Cześć,
Mam 25 lat. Od jakiegoś czasu mam problem ze zbyt dużym napięciem w czasie kontaktów towarzyskich, ale nie tylko... Jestem osobą bardzo towarzyską i niewiele jest rzeczy na świecie, które cieszą mnie bardziej niż spotkania ze znajomymi;) Ale ale... na drodze ku radości pojawiła się ostatnio przeszkoda.
Ta przeszkoda to duże napięcie w czasie rozmów w kręgu znajomych, nawet najbliższych. A najgorzej bywa w trakcie rozmów w cztery oczy. Ostatnio tremuje mnie nawet rozmowa z mamą(!) Wcześniej takie rzeczy nie zdarzały się, bądź zdarzały rzadko. Nigdy nie przejmowałem się tym, jak wyglądam, jak mówię, czy jestem zabawny. Teraz to wszystko cholernie kontroluję w czasie rozmowy i nie potrafię "puścić". A to wywołuje mocne napięcie i niemożliwość skupienia się na rozmówcy, na tym co mówi, na przeżywaniu. Czuję sztywny kark, spocone ręce, napięcie mięśni twarzy.
Nie wiem czemu tak się dzieję. Ale chciałbym sobie z tym jakoś poradzić. Czy wpływa na to stresująca praca? (którą kocham i tak), rozstanie z narzeczoną przed rokiem? A może niedawna przeprowadzka do dużego miasta i krótki epizod depresji z tego powodu?
Wiadomo, że po kieliszku czy dwóch napięcie maleje. Ale jestem dda i nie pozwolę sobie "popłynąć" w alkohol ze względu na napięcie. Stosuje trening autogenny, medytacje, ćwiczenia oddechowe, no i uprawiam dużo sportu. To faktycznie pomaga radzić sobie z napięciem, ale ta przeszkoda i tak pojawia się w kontaktach towarzyskich...
W zasadzie niczego mi nie brakuje. Mam gdzie mieszkać, są przyjaciele, dobra praca, hobby. A mimo to pojawia się napięcie.
Chciałbym wejść w związek, poderwać sobie dziewczynę. Cieszyć się życiem. Czy ktoś ma podobną sytuację? Jakie macie metody na walkę z napięciem?