Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Patrycja

Użytkownik
  • Zawartość

    150
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. To co opisała Martusia to 100% racja. Ja jednak chciałam zaznaczyć,wnosząc po swoim przypadku,że miałam prócz ataku paniki straszną gonitwę myśli,której nie sposób mimo całej wiedzy na temat schematu powstawania lęku opanować. Wiedziałam co i jak a nagle chaos ucieczka czarna rozpacz,zresztą nie muszę chyba nikomu tego opisywać. Powiem tak. Teraz umiem (choć też nie zawsze zastopować swoje myśli i zastąpić je np. słowami : "Nieprawda nic takiego się nie wydarzy" a potem dodaję"jestem tu i teraz i jestem bezpieczna") Na mnie to działa jednak wcześniej mimo,że czytałam tę samą książkę nic z niej do mnie nie docierało to była jakaś czarna magia. Teraz przeczytałam to jakby na nowo,jakby dopiero to do mnie dotarło,otworzyła mi się jakaś klapka. Pewnie zastanawiacie się po to po co to piszę. Piszę to do tych osób,które na początku wogle nie będą umiały z tej techniki skorzystać,żeby się nie poddawały,bo na początku może się nie udać. To,że raz czy dwa Wam nie wyjdzie i panika znów "wygra" to nieważne. Na wszystko trzeba czasu,bo to naprawdę działa.Trzeba się jedynie mocno uprzeć i nie poddawać CHOĆBYNIEWIEMCO Moja kochana pani psychiatra powtarza mi wciąż,że pędzę i pędzę i nie daję sobie czasu nawet na wyzdrowienie. Staram sobie przypominać jej słowa :powoli,spokojnie w SWOIM tempie. pozdrawiam
  2. Patrycja

    Miłosierdzie Boże

    Drań! Co Ty żeś znowu napisał z tą przyjaciółką co Cię nie zawiodła nigdy Szczerze powiem,że nie tyle to jest straszne i dołujące co cholernie...prawdziwe. Jako trafne ubranie myśli w słowa to Ci się pochwała należy,ale jakbyś miał zamiar w to wierzyć to byłby to horror. Z tą nerwicą jest jak z przyjacielem tylko dlatego,że ona rzeczywiście jest ciągle i cały czas-taka wierna towarzyszka raczej i co najgorsze nieproszona. Ale jestem w szoku,bo jak sobie pomyślę to mnie moja nerwica też nigdy nie zawiodła. A popatrz tak zawsze chciałam,żeby mnie zdradziła,rzuciła dla kogo innego,znudziła się mną. A ta nie jak się uprze i "pokocha" to na całego. Na szczęście nie ona jedna ma do gadania w tym związku. dopiero niedawno zauważyłam,że ja również mam coś do powiedzenia i to jest bardzo ważne. Masz rację Draniu z nerwicą jak z natrętną miłością. Ale to plus,bo natręta można przecież chociażby nawet nie zacząć,ale postanowić zacząć olewać. i już jestem krok do przodu,poprostu staram się ignorować tę mą "nachalną przyjaciółkę" nie przeżywam tego co mi mówi,co szepcze do ucha i poprostu corasz mniej się nią przejmuję. A niech sobie gada i straszy i pojawia się zawsze i wszędzie ja ją poprostu łaskawie toleruje,ech taka głupia to niech sobie gada. Tak ostatnio to mi jej nawet się szkoda robi(następny krok do przodu),ze taka wystraszona i trochę ją uspokajam. Mówię "nie bój się pójdziemy tylko do sklepu,w razie czego wrócimy". I ona nagle taka bidulka się zrobiła,trochę się nią poopiekuję,pouspokajam zacznę być bardziej miła. I okazuje się,że to nie żaden potwór co chce nas zniszczyć tylko mały wystraszony dzieciaczek-poprostu my sami. myślę,że trzeba na tę naszą przyjaciółkę popatrzeć trochę łaskawiej i zamiast z nią walczyć trochę uspokoić. Kto myślał o tym,ze pozytywny stosunek do swojej nerwicy może przynieść jakieś korzyści? Ja tak ostatnio myślę i czuję się dobrze. pozdrawiam
  3. U mnie było to samo. Czekałam na chłopaka by póść do sklepu i gdziekolwiek indziej. Nagle zauważyłam u siebie CHĘĆ by wyjść,by obcować z ludżmi i czerpać z tego przyjemność. Kiedyś wydawało mi się,że najszczęśliwsza byłabym zamknięta w jakimś kącie gdzie nie musiałabym kontaktować się z ludżmi. Teraz wiem,że moje marzenia nie były marzeniami-to był objaw lęku. lęku do tego stopnia,że życzyłam sobie jakiejś poważnej choroby by tylko usprawiedliwić siedzenie w domu. To jest własnie miarą cierpienia w nerwicy: marzysz o nawet śmiertelnej chorobie byle tylko nie wychodzić i nie czuć lęku. dzisiaj wiem,że jestem chora i potrzebuję leczenia. Wychodzę na ulicę,do ludzi powoli i nieśmiało-ale już bez TEGO uczucia tej paniki choć i to za małe słowo. Owszem czuję lęk,czuję strach i czuję się nieswojo ale nie czuję tego uczucia nie wiem jak to nazwać ...panicznego lęku. jak zwierze,które czuje taki strach,że skacze w przepaść,bo woli zginąć niż spotkać to czego się boi. Jest to poprostu strach nie do opisania,to nawet nie jest lęk o życie to coś więcej. mam problem z nazwaniem tego uczucia więc poprostu nazywam to: cierpieniem. I teraz za głowę się łapię jak ja dożyłam z tym do dziś??? No ale najwazniejsze,że jest lepiej.pozdrowionka.
  4. Wiesz jak sobie przypomne JAK bardzo się męczyłam np.na szkolnych korytarzach przed zajęciami,jak próbowałam być taka jak inni,jak kryłam się by nikt nie zauważył tego co "nienormalne",to możesz się śmiać,ale samej siebie mi szkoda. Jak byłam biedna bo cierpiałam a nawet nie wiedziałam jak cierpię. Wiesz jak boli Cię głowa to mówisz" żle się czuję muszę się położyć odpocząc" i jest ok. W nerwicy jest innaczej męczysz się miotasz tragicznie cierpisz,ale nie powiesz "coś mi jest,jest mi żle (szczególnie gdy nie masz porównania przed i po) ukrywasz to bo myslisz,że jestes nienormalna,poza tym nikt nie traktuje Cię poważnie "boisz się? ale czego tu się bać?" "nie wymyślaj" "za bardzo się skupiasz nad sobą". więc uczysz się ukrywać tę "wstydliwą ikompromitującą przypadłośc" No i cierpisz,męczysz się... Naprawdę dzisiaj aż chce mi się płakać i mam żal do wszystkich dorosłych,którzy mogli mi pomóc jak byłam już dzieckiem. ale cóż widocznie musiałam zabrnąc aż tu i teraz,żeby mieć tę satysfakcję by samej sobie pomóc (z tego jestem dumna). Ale wcześniej było naprawdę okropnie i żadnej,żadnej pomocy. Dziś wiem,że nerwicowcy to naprawdę najsilniejsi ludzie. Szczególnie Ci co nerwicę mieli od zawdze i nie pamiętają stanu "przed" nie mają żadnego porównania jak to jest gdy świat wokół jest bezpieczny i żyje się normalnie. Wtedy to wszystko odkrywasz po raz pierwszy uczysz się czym jest życie bez nerwicy i cieszysz się małymi rzeczami wokól. Ja mam taką radosc życia,wiekszą niż np.bogatsi lepiej ustawieni ludzie,których nic nie zadowala i ciągle chcą więcej i więcej. zmieniają partnerów,zawsze są niezadowoleni,a każda zagraniczna wycieczka mogłaby być lepsza,każda impreza barwniejsza itp. ja cieszę się swoim mieszkankiem,mam wciąż tego samego chłopaka,bardzo mało pieniędzy i dwa zwierzaki-i to jest moje szczęście potrafię się tym cieszyć,docenić,bo wiem już jak to jest gdy jest bardzo bardzo żle. a moi rówieśnicy wciąż chcą więcej i więcej nie umiejąc cenić tego co posiadają,a to dlatego,że zawsze to mieli i nie musieli o to walczyć. To jest chyba ta jasna strona nerwicy,że jak się już za nią weżmiemy to jesteśmy bogatsi,lepsi...spokojniejsi w sensie cieszenia się życiem. To taka nauka wytrawnego smakowanie,delektowania się małymi kęsami życia zamiast rzucania się wciąż na nowe i opychania byle czym
  5. Wiecie co? Dzisiaj coś do mnie dotarło i chcę się z tym z Wami podzielić. Dopiero dzisiaj a biorę leki już jakiś czas zaczełam spostrzegać jak bardzo i jak okrutnie sie męczyłam. Panuje opinia,że leki są złe itp. jednak myślę,że w niektórych wypadkach są bardzo pomocne. Oczywiście tylko psychoterapia nas wyleczy to fakt i to już wiem,ale leki pomagają wtedy gdy zabrneliśmy w nerwicy już tak daleko,że nie możemy już nic. Ja dopiero teraz po lekach jestem w stanie lepiej analizować siebie (poprostu jestem spokojniejsza) i moja terapia pędzi naprzód. Dopiero teraz gdy wstaję rano i nie czuję tego czegoś pojęłam,że tak własnie powinnam się czuć. A to co było dotąd moim wydawało mi się "normalnym" stanem to nic innego jak wielka męczarnia. Wtedy tak tego nie czułam to było poprostu "normalne". Dziś płakać mi się chce prawie z żalu jak zdam sobie sprawę,że "powinnam" czuć się tak jak teraz,ze każdy zdrowy człowiek się tak czuje jak ja dziś. i wtedy można walczyć o siebie o terapie,bo jest poprostu do tego siła. Siła na analizę,wizyty u psychiatry i terapeuty,chęć do życia. No i ten zwykły normalny spokój,bez tego wewnętrznego trzęsienia ziemi rozbijającego na miliony kawałków. rozmawiam z moim lekarzem na temat leków i nie do konca jest tak,że one nie leczą. lekarz powiedział mi,że w moim organiżmie było takie spustoszenie,że leki są mi poprostu potrzebne (ja miałam nerwicę od zawsze odurodzenia-traumatyczne dzieciństwo itd.) Dlatego to jak się teraz czuję jest dla mnie czymś nowym,bo nie pamiętam stanu z przed nerwicy,bo takiego nie było.Jestem zadowolona,że w końcu trafiłam na cudownego lekarza,który słucha,który bada,który poprostu "mnie prowadzi". Bo moje wcześniejsze doświadczenia z lekarzami,którzy byli gotowi wypisywać leki na pierwszej wizycie na "ładne oczy"....ech...szkoda gadać. Dlatego polecam Wam leki,ale nie pierwsze lepsze tylko takie które Was będą naprawdę leczyć. Przede wszystkim życzę Wam mądrych i wykształconych lekarzy,którzy interesują się swoim zawodem (w dzisiejszych czasach to życzenie wcale nie brzmi komicznie prawda?) No i oczywiście psychoterapia czyli docieranie do żródła nerwicy,bo lekarstwa lecza tylko fizyczne spustoszenia,które po odstawieniu pigułek powracają gdy nie zlikwidujemy żródła. No a moje spostrzeżenie to właśnie to : dopiero teraz wiem jak cierpiałam(śmieszne co??)pozdrawiam
  6. Myślę,że u nas chodzi nie tyle o perfekcjonizm lecz o brak priorytetów to zapędza nas w kozi róg.
  7. Ja się boję czasem duchów,że ktoś mi się pojawi. Śpię wtedy przy zapalonym świetle,ale nie przejmuję się tym,bo wiem,że to od tych horrorów co je z uzależnienia oglądam.
  8. Hrejka! Dawno mnie nie było. napiszę,że jest.......lepiej. zaczęłam od ludzi WYMAGAĆ by akceptowali moje trzesienie. nie ma nic prostszego poprostu jak się pokaze im ,ze się to akceptuje i o tym wie..dla nich też przestaje być to sensacją. mówie teraz głośno: jestem zdenerwowana,zle się czuje. pare ludzi przyznało mi,że też są nerwowi i...nikt nie robi z tego problemu. Zaczeliśmy planować słub,bo w koncu przestałam się go bać. Najwyżej powiem gosciom,że strasznie się denerwuję i ze aż z nerwów się trzesę,dlatego trudno mi podpisać czy tam ustać. najwyżej padne albo ucieknę (ale wrócę za chwilę i powiem,ze mi było nioedobrze z nerwów). przecież nikt mnie nie zabije. zrozumiałam w koncu,że swiat jest pełen ludzi,którzy patrzą na Ciebie życzliwie i niekoniecznie każdy czeka tylko na to az się potkniesz. A to od wtedy gdy zaczęłam życzliwiej traktować samą siebie i na wiecej "spieprzonych" sytuacji sobie pozwalać [ Dodano: Pią Mar 31, 2006 6:59 pm ] a tak na marginesie to gdzie się podziały przywitania i przede wszystkim zdjęcia
  9. Ja nie mam "stanu przed nerwicą". Moje dzieciństwo ukształtowało mnie juz na osobę nerwicową,tak więc moje zdrowienie polega na nauczeniu się od nowa wszystkich norm społecznych,pozbyciu negatywnych wzorców ogólnie przewartosciowaniu. to juz rola psychoterapii. Zgadzam sie,że wyleczenie polega na uzyskaniu nowego ,lepszego JA
  10. a co myslisz o tzw. przesileniu wiosennym. organizmowi zaczyna brakować witamin nagromadzonych w lecie. to dośc powszechne zjawisko takie samo jak jesienna depresja. Pozdrowionka
  11. Ja też,ja też tylko,ze wtedy to juz miałam wyrzuty sumienia,bo kaprysiłam jak bachorzysko,a on był taki biedniutki a ja byłam tym kim wczesniej nigdy nie mogłam być i akurat na niego trafiło. Taki egocentryczny rozpieszczony dzieciuch. ale mineło mi po paru miesiacach (zanim dostał załamania nerwowego )
  12. Patrycja

    mam doła!

    Dokładnie tak Cicha Wodo,trzeba pozwolić sobie na te chwile i zaakceptować jako normalne w drodze do zdrowia
  13. Żeby Was pocieszyć (chyba) to przyznam,że całe swoje życie uważałam,że jestem nawet nie inna (to by było cool),ale właśnie DZIWNA. Teraz mi trochę przeszło. Myslę,że miało to związek z niechęcią moich rodziców do mnie,więc poprostu szukałam przyczyny. A ze nie mogłam jej znależć (byłam bardzo ładną dziewczynką,dobrze się uczyłam) doszłam do wniosku,ze musi być we mnie TO COŚ co sprawia,że np. kolezanka jest przez swoją mamę przytulana i całowana nawet wtedy gdy była niegrzeczna,a ja mimo przeróżnych starań nie. to ma tez zwiazek z moja perfekcyjnoscią,do dziś łapię się na tym,iż uwazam,ze żeby mieć to co inni mają za friko,ja muszę na to zasłużyć. to wszystko tkwi w dzieciństwie. Pomaga mi przypomnienie sobie SKĄD to się wzieło i uświadomienie sobie,ze nie ma to NIC wspólnego z rzeczywistością.
  14. Ja miałam fazę na bycie "małą dziewczynką". byłam strasznie mała i mój biedny chłopak musiał się mną "opiekować" . To chyba odreagowanie i przeżycie dzieciństwa (utraconego). To coś z DDA naweno poczytaj o tym. DDA nie umieja się bawić i takie tam. nie przejmuj się mi to minęło Moim zdaniem to chyba jest ci lepiej a nie gorzej ,skoro zaczynasz sie smiać i bawić (byle szczerze).
  15. Ja tylko apropo w kólko powtarzania tego samego. mnie akurat to pomaga. jak se czegoś 100 razy nie wklepię do tej swojej durnej głowy to nie zapamiętam. nawet ksiażki na temat nerwicy czytam parę razy,zanim do mnie dotrą. myslę,że ma to zawiązek z osłabioną koncentracją i ogólnie brakiem jakiejś takiej "otwartości umysłu". więc nie dziwię się,że musimy w chwilach kryzysu powtarzac sobie coś w kólko. Śmieszne jest,że jak sobie radzę to doradzam innym,wyjasnim logicznie jak maja postepować i wspieram na duchu. A jak przyjdzie kryzysik to wracam tu i czekam z nadzieją aż ktoś napisze mi to samo. I tu masz racje Colleto _przecież ja to wszystko wiem,a końcem mojego zdrowienia bedzie moment gdy sama będę umiała sie uspokoiś,wpłynąć na swój lęk. To fakt. Ale by zakończyć ten proces,potrzebuje tez wsparcia i akceptacji innych,nie aprobując jednak wyłacznego "jechania" na pocieszeniach ludzi z forum. Oprócz tego to samo indywidualnie,ciagle i ciągle w swojej głowie. No ale jak tu czasem ufać swojej głowie? wtedy i forum się przydaję. ja myślę,że nie można więc tak skrajnie do tego podchodzić,że Ci co korzystaja z forum to be,albo,ze Ci co sami to fuj. Ja myslę,że jedno nie wyklucza drugiego. Bo do walki z nerwicą potrzeba: zmiany myślenia,a czasem psychologa,czasem psychiatry ,czasem forum. Sęk w tym,że każdy wie co mu pomaga najlepiej. Czy kopanie czy głaskanie. Dajmy tym ludziom prawo do postępowania ze swoją chorobą tak jak chcą. Dajmy tez prawo do nie zdrowienia tym,którzy nie chcą wyzdrowieć ,ale uswiadamiajmy (tak jak Ty Coletto) co się z nimi dzieje. Jednak wyrażajmy jedynie swoje OPINIE trzymajac się z daleka od sadów czy ataków. tylko to mnie denerwuje,napewno nie prawo do swojego zdania. pozdrowionka
×