na pewno" są, ja to już przerabiałam. Możesz zapisać się do psychologa i o wszystkich mu opowiedzieć, może Ci pomoże :)
  10. Ciężko zdiagnozować przez internet, ale objawy jak najbardziej pasują do nerwicy. U mnie też się tak zaczynało.
  11. Bardzo dobrze to znam. W lipcu miałam epizod bardzo złego samopoczucia, zrobiło mi się słabo, ciężko mi się mówiło, zawroty głowy i właśnie bardzo złe widzenie. Mąż wystraszył się i wezwał karetkę. Epizod minął ale zostały zaburzenia widzenia i zawroty głowy. Porobiłam wszystkie badania, rezonans w kierunku stwardnienia, okulista, neurolog itp. Nic poza małym niedotlenieniem związanym z praca zawodową objawiającym się zawrotami głowy nie stwierdzono. Złe widzenie minęło samo po 2 miesiacach, po prostu jak samo przyszło tak ustapiło. Odpowidając na pytanie może to być objaw nerwicy, ale do okulisty możesz się przejść, niech dla spokoju sprawdzi czy ci się po prostu wzrobk nie psuje. Na łzawienie i szczypanie w aptece bez recepty coś ci doradzi farmaceuta Dzięki za konkretną odpowiedź :) Właśnie planuję się wybrać do okulisty po Nowym Roku, bo teraz w święta nie przyjmują ;/ Kurczę, boję się, że przez całe święta będę się tym zamartwiała :c
  12. Strasznie się martwię, bo od jakiegoś miesiąca widzę podwójnie. Na dodatek często szczypią i łzawią mi oczy. Czy to może byc objawem nerwicy? Wkręcam sobie stwardnienie rozsiane, bo wiem, że pierwszym objawem jest właśnie podwójne widzenie :-(
  13. Jeśli nic Ci nie dolega, to nie można umrzeć nagle.
  14. Po jakimkolwiek wysiłku jest mi słabo. Załóżmy po zrobieniu 20 przysiadów - do końca dnia nogi jak z waty. Po jakimś bieganiu mam zawroty głowy przez cały dzień. Tez tak macie? To jest nie do wytrzymania ;/
×