Witam, Kiedyś już pisałem trochę na tym forum, wracam znów.
Niestety mam drugi rzut, wcześniej miałem hipochondrię, minęła bez śladu, ostatnia moja diagnoza to zaburzenia lękowo-depresyjne.
Od marca biorę Depralin, dawki 5,10 i doszedłem do 15 mg.
Ogólnie w moim zyciu się wiele pozmienianoło, zmarł mi Ojciec (pieprzony rak jelita grubego), udało mi się skończyć studia (z rocznym poślizgiem), nawet znalazłem pracę w zawodzie. Zerwała ze mną po czteroletnim związku dziewczyna, po czym związała się z moim znajomym. To wszystko przed braniem SSRI.
Z powodu lęku uogólnionego (że coś mi nie wyjdzie i wszystko się rozsypie) trafiłem na drugą terapię w życiu,, do tego "książkowo": wieczne niedospanie, wspomniane lęki, czasem wybuchy gniewu, niska samoocena - jestem strasznie chudy i niski, do tego zaburzenia koncentracji - czułem się starsznie głupi - na szczęcie to mija.
Ponieważ mogę trochę zainwestować kasy, to zacząłem realizować swoje marzenie - kupiłem gramofon i kolekcjonuję płyty winilowe.
Od niedawna zacząłem jeździć na rowerze, idzie mi coraz lepiej, rzeczywiście wysiłek fizyczny pomaga.
Ale jednak został jeden problem - czuję się starsznie samotny. mam 26 lat, wszystkie koleżanki są już zajęte od dłuższego czasu, na znajomych nie narzekam jest ich trochę, ale wszyscy w związkach
Tylko że wciaż nie potrafię związać się z kobietą. niedawno przypadkiem poznałem poprzez znajomych koleżankę, spotkaliśmy się kilka razy , po czym ona zerwała ze mna kontakt bez słowa, takich historii przeżywalem dziesiątki, zawsze wtedy wszystko idzie w moją niską samoocenę.
Dochodzi do tego że gdy widzę pary to zacztnam się porównywać, zadajac sobie pytanie, czym ten dany facet jest lepszy odemnie.
W tle jeszcze kilkuletnia niespełniona miłość, tak to jest jak się chce bawić w przyjaźnie pomiędzy płciami.
Brak mi pewności siebie co do kobiet, szczególnie nieznajomych - wiele razy np. jadąc na rowerze, chciałem zagdać i nigdy nie potrafiłem.
Piszę to bo właśnie strasznie zaczeło mnie to męczyć i muszę się wygadać.
Nie piszcie że i tak mam dobrze, bo nigdy mnie nie pocieszało to że inni mają gorzej.
P.S myślałem nad psychoterapią, ale koszt wizyt ( w moim mieście ok. 100zł) skutecnzie mnie odstrasza. A wiadomo NFZ-towi nie ufam.