Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nerwica lekowa

Znaleziono 6 wyników

  1. Dzien dobry. To moj pierwszy post tutaj. Wertowalam juz podobne fora, jednak zdecydowalam sie zalozyc wlasny watek. Byc moze ktos z podobnymi doswiadczeniami jest w stanie podniesc mnie na duchu. Od 2/3 tyg chodze na psychoterapie, poki co nie chce brak lekow, stwierdzono u mnie zaburzenia lekowe na tle homoseksualizmu. Od kilku msc boje sie i wkrecam sobie, ze moge byc homo/bi. Te mysli mnie doslownie zjadaja, nie jestem w stanie na niczym sie skupic. Mysli typu: "Czemu teraz to sie dzieje, byc moze jest cos na rzeczy", "Czy probuje cos ukryc przed sama soba", "Kiedys obejrzalam lesbijskie porno", "Moze nie potrafie zaakceptowac przed sama soba prawdy" itp, itd... Boje sie chodzic na spotkania ze znajomymi w gronie zenskim, boje sie czasem porozawiac z kolezanka przez telefon w obawie ze spodoba mi sie np. jej glos. Gdy spojrze na jakas inna kobiete mam wyrzuty sumienia, gdy idzie para ganiam sie za to ze spojrzalam sie najpierw na dziewczyne. Zastanawiam sie jak byloby mi w takim zwiazku... A wiem, ze nie podobaja mi sie kobiety w tym sensie, ze nie chcialabym byc z kobieta, ze marze o mezu i domie, dzieciach, ze nigdy nie czulam zadnego pociagu w stosunku do kobiet. Jednak takie racjonalne argumenty chowaja sie gdzies za ta cala chmura mysli i nie daja mi zdrowo funkcjonowac. Mialam juz 1 atak paniki, wczoraj bylam blisko drugiego bo wsrod znajomych wywiazala sie rozmowa nt. srodowiska lgbt. Zmrozilo mnie w sekunde, musialam wyjsc na papierosa i zaczelam cala sie trzasc. Myslalam, ze jest juz troche lepiej, bo od dwoch dni czulam sie naprawde okej w porownaniu do ostatnich kilku tygodni, a teraz znow. :( Nie czuje sie soba, mam wrazenie ze moje dawne zycie juz nie wroci i bardzo sie tego boje, ze to ze mna zostanie, ze kiedys znow sie obudzi itp. Chodze normalnie do pracy, wykonuje codzienne obowiazki lecz nie ukrywam, ze czesto wymaga to wiele, wiele wysilku. Jestem od 10 msc w szczesliwym zwiazku ze swietnym facetem, kochamy sie, chcemy spedzic razem zycie, zapatrujemy sie na wspolna przyszlosc. Bardzo mnie wspiera w chorobie, ale widze ze to negatywnie odbija sie tez na nim i na nas. Nie mam ochoty na seks, libido spadlo mi do zera, co prawda od czasu do czasu go uprawiamy i w trakcie jest milo, przyjemnie i chce tego, ale sama nie jestem w stanie nic zainicjowac... Na sama mysl sie boje, ze zaraz przyjdzie mi do glowy obraz dwoch kobiet, ze nie bede mogla sie podniecic, ze nie sprostam jego oczekiwaniom, ze nie bedzie mi dobrze. :( Niszczy mnie to od srodka. Najgorsze ostatnio w tym wszystkim chyba jest to, ze te mysli coraz mniej mnie stresuja. Nie wiem czy to oznaka poprawy, ale ja boje sie ze to przeradza sie w rzeczywistosc..... Co robic? Prosze, jesli ktos przechodzil cos podobnego i jest w trakcie leczenia/wyszedl z tego o podzielenie sie przezyciami, czy zdecydowaliscie sie na leki, o podniesienie na duchu. Nie mam juz sil.
  2. Cześć. To mój pierwszy wpis tutaj. Proszę o wyrozumiałość, jeśli czytacie coś podobnego po raz setny, ale chciałam opisać dokładnie swój przypadek. Mam 25 lat, a ataki nerwicy zaczęły się u mnie jakoś ok 18stki. Były częste, prawie co noc. Nasilaly się w sytuacjach stresowych czy po alkoholu. W wielu 20 lat zamieszkałam u swojego chłopaka i na początku ataki były takie jak zawsze, ale chyba ze względu na jego obecność stopniowo ich ilość oraz intensywność zmniejszyły się. Na około półtora roku w ogóle zapomniałam co to atak nerwicy. Zasypialam jak dziecko, spałam do rana, no po prostu zwykły człowiek bez swoich urojen. Niestety miesiąc temu sytuacja życiowa zmusiła mnie do wyprowadzki z jego domu i wprowadzenia się z powrotem do swojego rodzinnego. No i się zaczęło... pierwszy tydzień był ok. Spałam normalnie ale już z tyłu głowy moje nerwicowe lęki się uaktywnialy. Teraz nie śpię już druga noc z rzędu przytłoczona swoimi lękami, bólem i ciężkością w klatce piersiowej, dretwieniem lewej ręki i oczywiście ogromnym strachem przed śmiercią. Jestem bardzo zmęczona marzę o śnie ale jak tylko Oko się przymknie to zaraz wybudza mnie nagły skurcz serca A za chwilę jego kołatanie i strach że to na pewno już tym razem zawał... czy uważacie że moja nerwica wróciła przez to że znowu mieszkam w swoim domu i podświadomie przypomina mi się że to tutaj miały miejsce wszystkie moje najgorsze ataki? Czy może dlatego że śpię znowu sama po tylu latach spania obok kogoś kto sama obecnością hamowal moje ataki, a gdy przyszły pomagał się z nimi uporać? Jestem prawie pewna że gdyby był obok mnie spalabym teraz normalnie... Nie wiem co będzie dalej. Jak mam zasnąć wiedząc że za chwilę obudzi mnie strach i ból... boję się że tak będzie już co noc i w końcu padne z wycieńczenia. Wstydzę się dzwonić do chłopaka i zameczać go przez telefon swoimi nerwicowymi problemami. Pozdrawiam wszystkich nerwicowcow którzy nie mogą spać i myśleć o niczym innym niż ten irracjonalny strach...
  3. Cześć Długo zastanawiałam się czy tu napisać, jednak to co się ostatnio ze mną dzieje nie pozostawia mi wyboru, nie umiem sobie z tym poradzić, nie wiem co mi jest do końca. Może ktoś miał podobnie i podsunie jakieś rady? Bardzo o to proszę, potrzebuję wsparcia. Zacznę od początku. Mam 20 lat, czuję się na ogół bardzo szczęśliwa- mam cudownego chłopaka, doskonały kontakt z rodzicami, otaczam się cudownymi ludźmi, osiągam dobre wyniki w nauce i dążę do wyznaczonych przez siebie celów. Jednak nie zawsze tak było i mam wrażenie, że przeszłość się za mną toczy. Co w niej było? W wieku 4 lat moi rodzice się rozwiedli, często jako małe dziecko musiałam między nimi wybierać. Chciałam mieszkać z ojcem, jednak sąd postanowił, że zamieszkam z mamą. Relacje rodziców bardzo się na mnie odbiły, byłam manipulowana przez rodzinę. Jeszcze mój tata jest alkoholikiem i jako bardzo małe dziecko widziałam różne rzeczy, których taka młoda osoba nie powinna wiedzieć. Głównie chodzi o przemoc w rodzinie. ja sama jej nie doświadczyłam, ale widziałam awantury ojca z np. dziadkiem, macochą. Jak już pisałam, mieszkałam z mamą. Ona cały czas była poza domem, więc swój wolny czas spędzałam w samotności w domu, musiałam szybko dorosnąć. Miałam mało przyjaciół, byłam wyśmiewana w szkole przez mój kolor włosów (rudy) i upokarzana. Byłam bardzo nieśmiałym i niepewnym siebie dzieckiem. Jak miałam 12 lat, moja mama znalazła sobie nowego faceta. Ten nowy facet miał takiego znajomego, starszego idę mnie o 31 lat, w którym się zasłużyłam. Tak, w tak młodym wieku zadłużyłam się w starszym o siebie mężczyźnie, który był żonaty. On o tym nie wiedział oczywiście, ale stał się sensem mojego życia. Widziałam różne rzeczy związane z nim, np. widziałam jego seks z kochanką. Po dwóch latach od kad go poznałam popełnił on samobójstwo, co mnie zniszczyło. Gdyby nie moja mama nie było by mnie już na tym świecie. Kiedy doszłam do siebie, zaczęłam na siłę szukać chłopaka, byłam wtedy w gimnazjum. Spodobał mi się taki chłopak, ale dał mi kosza, po czym pocielam się. Później znalazł się inny chłopak, który po prostu się mną zabawił. Po tej sytuacji (miałam 16 lat) postanowiłam sobie, że koniec z wrażliwością i stałam się twarda jak skała, bardzo chłodna dla innych, ale znowu poznałam chłopaka. Jestem z nim już 4 lata i jest cudownie, moje życie jest już takie jakie chciałam żeby było, stałam się przez ten czas wrażliwa i otwarta na ludzi. Ale co się dzieje u mnie w głowie? Czuję lek przed własnym umysłem. Stan derealizacji to dla mnie norma. Jestem hipochondryczką, bardzo interesuje mnie moje ciało i dziwi mnie w nim wszystko- to, że potrafię myśleć, to, że umiem kontrolować swoje ruchy. Dziwi mnie ból fizyczny, bardzo boję się pisku w moich uszach, odczuwam lęk bez powodu. Rozglądam się często po otoczeniu, dziwiąc się, że żyje w takim świecie. Mam stwierdzoną nerwicę przez psychiatrę. Brałam antydepresanty przez miesiąc (escitalopram), ale odstawiłam je sama, bo czułam, że jeszcze bardziej ryją mi psychikę. Od tamtej pory boję się wszystkich leków, nawet witamin. Po jedzeniu nawet analizuje swoje wszystkie uczucia jakie mi towarzyszą przy trawieniu, nie umiem tego opisać. Ale jak się najem, czuję się bardzo źle psychicznie, kontroluje odruchy swego ciała i czasem mam ochotę zwymiotować przez to. To nie bulimia, bo wiem, że jestem szczupła. Wolę czuć głód (wtedy jakoś mi lepiej na psychice) niż być najedzona, wtedy czuję się strasznie. Boję się swojego ciała i psychiki. Jestem wierząca i często sobie powtarzam w myślach "Bóg jest ze mną" co mnie trochę podnosi na duchu. Mam także nerwicę natręctw, natrętnie dodaje wszystko co się da, np. wyświetlenia na YouTube, rejestracje samochodów, daty, itd. Jak pomyśle sobie o jakiejś części ciała to ją odczuwam bardziej (wiem, to jest normalne, ale dla mnie to przerażające) i czuję przymus, by ją np. dotknąć. Co do tego dodawania, jak już dodam i wychodzi mi liczba np. 27 to dodaje do siebie 2+7 co daje 9 i powtarzam sobie przez jakieś pięć minut w myślach "dwa plus siedem to jest dziewięć". Nie lubię być sama. Odczuwam lęk także przed samotnością. To o czym piszę pojawia się nagle, nie trwa cały czas, ale jak już się pojawi to jest strasznie, odczuwam także jakieś zaburzenia widzenia w tej "fazie". Wmawiam sobie różne dziwne rzeczy, np. że wszyscy ludzie, których znam nie istnieją, że istnieją tylko w moim świecie, w moim umyśle. Często czuję się jak po jakichś narkotykach i mam myśli samobójcze, mimo bycia szczęśliwa. Alkohol mi "pomaga" na to wszystko, ale wiem, że nie powinnam go nadużywać i leczyć się nim, więc staram się pić jak najrzadziej, a jak już pije to tylko do tego stanu, aby poczuć się zrelaksowana. Bardzo chcę iść do psychologa, ale nie stać mnie na psychoterapię, dopiero w lipcu będę mogła pójść, jak pójdę do pracy. Wiem, że jest jeszcze opcja na NFZ, ale żeby się zapisać trzeba zadzwonić, a rozmowa przez telefon jest moją fobią i nie umiem się przełamać. Prywatnie zapisywałam się do psychiatry przez stronę internetową i było łatwiej. Panicznie boję się tego, że zachoruje na schizofrenie, dzisiaj słyszałam jakiś głos w mojej głowie i boję się, że to początki tej choroby. Nie wiem co robić, myślicie że będę musiała brać leki? Bardzo się tego obawiam. Mam nadzieję, że sama psychoterapia mi wystarczy, ale ciężko mi uwierzyć, że moje myślenie mogłoby się dzięki niej zmienić. Macie jakieś rady jak radzić sobie w tej "fazie"? Bardzo proszę o pomoc i dziękuję z góry!
  4. Witam, od około 2 miesięcy biorę paroksetyne w dawce 40mg rano tłumi moje lęki w miarę dobrze ale w sytuacjach stresowych np wizyta u dentysty co mi się ostatnio przytrafiło Lekarz dodał mi takie leki : paro 40 mg, tiaprid pmcs 1/4 tabletki 3x dziennie , spamilan 5mg rano 5 wieczorem i miansec 15 na lepszy sen miałem jeszcze wcześniej gabapentin teva i fluanxol ale po nich mialem ciągłe mdłości czy tez wrażenie że zaraz zwymiotuję a takimi odczuciami przejawia się moja nerwica czyli MDŁOŚCI i chciałem was zapytać czy taki zestaw da radę ew. co wy byście doradzili. Pozdrawiam Serdecznie misiaki Wszelkie decyzje odnośnie leczenia należy podejmować za zgodą i w porozumieniu z lekarzem prowadzącym!
  5. Witam, jestem tu nowa od 20 stycznia tego roku zmagam się z pewnym problemem. Raz jest lepiej raz gorzej. Raz czuje się pełna energii a czasem szkoda gadać. Mam straszne napady paniki lęku, trzęsie mi się całe ciało, ból w klatce piersiowej, dziwne niepełne oddychanie, szumy w uszach, w nocy jak chce zasnąć to nagle przebudzam się z panika że przestałam oddychać i mam takie uczucie jakbym odplywala. Mam straszne lęki na punkcie zdrowia, boję się że jestem ciężko chora, że umrę zaraz i wgl, czy ktoś z was też tak ma? Jak sobie radzicie? Wystarczy że coś mnie zaboli, żałuję i już jest panika że jestem poważnie i nieuleczalnie chora. Biorę positivum i pije melise, czasem pomaga a czasem nie... Pomocy.. Są ataki słabsze i silniejsze...
  6. Od 1,5 miesiąca czuję się bardzo źle. Wyniki krwi w normie, OB, wszelkie badania okulistyczne tez też a ja mam wrażenie że coś się dzieje złego. dwa miesiące temu przeżyłam ogromny stres potem był tydzien spokoju i zaczęło się "te jazdy" Mam wrażenie czasem takiego zatapiania, jakbym patrzyła mózgiem też a nie oczami, potworne napady paniki i lęku że jestem śmiertelnie chora, serce mi wtedy wali jak szalone, cała zlewam się potem, czasem ale nie codziennie mam takie uczucie jakby mi glowa spuchła, mięsnie szyi, kark i barki mam tak napięte że boję się ze za chwile krew mi przestanie do mózgu dopływać nie mogę usiedzieć w pracy, wszystko mnie drażni, ciężko mi bardzo na czymkolwiek się skupić. Jak chodzę ruszam się to jeszcze z Bogiem sprawa, ale jak stanę to mięśnie mi się na szyi automatycznie tak napinają że ledwo żyję i nie mogę ustać. Jak śpię nic mi nie jest, rano tak z 1,5 h po przebudzeniu też jest ok, ale jak tylko zaczynam funkcjonować i zaczynam myśleć to wszystko wraca. Biorę jakieś ziołowe leki ale one mi pomagają spać a nie likwidują niczego. Chodzę na masaże rozluźniające, a w piątek mam wizytę u neurologa, ale jestem załamana... Byłam uśmiechniętą radosną osobą a teraz czuję się jak wrak... Najgorsze jest to, że cierpię nie tylko ja ale odbija sie to jeszcze rykoszetem na mężu i malym synku który zamiast uśmiechniętej radosnej mamy i żony mają wiecznie smutną przerażoną osobę...
×