Witam,
Skrócony opis wydarzeń:
Na studiach poznałem swoją obecną żonę. Jesteśmy razem 8 lat. Stworzyliśmy wtedy zgraną paczkę "przyjaciół"(około 10 osób) z którymi spędzaliśmy dużo czasu-wspólne wakacje, imprezy, świętowanie ważnych wydarzeń. Około rok temu przechodziliśmy kryzys w małżeństwie. Nie potrafiłem rozmawiać ze swoja żoną i czułem, że sie oddalamy. Szukałem pomocy u swojego kumpla i zwierzałem sie z tego co sie dzieje u mnie w małżeństwie ale okazało się, że przekazuje te informacje mojej żonie co skutkowało kolejnymi kłótniami. Zauważyłem, że moja żona i ten kumpel dobrze się dogadują ale nie przypuszczałem, że aż tak dobrze. Przez wiele miesięcy utrzymywali kontakt za moimi plecami- dzwonili do siebie jak byłem w pracy, wysyłali sobie zdjęcia i kilka razy spotkali się na kolację, kawkę i spacer po parku. Ja w tamtym czasie nie potrafiłem funkcjonować bo żona i kumpel wsród naszych znajomych robili ze mnie wariata, mówili, że sobie coś ubzdurałem i nic ich nie łączy. Okazało się inaczej bo doszło do zdrady. Kumpel był tak perfidny, że podczas moich spotkań z nim pyta się czy podejrzewam, że moja żona z kimś się spotyka za moimi plecami-zapomniał mi powiedzieć, że to on. Byłem wyniszczony psychicznie więc szukałem pomocy u pozostałych członków grupy. Miałem koleżankę z grupy, której się zwierzałem i okazało się, że ona również przekazuje mojej żonie te informacje. Sam nie byłem w stanie się bronić, powiedziałem o tym wszystkim męskiej części tej paczki i powiedzieli, że za dużo od nich wymagam i nie staną po mojej stronie.
Z grupy zostałem wykluczony z łatką wariata i gościa, który robi problemy. Ten facet ma się świetnie, nie poniósł żadnych konsekwencji -totalnie nic. Reszta grupy trzyma się super, spotykają się. Moi kumple świętują jego urodziny, jeżdzą na męskie wyjazdy a ja jestem traktowany jak trędowaty. Z żoną się rozwiodłem. Ludzie przestali się do mnie odzywać i obecnie czuję się zajebiście samotny. Cały czas w głowie mam zapętlone myśli-dlaczego, jak oni mogli, nikt mi nie wierzy. Psychiatra, psycholog, sporty, różnego rodzaju aktywności nie pomagają w ucieczce od tych myśli. Unikam nowych znajomości bo wszędzie widzę podstęp.
Jak wyjść z tych zapętlających się myśli? Jak zacząć żyć a nie funkcjonować z dnia na dzień. Czuję, że z niczym sobie nie radzę, wszyscy mnie opuścili i jestem do dupy. Zaczynam myśleć, że może mam faktycznie za duże wymagania i dzisiaj takie zachowania są normą. Może ktoś z Was ma jakieś rady.