Skocz do zawartości
Nerwica.com

mav0111

Użytkownik
  • Postów

    18
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia mav0111

  1. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej zdechnąć prawiczkiem niż znowu rozwalać sobie życie, niszczyć z trudem osiągnięty spokój ducha (mówię to ze swojej perspektywy). Samotność smakuje okropnie ale niestety są rzeczy które smakują o wiele gorzej, jak choćby brak spokoju psychicznego czy bezpieczeństwa finansowego. Ja przez lata w ogóle nie myślałem o związkach, dziewczynach, bo nie miałem zaspokojonych tych najbardziej podstawowych potrzeb i wszystkie siły były skierowane w kierunku poprawy tej sytuacji. Dopiero gdy udało mi się je zaspokoić pojawiły się potrzeby wyższego rzędu, takie jak miłość i bliskość. Piramida Maslowa w praktyce.
  2. Brakowało mi takiego głosu. Życie zwyczajnego człowieka nie jest łatwe, a jak ktoś ma dodatkowo jakieś zaburzenia psychiczne to codzienność potrafi być gehenną. Wywracanie sobie w takim momencie życia do góry nogami jest średnim pomysłem. Może autor chce się po prostu wyżalić, bo nie ma komu powiedzieć co go boli. Jeśli tak to normalna ludzka rzecz i łączę się w bólu. Sam od niepamiętnych czasów zmagam się z fobią społeczną, 15 lat edukacji było dla mnie etapem życia którego nie życzyłbym najgorszemu wrogowi, później też nie było sielanki. Dopiero w ostatnich kilku latach osiągnąłem jako taką równowagę psychiczną, pierwszy raz od ponad dwóch dekad czuję się na co dzień po prostu spokojny, rozluźniony. Ostatnie o czym teraz myślę to zmiana stylu życia o 180 stopni, zwyczajnie nie mam na to siły. Myślę że większość z nas tutaj jest w mniej lub bardziej podobnej sytuacji i przedstawianie gotowych planów co robić i jak robić jest jak przysłowiowe mówienie osobie z depresją żeby wzięła się w garść.
  3. Potwierdzam. Moja mama też młodo wygląda, w wieku 60 lat wygląda jak niejedna co ma 40-45, a jakoś przesadnie o siebie nie dba. Dziadek z jej strony też miał taką urodę, nawet śmiali się że wygląda jak dziewczyna i przezywali go żeńskim imieniem
  4. Ja wyglądam na kilka lat młodziej niż mam, zdarzało mi się że jeszcze po 25 roku życia pytali mnie o dowód w sklepie. Dziś w wieku 34 lat nie mam jakichś wyraźnych zakoli czy zmarszczek, mimo tego nie pomogło mi to jakoś szczególnie w relacjach z kobietami. Nawet mogło przeszkodzić, bo ciągle mam wyraz twarzy takiego gówniarza, przez co ludzie nie traktują mnie poważnie. Dużo bliżej mi do takiego sweet boya niż twardziela, nie mówię że nie ma na takich facetów amatorek, ale jednak to mniejszość. Także nie martw się, moim zdaniem przez poważniejszy wygląd wiele nie tracisz.
  5. Nie zamierzam oceniać bo też miałem w życiu taki etap. Na szczęście z wiekiem mi przeszło, ale do dziś jak widzę młodych szczęśliwych ludzi ogarnia mnie straszny smutek. Nie wiem czy kiedykolwiek pogodzę się z tym że mnie to ominęło. A jeśli ktoś nie może sobie poradzić z emocjami to zamiast jakichś terapii polecam po prostu popłakać w poduszkę. Mi najbardziej pomaga się pozbierać w trudnych sytuacjach, takie katharsis.
  6. Jestem wdzięczny losowi za to że mogę pracować zdalnie zamiast tyrać na etacie. I sobie samemu że (jeszcze) trzymam się na tym rynku mimo skokowego rozwoju AI.
  7. W moim przypadku jest to silna fobia społeczna, która ma wpływ na każdy aspekt życia. Wychodzę do ludzi i funkcjonuję na podstawowym poziomie głównie dzięki lekom i temu że otrzaskałem się z wieloma sytuacjami dopiero po częściowej redukcji lęku. Nie jestem najlepszym kandydatem na męża ani do zakładania rodziny, z resztą sam nie chce mieć dzieci bo wiem że tylko powieliłbym błędy rodziców i kolejne istoty ludzkie miałyby przewalone życie na starcie. Myślę że jakbym miał możliwość poznawać dużą liczbę kobiet w krótkim czasie to prędzej czy później bym trafił, ale będąc fobikiem raczej nie będę zaczepiał ludzi w parkach, przez znajomych też trudno kogoś poznać gdy ma się ich tylko kilku. Dobrze ktoś też napisał że warto szukać ludzi w swoim środowisku. Jeśli ktoś ma takie same problemy jak my to od razu zyskujemy kilka punktów, bo nawet nie mając identycznych zainteresowań rozumiemy się jak łyse konie. Od lat poznaję dziewczyny z fobią społeczną przez internet, z wieloma się umówiłem, ale wiadomo musi pojawić się chemia między ludźmi żeby to zagrało, a nie z każdym ta chemia będzie i tu znów wracamy do punktu wyjścia czyli zbyt małej ilości kobiet które można poznawać w krótkim czasie.
  8. Witam w klubie, ja już 34 lata i w sumie też nigdy nawet nie całowałem kobiety (nie licząc jakichś tam głupich zabaw typu kręcenie butelką i całowanie osoby na którą wypadnie, jeszcze w czasach liceum). Bardziej niż seksu brakuje mi samej bliskości drugiej osoby, przytulania się, trzymania w ramionach itd. Próbowałem poznawać ludzi online od ponad dekady (z przerwami), nawet z jakimiś tam sukcesami bo parę osób poznałem na żywo. Przerobiłem sporo portali randkowych, forów, stron z ogłoszeniami towarzyskimi. Niestety nie należę do tych którym kobiety same rzucają się na szyję, więc pewnie trzeba byłoby tych ludzi poznawać znacznie więcej żeby trafić na swego. Wiem że to marne pocieszenie dla ludzi w podobnej sytuacji, ale chociaż wiedzcie że nie jesteście z tym sami. Uważam też że nie ma się czego wstydzić, powiedziałbym nawet że wśród jakiejś wąskiej grupy kobiet może to być postrzegane jako wartość dodana. Najważniejsze to się nie poddać, nie zrezygnować z marzeń. Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą.
  9. Biorę pregabalinę przy fobii społecznej. Na samą fobię działa słabo, ale zajebiście stabilizuje nastrój. Zawsze byłem impulsywny, przez to miałem problem np. z przyjmowaniem krytyki, odbijałem piłeczkę zanim zdążyłem się zastanowić jak ją odbić i czy w ogóle warto. Na pregabalinie takie rzeczy mijają jak ręką odjął, niestety wracają jak tylko przestanie się łykać, dlatego wraz z sertraliną łykam już 10 lat. Minimalna dawka 2x75mg na dobę mi starcza, nie zaobserwowałem rozwijania się tolerancji.
  10. Witam. Być może wątek bardziej nadaje się do działu psychiatrii bądź leków, ale to też dość optymistyczna historia i co najlepsze ktoś może się nią zainspirować i znacznie sobie pomóc. Otóż jestem fobikiem społecznym i byłem nim właściwie od urodzenia. Nie wiem co to znaczy "czuć się normalnie" w sytuacjach społecznych, bo odkąd pamiętam czułem się w nich okropnie źle. W szkole zawsze siedziałem sam, nie potrafiłem nawiązywać przyjaźni, w liceum i na studiach już nawet nie próbowałem i nie odzywałem się prawie do nikogo, klasyka gatunku można powiedzieć. W najgorszym okresie musiałem się godzinami przygotowywać do wizyty urzędzie czy sklepie, w głowie układałem wszystko co mam powiedzieć, a jeśli cokolwiek poszło nie po myśli i trzeba było to ogarnąć na spontanie prawie mdlałem ze stresu. To tak żeby nakreślić z jakim przypadkiem mamy do czynienia. Przez lata nie potrafiłem zaakceptować że coś jest ze mną nie tak, a to było konieczne żeby zacząć szukać pomocy. Aż w końcu w 2016 roku coś we mnie pękło i poszedłem do psychiatry. Ludzie, to była najlepsza decyzja w moim życiu. Co prawda fobii nie pokonałem, o nie, ale w następnych latach zacząłem robić rzeczy, o jakie wcześniej nigdy bym się nie posądził. Wyobrażacie sobie fobika który jest tak ciężkim przypadkiem jak byłem ja (słowa mojego doktorka), który samodzielnie kupuje i sprzedaje samochód? Tak, dokonał tego gość który jeszcze kilka lat wcześniej bał się odezwać do ekspedientki w sklepie. Więc dlaczego twierdzę, że jednocześnie pokonałem i nie pokonałem fobii? Raz że ja sam nie potrafię stwierdzić czy to już "ten" moment, bo nie mam odniesienia do tego jak czuje się zdrowy człowiek. Dwa, że te rzeczy które robiłem wciąż były okupione wielkim stresem, ale sukcesem jest to że były w ogóle do wykonania. Leki w moim przypadku nie zmniejszyły lęku w jakiś drastyczny sposób, nie stałem się nagle Casanovą który zaczepia obce dziewczyny na ulicy. Ale uśmierzyły najgorsze objawy, takie jak trzęsące się ręce, drżący i przytłumiony głos, serce wychodzące przez gardło, pustka w głowie i zapominanie w pół zdania co miałem powiedzieć, nieumiejętność nazwania najprostszych rzeczy które miałem w zasięgu wzroku. I to był ten niezbędny kop, który był potrzebny by w ogóle zacząć żyć. Pewnie zapytacie jakim cudem wpakowałem się w to kupowanie i sprzedawanie auta? A najzwyczajniej w świecie tak, że gdy mi się polepszyło to uznałem że pora spełnić marzenia. Odłożyłem parę złotych i kupiłem pierwszy samochód, po paru latach uznałem że chcę coś mocniejszego i większego, no więc nie było wyjścia i stary trzeba było sprzedać. Tutaj było już ciężej, bo sprzedający zawsze jest w dużo gorszym położeniu od kupującego. Bez leków nawet bym do tego nie podszedł, a gdyby mnie ktoś zmusił to raczej bym wykorkował. A tak nie tylko dałem radę fizycznie dokonać samej sprzedaży, ale nawet udało mi się dostać kwotę w okolicach średniej rynkowej. Także nie bójcie się psychiatrów i leków "na łeb", bo to nie jest nic złego. Nie jest to też psychoterapia która kosztuje krocie, trwa wieki, wymaga ogromu samozaparcia, a gwarancji wyzdrowienia i tak nie ma. Leki mogą wam na tyle pomóc że sami zaczniecie wyślizgiwać się z tego bagna. Jeśli nie jesteście tak ciężkim przypadkiem jak ja to może nawet wrócicie do całkowitej normalności. Szkoda życia i marzeń których nie można spełnić przez fobię społeczną bądź inne zaburzenia. Pozdrawiam.
  11. mav0111

    Wita fobik społeczny!

    Hej. Zdecydowanie filmu :)
  12. Cześć. Jestem fobikiem społecznym po trzydziestce z centralnej Małopolski (okolice Krakowa) i szukam bratniej duszy. Mam tylko jednego starego kumpla i rodziców, więc jestem otwarty na relacje o dowolnym stopniu zażyłości. Chętnie poświęcę Ci dużo czasu bo mam go sporo, możemy się widywać nawet codziennie i spędzać razem długie godziny. Może nam on upływać na rozmowach o wszystkim i o niczym, snuciu planów na przyszłość, długich spacerach, graniu w siatkówkę/koszykówkę, wypadach na łono natury, czy choćby jeździe w kierunku zachodzącego słońca przy dobrej muzyce. Wszystko skrojone pod fobiczną rzeczywistość, w której poruszam się od bardzo dawna i znam większość manewrów pozwalających unikać stresogennych sytuacji. Więcej o mnie: Już jako dziecko byłem wyjątkowo nieśmiały, a po wejściu w okres dojrzewania rozwinęło się to w pełnowymiarową fobię społeczną. Mimo tych przeciwności udało mi się ukończyć studia, zrobić prawo jazdy, a nawet kupić własny samochód, który od zawsze chciałem mieć. Od blisko 10 lat przyjmuję leki co pozwala mi funkcjonować w codzienności przynajmniej w podstawowym zakresie, ponieważ wcześniej nawet rozmowa z ekspedientką w nowym sklepie była przeprawą, na którą przygotowywałem się przez długie godziny. Mój lekarz twierdzi, że jestem jednym z cięższych przypadków jeśli chodzi o nasilenie objawów lękowych, ale mimo tego radzę sobie ponadprzeciętnie, głównie dzięki uporowi w dążeniu do celów. Życiowo jestem "czysty" - nie piję, nie palę, nie biorę żadnych świństw, mam czystą kartotekę. Kiedyś usłyszałem bardzo cenną radę, która brzmiała "Nie obiecuj w euforii, nie decyduj w przygnębieniu, nie odpowiadaj w złości". Wziąłem ją sobie na motto życiowe i staram się stosować do niej gdy to tylko możliwe. Jeśli chcesz mnie poznać napisz prywatną wiadomość. Pozdrawiam.
  13. mav0111

    Wita fobik społeczny!

    Cześć wszystkim. Jestem fobikiem społecznym i liczę że złapię tutaj kontakt z jakimiś nowymi ludźmi
×