Kamilu, czytając Twój post poczułam jakbym to ja go pisała.
Mam podobną sytuację, moja mama jest po 50 tce, z ojcem są małżeństwem już ponad 30 lat. Ojciec pił (pije nadal, tylko mniej), nie dbal o nią tak jak mąż powinien dbać o żonę, często wybuchały awantury, utrudniał matce życie jak tylko potrafił, przychodził do niej do pracy pijany i robił sceny, jak to ona twierdzi, pozamykał jej furtki na życie i z życia uczynił więzienie.
Muszę się z tym zgodzić niestety,ale zawsze jej wyrzucałam,czemu ona go nie zostawiła, bo zmarnował jej życie i zdrowie i mnie również.
Ona tłumaczy mi,że to nie było takie proste,bo nie miała żadnego oparcia (jej matka stała twardo przy tym,by córka tkwiła w tym bagnie i jeszcze głaskała zięcia!!!), ojciec ponadto wiele razy obiecywał poprawę i w ogóle to sam jakoś nie chciał się odczepić od matki,mimo,tych awantur i ciągłego wyrzucania mu na każdym kroku jakim jest nieodpowiedzialnym alkoholikiem, który niszczy całą naszą rodzinę.
Dziś ojciec uważa,że wszystko jest ok i to mama się czepia,tak jakby dało się wszystko wymazać z pamięci,a niestety nie da się,bo przeszłość odbija się na teraźniejszości. Matka jest sfrustrowana, nieszczęśliwa, nie ma energii, ma problemy zdrowotne i świadomość zmarnowanego życia przy moim ojcu.
Bardzo,ale to bardzo nerwowo reaguje na ojca, tak jakby już sama jego obecność w domu i jego widok wbudzały w niej silne negatywne emocje, złość i nerwowość.
Mam wrażenie,że tak jak napisałeś to jest jej czynnik stresogenny,alergen wywołujący te reakcje i można to porównać chyba do zespołu stresu pourazowego.
Próbowałam ją namówić na wizytę u psychologa,ale ona nie chce się zgodzić,bo uważa,że i tak już wszystko poszło na marne, nie zmieni przeszłości. Nie mam szans namówić ją by olała ojca i nie reagowała tak gwałtownie na niego, nie bronię go,bo sama mam ogromny żal do niego,ale staram się go zlewać często,by nie popaść w podobne zapętlenie jak ona.
Dla mnie tego już się nie da zmienić,przynajmniej jeśli chodzi o moją matkę.
Jeśli mama sama nie dostrzeże, że takie zachowanie tak naprawdę ją wyniszcza,to my nie jesteśmy w stanie nic zrobić, można tylko spróbować rozmawiać,ale na niewiele się to zdaje,przynajmniej u mnie w rodzinie...
Pozdrawiam,
Aśka