Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Sonka_85

Użytkownik
  • Zawartość

    60
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Widzę, że nie tylko u mnie wróciły TE myśli. Właściwie to nie wróciły, a są ze mną już od kilku tygodni. U mnie to już podchodzi pod jakąś obsesje. Nadal jednak to odkładam na później - wiem, że to zrobię, tylko czekam na odpowiedni moment...
  2. Od rana łupie mnie w głowie, a sąsiad już od czterech godzin wierci i wierci, i wierci... Chyba chce się przebić aż do Australii...
  3. Ja walczę 4 lata i końca nie widać. To podziwiam za wytrwałość. Mam pytanie: a jak wygląda Twoje codzienne życie? Skoro nasze Wegetowanie składa się z dołów i normalnego życia (oczywiście, jeśli można TO nazwać "normalnym"). Pracujesz? A jeśli tak,to jak sobie radzisz? Ja straciłam już jedną pracę, przez pierwszy epizod, niedawno podjęłam nową pracę, ale jeśli potrwa to dalej, to i tę stracę. Masakra. Czuję, że znowu wszystko zawaliłam...
  4. A co zrobic z nawrotem depresji?? Długo walczyłam i okłamywałam samą siebie, że to nie TO, to przecież niemożliwe. Mnie to nie spotka po raz kolejny... Ale jednak. Wczoraj nie poszłam do pracy, siedzę i płaczę. Wczoraj coś we mnie pękło. Wiem, że to nadchodziło od tygodni. Czułam to, ale się okłamywałam.... Powróciło z całym zestawem, te myśli, które mnie prześladowały są już codziennością. Po wczorajszym załamaniu zadzwoniłam do mojego lekarza, ale jest na chorobowym, więc chwilowo odesłał mnie do lekarza rodzinnego. I chyba się poddałam bo poszłam. Ale nie wiem, czy mam siłę walczyć. Jeszcze lekarz rodzinny mnie nastraszył, że nawroty są gorsze. Boję się, bo nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać...
  5. Nie, to nie przez niego. Nigdy nie mogłabym tak powiedzieć, nawet chyba pomyśleć. Raczej za wszystko obwiniam siebie: to przeze mnie nie możemy mieć dzieci, i właśnie teraz dopadły mnie wyrzuty sumienia, a tylko o tym potrafię teraz myśleć. Ciągle krąży mi to w głowie, najpierw upokarzające badania, później diagnoza,i razem nie mogliśmy tego unieść. JA nie potrafię o tym rozmawiać, nie potrafię go na siłę zmusić, żeby podjął deecyzję. Widzę, że nie chce o tym rozmawiać. A ja coraz bardziej zamykam się w sobie, nie potrafię tak żyć, nie potrafię być idealna, ciąle coś mi nie wychodzi. Zawiodłam wszystkich, bo nie potrafię być taka, jak ode mnie oczekują. Mam takie dni, kiedy wydaję mi się, że nie ma niczego innego niż śmierć przede mną. I Czasami chcę od niego odejść, bo przecież jemu też należy się szczęście, niech znajdzie je gdzieś indziej. Mam ochotę wyjechać i nie wracać, po prostu zacząć wszystko od nowa, może do następnego zaangażowania, nie wiem...
  6. Dobrze Cię rozumiem, też tak miałam. Przeciez trzeba ratować pijaków - -którzy mimo demolowania oddziału należy im się cały pakiet badań, a dla innych nawet psychologa na miejscu nie mają. Sama mam kryzys od kilku dni, wiem że w mojej szufladzie jest dużo leków, przeważnie nasennych, które nieświadomie chomikowałam - może gdybym wzięła je wszystkie to nie stałabym przed wyborem, co mam zrobić gdy mnie jednak odratują. Nie wiem, gdzie mam szukać pomocy, niby mogę iść do lekarza, nawet zadzwonić do niego, ale co dlaej? Mam się przyznać, że znów wszystkich zawiodłam, nie potrafię tak żyć.. Nie wiem już co mam robić... Wiem, że wielu się zastanawia, co takiego widziałam w mężu, że się za niego wyszłami gdzie miałam oczy. Nie wiem. Nie wiem, gdzie je miałam. Może bałam się samotności, a może czułam, że tak trzeba
  7. Zaczął się czerwiec i moje lęki znów powrociły, szczególnie te dotyczące śmierci. Jakoś tak mam, że jak zaczyna się czerwiec, to we mnie coś umiera - inni się cieszą, że ciepło, słonko, kolory, a ja coraz bardziej zapadam się w sobie. Mimo zmniejszania leków i jakieś nadziei na zakończenie kolejengo ataku depresji, to w mojej głowie rodzą się kolejne mysli samóbojcze: teraz wiem, że to zrobię, nie wiem tylko kiedy coś we mnie pęknie. Jakoś zawsze moje próby samobójcze wypadały w czerwcu, nie wiem, co w tym miesiącu jest Boję się powiedzieć lekarzowi, że te myśli mnie przerażają, bo są coraz silniejsze, że mam szufladę pełną tabletek, które znów zaczynam chomikować. Chyba nie mam w nikim oparcia: mąż nie widzi niczego poza swoją pracą, nawet nie wiem, jak mam z nim rozmawiać. Dobija mnie to, że nie mogę mieć dzieci, a to jedyne co mi chodzi po głowie, mogę myśleć tylko o tym, i tak kółko się zamyka. Czasami mam ochotę powiedzieć mu, że pozwalam mu odejść, niech znajdzie szczęście gdzie indziej. Może o to chodzi, żebym wyszła i zaczęła wszystko od nowa, może w tym jest sens. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale nie mam z kim pogadać.
  8. Witajcie. Od ośmiu miesięcy brałam Efevelon SR, w sumie dawki doszły do 300mg dziennie. Na szczęście depresja zanikła, czuję się już nieźle i według zaleceń lekarza mam od dzisiaj zmniejszać dawki - najpierw do 225 mg dziennie. Wiem, że zmniejszanie dawek musi trwać, ale czuję się fatalnie. Mam zawroty głowy, boli mnie brzuch, wszystkie kolory mam dziwnie wyostrzone, do tego mdłośći. Wiem, że przy zwiększaiu dawek organizm musi się przyzwyczaić, ale i przy zmniejszaniu?? Miał może ktoś z was coś podobnego, i czy coś działało? Czy po prostu muszę czekać na dostosowanie organizmu?
  9. Dziękuje za odpowiedzi. Ostatnim razem doszło u mnie do poważnego podrażnienia przełyku, doszło do tego, że wymiotowałam krwią, miałam wyrzuty sumienia kiedy zjadłam coś więcej niż zaplanowałam. Jak już napisałam wcześniej potrafiłam przeżyć dwa dni na mandarynce, a jak przeczytałam, że jedna mandarynka ma ok. 50 kalorii, to potrafiłam ją sobie rozdzielać. Borzu, tyle lat minęło, a ja nadal to pamiętam... I te straszne skurcze mięśni, do teraz je pamiętam... Później przyszła pierwsza depresja i myśli samobójcze. W końcu nie wytrzymałam i popełniłam pierwszą próbę samobójczą. Kilka dni przeleżałam w śpiączce. Tak szczerze, to do teraz mam żal, że mnie odratowali... madeline1111 dziś czuję się lepiej, wczoraj znów miałam napady. ale dziś walczę ze sobą
  10. Dziękuję za odpwiedzi. Przyspieszyłam wizytę, bo się po prostu boję, że to się znów zaczęło. Pamiętam, jak to się skończyło ostatnio. Tylko nie wiem, czy lekarz mnie nie wyzwie, że wcześniej nie powiedziałam mu o tym, że kiedyś miałam z TYM problemy... Madeline1111, już wcale taka młodziutka nie jestem. A przynajmniej czuję się, jakbym miała z 1000 lat...
  11. Chodzę też na terapię, tylko myślę że nie działa jak powinna. Czuję że cały czas stoję w miejscu.
  12. Mam problem, ponieważ zauważyłam, że od pewnego czasu mam napady jedzenia, a później prowokuje wymioty. To nie jest tak, że ciągle jem. Mam po prostu przymus jedzenia i przymus prowokowania wymiotów. Mogę przez kilka dni jeść normalnie, ale czasami wymiotuje kilka razy dziennie. Leczę sie na depresje i następną wizytę mam dopiero w grudniu. Nie wiem, czy nie przyspieszyć jej, ale boję się, żę lekarz mnie wyśmieje. Bardzo proszę o pomoc.
  13. Bardzo długo zastanawiałam się czy napisać, i czy w ogóle piszę w dobrym dziale. W razie czego proszę o przeniesienie. Od roku leczę się z depresji i nerwicy lękowej. Na ostatniej wizycie u lekarza, zdecydowaliśmy że mogę już odstawić jeden lek. Czuję się nawet lepiej, ale jedno nie daje mi spokoju. Zaczełam mieć napady niechamowanego jedzenia a zaraz potem prowokuję wymioty. Czasami jest to silniejsze ode mnie. Po prostu czuję PRZYMUS jedzienia, a zaraz potem PRZYMUS wymiotowania. Do tego doszło uporczywe mycie rąk... Jest kilka dni, kiedy wszystko jest ok, a później mam dzień, żę mogę jeść i wymiotować po kilka razy dziennie. Ostatnią wizytę u psychiatry miałam w październiku, nastepna dopiero w grudniu. Nie wiem, czy powinnam przyspieszyć tą wizytę, boję się że mnie wyśmieje, że z takimi problemami do niego przychodzę... Wstydzę się tego, bo nie jestem już nastolatką i chyba nie powinnam mieć takich problemów. Dodam, że od 20 do 23 roku życia chorowałam na jakiś rodzaj bulimii, nie wiem nawet czy to była prawdziwa bulimia, bo wstydziłam się o tym komukolwiek powiedzieć. Poitrafiłam wtedy przeżyć dwa dni na jabłku i mandarynce, a kiedy nadszedł przymus jedzenia potrafiłam zjeść mase rzeczy i sprowokować wymioty. Wtedy też nie układało mi się w życiu i tłumaczyłam sobie, że robie TO żeby nad czymś panowac. Teraz tez mam rozsypane życie i boję się, że nad niczym nie potrafię zapanować. Proszę o radę. Może ktoś wie, gdzie mam się udać i poprosić o pomoc. Jestem z Poznania. Może ktoś miał podobny problem i chciałby się podzielić, jak z tym sobie poradzić. Sońka
  14. Przygnębiona. Nie mamsiły rozmawiać, a potrzebyję pomocy. Gdybym wiedziała, że mnie nie uratują, to poszłabym na całość.
  15. Troszkę spokojniejsza niż na co dzień. Starałam się o świadczenie rehabilitacyjne i udało mi się uzyskać je na 6 miesięcy. Będę mogła się podleczyć, mam nadzieję, że się uda.
×