Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Alexis693

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

Zawartość dodana przez Alexis693

  1. Alexis693

    Rozmowy w tłoku

    Ja swego czasu (jakieś 10 lat temu) bardzo interesowałam się OSHO. Wykupilam i przeczytałam chyba 80% jego książek, które były przetłumaczone na j. polski. Koleżanki z boku mówily, że ja w tego OSHO wpatrzona jak obrazek, taki trochę wyznawca, fanatyk. Miałam bardzo idealistyczne podejście do życia. Chciałam dla wszytskich dobrze. W momencei, gdy bliska osoba wsadziła mi nóż w plecy zawalił się mój świat, nie wierzyłam, że ludzie mogą tacy być, wtedy uaktywnila mi się nerwica lękowa. Później, kilka lat temu miałam sytuację, gdzie wykryto u mnie guza, podejrzewano raka. Wtedy właśnie nauki OSHO przyszły "na ratunek". On pisał dużo o śmierci i dzięki temu nie bałam się jej aż tak. Dodatkowo pozycja obserwatora przydała się. Na szczęście okazał się guz łagodny. W każdym razem mój rozwój duchowy miał dwie strony medalu - z jednej strony zbytnio idealizm i naiwność, ale z drugiej siła w ciężkich momentach życia. Rozwój duchowy daje najwieksze ukojenie gdy jest źle. W momencie, gdy jest dobrze myślę, że czasami może przeszkadzać ponieważ większość ludzi raczej nie jest rozwiniętych duchowo i jeśli nie wpasujesz się w nich to będziesz czuł się samotny. A taka rozwinięta dusza raczej nie będzie przejmować się tym czy ma fajne fotki na Instagramie i ogólnie nie zależy jej na poklasku innych - jednak dla innych jest to ważne i jeśli tego nie masz uznany jesteś za nudziarza. Więc podsmuowujac w tym świecie raczej nie warto być zbyt rozwiniętym duchowo, bo wchodząc między wrony musisz krakac tak jak one. Z drugiej strony każdy człowiek umiera samotnie i w tych najtrudniejszych momentach jesteś sam i jeśli nie masz w sobie oparcia, właśnie takiej siły duchowej to panika będzie większa.
  2. Alexis693

    Nerwica a praca

    Siedze na bezrobociu. Ogólnie sobie nie radzę, ale też będę musiała iść niedługo i wiem, że nerwica bardzo się zwiększy, być może znów wrócą mocne somatyzacje że nie będę w stanie pracować.
  3. Mam zamiar zapisać się na psychoterapię więc może wtedy znajdę głębsze odpowiedzi na te pytania. Na ten moment uwazam, że oni nie rokowali dobrze, ale czemu to właśnie z takimi znalazłam wspólny język? Ogólnie wszyscy byli do siebie podobni. Być może dlatego nie mam nawet motywacji by szukać dalej, bo wiem, że następny będzie taki sam. Bycie na dnie faktycznie ma jedną zaletę - weryfikuje z kim mieliśmy do czynienia. Mimo, ze najbliższa rodzina nie jest idealna to jednak oni jedyni w jakiś tam sposób "są" nadal. Poza nimi na ten moment nie mam nikogo. Większego sensu na życia na ten moment nie widzę, ale może leki w końcu zaczną działać i spojrzę na to inaczej.
  4. Wydaje mi się, że głównym źródłem mojej depresji (i nerwicy) jest brak prawdziwego sensu zycia, ideału. Ogólnie stany depresyjne miałam już od dawna, ale prawdziwie rozłożyło mnie, gdy po której już z kolei porażce uczuciowej zrozumiałam, że miłość w moim rozumieniu tego słowa nie istnieje. Bynajmniej mi się nie przytrafia, nie wiem jak innym. Po wielu doświadczeniach zdałam sobie sprawę, że bardziej chodzi korzyści - jeżeli mamy coś komuś do zaoferowania to wtedy z nami będzie. Dodatkowo moja ostatnia "deska ratunku" przyjaciółka również się na mnie wypiela w najgorszym momencie,bo ona "nie będzie ogona (mnie) ciągnąć". Wydaje mi się, że najbardziej boli mnie to, że zawiodłam się na relacjach międzyludzkich. Nie potrafię znaleźć takiej wewnętrznej motywacji, wynikającej z głębi mnie, abym miała ochotę na to życie. Nie jest hedonistka, dobry ciuch, jedzenie i inne luksusy nie są dla mnie wystarczająca motywacja, aby się starać. Zdaje sobie sprawę, że wtedy i "przyjaciele" by się znaleźli, ale boli mnie, że to wszystko jest takie płytkie. W czym znaleźć sens, który będzie dodawal powera i chcei do walki nawet, gdy jestem na dnie? W takich sytuacjach, gdy nie mamy nic potrzebny jest jakiś wyższy ideal, który wskrzesi te iskre. Ona we mnie umarła i czuje, że dopóki to się nie zmieni nadal będę żyć jak zombie.
  5. Elicea q ulega rozpadowi w jamie ustnej (ja te stosuje)- niby trochę mniejsze obciążenie wątroby, żoładka, natomiast Elicea jest do popijania
  6. No i psychiatra zwiększył mi dawkę do 20mg. Przez tydzień mam brać 15mg a później 20mg. Mówił, że jeśli nie byłoby żadnego pozytywnego efektu to by zmienił lek, ale skoro jest ale mały to trzeba zwiększyć dawke. Myślałam, że zwiekszy mi do 15, a tu od razu 20mg ale ok oby zadziałało
  7. Biorę escitalopram (Elicea) 3 tydzień. Biorę zawsze rano o 9:30, ale działanie zaczynam czuć dopiero tak o 16. Wieczorami czuje się lepiej natomiast rano i po południu gorzej niż przed leczeniem. Najgorzej, że wciąż nie wiem czy moje objawy somatyczne to efekt nerwicy czy jakiejś choroby. Dziś czuje się do d..y. Ale wczoraj wieczorem to miałam wręcz euforię. Za dwa dni wizyta u psychiatry zastanwiam się czy zwiększyć dawkę (biorę 10mg, pierwszy tydzień 5mg).
  8. Pytam, poniewaz jak zaczęłam opowiadać o swoim stanie i co spowodowało nerwicę lękowa to zasugerował psychoterapie - tak jakby wskazując, że to psychoterapeuta zajmuje się wnikliwym badaniem problemu. Dlatego nie wiem czym oprócz wypisywania recept i wystawiania diagnozy zajmuje się psychiatra. To wszytsko jakby zostało ustalone na pierwszej wizycie. Chyba że znacie jakiś sposób na darmowego psychologa/psychoterapeutę online? Można gdzieś coś takiego znaleźć?
  9. Witam, mam może dziwne pytanie, ale o czym rozmawiacie u psychiatry na następnych wizytach? Na pierwszej wizycie postawiono diagnozę, wypisano leki, mi zaleciła psychoterapię ale na ten moment mnie na nią nie stać i zastanwiam się o czym rozmawia się z psychiatra na następnej wizycie oprócz tego czy leki działają? Czy również omawia się jakies problemy itp.? Wizyta trochę kosztuje i chciałabym spożytkować jak najlepiej te 30min., Ale nie do końca wiem jakie kompetencje ma psychiatra i o co warto go pytać, rozmawiać żeby sobie pomóc.
×