Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

lekopawel

Użytkownik
  • Zawartość

    56
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Dzięki za odpowiedź Candy14! Mam jeszcze tylko jedno pytanie: Czy odprawa celna ma jakikolwiek związek z visą pracowniczą? Chodzi mi o to, czy we wniosku o visę muszę przyznać się, że cierpię na zaburzenia psychiczne? Jakie są Wasze doświadczenia w sprawie wypełniania wniosku o visę i zamieszczonego tam pytania dot. leczenia psychiatrycznego?
  2. Witam, Czy ktoś z Was miał podobny problem? Otóż za kilka tygodni jadę do USA. Muszę zabrać ze sobą całkiem sporą ilość leków. Czy trzeba podjąć jakieś specjalne kroki w celu bezpiecznego przewiezienia ich w samolocie? Czy trzeba mieć specjalne zaświadczenie od lekarza o konieczności zażywania tych konkretnych leków (w jakim języku)? Czy kontrola celna/graniczna może mnie z powodu posiadania leków nie wpuścić do USA? Czy są jakieś limity co do przewożenia leków w ten sposób (np. ilościowe)? Jakie są przepisy związane z kontrolą celną/graniczną w sprawie przewożenia leków (polskie, amerykańskie)? Jakie są przepisy związane z przewozem leków samolotem (czy poszczególne linie mają inne przepisy, czy są one ujednolicone)? To tylko kilka przykładowych pytań, oczywiście chcę wiedzieć jak najwięcej w tej sprawie. W związku z tym proszę Was o pomoc. Może macie doświadczenie w takich sytuacjach, a może macie namiary na jakieś dokumenty lub przepisy z tym związane? Z góry dziękuję!
  3. Zastanawiam się ostatnio nad jedną kwestią więc postanowiłem zapytać Was (wraz z umieszczeniem ankiety), otóż: Czy jest możliwa sytuacja, w której matka choruje na Zastępczy zespół Münchhausena, którego ofiarą jest jej dziecko ORAZ to dziecko po zaprzestaniu przez matkę praktyk związanych z tym zespołem (np. poprzez osiągnięcie przez dziecko dojrzałości i/lub odseparowanie się od matki) nigdy nie dowie się, że było przez matkę maltretowane? Zakładamy, że matka perfekcyjnie ukrywała swoje zachowania przed dzieckiem oraz resztą otoczenia (np. podtruwała je). Zapraszam do komentowania oraz udzielania odpowiedzi poprzez ankietę.
  4. lekopawel

    Przepraszam...

    niecosc, z Twojego postu jasno wynika, że potrzebujesz terapii. Jedna wizyta u psychologa może Ci pomóc, żeby wiele z siebie wyrzucić, ale na dłuższą metę powinnaś poszukać sobie dobrego terapeuty lub ośrodka, do którego będziesz regularnie chodziła. Aha, i nie bierz żadnych leków, m.in. przeciwdepresyjnych. One utrudniają terapię i są przepisywane tylko z naprawdę ciężkich przypadkach, a Ty nie jesteś ciężkim przypadkiem, tylko trochę się zagubiłaś, bo zaczęły wychodzić zaszłości z dzieciństwa. Tak więc terapia przede wszystkim. Z mamą też powinnaś porozmawiać, ale proponuję w trakcie terapii, żebyś czuła, że masz oparcie w terapeucie. Życzę powodzenia!
  5. lekopawel

    depresja

    Według mnie po pierwsze psychiatra i diagnoza. Leki, jeśli to konieczne. Później wypadałoby pójść na jakąś terapię. Może będziesz tą szczęściarą, której jedna terapia pomoże i wszystko będzie dobrze. Może się też okazać, że to początek długiej drogi, ale bądźmy dobrej myśli.
  6. Ja też czuję się inny może nie od początku, ale odkąd pamiętam, czyli gdzieś od czwartego/piątego roku życia. Niestety w dzieciństwie nie było lekko, ale nikt nigdy do psychologa mnie nie zaprowadził. Leczenie zacząłem dopiero 7 lat temu. Niestety uważam, że mam tak bardzo mocno wpojone jakieś chore schematy, że nie jestem w stanie się z nich wyrwać, a jak już próbuję (i czuję się wówczas przez krótki czas lepiej) to potem płacę za to jeszcze silniejszą depresją. Ostatnio przeanalizowałem swoje życie i zauważyłem, że taki schemat powtarza się u mnie od wielu lat, więc to właśnie od dzieciństwa a nie od urodzenia jestem "chory". Czy ktoś z Was korzystał z terapii długoterminowej? Jeśli tak, jakie są Wasze postępy i czy terapia (w dłuższej perspektywie) wogóle działa na takich jak my?
  7. lekopawel

    [WARSZAWA]

    Witam serdecznie, napisałem na tym forum kilka(naście) postów, więc możecie cokolwiek o mnie przeczytać, ale mam do Was pytanie/prośbę. Otóż mam już za sobą kilka terapii krótkoterminowych i jedną grupową długoterminową. Byłem również w ośrodku leczenia nerwic w Komorowie (muszę przyznać, że bardzo mi ten pobyt pomógł - niestety na krótko). Niestety terapeuta, który mnie prowadził w Komorowie odmówił dalszej współpracy mówiąc, że nie jest na tyle doświadczony, żeby poradzić sobie ze mną (choć ma ponad 40 lat - ale może nie o wiek tutaj chodzi). Być może miał rację. Mam świadomość, że prawdopodobnie moje zaburzenia są na tyle głębokie, że nie każdy może podjąć się terapii ze mną. I tutaj pojawia się moje pytanie do Was: Czy znacie może jakichś dobrych terapeutów, którzy mają duże doświadczenie oraz są skuteczni? Nie chodzi mi o to, że chcę wyzdrowieć w kilka miesięcy, ale skoro mam wybrać terapeutę do dalszej kilkuletniej współpracy, to chciałbym, żeby ta osoba miała na swoim koncie jakieś sukcesy terapeutyczne. I tak, przed podjęciem terapii muszę pójść do kilku osób, żeby wybrać tę odpowiednią (przemyśleć na chłodno, czy faktycznie dana osobna może mi pomóc), ale chciałbym posłuchać Waszych opinii i Waszego doświadczenia z terapeutami. Może jest tutaj ktoś, kto został wyleczony lub jest na dobrej drodze do wyleczenia i mógłby polecić mi swojego terapeutę? Jestem z Warszawy, więc szukam terapeuty z Warszawy lub okolic. Każdy post, w którym napiszecie swoje doświadczenie z konkretnym terapeutą będzie dla mnie bardzo pomocny (jeśli nie chcecie pisać na forum nazwisk bardzo proszę o nie w prywatnej wiadomości). Z góry dziękuję za każdą pomoc!
  8. Witam po długiej przerwie (dawno nie pisałem na tym forum), Wtrącę się w ten wątek, bo dotyczy zdrowienia, a ja mam jedno konkretne pytanie do Was. Otóż przeczytałem ostatnio, że terapeuci dzielą się na dwie grupy: 1. tych, którzy próbują pomóc, a ich pacjenci zadowalają się "czynieniem postępów". 2. tych, którzy pomagają, a ich pacjenci są nastawieni na wyleczenie, a nie na czynienie postępów. Porównałbym to do worka z kamieniami, który każdy z nas nosi na plecach. Otóż terapeuta z pierwszej grupy będzie starał się z pacjentem przeanalizować każdy kamień po kolei i próbował naprowadzić pacjenta na decyzję, czy się go pozbyć i jednocześnie sobie ulżyć. Za to terapeuta z drugiej grupy będzie nastawiony na jednorazowe cięcie, czyli przecięcie rzemieni od worka z kamieniami. Wówczas nastąpi całkowite wyzdrowienie. Oczywiście to jednorazowe cięcie musi odbyć się po pewnym przygotowaniu, które może trwać wiele miesięcy, ale ostatecznym wynikiem będzie wyzdrowienie, a nie odnotowanie postępów. Czy ktoś z Was spotkał się z terapeutą z drugiej grupy, jeśli tak proszę o opinie jak u Was przebiegło wyzdrowienie. pozdrawiam.
  9. Mam tak samo! Wielkie chęci, podniecenie, a przyjemności z seksu żadnej. Chyba jednak mamy trochę inaczej, bo ja mam też trudności z podnieceniem się i z tym wiążę brak przyjemności z seksu. Reasumując, mam ochotę na seks, ale jak przychodzi do pieszczot to wcale mnie to nie podnieca i nie nakręcam się, a wręcz przeciwnie podniecenie (które początkowo występuje w minimalnym stopniu) opada do zera i nawet, jeśli uda mi się utrzymać wzwód to i tak przyjemności z tego żadnej nie mam. Co więcej, mój psychiatra powiedział, że niestety nie może mi w tej kwestii pomóc... Co robić? Chyba spróbuję tej kuracji z korzenia lukrecji (co mi więcej zostało?)...
  10. A Wellbutrin? Też podnosi poziom dopaminy. Co takiego jest w trazodonie, że podnosi libido? No i u mnie nie do końca o to chodzi. Chęci to ja mam, tylko przyjemności w trakcie nie mam. Czy na to też dopamina?
  11. A słyszeliście coś może o wyciągu z korzenia lukrecji? Tutaj ktoś opisuje jak bardzo mu pomogła terapia tym specyfikiem: http://www.dr-bob.org/babble/20101203/msgs/972934.html W Polsce można kupić 30 kapsułek po 220mg za mniej niż 15zł. Jako, że moje problemy z libido trwają już bardzo długo, powoli zaczynam myśleć o ziołach tego typu. Co o tym sądzicie?
  12. No i lekarz nie odstawił mi amitryptyliny mimo 8 tygodni bez poprawy, tylko kazał brać dalej. I dobrze zrobił, bo od kilku dni czuję się lepiej, czyli u mnie amitryptylina rozkręciła się po ponad 10 tygodniach. Nie jest jeszcze tak jak powinno być, ale mogę powiedzieć, że osiągnąłem 50% poprawę swojego (jeszcze do niedawna) beznadziejnego stanu. Teraz mam wizytę na 13go czerwca. Zobaczymy, czy do tego czasu będzie jeszcze lepiej. Niestety odczuwam skutki uboczne tego leku. Suchość w ustach to pikuś, ale seksualność mi się wogóle wyłączyła niestety... Ciekawe, czy można ją czymś przywrócić do normy. Zapytam o to lekarza. Pozdrawiam i życzę wszystkim cierpliwości i wytrwałości.
  13. Dzięki za rady. Dzisiaj będę rozmawiał z lekarzem.
  14. No i się nie rozkręciła. Dzisiaj minęło 8 tygodni zażywania. Teraz jestem na dawce 200mg/dobę. Kolejny nietrafiony lek. Były już: - escitalopram - paroksetyna - wenlafaksyna - bupropion - moklobemid - klomipramina - amitryptylina Nic nie pomogło. Męczę się już z depresją prawie półtora roku i żadne leki na mnie nie działają. Czy jest jeszcze dla mnie jakaś szansa? Czy ktoś ma jakiś pomysł na moją lekooporność? Zaczynam myśleć o elektrowstrząsach.
  15. Czy ta amitryptylina wogóle się u mnie rozkręci? Biorę już prawie 6 tygodni. Teraz jestem na dawce 150mg. Nie czuję jeszcze żadnej poprawy. Czy ktoś z Was czekał tak długo na efekty?
×