-
Postów
1 470 -
Dołączył
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
Osiągnięcia Doktor Indor
-
A nie lepiej podtopić?
-
No ale niektóre rzeczy są taniej, jak nie płacisz za wysyłkę. Choć ogólnie mam wrażenie że jest tam drożej niż na Allegro, a wyszukiwarka jest dramatycznie gówniana. W życiu. A najgorsze, że to jest w tym kraju nadal legalne. Akurat w Polsce, z naszymi doświadczeniami, propagowanie takich poglądów legalne być nie powinno. Jakoś faszyzm potrafili zablokować. Bo najłatwiej rządzić się cudzymi pieniędzmi.
-
Zoba prajma na amazonie
-
Oh you sweet summer child… Telefon to prywatna sprawa. Nie trzeba dzielić ze sobą wszystkiego żeby być w związku.
-
Pytanie co to jest prawdziwa przyjaźń. Miałem takie relacje, które się rozluźniły na tyle, że… Hmm, nie wiem czy nadal mogę liczyć na te osoby. Pewnie mogę. Ale oprócz liczenia na siebie w kryzysie jest jeszcze ten wymiar normalnego, zwykłego kontaktu – i mimo wielu prób nie udało mi się go utrzymać. To też zdecydowanie, i miałem i tak i tak. Niektórzy się zmienili tak bardzo, że już w życiu byśmy się nie dogadali. Ja też się zmieniłem. Miałem takie próby odnowienia kontaktu – i z perspektywy trzeba było zostawić wspomnienia tam, gdzie ich miejsce, a nie niszczyć ten obraz. A z drugiej strony niektórzy chyba zmienili się w tę samą stronę, co ja, bo z tobą czy z Linką, choć na pewno jesteśmy już innymi ludźmi, niż byliśmy wtedy, nadal świetnie się dogaduję
-
Obowiązkowo
-
-
Jej do śmiechu nie było Może. Ale różnie to bywało. Tzn. zwykle ktoś tam się przewijał przez życie, ale jakość relacji bywała bardzo różna. Obecny związek to dopiero drugi, w którym czuję się faktycznie kochany. Inne to były albo jakieś dziwne układy, albo potrzeby i obsesje, ale miłości w tym nie było. Sam czy nie, przemijanie czeka każdego z nas, a kobiety jeszcze bardziej i szybciej. Choć ja teraz odkrywam swoje ukryte piękno – schudłem 10 kg, pysk jakoś tak lepiej i młodziej wygląda, aż przyjemnie w lustro spojrzeć. Ale to minie, nie da się być wiecznie młodym, ja i tak naginam czas (albo po prostu sobie wmawiam).
-
Kupiłem sobie dzisiaj kolorowego indora na sprężynie
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Nawet. Nic. Ja w jakimś dobrym sklepie kupowałem, znajomy znalazł. No i jemu ta moja yerba dawała kopa. Więc może ja defektywny jestem No to jest jakaś opcja, tak się wybieram, wybieram, i w końcu się wybiorę, zobaczysz -
A czasem wprost przeciwnie Ja jestem osobą, która w dzieciństwie nigdy się tak naprawdę nie liczyła, i to mnie chyba wyczuliło na wrzody na dupie – odbieram bycie wrzodem na dupie jak przekraczanie moich granic. Ale to nie jak ktoś zabiega o kontakt (to jest spoko, sam jestem słaby w utrzymywaniu kontaktu :/) tylko jak mówię na coś „nie”, a ktoś dalej wrzoduje. Więc jestem słabym klientem BTW, wrzody na dupie kojarzą mi się z inną historią, gdy zrobiłem ex kąpiel w olejkach eterycznych, tylko chyba za dużo ich nalałem i za mało (albo w ogóle) nie wymieszałem z wodą, więc osiadły na dnie a ona dostała poparzeń chemicznych na pewnej niewymownej tylnej części ciała, i nie mówię o plecach… To też racja. W ogóle uważam, że trzeba najpierw nauczyć się być samemu ze sobą, żeby umieć być z kimś innym. A że ja się często czuję samotny to inna sprawa, ale to nie jest samotność, którą ktokolwiek może wypełnić – czy to najbardziej kochająca partnerka (a prawda jest taka, że nikt mnie nigdy nie kochał tak bardzo, jak kocha mnie ona), czy znajomi, czy jakakolwiek inna relacja. Cała moja tożsamość jest zbudowana na rdzeniu samotności i to jest kwestia dzieciństwa a nie czegokolwiek, co mogę zrobić z tym w dorosłości. Nigdy nie pamiętam, żeby było inaczej, więc musiałem się nauczyć z tym żyć.
-
Złote myśli indyka: Niektórzy ludzie są jak magiczna sprężyna. Do niczego nieprzydatni, ale jak fajnie ze schodów spadają…
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Miałem etap próby zastąpienia kawy yerbą. Dało mi to zupełnie nic. Nakupowałem tego stuffu prawie jakbym wyznanie zmienił i dewocjonalia kupował, yerbokubeczek aka matero, słomeczka aka bombilla, jakieś fancy yerby o nazwach, których nawet nie powtórzę, i ilościach liczonych w kilogramach, jakaś łopatka wyżłobiona drewniana której nazwy też już nie pamiętam, jakieś jeszcze inne pierdoły do tego, czajnik własny, żeby temperatura była dobra (bo w pracy mieliśmy zwykły), całą szafkę w pracy na to miałem. No i się zaczęło. Nawaliłem tej yerby do tego yerbokubeczka pod korek, zalałem małą ilością wody, siorbałem tą słomeczką, i jakbym pił po prostu mocniejszą herbatkę. Zero efektu pobudzającego. I tak koniec końców skutkowało to błagalno-dziękczynną wycieczką pod ekspres do kawy, a yerbę w końcu w piździec oddałem, przynajmniej tę która jeszcze nie spleśniała od wilgoci (bo nawilżacz powietrza przy biurku też miałem). -
Odnośnie porażek w relacjach społecznych, oto indyczy story time. Siądzcie dzieciaczki, stary indyk opowiada. Sylwester jakiś czas temu (z 10 lat temu chyba, ten czas płynie jak ser rozpuszczony). Grupa na fb. Jedna dziewczyna pisze, że znowu spędzi sylwestra sama, bo nikt jej nie zaprosił, i w ogóle dół, smutek i depresja. Ja się trochę poczułem, bo to była moja grupa i w ogóle byłem tam narcystycznie błyszczącą perełką, to mówię: „wpadaj ze mną na domówkę do A.” (A. to nasza wspólna koleżanka z innej grupy, moja dobra koleżanka z reala, ją tylko kojarzyła z grupy… narcystyczna zresztą bardziej niż ja, w sensie moja A., mówiłem ci kiedyś o niej w kontekście porównania z naszą inną koleżanką… jeszcze więcej w ten nawias wsadź indor no). Szczerze mówiąc liczyłem na to, że się nie zgodzi Ale ta podchwyciła temat, no to dobra, niech wpada, kolejna osoba do naszej loży szyderców będzie. Przyjechała, odebrałem ją z dworca, pojechaliśmy na imprezę. Dziewczyna cały wieczór przesiedziała wgapiona w telefon, nie wiem czy z kimś pisała (chyba tak), czy przeglądała jakieś gówna (chyba też), no ale jej nie było. Była ona i telefon. Ludzie ją zagadywali, pytali o coś, to ona tylko mruczała „mhm”, „mhm” i dalej w telefonie. No nikt jej nie powiedział wprost, żeby odłożyła ten telefon, jak sama nie wie, ale słabo tak. I nie jest żadnym szokiem, że w ten sposób zlewane towarzystwo jej nie polubiło, jak też szokiem nie jest, że jeśli tak samo podchodzi do innych ludzi, to wszyscy ci, którzy próbowali ją gdzieś wyciągać, zrezygnowali. Piszę to, bo czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są nielubiani przez swoje własne zachowania (ja przynajmniej wiem za co nikt mnie nie lubi). Choć może to i nasza wina, bo nikt jej nie powiedział. Ale co miałem powiedzieć – odłóż ten telefon? Jak sama nie wie, jak czuje potrzebę siedzenia w telefonie, może ucieczki w telefon… to w sumie po co przychodziła? Z drugiej strony sam kiedyś trochę taki byłem, jak weszły SMSy i się zachłysnąłem technologią (i koleżanką, z którą te SMSy pisaliśmy, mniej więcej 400 dziennie). No ale byłem trochę młodszy od niej jednak. W sensie od tej z sylwestra młodszy byłem, bo ta od SMSów była młodsza ode mnie. Oto sensacja: nadal jest.
-
Jedna przyszła Tak to właśnie zrozumiałem – jak walkę o to, żeby się tobą zainteresowała. Walkę z nią samą, z jej… nudą? Z konkurencją też, żeby być lepszym od konkurencji. I ja właśnie w taką walkę nigdy nie wchodzę. Jestem to jestem, daję siebie, ale tylko tyle. Albo aż tyle. Jak coś ma wyjść, to wyjdzie. No rozumiem – po prostu ja mam do tego inne podejście. Może dlatego, że nie przeszkadza mi aż tak bycie samemu. Chyba. Mam masę zainteresowań, potrafię wypełnić sobie czas, jasne że super jest dzielić z kimś życie, ale jak mam dzielić je z kimś tylko po to, żeby ktokolwiek był, to wg mnie strata czasu. Pustki i tak nie zapełni, a bycie w niesatysfakcjonującym związku to dopiero samotność. No to to jest racja. Choć dla mnie największy spokój będzie, jak będzie zdrowie. Wtedy może sobie coś dorobię na emeryturze, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. A jak zdrowie się posypie to co mi po tej kasie – żeby mieć na opiekunkę, żeby mi pieluchy zmieniała? Do dupy takie życie. Wiem, i tu też mam odwrotnie Ein Volk, ein Reich, ein Indören… no, znaczy, jedna praca, spokojnie sobie robię w niej to co lubię, a po robocie mam czas dla siebie. Najgorzej jak gdzie się nie obrócisz, tam ciemność. Masz coś zrobić, ale nawet nie wiesz, od czego zacząć. Przerasta cię projekt. Ale ja wychodzę z założenia, że dajcie mi kompa, dajcie mi problem, dajcie mi kod i dajcie mi święty spokój, a zrobię – i póki co się to sprawdza. Czy to jest walka… Ciężko powiedzieć. Walka od ticketu do ticketu, ale raczej nie jest to walka o pozycję, a walka z problemem, z kodem, walka umysłowa. Przynajmniej tak do tego podchodzę. Choć jasne, że jakiśtam lęk w mojej sytuacji (jedynego pracownika z PL tam) jednak jest – poprzedni zespół, choć toksyczny, znałem jak łyse konie, tu nawet nie wiem jak oni wyglądają, choć pracujemy razem od paru lat, a przez różnice kulturowe… No oni są bardzo wycofani, poważni, zasadniczy, między sobą też. Więc ciężko mi, królowi zwyrolskich memów i nieśmiesznego humoru, znaleźć wspólny język. Ale znalazłem. A słyszałeś kiedyś żebym przeklinał robotę? Było tak, ale wtedy akurat nie mieliśmy kontaktu. Byłem emocjonalnie w bardzo złym miejscu w poprzednim zespole, ale sprowadzało się to do tego, że ja po prostu nienawidziłem tego projektu, to było gówno, które trzeba było jakoś próbować pudrować, podczas gdy należało je zaorać. Sama dziedzina też nie do końca moja – znałem ją, ale bez entuzjazmu. A teraz robię to co lubię. Co nie znaczy, że lubię absolutnie wszystko, co robię. Ale ogólnie tak jak wtedy robota wysysała ze mnie energię całkowicie, tak po przejściu tutaj przestałem narzekać – bywa ciężko, ale jest dobrze. U mnie to jest bardziej skomplikowane Mam rys, czasem się odpala, czasem nie. Generalnie zwykle mam to pod kontrolą. Coś co mi kiedyś terapeutka powiedziała: Niech sobie pan wyobrazi kurnik. Są w nim kury. Jest hałas, harmider, kury się kłócą, dziobią, za chwilę się godzą i generalnie sobie gdaczą w tym kurniku razem. To jest forum lub grupa dla borderów. A teraz pan sobie wyobrazi, że jest w tym kurniku kogut, a za chwilę wchodzi drugi kogut. Pióra lecą, jest wrzask, i wychodzi albo jeden żywy, albo żaden. I to jest forum lub grupa dla narcyzów. I ja to obserwuję też tutaj w naszym forumowym kurniku. Bardzo optymistycznie zakładasz, że upłynęłoby aż 10 minut Ale dwóch takich jak ja to i świat by nie wytrzymał, więc się nie zdarzy. To jak dwie bomby na pokładzie jednego samolotu (i mówiąc o bombie nie mam na myśli krągłości ciała w porównaniu do długości lontu). No to generalnie warto (a czasem trzeba). Ale staram się samemu wybierać swoje walki. Jeśli towarzystwo jest toksyczne to odpuszczam, niech się sami żrą i przekrzykują w swoim sosie. Spokojnie, właśnie jestem w trakcie swojego chyba najdłuższego maila w życiu. Piszę wieczorami. Ile już mamy… 184 kB. A odniosłem się dopiero do 18% treści. Kolega też ma lekkie piórko… I to druga osoba, z którą takie gigantyczne maile wymieniamy.