Lenka, to miło, że nie jestem tu sam. Rzeczywiście to cierpienie jest nie do zniesienia. Tej potrzeby nie ma jak zaspokoić. Ludziom, na których mi zależy, wystarczy jak się spotkamy raz na długi czas, a dla mnie to jak śmierć znajomości. Odbieram to jakby im na mnie nie zależało, jakby wszyscy byli przeciwko mnie. Zostaję sam ze swoim pragnieniem ciepła. Nie wspominałem o tym, ale w gorszych chwilach objadam się prawie do zwymiotowania. Niestety ta gorsza chwila jest prawie codziennie.
Moja mama zabiega o ciepło ze strony ojca, ale bez skutku. On ją zaniedbuje, nigdzie jej nie zabiera. Podobnie było ze mną i z moim bratem - nie mam żadnych wspomnień z ojcem, zawsze albo go nie było, albo był zajęty sobą.
Możesz rozwinąć tę myśl?
Lily, nie mam pojęcia. Jak czuję, że kogoś kocham, to czuję, że albo chcę się tym kimś opiekować, albo chcę, by to on się mną zaopiekował. Nie wiem czy umiem sobie wyobrazić miłość partnerską, bo wspomniana wcześniej potrzeba jest na pierwszym miejscu.
Zastanawiam się ile w tym wszystkim jest winy tego ile strachu i cierpienia przeżywałem w dzieciństwie. Psycholodzy zawsze skupiają się na jednym z tych problemów: albo ojcu, albo prześladowaniu. Nie starają się ich łączyć.