Skocz do zawartości
Nerwica.com

grac747

Nowy Użytkownik
  • Postów

    6
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez grac747

  1. Zgadzam się z Tobą. Potrzebuję nowych relacji, nowych znajomych i czuję, że muszę poznawać nowych ludzi ale wtedy włącza się u mnie tryb ucieczki. Boję się zaufać, otworzyć przed ludźmi. Poczucie mojej wartości po tym wszystkich jest tak niskie, że często w mojej głowie pojawia się również myśl- nie zasługuje na kogokolwiek w moim życiu. Nawet jak czuję, że ktoś wyciąga do mnie rękę to po pewnym czasie wyciszam tę znajomość z obawy. Kiedyś tak nie miałem teraz tak funkcjonuję. Popadłem w jakiś tryb przetrwania.
  2. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Minął już ponad rok i uważam, że w tym temacie stoję w miejscu. Farmakologia i psychoterapia w różnych nurtach nie przynosi mi żadnej ulgi. Jestem cały czas związany z tymi ludźmi na pewnym poziomie. Przez te wszystkie lata, mapa wspólnych znajomych się tak rozrosła, że obecnie co jakiś czas dochodzą do mnie informacje co robią moi byli przyjaciele, komu się dziecko urodziło, kto zmienił pracę i jak fantastycznie wszystkim sie życie układa i jest mi cholernie przykro bo JA STOJĘ W MIEJSCU.
  3. Zazdroszczę, że tak potrafisz. Ja pomimo tego co się stało, dalej mi tych ludzi brakuje i o nich myśle.
  4. Agresja w moim przypadku da im wszystkim potwierdzenie, że ze mną jest coś nie tak i nie panuję nad sobą. Zdarzyło się, że w pewnym momencie podczas kolejnego wpierania mi, że coś sobie ubzdurałem i wymyślam wybuchłem i powiedziałem co myślę na temat takiego zachowania to ten gość powiedział przy wszystkich: " mówiłem Wam, że on potrzebuje pomocy i nie radzi sobie ze swoją głową i że martwi się o mnie"- cała grupa wybuchła smiechem z tego cudownego żartu na mój temat.
  5. Masz całkowitą rację. Nigdy nie oczekiwałem od całej grupy tej samej reakcji. Nawet nie oczekiwałem, że ktokolwiek będzie ograniczał z nimi kontakt. Oczekiwałem, że jeżeli nie byłem w stanie sam się bronić to moi przyjaciele, których znałem najdłużej będą w stanie powiedzieć dość widząc jak ich kłamstwa, manipulacje mnie wyniszczają. Wielokrotnie z nimi rozmawiałem i jak byliśmy sami to trzymali moją stronę, nazywali takie zachowania po imieniu i mówili, że nie będą z nimi utrzymywać kontaktu po tym co mi zrobili a okazało się żespotykali się z nimi i normalnie się kontaktowali. Grupa na początku liczyła 4 osoby ( ja + 3 przyjaciół, których znałem od podstawówki- z jednym z nich była żona mnie zdradziła), później do grupy dołączały kolejne osoby. Przed rozwodem przeprowadziliśmy z żoną kilka rozmów, w których otwarcie mówiła jak wyglądała ich relacja. Jak mój "przyjaciel" namawiał ją do rozstania ze mną, jak pokazywał mnie w złym świetle tylko po to, żeby on wychodził na tego wspaniałego. Pomimo tego, że do rozwodu doszło z powodu zdrady to ten facet udaje, że on nic złego nie zrobił i przedstawia swoją alternatywną wersję, w której jestem wariatem a każda próba konfrontacji z faktami kończy się tym, że on tak nie powiedział, on tak nie zrobił, nie przypomina sobie albo ja wymyślam.
  6. Witam, Skrócony opis wydarzeń: Na studiach poznałem swoją obecną żonę. Jesteśmy razem 8 lat. Stworzyliśmy wtedy zgraną paczkę "przyjaciół"(około 10 osób) z którymi spędzaliśmy dużo czasu-wspólne wakacje, imprezy, świętowanie ważnych wydarzeń. Około rok temu przechodziliśmy kryzys w małżeństwie. Nie potrafiłem rozmawiać ze swoja żoną i czułem, że sie oddalamy. Szukałem pomocy u swojego kumpla i zwierzałem sie z tego co sie dzieje u mnie w małżeństwie ale okazało się, że przekazuje te informacje mojej żonie co skutkowało kolejnymi kłótniami. Zauważyłem, że moja żona i ten kumpel dobrze się dogadują ale nie przypuszczałem, że aż tak dobrze. Przez wiele miesięcy utrzymywali kontakt za moimi plecami- dzwonili do siebie jak byłem w pracy, wysyłali sobie zdjęcia i kilka razy spotkali się na kolację, kawkę i spacer po parku. Ja w tamtym czasie nie potrafiłem funkcjonować bo żona i kumpel wsród naszych znajomych robili ze mnie wariata, mówili, że sobie coś ubzdurałem i nic ich nie łączy. Okazało się inaczej bo doszło do zdrady. Kumpel był tak perfidny, że podczas moich spotkań z nim pyta się czy podejrzewam, że moja żona z kimś się spotyka za moimi plecami-zapomniał mi powiedzieć, że to on. Byłem wyniszczony psychicznie więc szukałem pomocy u pozostałych członków grupy. Miałem koleżankę z grupy, której się zwierzałem i okazało się, że ona również przekazuje mojej żonie te informacje. Sam nie byłem w stanie się bronić, powiedziałem o tym wszystkim męskiej części tej paczki i powiedzieli, że za dużo od nich wymagam i nie staną po mojej stronie. Z grupy zostałem wykluczony z łatką wariata i gościa, który robi problemy. Ten facet ma się świetnie, nie poniósł żadnych konsekwencji -totalnie nic. Reszta grupy trzyma się super, spotykają się. Moi kumple świętują jego urodziny, jeżdzą na męskie wyjazdy a ja jestem traktowany jak trędowaty. Z żoną się rozwiodłem. Ludzie przestali się do mnie odzywać i obecnie czuję się zajebiście samotny. Cały czas w głowie mam zapętlone myśli-dlaczego, jak oni mogli, nikt mi nie wierzy. Psychiatra, psycholog, sporty, różnego rodzaju aktywności nie pomagają w ucieczce od tych myśli. Unikam nowych znajomości bo wszędzie widzę podstęp. Jak wyjść z tych zapętlających się myśli? Jak zacząć żyć a nie funkcjonować z dnia na dzień. Czuję, że z niczym sobie nie radzę, wszyscy mnie opuścili i jestem do dupy. Zaczynam myśleć, że może mam faktycznie za duże wymagania i dzisiaj takie zachowania są normą. Może ktoś z Was ma jakieś rady.
×