Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

gagatek

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Hmm...moze i macie racje. Kierowca jestem 2 letnim, ale z malym doswiadczeniem, zwlaszcza ze cała to cholerna nerwica mi przeszkadzała w normalnym jezdzeniu (zdenerwowanie), przez co głupi unikałem jazdy, zamiast unikac nerwicy i jezdzic, jezdzic i jezdzic;) (Ale zrobiłem sobie prawko na motor w tym roku i czekam tylko az snieg zejdzie - wtedy jakims cudem odpale MZK-e, napompuje kolo w tyle, popmke zabiore ze soba, zatankuje i pojade gdziestam:p) Moze rzeczywiscie zbytna uwage na to kieruje i sam sobie udowadniam, ze nie potrafie jezdzic, sam sobie i swojemu poczuciu pewnosci podkladam noge. Who know? Bo w sumie inni ludzie tez popełniaja glupie błedy, pytanie tylko czy oni wszyscy sa neurotykami, czy raczej to normalne. Moze jestem tylko nieco bardziej zamyslony, bo mam taki marzycielski charakter, a moze jestem poprostu normalny tylko za duzo mysle;) Nie daje mi jednak spokoju to, ze czasem staram, albo starałem sie byc "tu i teraz" a jednak pomimo wysilkow nie wychodzilo, po jakims czasie, zazwyczaj krotkim, trace owa koncentracje. Dotyczy to zwlaszcza np, wykładow, gdzie potrafie sie skupic np na przepisywaniu z tabl wszystkiego co tam jest, ale nie potrafie konkternie powiedziec co bylo na wykladzie. Albo tez czytac ksiazke i po paru stronach zorientowac sie ze nie wiem o czym czytam. Tez tak macie? To norma czy neurotyczny odchył?
  2. hej! Jestem Marcin:) mam 21 lat, jakis czas temu miałem problemy z nerwica lękowa. Wiekszość problemów juz mineła, własciwie, to z dnia na dzień zajmuje się budowaniem własnej pewności siebie i szcześcia. Mam jednak jeszcze kilka pytań dotyczaych problemów z koncentracja w nerwicy, oraz problemow z odczuwaniem realnego swiata. Chodzi mi dokładnie o to ze: 1. Ludzie w przeszłosci czesto mi powtarzali coś w stylu "mysl co robisz". Czesto zdarzało mi się popełniać rożne glupie błędy z powody "bycia gdzieś indziej". Wykonując jakąs czynnosc, myslami byłem zupełnie w innym miejscu. Psycholog, do ktorego miałem szczescie chodzic, zwracał mi uwage, ze moze to byc wynik tego, ze nie byłem zainteresowany tym co robiłem, albo robiłem to z obowiazku. Ale wezmy na przykład sytuacje, kiedy jade samochodem - wtedy musze się dosc silno skupic na tym, by nie przeoczyc znakow drogowych, pieszych na pasach itd. Ludzie w samochodach potrafia jejsc, pisac sms-y, grzebac w radio i jechac, a mi wydaje się ze za chwile cos zrobie, spowoduje wypadek itd. Czuje sie rozkojażony. Czasem mam ochote walnac sie w twarz i krzyknac "obudz sie!" ale nie bardzo pomaga. Moja wątpliwośc dotyczy tego, czy jest to moja cecha charakteru (od dziecka potrafiłem sie zamyślec, byc gdzie indziej), czy za duzo od siebie wymagam a wiec perfekcjonizm (co powoduje zdenerwowanie, lęk, co powoduje problemy z koncentracją), czy jakis skutek nerwicy, na ktory trzeba poszukac remedium. 2.Podobnie często wydaje mi się ze swiat jest nieco nierealny. Nie mam ani depersonalizacji ani derealizacji, ale np, będac na uczelni czasem wydaje mi sie, ze inni wiecej faktow pamiętaja z wykładow, ze mi niektore rzeczy gdziestam uciekaja, nie zwracam na nie uwagi, pomimo ze staram sie byc dosc aktywnym, zdarza mi się ze zamysle sie o czyms. Podsumowywujac moj problem dotyczy "zamyśliwywania sie" :) jesli moge tak to nazwac;) Chce poprosic o wasze odczucia co do tego. Bo wiem, ze sa osoby, ktore nie maja nerwicy, ale tez czasem potrafia sie zamyslic (np patrzac przez jakis czas w jakis punkt), ale ja zastanawiam sie czy to nie sa jakies klopoty z koncentracja. Na koncu dopisze, ze jak to w nerwicy, moim sposobem na podtrzymywanie swojej neurotycznej dumy, kompensowania problemow z realnego swiata, bylo uciekanie w swiat fantazji. Zastanawiam sie teraz czy owo "uciekanie" to cecha charakteru, czy skutek nerwicy, czy jedno i drugie razem - innymi slowy czy walczyc z tym czy odpuscic, czy probowac znalesc inne wytłumaczenie. Dzieki za kazda odpowiedz;) Pozdrawiam, zyczac wszystkim sukcesów i odwagi bycia znerwicowanymi jak prawie kazdy czlowiek na tej ziemi! pozdrawiam
  3. hej! Mam prosbe zeby ktos mi udzielil kilku porad. Otorz jestem sobie studentem 1 roku, codziennie dojezdzam na uczelnie (15 km), mam nerwice lękowa. - Problemy rano z jedzeniem,jazda autobusem, strach przed opinia grupy, opinia wykladowcow itd. (normalne rzeczy- jak to nerwica). Stram sie nie uciekac przed problemami (nerwice mam nie od dzis;D i wiem ze ucieczka to droga do nikad), dlatego tez nie opuszczam zajeć pomimo pocenia sie, bicia serca, problemow z zoladkiem etc. Jest juz styczen. Od poczatku wierzylem ze jak pochodze chwile to mi przejda lęki bo poznam sie z ludzmi i bedzie ok. Ale tu sie okazuje ze znam juz dosc dobrze ludzi z grupy, wykladowcow itd, ale lęki nie mijają. Ciagle mi sie wydaje (tak sadze) ze musze sie starac zeby zjednac sobie przychylnosc ludzi, ciagle czuje sie gorszy. Pozniej wracam do domu dobrze zmeczony takim dniem pelnym napiecia. A wiem, ze taki "ciagly" strach wcale nie pomaga w nerwicy. Wie ktos co by tu zrobic? Zastanawiam sie czy isc jeszcze raz do psychologa, ale wydaje mi sie ze nie ma sensu. Dalej bedzie mnie zachecal do tego zeby sie otworzyc na swiat itd. (robie to jak moge) A mnie juz to czasem naprawde wkurza, bo nawet jak ide z ludzmi na piwko, to sie boje ze bede wymiotowal(takie stare skojarzenia- strachy), ze mnie wysmieja i wogole to nawet nie wiem czego sie boje ale sie boje i albo nie pije albo musze sobie walnac z 50 na dzien dobry zeby sie wyluzowac i posiedziec sobie w spokoju a nie w nerwach. Szukam poprostu pomyslow jak sie pozbyc lęku. Macie jakie? Pozdro
  4. Hej;) Przepraszam za ten kolor, nie wiem co mnie napadło:) Chciałem zeby bylo jasno i opytmistycznie a nie szaro. W koncu ogladanie jasnych rzeczy poprawia humor;) Ja jak cos czytam, to zawsze sobie zaznaczam linijki:D i mam w normalny kolor na niebieskim tle:D Ale to mnie nie usprawiedliwia. Dzieki za wasze odpowiedzi:) Poprostu czasem mi samotnie, a ze nie bardzo mam z kim bliskim pogadac o tym co czuje, to "uwywnetrzniłem" sie na tym forum:) Wiem ze tylko tu moge liczyc na czyjes (wasze) zrozumienie:) Wydaje mi sie ze to kwestia czasu, az przyjdzie wreszcie taki dzien, ze poczujemy sie wolni. ot, tak poprostu, ktoregos dnia:) Mocno w to wierze, ale nie dlatego ze musze. Po prostu wiem ze tak bedzie. I was to tez kiedys czeka, wczesniej czy pozniej. Kiedys słyszalem w radio, ze jak jak czlowiek ma cel w zyciu, to dazy do niego niczym samolot. Dlaczego? Bo lot samolotu nigdy nie odbywa sie dokladnie po wyznaczonej lini, jest to zawsze jakies kluczenie wokoł trasy. Ale kierunek jest obrany i to sie liczy. Poza tym, wydaje mi sie ze warto tez zauwazyc pozytywne skutki nerwicy. Wydaje mi sie ze dzieki niej i tym przeciwnoscia, ktore mnie spotkały, teraz jestem bardziej dorosly, bardziej wiem co chce oraz stalem sie silniejszy. Megi, a nie masz czasem wrazenia ze przesadzasz?( tzn, obydwoje przesadzamy) ze poprostu taka jestes, ze to zadna choroba? Ja jak tak czasem patrze na ludzi to widze ze oni tez czasem sa zakreceni jak nalesniki. Sam nie wiem co myslec. Tak czy owak ostatnio postanowilem sobie ze jak naraznie daje sobie spokoj, bo jest dobrze tak jak jest. A jak bedzie trzeba to jeszcze sie sproboje cos zmienic za jakis czas. WIecie co? Fajni jestescie.
  5. Hej! Jestem sobie chlopak, mam 21 lat:) Postanowilem na tym forum opisac swoje zycie, bo jest ono mocno powiazane (teraz juz mniej) z nerwica. Szukam rad, odpowiedzi, pociechy. Poza tym chce pomoc tym ktorzy przy okazji nerwicy maja depreche. Mozna wszystko, gdy sie chce! Let's start! Jako dziecko pamietam, ze czesto bylem porownywany z moim 2 lata mlodszym bratem, zazwyczaj na moja niekozysc niestety. Juz wtedy czasami czulem sie nieco gorszy, choc jeszcze tego nie rozumialem. Nigdy nie bylem bojazliwy, no moze czasami, jak to dziecko, ale tak naprawde to bylem dosc odwazny - nie balem sie jak brat strazy pozarnej:D.Poza tym bardzo lubialem byc poza domem - kilka nocy u ciotki, znajomych, gdziestam. Dzis boje sie nawet jejsc w miejscach publ., lub u znajomych. Tak sobie mijaly lata, uczniem bylem dosc dobrym, az przyszedl wiek dorastania. Zaczne od tego, ze moj ojciec jest moze nieco perfekcjonista, moze...niewiem co, ale w kazdym razie czesto slyszalem "jestes beznadziejny". Po pewnym czasie sam zaczolem sie naprawde za takiego uwarzac. Bardzo czesto popelnialem glupie bledy, wynikajace z jakiegos zamyslenia, marzycielstwa. Gdy juz popelnilem blad to sam sie za niego bardzo karałem. Wazne jest tez to, ze zaczolem wtedy uciekac w swiat marzen. Tylko w swoich marzeniach moglem byc kims, bo w prawdziwym zyciu bylem nikim. Pozniej przyszla szkola srednia, jakos czas mijał. Pewnego dnia sie zakochalem. Bardzo. No ale ona nie chciala mnie, co wiecej po pewnym czasie zaczalem ja dosc czesto widywac z jej chlopakiem, co bylo gwozdziem do trumny, ktora sam sobie zbijałem. Pamietam te wieczory, kiedy właczalem MY DYING BRIDE (black metal, jak nie znacie, gra mocno "dolujaca" muzyke) siedzialem przed kompem albo przy magnetogfonie i dolowalem sie...co raz mocniej. Dopiero, gdy juz sobie pozadnie nawrzucalem, to czulem ulge, wlasciwie zadowolenie, ze zrobilem tak jak byc powinno, bo zasluguje na to. Kolejna sprawa byla ucieczka do jezusa. Modlilem sie duzo, prawie co dzien koronka do milosierdzia bozego, spowiedz srednio co 2 tygodnie. Zawsze myslalem, ze z jezusem jakos bedzie, chocby nie wiem co, to on mnie umacnia i sobie poradze. Jak sie okazalo byla to zludna wiara. Mature zdalem tak sobie, nie chcialem isc na "techniczne studia", wlasciwie wybralem kierunek pedagogiczny, ale nie poszedlem na niego. Jakos tak postanowilem podniesc sie wtedy z niskiej samooceny i katastrofalnych wizji swiata i zdac raz jeszcze mature, lepiej. Przez rok siedzialem w domu, chodzilem na korki z jezykow, chcialem isc na psychologie. ALE POJAWILA SIE ONA - nerwica:) Wlasciwie balem sie juz wczesniej roznych zeczy, ale jeszcze nie potrafilem tego nazwac. Zaczelo sie pewego wieczora, gdy moja pierwsza milosc napisala mi ze sie rozstala z chlopakiem. Zaczolem ja pocieszac, przejmowac sie. I zaczelo mi szybciej serce bic, bo pomyslelem sobie ze moze ona chce byc ze mna. Tylko ze ja juz nie bardzo chcialem. tak sie zaczelo. Kilka wieczorow pozniej, juz nie moglem jejsc z nerwow. Polozylem sie spac. Rano obudzilem sie kolo 5, poszedlem do ubikacji. Wymiotowalem. Przez caly dzien nic nie zjadlem, balem sie sam zostac w domu, poszedlem do babci. Po poludniu przyznalem sie wreszcie co mi jest, zwlaszcza ze caly czas mialem podwyzszone tetno, a od czasu do czasu serce walilo kolo 120, czasem 140 ud/min. Poszedlem do lekarza, dostalem jakies slabe leki uspokajajace i porade by isc od psychologa. Przez 3 dni wlasciwie nic nie jadlem, ciagle sie balem, wymiotowalem. A balem sie wszystkiego, a najbardziej przerazala mnie wizja przyszlosci, tego ze jestem taki beznadziejny, ze sobie nie poradze. Balem sie ludzi, ze sie smiac beda ze mnie, balem sie dziewczyn. Pozniej zaczely sie wizyty u psychologa, dowiedzialem sie co mi jest, dlaczego. I CO TERAZ? Pisze to juz z perspektywy roku czasu. Studiuje, dosc czesto mam rano problemy z jedzeniem, (najgorsze byly poczaki roku, gdy nikogo nie znalem, nerwy puszczaly dopiero gdy zaczynaly sie zajecia i myslalem o czym innym). Nie mam dziewczyny, po 1 nie potrafie jej "zdobyc", po 2 boje sie ze mnie wysmieje, ze wroci to co bylo kiedys z moja 1 miloscia, po 3 chcialbym znalesc kogos kto mnie zrozumie, a o takich ludzi ciezko. Bo przeciez dla zwyklych ludzi jestesmy tchorzami, tymi co sie wiecznie wszystkiego boja. Ale jest dobrze. Prawde mowiac nigdy nie bylem tak szczesliwy jak teraz, pomimo jeszcze trwajacej nerwicy. Poradzilem sobie w wiekszosci z niska samoocena, z wieloma lękami sobie jakos daje rady. ODEMNIE DLA CIEBIE:) (SKORO TU JESYES, TO WIESZ CO TO NERWICA) *Jestes niepowtarzalny! prawdopodobienstow obliczone przez naukowcow, ze ta sama para wyda takie samo dziecko jest jak 1 do kilkunastu miliardow (nie pamietam dokladnie, wiec nie napisze) *Mysle, ze najwazniejsze w deprechce i nerwicy sa: 1. znalesc cel w zyciu, 2. Nie myslec o tym co zle, starac sie byc opytmista, 3. Pozytywnie sie afirmowac - powtarzac sobie cos, w co naprawde wierzymy - np: "przeciez madry jestem" 4. nie kryc sie ze swoja choroba - mozg, tak samo jak serce, nerka, pluco jest narzadem, ktory moze chorowac i w "naszym" przypadku to robi. Leczmy go, nie kryjmy sie z choroba. 5. szukac wiedzy na temat, starac sie zrozumiec samego siebie. 6. Probowales sie kiedys przytulic do siebie samego? sproboj, jak nikt widzial nie bedzie, np. w nocy. Zrob pozycje embrionalna, przytul sie do siebie. Powiedz sobie wowczas "w sumie to fajny jestem" 7. Nie zwracac uwagi na swoje wady - ktore sie da poprawic, to poprawic, a ktore nie, to zostawic. Zamiast tego szukac swoich zalet. A kazdy jakies ma. Ja jestem na przyklad fajny i madry. 8. Sluchac optymistycznej muzyki, otaczac sie dobrymi ludzmi, optymistami. 9. Jesli chcialbys/abys sie do kogos przytulic, a nie masz do kogo, to sobie wyobraz mnie i sie przytul. Tez nie mam sie do kogo przytulic. ALe mam siebie przynajmniej:) 10. Damy rade. Bedziemy wolni. juz niedlugo. cierpliwosci. konczac swoje wylewne mysli, chce jeszcze o cos zapytac. Mianowicie, czy macie tak ze odplywacie swoimi myslami gdziestam? Kiedy, jak czesto? zawsze? Bo ja sie tego boje. Ze kidys popelnie jakis glupi blad, np jadac samochodem rozwale czlowieka, z zamyslenia. Macie jakies rady? Lubie was, zakochajcie sie i wy w samych sobie:) Mile widziane odpowiedzi do watku, nawet w stylu " jestem ...., tez cie lubie, jestem po twojej stronie, damy rade" Pozdrawiam wszytkich ktorzy walcza z choroba i tych co czasem sie poddaja, ale wstaja na nowo, by odmienic swoj swiat. Wasz neurotyk - gagatek:)
×