A tak na poważnie, myśląc o wojnie jako osoba ciepło lubna, wolałabym wojnę w maju lub w czerwcu by psychicznie jakoś to przyjąć przede wszystkimi. Jesienią ciężko przyjąć mi to, że nadchodzi jesień, zima a co tu dopiero wojna...
Każdy z boku czy nawet uczestnicząc w niej, miałby pozytywne nastawienie, nadzieję, emocje wojenne do ok 2 tygodni. Po 2 tygodniach nawet, gdyby ta nadzieja została, pojawił by się coraz większy strach, zmęczenie, obawy, że może się szybko nie skończyć.
Nakręcać do wojny jest łatwo, prowokować a potem Ci najbardziej prowokujący nie wiedzą co zrobić, jak się zachować.
Żaden miłośnik wojny, i prawdziwy żołnierz, nie nawołuje do niej. Gdy nadchodzi walczy, broni swojego kraju, siebie, bliskich mu osób.
Ja chciałabym w wojnie uczestniczyć, ale jestem przeciwniczką jej. Nie tylko tutaj tylko w ogóle na świecie, chciałabym by pokój jednak dominował. Poza tym gdyby doszło do wojny polsko-tureckiej, fińskiej, japońskiej. Było by mi bardzo trudno bronić Polski. Kochając bardziej te narody.
Ucząc się rosyjskiego w podstawówce, poznając ich kulturę, ucząc się dobrze, też. Choć Polskę kocham bardziej, ale z Turcją i z Finlandią ta miłość by niestety nie wygrała. Chociaż starałabym się rozegrać to tak by żaden kraj za bardzo nie ucierpiał by to się jakoś wyrównało skoro do tego doprowadzili. Na pewno bym była sprawiedliwa.