Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

meduza95

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  1. Jestem w strasznym kryzysie psychicznym. Dzwoniłam na telefony zaufania ale nie da się tam dodzwonić. A nie mogę sobie poradzić, jestem roztrzęsiona. Między nami układało się dobrze, stabilnie i bez większych zgrzytów. jeszcze kilka dni temu byłam u niego. Leżałam wtulona, rozmawialiśmy całą noc. Planowaliśmy wspólną przyszlość, mieliśmy wziąć ślub, mieć dzieci. Dziś od rana wstąpił w niego inny człowiek. To się stało tak nagle.. Widać było, że jest nie w humorze. Zaczeło się od tego, że mieliśmy się dziś spotkać ale odwołał spotkanie, ja z tego powodu wyraziłam niezadowolenie (powiedzialam, ze szkoda i przykro mi ale rozumiem, ze nie moze). I od tamtej pory zaczęło się.. jakby w niego demon wstąpił. Nie odbierał, nie odpisywał. Później jednak oddzwonił ale miałam kilka razy zajęty telefon (dzwoniłam do osob z roznych ofert pracy). Zaczął być podejrzliwy "ciekawe z kim rozmawiałaś?!". Gdy mu wytłumaczyłam, że mogłabym dostać pracę w pensjonacie to odpowiedział "rób sobie co chcesz. Jedz gdzie chcesz. Mnie to nie obchodzi". Pózniej zaczęła się z jego strony seria smsów, że powinniśmy się rozstać. Bylam w szoku, bo wcześniej nic na to nie wskazywało. Dzień wcześniej pisał, że mnie kocha, że ma co do mnie poważne plany(!!!) byłam w szoku, bo nie umiem tego pojąć. Dodatkowo w ogóle nie chciał wytłumaczyć swojej decyzji o rozstaniu, unikał moich telefonów. Gdy mu powiedziałam "dobrze Kochanie, to przyjadę jutro rano i na spokojnie porozmawiamy" to zabronił mi przyjeżdżać. Powiedział, ze nawet jeśli przyjadę to on wyjdzie z domu i go nie zobaczę. Dodał tylko, że nie możemy być razem, bo będę przez niego cierpieć. Nie mieliśmy wcześniej takich kryzysów aż tu nagle TO.. Płaczę, trzęsę się, jest mi niedobrze, nie wiem co mam ze sobą zrobić. Napisałam mu, że czuję się potraktowana niepoważnie i że nie ma do mnie szacunku skoro nagle bez wyjaśnień chce przekreślić mnie i 3 letni związek. Ja nie wiem co mam robić... czuję się strasznie. Brak mi slów
  2. Do osób, które mają zdiagnozowaną/ podejrzewają u siebie tę osobowość. Powiedzcie jak to jest u Was z objawami? Czy utrzymują się one u Was codziennie? Czy może macie dni, w których ta samoocena jest trochę wyższa?
  3. Wiele razy mu mówiłam, już do znudzenia, że to wszystko mi się przypomina. On się tłumaczył, że wtedy tak funkcjonował, bo pił, i się wstydził mi pokazać itd. Te rozmowy nic nie wniosły. I już chyba nie będę podejmować z nim tematu. Nie ma sensu, teraz zostaje mi tylko porozmawiać z terapeutą, bo sama sobie nie dam z tym rady
  4. Czasem mam myśli, że chciałabym mu się "odpłacić" za to jak zachowywał się na początku. Że może gdybym ja też zniknęła z jego życia, teraz nagle, na 2 tygodnie bez uprzedzenia to może dałoby mu to do myślenia a ja poczułabym się lepiej. Oczywiście wiem, że tak nie postąpię, to nie w moim stylu, bo mam wyobrażenie jak wtedy czuje się drugi człowiek (zresztą.. ja bym nie dała rady tak nagle się nie odzywać do niego). Ale lubię w ten sposób "fantazjować" o zniknięciu. Jeśli chodzi o sny to często mi się śni, że on spędza czas z dziewczyną bardziej atrakcyjną, bardziej inteligentną (moje poczucie własnej wartości zawsze było niskie ale po tamtych zdarzeniach z 2018 jest poniżej zera). Z apetytem i libido różnie - wahania, albo opycham się na siłę i jestem przejedzona, albo wcale nie czuję głodu. A co do relacji z innymi ludźmi to stałam się bardzo nieufna, strachliwa. Ciągle myślę, że mogę zostać oszukana. Teraz już nie ufam ludziom tak łatwo. I jestem bardzo wycofana, zamknięta, nie mam znajomych, z nikim się nie spotykam. Jedynie z tym chłopakiem i rodzicami
  5. Też podejrzewam u siebię tę osobowość. Chętnie pogadam z kimś na priv
  6. Cześć. 3 lata temu poznałam chłopaka, który jest alkoholikiem. Zakochałam się w nim niemalże od razu, zabawny, inteligentny itd. Jednak zaślepiona ja- pozwalałam na złe traktowanie siebie (tzn. nigdy nie przezywał mnie ani nie uderzył - ale zaraz wytłumaczę co nazywam złym traktowaniem). Wiem, że był w złym stanie (od szpitala do szpitala, utrata domu, osiągnięcie dna) i jego zachowanie wynikało z nadużywania alkoholu ale ja nie potrafię zapomnieć tego jak dawałam sobą pomiatać. Mój chłopak przeszedł terapię, od dwóch lat nie pije, teraz ma mieszkanie i wyszedł na prostą i kiedy nie pije: dotrzymuje obietnic, nie jest impulsywny, nerwowy, nie podejmuje głupich decyzji. Teraz między nami jest OK, mogę na niego liczyć, pomaga mi we wszystkim, bardzo dobrze się do mnie zwraca, nie mogę narzekać. Problem polega na tym, że bardzo często wracają wspomnienia z czasu kiedy byliśmy na początku związku. Nie mogę sobie odpuścić tego, że notorycznie traktowana byłam jak gów*o. Np. umówił się ze mną, mówił, że do mnie już jedzie i zaraz będzie (ja czekałam cały dzień) po czym wyłączył telefon i przez 2 tygodnie się nie odzywał. Ja go szukałam po szpitalach, po dworcach.. takie zachowania były na porządku dziennym. Tak było ciągle, umawiał się ze mną, nie przychodził. Znikał. Wyłączał albo gubił telefon, spał byle gdzie, i ślad po nim ginął. Kiedyś wyjechałam do pracy do innego miasta. Zadzwonił do mnie z tel. kolegi od picia (przez tydzień tylko raz znalazł czas, żeby do mnie zadzwonić) z pretensjami, że "po co ja wyjechałam?!". Wytłumaczyłam mu, że znalazłam pracę z zakwaterowaniem. Na to on oznajmił, że spróbuje do mnie dojechać. Naiwnie czekałam. Oczywiście nie dojechał (można było się tego spodziewać jednak gdyby mu zależało to przynajmniej zadzwoniłby i powiedziałby, że nie da rady). Ja popadałam w coraz cięższą depresję. Nie byłam w stanie tam pracować, wróciłam do swojej miejscowości. Później była sytuacja, w której wmawiał mi, że nie mówił tego co powiedział (może bym mu uwierzyła gdybym nie czytała o gaslightingu). Mianowicie powiedział, że mnie nie kocha. Ja się rozryczałam, on zaczął mi wmawiać, że nic takiego nie powiedział (wiem, że się nie przesłyszałam). I odeszłam do domu. Po drodze były rozstania, powroty i tak ciągle. *** A teraz? Teraz chyba nawet nie boję się, że "tamte" czasy wrócą. Jeśli wróci do picia, to zapowiedziałam mu, że to będzie koniec związku. Zmądrzałam i teraz jak patrzę na to co było 3 lata temu to wiem, że już nie dałabym się tak traktować. Pierwsze jego zniknięcie i zakończyłabym związek. Po prostu chodzi o to, że często przypomina mi się to piekło jakie z nim przechodziłam przez pierwszy rok. Moja samoocena jest poniżej zera. Myślę o sobie jak najgorzej. Poniżałam się biegając za nim jak głupia. Szukając go, pytając ciagle innych bezdomnycb czy go nie widzieli, ściągając (nachalnie) do domu, żeby tylko nie pił. Szukając go mimo że on wtedy nie był zainteresowany moją osobą. Poniżałam się w jego i w swoich oczach. Nie umiem tego zapomnieć. Nie umiem sobie poradzić. Chciałam wrócić na terapię ale czekam na tel, od terapeutki, na razie nie ma wolnych terminów. A ja cierpię przez skrajnie niską samoocenę i złe wspomnienia.
×