Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kicinho

Użytkownik
  • Zawartość

    7
  • Rejestracja

  1. kicinho

    Natrętne lęki.

    Masz odpowiedź na Twoje pytanie! Dla mnie, jeśli faktycznie uświadczyłeś wytrysku przez zaburzenie lękowe, to nie jesteś dewiantem. Gorzej jakbyś świadomie masturbował się do czegoś czego się boisz. Wtedy można by było naciągnąć pod dewiację. Druga sprawa: dopóki nikogo nie krzywdzisz możesz się masturbować pod dowolne obrazki, choć osobiście bym tego nie polecał
  2. kicinho

    no cześć

    @anonimowa_2001 Szanuje Twoje zdanie, a Ty zwyczajnie mojego nie. Ale to można zaakceptować. Odniosłem się w ten sposób, dlatego że utożsamiałaś się z przedmówcą. I zaznaczę, że odniosłem się do tego co WIEM(bo przeczytałem Twojego posta) dlatego też będę się wypowiadał, ponieważ takie jest CLOU tego forum. Ty możesz się odnosić do moich opinii i stwierdzeń albo je ignorować. Tobie również życzę miłej nocy i mimo wszystko powodzenia w radzeniu sobie ze wspólnym wrogiem.
  3. kicinho

    no cześć

    @anonimowa_2001Nie rozumiem skąd ta agresja i podniecenie, po prostu odnoszę się do tego czym się tutaj dzielicie. I podtrzymuję: uprzesz się i nie zrobisz pierwszego kroku to będziesz stać w miejscu, albo gorzej będziesz się zatracać i cofać. I nie ma co tu "człowiekować" czy też wyśmiewać po prostu tak jest skonstruowany świat.
  4. kicinho

    Słowem wstępu...

    @Naatt Rozmawialiśmy już na ten temat. Doszło do tego, że właśnie schodzi mi z drogi i stara się dać mi więcej miejsca. Uważam że jest to lepsze rozwiązanie niż ciągłe uświadamianie mnie, że dam radę... Niestety świat tak szybko zapiernicza, że powoli też wspólny czas zaczyna być czymś extra w naszym życiu...
  5. kicinho

    no cześć

    @RikeFakeKombinerki To zdecyduj się: nie idziesz do lekarza "BO NIE"? Czy nie idziesz do lekarza dlatego, że masz powód? Nie mnie oceniać, ale wygląda faktycznie jakbyś pisał tutaj, bo się nudzisz, a nie dlatego, że potrzebujesz pomocy. Myślę też, że to nie problemy na tle psychicznym tworzą obraz Twojego życia tylko podejście i wychowanie. Uważam że powinieneś popracować nad sobą i swoim charakterem. @anonimowa_2001 Jeśli nie spróbujesz zmienić czegokolwiek w swoim życiu to samo do Ciebie nic nie przyjdzie. Musisz się w końcu zdecydować na jakiś krok: pójść do lekarza czy po prostu poprosić kogoś o atencję np: przyjaciółkę, siostrę?
  6. kicinho

    Słowem wstępu...

    Chciałbym właśnie, żeby potrafiła usiąść ze mną i porozmawiać, ale tak obszernie. Bo z reguły ograniczała się do słów "będzie dobrze", "wszystko będzie ok" albo co gorsza "weź się w garść". A to działało ze skutkiem odwrotnym do zamierzonego. Chciałbym żeby poznała te choróbsko i próbowała je zrozumieć... Fajnie, że masz "narzędzia" do walki z nią! Trzymaj się tego póki pomaga Ci łagodzić przechodzenie przez te katorgi. Miałem takie noce, że każda faza przechodzenia w twardy sen była dla mnie zawałem serca i powodowała powrotne wybudzanie. I tak w kółko nawet kilkadziesiąt razy w jeden wieczór. Trening autogenny Schultza: korzystałem bardzo mi pomógł. Oprócz tego "kaleczenie" z mojej strony prób medytacji, ale i tak odprężało. Ale muszę jeszcze to podkreślić: wiele zawdzięczam lekom przepisanym przez Panią doktor: Asertin.
  7. Cześć wszystkim! Nazywam się Artur, mam 30 lat i moja historia ma się tak, że w sumie kiedy już w większości poradziłem sobie(albo przynajmniej tak mi się wydaje) z krótko mówiąc: Nerwicą, postanowiłem zarejestrować się na forum, na które tak naprawdę wchodzę od dobrych dwóch lat. Miałem(a może wciąż mam?) nerwicę hipochondryczną. Po kuracji Asertinem(około rok regularnego zażywania 100mg/dobę) i Egzystą(na sen) objawy i ataki właściwie ustały. Niestety, kiedy już mam pewność, że to koniec tego horroru, który przechodzę wtem zdarzają się epizodyczne ataki. Nie jestem jakoś niezwykle zaskoczony faktem, że mam "nawroty", aczkolwiek jeden aspekt nie daje mi spokoju. Mianowicie proces ataku wygląda następująco: czuję umiarkowany ból w lewym przedramieniu, później jak gdyby impuls przechodzi przez korpus i zmierza do głowy i tam ustaje. Po chwili oczywiście moment odrealnienia i strachu(czy to zawał? SM? a może jeszcze inne dziadostwo, którego nie potrafię wymienić z imienia?), zimne poty, jakby stan zasłabnięcia. W większości przypadków po tych dwóch etapach ataku, nadchodzi trzeci: Potrzeba oddania stolca i/lub mdłości. Po tym wszystkim czuję się mega zmęczony i zaczyna się proces "myślenia" i szukania odpowiedzi w internecie: co mi do cholery jest?! Oczywiście odpowiedzi brak. Nie liczę, że tutaj znajdę odpowiedzi na wszystkie aspekty, które mnie męczą. Natomiast mam potrzebę wygadania się. Podczas leczenia nerwicy, często wspomagałem się tym forum. Nie wiem jak to zabrzmi, ale czytanie wyznań ludzi, którzy często 1 do 1, przechodzili podobne ataki co ja, uspokajało mnie. Pozwalało zwalczyć te "cholerę". Przez ten ciężki okres zdążyłem zrobić masę badań. Oczywiście wiele z nich z wynikiem przysłowiowego zdrowego konia. Morfologia idealnie, prześwietlenie klatki piersiowej: wzór, holter 24h: idealnie, obszerne badanie neurologiczne: brak zastrzeżeń, wszystkie reakcje w normie, badanie dna oka: nic nie wykazało. Kilkukrotnie robione EKG, pomiary ciśnienia, liczenie pulsu: wszystko w normie. Aczkolwiek nie wszytko jest kolorowe: - Helicobacter i zapalnie dwunastnicy(po gastroskopii, wyleczone) - Przewlekłe zapalenie zatok(rtg zatok wykazało przyścienne zmiany, nieleczone) - USG brzucha wykazało jakiegoś polipa na ściance woreczka żółciowego(lekarz stwierdził, że to nic takiego i nie trzeba tego operować czy leczyć, zalecił kontrol raz na rok) Jest też dużo aspektów generujących stres w moim życiu. Mimo tego, że jestem chory potrafię cieszyć się życiem i tym co mam(wtedy kiedy nie mam ataków), ale często te rzeczy generują we mnie złość. Jestem ojcem dwójki mega żwawych i aktywnych dzieci. Kocham je nad swoje życie, ale prawda jest taka, że chyba jednak nie do końca sobie radzę z rolą ojca. Tak na prawdę jeśli miałbym wskazać punkt, w którym doszło u mnie do załamania to będzie to okres kilku miesięcy po urodzeniu pierwszego dziecka. Później to już równia pochyła. Nie obwiniam ich, bardziej siebie, że jestem taki nieporadny, ale nie zmienia to faktu, że generuje to zły stres w moim życiu. Mieszkamy razem w nowym, małym domku, mamy ogród, nie żyje nam się źle, można by rzec sielanka. No ale nie do końca. Mieszkamy wspólnie z moją partnerką, oczywiście mamą naszych dzieci... No ale też nie zawsze ułatwia mi zadanie walczenia z dolegliwościami, chociaż widzę, że się stara, próbuje, schodzi mi z drogi gdy mam gorszy dzień, albo wręcz przeciwnie stara się rozmawiać(chociaż to rzadziej)... Jest ciężko, ale idziemy dalej, przed siebie! Cieszę się, że jest i tak o wiele lepiej! Jeszcze rok temu był ciągły lęk, strach, objawy. Teraz epizodyczne nawroty. Mam nadzieję, że pobudzę tutaj jakąś ciekawą dyskusję pod moją historią. Podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami, podpowiecie co mógłbym zrobić lepiej, czego może nie powinienem robić. Pozdrawiam.
×