Minęło 17 lat, a ja wracam na to forum jako psychiczny wrak.
Od 10 dni biorę leki, od tygodnia wszywka alkoholowa. Mam nerwice lękowa, nerwice natręctw, depresje i Bóg jeden wie co jeszcze. Dodać do tego faktyczny, realny problem materialny z którym się teraz zmagam i efekt jest taki, że stoję nad przepaścią. Czuję się po prostu fatalnie: lęk, napięcie, ataki paniki i złości wymieszane z totalną rezygnacją i natręctwami. W takim stanie muszę jeszcze prostować sprawy mieszkaniowe i burdel w dokumentach z czasów, gdy mnie na świecie nie było. W sprawie swojego mieszkania jestem zależny teraz od praktycznie obcych osób, bo ktoś coś 40 lat temu wpisał błędnie w dokument. Cała ta sytuacja potęguje wszystkie dolegliwości i nie pozwala nawet na chwilę spokoju, ulgi czy takiego wewnętrznego wyciszenia, uspokojenia. Ciągła presja, brak poczucia bezpieczeństwa, strach.
Czytam poprzednie wpisy/rady sprzed tych nastu lat i żałuję, że juz wtedy nie zareagowałem poważnie na początkowe objawy tej choroby. Myślałem, że samo przejdzie i faktycznie przez jakiś czas wydawało mi się, że przeszło. Niestety, nic nie przeszło, nerwica na chwilę weszła w stan uśpienia, a od jakiś 5 lat to już jest tylko gorzej z miesiąca na miesiąc.