Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

anga51

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Jakiś czas temu zdiagnozowano mi PTSD. Psychiatra stwierdził to prawdopodobnie dlatego że byłam prześladowana w szkole, a że byłam z mamą nie mogłam wyjaśnić mu że tak naprawdę moja trauma wiąże się z nią (sytuacja alkoholowa). Od miesiąca biorę Eliceę. Przedtem od pół roku miałam napady paniki, silne bóle żołądka itp. Ale od kilku dni objawy mają takie nasilenie, że nie mijają ani na minutę. Nie mogę się od nich uwolnić, ciągle coś trzyma mnie w żebrach, w sercu albo brzuchu, nie mogę się na niczym skupić. Wszystko co wcześniej dawało radę, jedzenie, muzyka itp nie działa. Pomocy.
  2. Przepraszam z góry za przydługi list, ale problem z matką mnie wykańcza. Dla mojej mamy robię wszystko. Wszystko co robię i co myślę by zrobić toczy się w okół niej, zajmuję się jej domem, sprzątam, gotuję, jednocześnie wciąż się ucząc (i tak uważają że powinnam jeszcze pracować z nimi w firmie). W ogóle nie musi chodzić do sklepu bo wszystko robię za nią, a nie mam z tego nic. Nic sobie nie kupuje, wyglądam jak heroinistka ze zniszczonymi włosami, buty te same od 3 sezonów, o nic nie proszę, żeby nie było że wydaje jej pieniądze. Zawsze gdy były jakieś dymy np. w szkole, albo jak mnie prześladowali, to zbywała mnie tekstem w stylu "to nieprawda więc po co się przejmować?". Teraz mam inne problemy, psychiczne, zdrowotne, i dalej ze wszystkim jestem sama a kiedy próbowałam to zmienić, wspomnieć jej o czymś to odbijałam się od muru. Np. kiedyś wspomniałam jej, że psychiatra (!) radził mi bym zgłosiła się do psychiatrycznego - zero reakcji, jak dalej starałam się jej wytłumaczyć o co chodzi, to stwierdziła tylko "że za dużo czytam, i to moja podświadomość więc wymyślam". Wczoraj napomknęłam jej o badaniach krwi, że robiłam i mam wyniki, też zero zainteresowania, żeby chociaż zapytała o coś ale nie, a potem na pokaz oskarża że "ja jej nic nie mówię". Najgorsze jest, gdy wspomniałam jej o studiach i ewentualnym wyjeździe zw. z nimi, rzuciła wtedy z premedytacją "a kto mi będzie zakupy robił?". Już nie mówiąc co byłoby gdybym dostała się na uczelnie poza moim miastem. Wtedy podobno "mój wybór" i radź sobie sama, ale ona wie że nie zrobię nic bez jej wyraźnej aprobaty, więc będzie mogłam dalej mną grać. Czuje że ona wie jak mną manipuluje, że ja zrobię dla niej wszystko, i być może i nigdy się od niej nie wyprowadzę, więc zawsze będzie taką "dobrą, pokrzywdzoną mamusią z nieporadną życiowo córką u nogi". bo jak zauważyłam lubi (zwłaszcza przed swoją wiejską rodziną) stawiać siebie jak ofiarę - ofiarę męża który ją ogranicza (bo nie lubi jak pije) i nie szanuje jej zdania (sama na to pozwala), ofiarę córki (mnie), która też jest zła, niedobra itp i ogóle wszyscy my źli tylko nie ona. Ucieczka z domu i od niej nie wchodzi w grę, bo 18 kończę dopiero za pół roku. Pomocy.
×