Witam .
Jestem chora na nerwice od 7 lat i jednym z powodów przez których zachorowałam jest właśnie zarzywanie narkotyków , amfy . Bralam ją przez ok dwa lata i jak to bywa zaczeło się całkiem niewinnie . I tak najpierw było to raz na dwa tyg. bez mieszania z alkoholem . Po jakimś czasie co tydzień a w ostatnich miesiącach praktycznie co dnia. Brałam bo chciałam się dobrze bawić , potem bo pracowałam 14 godz. dziennie + studia zaoczne , brałam bo tak chciał mój chłopak . Czasem się buntowałam ale najczęściej to on wygrywał...Był moją chorą miłością...Pewnego dnia odszedł a dla mnie skończył się świat , skończyło się życie . Zaczął się lot po równi pochyłej . Swoje cierpienie zapijałam w samotności a przyjaciółką była właśnie amfa. Wyłam i przeklinałam Boga ale Bóg nade mną czuwał . Pragnełam śmierci ale tak naprawdę kawałek mnie chciało żyć . Resztkami sił zwolniłam się z pracy , wymówiłam mieszkanie i wróciłam do domu , do rodziców . Amfa nadal była w moim życiu ale coraz rzadziej obecna . Podzas pewnej imprezy , bez żadnego wcześniejszego planowania i obiecywania sobie , że to ostatni raz powiedziałam sobie , że czas z tym skończyć . Skończyłam i pomimo ostrego czasem ćpania , zrobiłam to bez niczyjej pomocy . Nie biorę już od 7 lat . Czas leci . Doskonale pamiętam jak na samym początku mojej abstynecji liczyłam tygodnie bez speedowania . Nie ma jednak tak dobrze i w życiu trzeba za wszystko zapłacić . Zaraz po dostawieniu , tak ok . dwóch miesięcy zaczeła sie nerwica i trwa przy mnie do dziś. Było strasznie ale już oswoiłam sie z nią . Właśnie nadszedł czas jej powrotu po kilku miesiącach nieobecnośći ...
Dzięki za pomoc bo chociaż to mój pierwszy post to pomogliście mi bardzo dużo. Czytam Was co dnia .
Dodam jeszcze , że pierwszy raz mówię o tym ,że brałam . O moim problemie nie wie nikt , rodzice, mąż . Wiem tylko ja a teraz Wy . Swojemu lekarzowi wspomniałam tylko przelotnie .