Skocz do zawartości
Nerwica.com

Neniadt

Użytkownik
  • Postów

    39
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Neniadt

  1. Pewnie razem, ale boję się taką decyzję podjąć sama. Dawkowanie wygląda tak: Trittico 150, 3 dni po 1/3 tabletki, potem 2/3 tabl. na 1-2 godz. przed snem. Po 3 dniach sertralina rano, 2 dni 1/2 tabl (25mg), potem całą tabletkę (50mg). Byłam prywatnie u lekarza, a Pani Doktor przyjmuje co czwartek, w innej przychodni mogłabym próbować ją dorwać najwcześniej we wtorek. Napisałam mejla do przychodni, aby się z nią skontaktowali, może mi odpiszą. Mam nadzieję, że mi odpiszą.
  2. Wzięłam pierwszą dawkę, 1/3 tabletki, bardzo dobrze zadziałało. Wreszcie spałam.
  3. Byłam, dostałam Trittico i sertralinę, tylko jakoś nie ogarnęłam, czy mam brać Trittico cały czas z sertaliną, czy tylko przez kilka dni to pierwsze, a potem drugie.
  4. Staram się, ale to nie wychodzi. Ciągle myślę sobie, że moje wycofanie, że moje problemy z okazywaniem uczuć to znak tego, że go nie kocham i że go krzywdzę. Potrzebuję kogoś, kto będzie mną, wejdzie w moją głowę i powie mi, co ja w ogóle czuję. Jestem załamana.
  5. Dostałam od psychiatry Hydroksyzynę doraźnie na ataki lęku i paniki. Jako że zaczęłam trząść się przed snem, wzięłam 25mg (1 pigułkę) i położyłam się. Minęła godzina; ziewałam i zrobiłam się senna, ale nadal miałam ciągi myśli. Wzięłam drugą, czyli razem 50mg. Nie mogłam zasnąć dość długo, ale w końcu się udało. Wstałam dzisiaj dość wcześnie, bo po 8, obudziłam się jeszcze wcześniej. Teraz siedzę i znowu mam drżenia mięśni, ale jestem do tego potwornie śpiąca.
  6. Tylko, widzisz, ja razem z tymi myślami zrobiłam się oziębła emocjonalnie, nie wiem, jak to opisać. Mam takie strasznie dziwne uczucia, przytulam się, dajmy na to i rejestruję, czy mnie to uspokaja, czy nie. Do tego na przykład w nocy czuję wielki dyskomfort, kiedy wiem np., że śpi i że nie ma go ze mną świadomie, nie mogę mu powiedzieć, jak bardzo się boję. Takie dwa stany są jednocześnie, wycofanie emocjonalne i potrzeba zbliżenia fizycznego, ale to zbliżenie nie przynosi takiej ulgi, jakiej się spodziewam, tylko nasila myśli. Byłam u psychiatry takiego uniwersyteckiego, przepisał mi Hydroksyzynę. Wyluzowałam się nieco na rozmowie, potem poszliśmy na spacer, było nieźle. Teraz wróciliśmy do domu i znowu się zaczyna. Jutro idę na normalną wizytę. -- Śr paź 10, 2012 7:30 pm -- W ogóle, jest 19:25 i cała się trzęsę, wzięłabym Hydro, ale to chyba trochę za wcześnie.
  7. A jeżeli to jest po prostu lęk przed skrzywdzeniem drugiego człowieka?
  8. Będzie.dobrze, staram się. Mam też takie myśli, że jestem z moim facetem, bo nie chcę wracać do Wrocławia i mieszkać z matką, to jest naprawdę obrzydliwe. Obrzydliwe! Powietrzny Kowal, pójdę, idę, właśnie przerejestrowałam się do psychiatry na jutro, do dr Longiny Zalskiej, dużo dobrego o niej czytałam. Drożej, ale trudno się mówi, muszę z tego jak najszybciej wyjść, najwyżej posprzedaję, co się da z mieszkania.
  9. Mój facet, co za różnica. Tahelo, wybacz, ale uwagi językowe to jest w tej chwili ostatnie, czego potrzebuję. Mieszkamy razem w Warszawie, od roku, przedtem jeździliśmy do siebie bez przerwy. Pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, jestem DDA (ale sama nie piję, nie palę, nie biorę narkotyków, a teraz odstawiłam nawet kawę). I nerwica, czy coś, co mam, sabotuje mój związek. To przeraża mnie najbardziej. Mam obsesyjne myśli od niedzieli, że co, jeżeli ja go nie kocham, a jeżeli go nie kocham, to co ze mną, z moim życiem, ze studiami, co, wrócę do Wrocławia i będę siedzieć w domu, sama, bez jego wsparcia, bez zapachu, bez możliwości przytulenia się, bez jego uśmiechu i naszych przyzwyczajeń? Moja głowa obraca wszystko przeciwko mojemu ukochanemu, a ja nie potrafię się zdobyć na żadne uczucia, oprócz strachu, więc interpretuję to tak, że faktycznie coś jest na rzeczy. I wszystko kręci się w kółko. Tymczasem biedny R. bez przerwy mi powtarza, że przez to przejdziemy. Koszmar.
  10. Piracko zdobyte, w sensie, że dostałam je od teściowej, która ma problemy z zasypianiem i dała mi takie tabletki. Nie wtajemniczaliśmy jej jednak do końca w mój stan. Nie wiem, co mi jest, ale to nie jest to samo, co depresja, na którą się leczyłam i farmakologicznie, i przy pomocy psychoterapii. To jest nowe doświadczenie. Jakbym rozsypała się na kawałki, nie miała osobowości w ogóle. Chodzę po mieszkaniu i czuję się tak, jakbym była za szybą. Tylko ten strach, że to jest koniec, że jestem skończona, na przemian z napadami obojętności. Tranxene to benzo, boję się benzo.
  11. Cześć, Siedziałam na tym forum kilka lat temu, wówczas leczyłam się z anoreksji i depresji - z dobrym skutkiem. Niestety, teraz problem wrócił i nie mam pojęcia, co mi jest, czy to nerwica natręctw, nerwica lękowa, deprecha, czy wszystko razem. Zaczęło się na początku roku akademickiego: straszny smutek, że będę musiała chodzić na zajęcia, zamiast siedzieć z moim chłopcem w domu (mieszkamy razem od roku, jesteśmy ze sobą jakoś od 2008) i robić to, na co mam ochotę. Byłam zrozpaczona, wychodziłam z płaczem, ale kiedy wracałam, było nieźle. Problem w tym, że wytrwałam jakieś trzy dni - potem dostałam kataru i zostałam w domu. No i się zaczęło, histeria. W niedzielę sobie poradziłam, zaczęłam nawet pisać zaległe recenzje książek, ale jakąś godzinę później w mojej głowie pojawiła się obsesyjna myśl - a co, jeżeli nie kochasz swojego faceta? I to była chwila, wszystko się posypało, trwa to do teraz. Niby krótko, ale jestem w rozsypce, cały czas myślę, zastanawiam się nad swoimi uczuciami i torpeduję swój związek. A ten związek to najlepsze, co mi się przytrafiło w życiu. Bezsenność, niemożność jedzenia (zmuszam się), poczucie nierealności oraz wyobcowania w mieszkaniu, którym tak lubiłam się zajmować. Jestem rękodzielnikiem, a odeszła mi wszelka ochota do zajmowania się szyciem. Czuję się jak bez uczuć, bez pasji, bez chęci do życia, tylko z lękiem, że wylecę ze studiów (na zajęcia tymczasem nie jestem w stanie iść), nie będę miała pracy, związek okaże się fikcją, i tak dalej. Zmuszam swojego chłopca, żeby chodził ze mną na długie spacery po mieście i jeździł autobusem, bo tylko wtedy obsesyjne myśli i lęki opuszczają mnie chociaż na moment. Nie wiem, co mam robić. Wczoraj wzięłam doraźnie dwie piracko zdobyte tabletki hydroksyzyny (łącznie 20mg) i czułam się tak, jakbym była obwiązana materacami - miękko oraz bez bodźców, ale z myślami ciągle z tyłu głowy. Zasnęłam, lecz z dużym trudem. W piątek idę do psychiatry, ale do tego momentu chyba oszaleję, albo coś sobie zrobię. Albo nie zrobię, dla mojego chłopca. Nie mogłabym go tak skrzywdzić. Jezu, nie wiem, gubię się, drżą mi mięśnie.
  12. Neniadt

    Mam chyba ten problem...

    Evexik, coś niesamowitego, dosłownie opisałaś to, co zdarzyło mi się kilka lat temu i co podejrzewam o wywoływanie wszystkich ataków paniki, które przeżyłam: autobus, korek, ciężki oddech, drętwienie (u mnie od nóg aż po usta), przerwa, potem następny raz, naprędce zaleczany czymś słodkim. Miałam też mroczki przed oczami, ale to kilka minut zanim wszystko się na dobre rozkręciło. Jesteś bardziej odpowiedzialna ode mnie i badasz się - ja całą sprawę olałam, podobnie jak mój lekarz. Stwierdził, że jest za późno, żeby zobaczyć, czy nie pękło mi jakieś naczynko w mózgu (fakt, zgłosiłam się z pół roku po fakcie) i sprawdził odruchy. A, ja w autobusie nikomu nie powiedziałam i nikt mi nie pomagał. Zadzwoniłam do chłopaka i spanikowanym głosem, z trudem wymawiając słowa, prosiłam go, żeby do mnie mówił. Gdy dojechałam, wszystko ustąpiło; potem jednak dość mocno bolała mnie głowa.
  13. Witam wszystkich, przepraszam, jeżeli mój topic swoją powtarzalnością/czymkolwiek w jakikolwiek sposób narusza regulamin forum, ale jestem właśnie w trakcie dosyć sporego ataku (piszę italikami, bo najgorsze już chyba za mną, poza tym to pojęcie jakoś się zdewaluowało) lęku przed snem i histerii i mam nadzieję, że opisanie tego, co się ze mną dzieje w jakikolwiek sposób pomoże mi to opanować. Post będzie w związku z tym długi i staranny. Problem polega na tym, że wyobraźnia w ogóle lubi płatać mi figle nocą, skutkiem czego miewam przywidzenia (nie jakieś traumatyczne, ale oczy zawsze chcą się upewnić, że nic nie ma, skutkiem czego rzucam ślepiami po całym pokoju, co nie pomaga mi w zasypianiu), potem pojawiają się natrętne myśli - zazwyczaj przypominam sobie wszystkie najstraszniejsze filmy, które widziałam w życiu. Jestem szczególnie uwrażliwiona na różne powykrzywiane twarze - więc wiadomo, co podsuwa mi mój mózg. Kończy się to tym, że zasypiam przy świetle i to zazwyczaj wystarczy, żebym miała spokój. Dzisiaj jednak jest nieco inaczej, niż zawsze. Od końca 2007 roku jestem w stałym związku z mężczyzną mojego życia, oboje się kochamy i jesteśmy szczęśliwi. Problem polega na tym, że on mieszka w Warszawie, a ja we Wrocławiu, skutkiem czego widzimy się raz na miesiąc/kilka miesięcy. Szczęśliwym trafem tego roku spędziliśmy ze sobą całe wakacje + sesję egzaminacyjną, a ja przyzwyczaiłam się do bezpiecznego zasypiania i przez te cztery miesiące nie miałam ze swoimi lękami żadnych problemów. Problem pojawił się dzisiaj, po jego wyjeździe. Wyjątkowo jestem w mieszkaniu zupełnie sama i kompletnie (przynajmniej wg mojej skali, może za mało widziałam ) ześwirowałam: mam drgawki, mdłości, odrętwienia kończyn, bez przerwy się drapię, płaczę spazmatycznie, mam problemy z oddychaniem i kręgosłupem gdy tylko się położę we względnie horyzontalnej pozycji. Potwornie chce mi się spać, jutro mam zajęcia od rana (gdy zdaję sobie sprawę z tego, jaka będę zmęczona, jak słabo będę kontaktować i jak długo muszę siedzieć na uczelni - jest jeszcze gorzej) ale nie mogę i tym razem, wyjątkowo, nie z powodu przywidzeń. Opanował mnie potworny lęk, nieukierunkowany i nie mający jakiegoś konkretnego źródła. Boję się wyjść z pokoju, boję się zgasić światło, boję się położyć, stracić przytomność, spać, nie spać, umrzeć. Mój mężczyzna robi, co może, podtrzymuje mnie na duchu i nie zostawia samej (nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie VoIP), ale on jest z tych ludzi, którzy byliby w stanie coś podobnego opanować, natomiast ja jestem jak łódeczka na fali i nie wiem, co począć. Jeden dzień wytrzymam, ale po dwóch zwalę się z nóg. A przecież trzeba się przygotowywać, uczyć, czytać teksty.
  14. Wiem, ale przyznać się do tego przed samą sobą nie jest łatwo...
  15. Wpierniczam, jak dzika świnia, tyle, że potem tego nie zwracam, na razie poleciał roczek, zobaczymy, co dalej...
  16. "B., zrób coś z Olą, ona ma coraz większą dupę". Tamtego dnia przestałam jeść. Kochany tatuś.
  17. Ja z kolei mam inny problem - znam swoja wartość, bywam nieskromna, ale, kurczę, mam przynajmniej świadomość swoich talentów i rozwijam je. Wszystko jednak rozbija sie o jedzenie i ono ma moc destrukcyjna. Pokochałam swoją psychikę, ale nie ciało, a ono ma tę słabość, że jest plastyczne i można je zmieniać. Kiedy człowiek poczuje, jak to jest dobrze się w nim czuć, mimo że wygląda, jak więzień Oświęcimia, a wszyscy nazywaja to chorobą, ciężko jest wybrnąć. Niby wyglądam już normalnie, ale wszędzie szukam możliwości, by wrócić do starego stanu. momentami zastanawiam sie, czy nie rzucić terapii
  18. Wszyscy go pragniemy, a ono przecież jest dookoła nas. Wystarczy widzieć, nie patrzeć.
  19. Bethi, tak między Bogiem, a prawdą- martwiłoby Cię to ?
  20. Neniadt

    analiza zdjęcia

    1.2.3.4. Ta osoba jest gothką.
  21. Bethi, bardzo podoba mi się Twój punkt widzenia. Wiem z doświadczenia, ile odwagi potrzeba, by żyć dalej. edit: 'Listy pożegnalne' ? Geeez... Podobnie, jak 99,9% osób, podejmująca demonstratywne próby. Chcesz się zabić ? NAPRAWDĘ chcesz ? Idź do lasu, powieś się na gałęzi tak, by nikt Cie nie widział. Jeżeli rozmyślasz o tym, jak zrobić z tego romantyczne (pożal się Boże) wydarzenie, jak to ma wyglądać, żeby było 'och', 'ach' i o czym rozmawiać (chociaż, oprócz rodziców, nikogo to na dłuższą metę nie obejdzie) - tak naprawdę tego nie chcesz, bowiem gdyby tak było, metoda stałaby się punktem najmniej ważnym i istotnym. Dam sobie łeb uciąć, że niedługo chęć samobójstwa odejdzie tak, jak przyszła. Czyli - z wiekiem.
  22. Moje pierwsze wspomnienia, związane z domem rodzinnym to alkohol, krzyki, uderzenia i obelgi. Pierwszy zapamiętany obraz, który potrafię przywołać to moja matka, kopana przez ojca w brzuch, to moja matka, cała we krwi, to ja, odpychana przez nich oboje. 'Idź do swojej mamusi.' 'Idź do swojego tatusia'. Mój własny ojciec wystawiał mnie za balkon ze słowami: 'To dziecko zasługuje na śmierć'. Nie po to, aby mnie zabić, o nie. To była próba zaszantażowania mojej matki, gdyby chciała odejść. Nigdy nie zapomniała, jak, jako kobieta w ciąży, spała w parku na ławce, bo pijany ojciec nie otworzył jej drzwi. Całe dzieciństwo było pasmem kłótni, popychanek, wyzwisk i wódy. Do tej pory nie mogę słuchać muzyki, gdy słyszę głos, dobiegający z pokoju. Muszę nasłuchiwać, tak jak robiłam to przez 9 lat, czy ojciec nie bije mamy. Do tej pory ściszam wtedy głośniki, chociaż wreszcie mieszkamy osobno. Nie pamiętam już, ile razy chciałam się zabić, od kiedy miałam depresję, ile razy zatrzymywałam się na krawędzi, zanim nie wpadłam w anoreksję. Siedziałam w pokoju, a oni wrzeszczeli, wpadli do mnie. Kazałam im się wynosić, nie słuchali. Wzięłam wtedy swój sztylet, szarpnęłam się z tyłu za włosy, przyłożyłam do szyi i wiżdżałam, jak dzikie, zarzynane zwierzę. 'Wypierdalajcie stąd do osobnych pokojów. W przeciwnym razie powyrzynam was, a potem siebie. Ja nie żartuję.' Udało się. Poszli. Sytuacja wyglądała tak do listopada 2006; matka żyła z nim 28 lat, ja całe swoje życie. Okradziona, zdegradowana do rangi służącej, spędziła z nim dla mnie ponad ćwierć wieku i dopiero moja choroba zmotywowała ją do odejścia. Obecnie mieszkamy w jej mieszkaniu, mamy spokój i ciszę, a mój ojciec, obłędnie bogaty, stacza się w swoim wielkim, śmierdzącym domu, który tyle widział. 'Nie będę miał rodziny, ale będę miał pieniądze.' To jego słowa. Dostał, co chciał. Oddaje mnie i matce alimenty, duże, jak na polskie realia, ale minimalne w stosunku do jego absurdalnie wysokich zarobków. Przedtem miałam wszystko, wszystko, co tylko chciałam, oprócz spokoju. Teraz 5zł to dla mnie majątek, ale jestem szczęśliwa, bo po raz pierwszy od 16 lat mogę zaprosić kogoś do domu bez lęku, że mój ojciec będzie pijany spał na kanapie. Przeszłam to wszystko, a przejdę jeszcze więcej; on ma pieniądze, ma adwokatów, my z matka oszczędzamy, jak można, by móc zapłacić cholernej pani mecenas. Być może wygra, ale ja zamierzam walczyć. Do końca. Bo życie jest, było i będzie piękne, cudowne, niewyobrażalnie wspaniałe. Teraz to rozumiem. I niczego nie żałuję.
  23. Neniadt

    Moje ultimatum dla Was

    "A pocałujże mnie w rzyć. To Twoje życie i będziesz robił z nim to, co uważasz za słuszne, ja ani myślę brać za Ciebie odpowiedzialności i nie uda Ci się jej na mnie zrzucić. Masz szansę, jak każdy człowiek, tylko że jest trudno i nie trzeba o tym przypominać. Aby było jasne:nie potępiam, wiem, jak ciężko jest wyjść z tego przeklętego kółka dni lepszych i gorszych. Tylko... nikt nie będzie żył za Ciebie, nikt za Ciebie nie umrze i nikt za Ciebie się nie rozliczy. A świat zawsze każe płacić długi; moje króciutkie życie niejednokrotnie mi to udowodniło. Dystansu, Drogie Potrójne Ja, dystansu do świata, nie do siebie. Z tego typu zaburzeniami nie ma mowy o dystansie. Jest tylko Wielkie Rozwiązywanie Zagadki Swojej Znienawidzonej Osoby, nieprawdaż ?" I to właśnie miałam zamiar napisać, zanim zorientowałam się, że jest już 20 i że (jak wnioskuję z Twojego Jajaija'owego postu) sytuacja powolutku, powolutku zaczyna się... nie powiem 'windować', raczej 'klarować'. Ha i całe szczęście, życie brutalnym jest, sami sobie nie pomożemy, to nikt nam nie pomoże (prócz, czasami, lekarzy), nikt nas nie wyręczy, ani nie zamieni się w impulsy elektryczne, krążące w naszych głowach. Żadna sytuacja nie jest tak beznadziejna, aby nie dało się z niej wybrnąć. :) Życzę powodzenia :)
  24. Nikt Cię nie opanował, to pragnienia, do których sama boisz się przed sobą przyznać. Przez długi czas zwalałam sznyty na Anę, dopóki nie rąbnęłam się w ryj i nie powiedziałam sobie prosto w oczy. Tnę się, bo tego chcę. Mam anoreksję, bo tego chcę. Jestem samotna bo chcę się niszczyć. Potem jest już tylko pod górkę. Być może to wyczuwasz.
  25. Muzyka klasyczna: Rachmaninow, Musorgski, Bach, Beethoven, Chopin et caetera, poezja śpiewana, głównie Jacek Kaczmarski i Grzegorz Turnau, jazz, do tego dużo rocka i niewiele metalu (Ucho me zmęczone jest już łupaniną, więc jeno ten lżejszy).
×